wtorek, 16 stycznia 2018

[Paranormal Activity Club] Rozdział 95



Levy przysiadła na ławce, tuż przed grobem Gajeela Redfoxa, składając wcześniej bukiet kwiatów. Zapaliła znicz i postawiła go obok nogi. Przyjemne ciepło załaskotało jej skórę. Wyjęła z torebki książkę — całkowicie oddała się czytaniu, korzystając z wolnej chwili spokoju i wyciszenia. Cmentarz wiał pustkami, jak zresztą oczekiwała. Godzinna poranna nie należała do najchętniej odwiedzanych przez ludzi pory. Uwielbiała to wykorzystywać. Tylko w takich momentach odrywała się od wszystkich obowiązków, które spadły na nią dwa lata temu. Ciągła praca z „Fairy Tail”, a także wolontariat w domu starców męczyły, ale taka miała być jej pokuta. I ta pokuta przynosiła swoje efekty. Wina odeszła, a cmentarne wizyty nie doprowadzały ją do płaczu. Tym razem nie potrzebowała niczyjej pomocy, by odzyskać równowagę w życiu — z czego rozpierała ją duma.
— Widzę, że panienka wciąż się nie poddaje — usłyszała za sobą głos dozorcy.
Zamknęła książkę i przesunęła się, robiąc staruszkowi miejsce. Ten przyjął zaproszenie i usiadł obok niej. Zastękał, łapiąc się za obolałe place. Kolana również dokuczały, ale mniej niż przeklęty kręgosłup, który chwytał go niespodziewanym bólem przy każdym pochylaniu.
— Wydaje mi się, że tak będzie najlepiej — odpowiedziała po chwili zastanowienia. — Gajeel też tego pewnie by chciał. — Spojrzała na nagrobek.
— A kiedy przestaniesz przychodzić? — spytał grzecznie, rozwijając pakunek z ciasteczkami. Poczęstował nimi Levy. Smakowały wybornie.
— Pewnie nigdy. Czuję się tu — zgubiła właściwe słowo — dobrze. Po prostu dobrze.
— Daleko ci jeszcze do śmierci, lepiej przebywać wśród żywych. Polecam z doświadczenia — dodał szybko. Wybuchł gromkim śmiechem, całkowicie zapominając, gdzie się znajduje.
— Niby tak. — Odpowiedziała uśmiechem. — Jednak — zawahała się — to taka terapia. Wierzę, że właśnie teraz zmarli się mną opiekują. Mój ojciec jest pochowany niedaleko — wskazała palcem na miejsce pochówki — nawet pani Genowefa znalazła tu spokój.
— Płaczesz.
Levy przetarła mokre od łez policzki. Odwróciła się od mężczyzny, chowając zaróżowione pyzy. Obiecała sobie, że już więcej tego nie zrobi, a jednak…
— Czasami dobrze jest się wypłakać — zwrócił jej uwagę. — Nikt nie spodziewał się śmierci twojego ojca ani tej starej wiedźmy, która ciągle krzyczała, że wszystkich przeżyje! Ot co, i jeszcze pierwsza poszła do robali.
— Brakuje mi jej — przyznała.
— Jej ciągłego zrzędzenia…
—… braku chęci przyjmowania leków…
—… i nieprawdopodobnych opowieści — wymienili na jednym wydechu.
Wzięli jednocześnie głęboki wdech i puścili powietrze z płuc. Mężczyzna zakaszlał. Uderzył się pięścią w pierś, aż duszności ustały. Levy zaniepokoiła się. Wstała, po czym przyklęknęła przed mężczyzną.
— Nic mi jest, starość, po prostu starość. — Uśmiechnął się ciepło. Zmarszczki na twarzy pogłębiły się. — Siadaj, jeszcze trochę pogadamy sobie. I tak nikt tu więcej nie przyjdzie.
— Ja wiem… — przerwała.
Nagle rozległ się dzwonek jej telefonu. Zawstydzona tym, że zapomniała wyłączyć komórki, szybko sięgnęła do kieszeni. Dzwonił nieznany numer. Zawahała się. Posłała pytające spojrzenie dozorcy cmentarza, lecz ten tylko wzruszył ramionami. Postanowiła odebrać.
— Słucham? — powiedziała, przyjmując połączenie.
Levy — odezwał się w słuchawce drżący głos. — Proszę, pomóż mi, błagam.
— Z kim mam przyjemność? — Nie rozpoznała osoby dzwoniącej. Jednego z pracowników skrzyczałaby, lecz wobec obcej osoby wola lała tyle nie ryzykować.
Nastało chwilowe milczenie.
To ja, Erza — padła w końcu odpowiedź.
Telefon wysunął się z dłoni. Upadł na ziemię, odbijając się głucho od twardej powierzchni. Levy zadrżała się.
— Lepiej podnieść — zaproponował jej dozorca.
Rzuciła mu ostre spojrzenie. Nie chciała, by ktokolwiek zwracał jej uwagę, co powinna zrobić. Jednak pomimo swojego początkowego sprzeciwu, podniosła telefon i odparła:
— Przepraszam, ale trochę głupio mi…
Przepraszam! — przerwała jej gwałtownie Erza.  — Levy, ja przepraszam za to, co powiedziałam, gdy ostatnio się widziałyśmy. Ale tu nie chodzi teraz już o mnie! Tylko o moją córeczkę — powiedziała ciszej. — Ja zostałam wykorzystana, ale uciekłam. Aquarius dała mi twój numer telefonu. Błagam, Levy… Błagam…
— Ja…
Naprawdę nie wiedziała, co odpowiedź. Nie potrafiła odrzucić tej prośby ot tak; wyszłoby na to, że jest większym potworem niż jakikolwiek jej znany. Aczkolwiek nie było prosto zgodzić się. Wciąż pamiętała kłótnię sprzed dwóch lat. Nosiła w sercu ziarno nienawiści, które spoczywało w nim przez cały ten czas, aż do teraz; do momentu, w którym usłyszała głos Erzy. Wszystkie złe wspomnienia z tego dnia przyćmiły cały rozsądek.
— Co mam zrobić? — spytała, nie dając się ponieść emocjom.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję! — Erza rozpłakała się.
— Nie dziękuj mi. Po prostu nie mam sumienia zostawić cię samej — wyjaśniła. — Mów, co mam zrobić.
Jestem Pengrande, w takim domku na uboczu zachodniej części, państwo Marvell mnie ugościli. Powiedzieli, że jak zapytasz pani Marii Makao, to już dowiesz się wszystkiego. Poza tym prosili byś zadzwoniła do Natsu.
— Do Natsu? — powtórzyła ze zdziwieniem w głosie. — A coś się stało?
Nie znam szczegółów, ale jeśli dobrze zrozumiałam, Lucy jest w niebezpieczeństwie.
Spóźniłaś się o dwa lata. — Zaśmiała się. — To już przestarzała informacja.
Nie, Levy, ja mówię, że teraz, w tej chwili Lucy znalazła się w niebezpieczeństwie. Chce zniszczyć jakiś klasztor. — Zakaszlała. — Pomożesz mi?
Westchnęła.
— Tak. — Posmutniała. — Pomogę, więc odpocznij i daj mi działać, proszę.
Rozłączyła się, zanim Erza zdążyła cokolwiek wtrącić. W tej samej chwili, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dostała wiadomość z adresem, pod którym znajdowała się Erza. Teraz tylko potrzebowała wsparcia Grandeeney i innych członków „Fairy Tail”, żeby rozwiązać problem. Choć bardziej martwiła sprawa Natsu. Jeszcze nie dostała nowych informacji, ale poranne wyjście na cmentarz mogło być tego przyczyną.
— Levy! — rozległ się krzyk z okolicy bramy.
Odwróciła się. Jet i Droy biegli cali zmachani w jej kierunku, trzymając pod pachami kilka teczek z dokumentami. Podbiegli do niej. Rzucili się na trawę, biorąc głębokie wdechy i odpoczywając,
— Zgaduję, że chodzi o Natsu — odparła, podając przyjaciołom butelki z wodą. Pochwycili je łapczywie i wypili wszystko za jednym haustem.
— Tak — potwierdził Jet, pierwszy odzyskując siły. — Chodzi o Natsu, ale to nie on do nas dzwonił. — Zasapał.
— To król Zeref do nas zadzwonił — wtrącił się nagle Droy.
— Ej, ja miałem to powiedzieć! — rzekł z żalem Jet, po czym fuknął i udał obrażonego.
— Nie zachowujcie się jak dzieci i gadać, o co chodzi! — syknęła Levy, nie znosząc tych przepychanek przyjaciół w najmniej odpowiednich momentach.
— Przepraszamy, ale to nie da się wytłumaczyć! — Jet starał się uspokoić pracodawczynię.
— Zgadza się! — potwierdził Droy. — Chodzi o to, że Zeref Dragneel poprosił nas byśmy wszyscy z Fairy Tail wspomogli Natsu w Pengrande. Zaczął tłumaczyć, że Lucy udała się zniszczyć Acnologię i wszystko, co z nim związane.
Levy chwyciła się za podbródek, myśląc o Lucy. Niczego innego nie spodziewała się po niej. Zastanawiało ją tylko jedno, dlaczego do tej pory tego nie załatwiła? Czemu z tym tak długo czekała? I Natsu poprosił o pomoc? Ciężko jej było w to uwierzyć. A cała pomoc Zerefa? Już z daleka śmierdziało jej to podstępem.
— Dlaczego mielibyśmy mu pomóc? — zapytała ostatecznie po dłuższej chwili milczenia.
Jet i Droy spojrzeli po sobie.
— Zeref powiedział, że — zaczął Jet szybko, chcąc tym razem samemu wszystko wytłumaczyć — zawarł Natsu małą umowę. Chce również nam ją zaproponować i… — Zawahał się.
— I? — Pogoniła go Levy.
—… zgodzi się na nasz projekt z wysyłaniem dzieci z China Town i District Hell do szkół, które powstaną na terenie Magnolii — dokończył.
— Podobno na to nie ma pieniędzy — zauważyła, nadal nie ufając Zerefowi.
— Odpowiedział tylko, że jest królem.
— I nie tylko to! — krzyknął Droy. — Musisz iść z nami do siedziby, nie uwierzysz!
— Co się stało tym razem? Mój ojciec wstał z grobu? — zażartowała okrutnie i niestosownie.
Dozorca odkrząknął, mając jej za złe ten żart.
— Przepraszam. — Opuściła wzrok, wstydząc się za siebie. Przestała panować nad własnymi słowami.

— Levy… Gray i Juvia wrócili — odpowiedzi chórem Jet i Droy.

Mam nadzieję, że nie zawiodłam rozdziałem. Ogólnie naprawdę staram się nich max, na ile mogę sobie pozwolić przy danym zainteresowaniu tematem.  Pewnie mówiłam to już 864728 razy, ale FT mnie rozczarowało, ale nadal mam sentyment do tej mangi (bądź co bądź to dzięki niej rozpoczęłam blogowanie). No i WY wciąż mnie motywujecie do pisania. Podzieliłam jedną część na kilka. Miał być jeden rozdział, potem się okazało, że miałby ze 3000 słów i musielibyście na niego czekać z miesiąc, więc dziś daję Wam taki!
Kiedy kolejne? Na 100% pojawi się 30.01, potem tak na 60% 13.02.
Zapraszam również na mój blog o tematyce książkowej, mangowej, o anime i różnych, innych pierdółkach. Już w tą niedzielę przedstawię taką krótką opinie o anime z obecnego sezonu!
http://wyrwane-z-wyobrazni.blogspot.com

7 komentarzy:

  1. Gdzieś tam zjadłaś literkę ,,z" jak Jet albo Droy mówili o zawartej umowie Zerefa z Natsu.
    Brakowało mi Levy i szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się jej teraz, w tym rozdziale.
    A teraz wszyscy lecimy na pomoc Natsu i Lucy! I parę z nas zapewnie zginie, ale co tam.
    Pogodzenie Erzy i Levi możemy uznać za duży plus.
    Czekam jak dalej się rozwinie akcja. Rozdział może i krótki, ale ważne, że jest. U mnie na plus można zaliczyć to, że powoli nadrabiam twoje pozostałe blogi ;)
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, fajnie, że zaskoczyłam!
      A co do śmierci... Hmm, raczej nie. Już kiedyś wspominałam, że skrzywdzę bohaterów, ale raczej już w tym momencie nie będę ich zabijać :) Przynajmniej większości!
      W zasadzie Erza i Levy jeszcze się nie pogodziły, ale tai mały szczegół ;)
      Bardzo się cieszę, że nadrabiasz! Obym cię nie zawiodła!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Boże uwielbiam Cię i te Twoje opowiadania naprawdę wiesz jak przyprawić człowieka o palpitacje serca i znów zaskoczyłaś mnie
    nie sądziłem,że akcja tak się potoczy ale to jest wielki plus dla Ciebie i Twoich opowiadań. Jeszcze raz powodzenia na
    sesji mam nadzieję, że dostaniesz jak najlepsze oceny trzymam kciuki. I przepraszam, że się tak upominam o te rozdziały
    ale zakochałem się w Twoich opowiadaniach a PAC to już dla mnie naprawdę CUDO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Palpitacje serca... Wiesz, że ani razu jeszcze nie użyłam tego wyrażenia w żadnym opowiadaniu. Ot, taka ciekawostka :)
      Oj, możesz się upominać. Naprawdę wiele to dla mnie znaczy i cieszę się, że moje opowiadania po coś są. Niektórzy sądzą, że pisanie opowiadań jest przede wszystkim dla siebie. Ale gdybym pisała dla siebie, one wciąż byłyby gdzieś w pliku na kompie a nie w sieci. Dzięki temu, że jesteśce, dajecie mi wenę, ja wciąż piszę. No i przez to PAC rozciągnie się na te kilka rozdziałów więcej... Choć szczerze, miałam kończyć już pół roku temu, ale wiele osób nie chciało szybkiego zakończenia, tylko takie jak pierwotnie planowałam. Tak, druga ciekawostka, te wszystkie wydarzenia, wraz z przyszłymi, już miałam mniej więcej zarysowane na początku tworzenia bloga, czyli prawie 4 lata temu :)

      Usuń
  3. No to fajnie wielki plus dla Ciebie, że potrafisz trzymać się ustalonego schematu,planu ja pewnie już dawno bym zapomniał no chyba,że bym miał gdzieś zapisane jak co i takie tam.Ale ja przynajmniej tak uważam, iż do pisania trzeba mieć talenta sama wena i pomysł nie wystarczą, a Ty zdecydowanie to coś posiadasz.
    Nie wiem jaki miałaś plan zakończenia wcześniej, ale cieszę się,że Cię od niego odwiedli bo mam przynajmniej co czytać i na co oczekiwać z mocno bijący sercem wiedząc, że mnie zaskoczysz czekam z niecierpliwością na finałowy rozdział i na następne opowiadanie POZORY CZASEM MYLĄ trzymając za słowo iż będzie tak samo, a być może i lepsze od PAC-a. Sorki za słowotok, ale naprawdę się wkręciłem i odziwo czytanie PAC-a po raz enty mi się nie nudzi zresztą tak jak i detektywów z przypadku dużo weny czasu i samo zaparcia w dalszym pisaniu życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki! Naprawdę się cieszę, że opowiadania aż tak ci się podobają.
      No PCM powinny być lepsze. Na pewno będą dużo, dużo krótsze i tym razem będą dotyczyć małego obszaru, więc będzie troszkę inne od PACa. Poza tym więcej romansu i takiej obyczajówki, z tajemnicami i zagadką kryminalną w tle, którą już zdradziłam (w zasadzie nawet dwie) a której chyba nie zauważyliście, na szczęście ;)
      A później pewnie będzie ENIGMA. Utrzymana w klimacie PACa i Detektywa, ale z lekką nutą fantasy i mojego autorstwa.
      A tak jeszcze jedno, jeśli szukać coś w tych limatach, to moim mistrzem i wzorem do naśladowania jest Narita, twórca Baccano czy Durarara. Durarara sporo wpłynęło na PACa, a Baccano wpłynie na Enigmę :)

      Usuń