niedziela, 21 lutego 2016

[Smocze Królestwo] Rozdział 18


— Szukacie jakiś informacji. — Ku je zaskoczeniu, obok nich siadł dość młody, brązowowłosy mężczyzna ubrany zupełnie inaczej niż inni bywalcy baru. Niski, otulony jasny płaszcz uśmiechał się szeroko do całej zgrai załogi.
— Tak, a masz jakieś? — zagadną niepewnie Natsu, wiedząc, że coś jest nie tak.
Jednak tajemniczy jegomość zdawał się nie mieć złych intencji w stosunku do nowych ludzi. Wręcz przeciwnie. Był przyjazny i otwarty, lecz to świadczyło też o tym, że mógł mieć ukryte intencje.
Musica nie chciał się z nikim cackać. Od wielu lat był już kapitanem bandery, więc wiedział, jak należy wykorzystywać takie okazje.
Biorąc haustem kilka łyków piwa, uderzył kuflem o blat, mówiąc:
— Jeden dla tego miłego pana i dla mnie.
Wskazał na puste naczynie, robiąc przy tym smutną minę.
— Możecie wypić nasze — odezwała się Lucy, podając im piwa.
Nie skarżąc się, oboje zbili toast, zaczynając pomału gawędzić. Na początku poruszali dość typowe i codzienne sprawy, aż powoli zaczęli przechodzić do najważniejszych tematów w sposób dość zgrabny i elegancki.
— To mówisz, że ta „jaskinia”, to dawna kopalnia? — powtórzył dość wyraźnie podpity Musica. — A coś tam teraz jest?
— Nic, a nic! — Pokręcił głową tajemniczy gość. — Byłem w środku z ciekawości — pomachał słodko w stronę barmana — ale nawet usunęli tory i jest czyściutko, a wejście zablokowane.
— Ciekawe rzeczy prawisz, przyjacielu. — Musica pochwycił go ramię i zaśmiał się radośnie, biorąc kolejną dolewkę.
Natsu pochylił się nad Lucy i powiedział jej do ucha:
— To już się robi nudne.
— Nie inaczej — odpowiedziała, powoli rozglądając się po babrze, który powoli pustoszał.
Nagle jakiś impuls przeszedł przez głowę Lucy. Z każdą sekundą ból stawał się coraz to bardziej uciążliwy, nie pozwalając jej normalnie funkcjonować. Bez żadnego słowa wyjaśnienia wstała i wybiegła z baru na ulicę. Jednak nawet wtedy nie mogła nacieszyć się spokojem.
Ostre promienie słoneczne poraziły ją, jeszcze bardziej potęgując to dziwne uczucie, jakby ktoś próbował przedostać się do jej głowy. Uciekła do korytarza, który znajdował się między dwoma budynkami, i oparła się o drewnianą ścianę, zsuwając się na ziemię. Piasek łaskotał jej skórę, a sukienka delikatnie falowała wraz z ciepłym wiatrem.
— Co się dzieje? — pytała, próbując zrozumieć, co się dzieje.
Niespodziewanie wszystko ustało. Podniosła niepewnie głowę do góry. Ujrzała stojącego nad nią Natsu, który wybiegł zaraz za nią.
— Lucy?
— Źle się czuje — odpowiedziała cichym głosem.
— Może jest w ciąży?
Oboje podskoczyli z wrażenia po propozycji Musici, który miał widoczną radochę z dręczenia młodego małżeństwa.
— Idźmy szukać już tej przeklętej broni! — syknęła Lucy, nie chcąc dawać kapitanowi statku kolejnych pretekstów do żartów.
Wychodząc sporo na przód kompanii, zostawiła dwóch chłopaków za sobą, wiedząc, że to będzie najlepsze rozwiązanie.
W pewnym momencie odwróciła się i zaczęła rozglądać we wszystkie możliwe strony. Zaniepokojeni mężczyzny popatrzyli się na siebie, po czym równocześnie spytali:
— Coś się stało?
— Mam wrażenie, że ktoś nas śledzi — odpowiedziała tylko.

***

Ubrana w kruczoczarną suknię dumnie kroczyła przez kolejne pokoje, docierając do ogromnego pomieszczenia, które w całości było wypełnione najróżniejszymi przedmiotami, pozamykanymi za szklanymi obudowami. Patrząc z czułością na swoje skarby, powoli zaczęła schodzić po białych schodach, które stworzyła z własnej aury.
Gdy tylko dotarła na najniższe piętro, uśmiechnęła się słodko, anulując zaklęcie. Wnet magiczny przedmiot rozleciał się na kawałeczki, po czym opadł na ziemię w postaci złotego pyłu.
— Przednia zabawa — szepnęła tylko, dotykając kolejnych trofeów, począwszy od części ludzkiego ciała, a kończąc na zwykłych przedmiotach codziennego użytku. Dla innych śmieci, lecz dla niej i dla poprzednich właścicieli najcenniejsze rzeczy, w których zawarli część swojej duszy.
Powoli zaczęła docierać do najbardziej skrytego w mroku zakątka. Tylko jej oczy — oczy Wiedźmy Wymiarów — były w stanie ujrzeć to, czego ludzkie oko nie było w stanie. Setki tysięcy duch błądzących bez sensu w ogromnym, magicznym naczyniu, Jarzące się szmaragdowymi kolorami, wirowały, szukając bezsensownie drogi ucieczki, która nie istniała.
Z twarzy kobiety nie schodził uśmiech pełen dumy i satysfakcji. Napawała się swoimi zdobyczami, które równocześnie odzwierciedlały, jak chorymi stworzeniami są ludzie.
Po kilku sekundach odwróciła się i podeszła do okrągłej kadzi, którą wypełniała przejrzysta woda. Wyrzeźbiła w dłoni srebrne ostrze, po czym przejechała nim po gładkiej skórze nadgarstków. Bordowa krew spłynęła strumieniem, skapując prosto do płynnej cieszy i barwiąc ją na jasną czerwień. Nim minęło pięć sekund rana zasklepiła się, nie pozostawiając po sobie ani jednego śladu.
W misce ukazał się dziwny obraz, który ukazywał Natsu, Lucy i Musicę idących prosto do jaskini, w której miała się znajdować się jedna z broni.
— To dopiero początek — zaczęła Wiedźma — który zaprowadzi te dzieci do krwawego przeznaczenia, które zostało im zgotowane tysiące lat temu. O tak… — Wzięła głęboki wdech powietrza i uniosła głowę w stronę sufitu. — Idź Natsu i zdobądź odwagę, by odwrócić bieg czasu. Zdobądź magię, która będzie w stanie zniszczyć nieuchronny los. Stań się tym, kim nigdy nie powinieneś się stać.
Palcami przejechała po szyi, aż dotarła do białego materiału ozdobionego w czarne, smocze łuski. Zaśmiała się, po czym zdjęła przedmiot i wrzuciła go do płynu, rozpalając na nim krwisty ogień.

***

Dopił ostatnie krople piwa, które osiadły się na dnie kufla.
Przyjaciel do alkoholu uciekł, a on sam pozostał z problemami, które zostały mu nieświadomie narzucone. Patrząc na swoich ludzi, z których większość, to byli stali bywalcy baru, uśmiechnął się złośliwie, po czym otarł twarz z potu.
— Zabawni są ci ludzie — skomentował zachowanie Natsu, Lucy i Musici, którzy jeszcze chwilę temu towarzyszyli mu w barze. Nieświadomi z kim rozmawiają, tak łatwo zaczęli się zwierzać z kolejnych problemów, dostarczając mu tym samym idealne źródło informacji.
— Szefie? — odezwał się jeden ze sługusów, podchodząc do swego zleceniodawcy. — Kiedy działamy?
Mężczyzna postukał się w skroń, po czym wstał i rozejrzał się po całym barze. Pełny dumy, że właśnie jemu zostało powierzone to zadanie, wskoczył na jeden ze stołów i przemówił do reszty:
— Mój Pan, a teraz i wasz, La Pradley — odchrząknął — wyznaczył nam niebywale ważne zadanie! Mamy odnaleźć zaginioną Świętą Broń i powstrzymać ludzi, którzy próbują mu ją odebrać. Oczywiście wszystkie, inne skarby należą do nas, jeśli oddamy właściwy przedmiot.
Wnet rozległ się dźwięk naostrzenia mieczy i naładowywała broni, który mógł zwiastować tylko jedno…
— DO BRONI! — krzyknął do kamratów, rozumiejąc, że za moment rozpocznie się bitwa.

***

Szli spokojnym tempem, wiedząc, że nigdzie im się nie śpieszy. Do zmierzchu było jeszcze bardzo daleko, a sam fakt posiada dość poważnych informacji sprawiał, iż przestali się martwić.
Widzieli, że muszą jeszcze przejść dość długą drogę, by dotrzeć do wspomnianej dawnej kopalni. Widząc ją z daleka czuli, że nogi będą w stanie odmówić im posłuszeństwa w połowie drogi. Gorąco, a wręcz żar, który lał się z nieba, uniemożliwiał im jakiekolwiek szybsze działanie w tych warunkach.
— Mogę cię o coś zapytać Musica? — zagadała Lucy, sądząc, że rozmowa jest dobrym pomysłem.
— Jasne. — Musica kiwnął głową.
— Jak to jest, że wszyscy mówią w tym samym języku? — Od dawna ją zastanawiało nie tylko to, że wszyscy posługują się tym dialektem. Martwiło ją, że i historia, i zwyczaje daleko nie odbiegają od tych, które znała z Fiore. Sam ślub z Natsu przypominał bardzo ten z ich rejonów. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że teoretycznie cztery kontynenty nie mają ze sobą praktycznie żadnego kontaktu.
— A więc chcesz mnie wymęczyć zanim dotrzemy? — Wzruszył ramionami, a po chwili zaśmiał się radośnie.
— Nie, ja…
— Żartowałem. — Splótł ręce dla głową i zaczął się przygotowywać do opowiadania. — Od wielu, wielu wieków w Sarycji i innych państwach istnieje tradycja wzajemnego przekazywania legend. Może wydawać się to dość dziwnego, jednak historie o Trzech Bogach, Naszyjniku Ederiona, Świętych Łowcach, czy Wędrówce Kontynentów… Może to tylko zwyczajne bajki dla dzieci, ale naukowo zostało udowodnione, że czterysta lat temu nasz kontynent i wasz były jednym. Dopiero przez wydarzenia zwane Wielką Smoczą Wojną, albo jak u was — Festiwal Króla Smoków — rozdzieliły się. Z tym właśnie mają związek te legendy. W miejscu, w którym was odnaleźliśmy… — przełknął dość głośno ślinę — to ruiny pierwszej stolicy.
— A jaki to ma związek z tym, o co pytała Lucy? — przerwał mu Natsu, powoli nie rozumiejąc, do czego dąży przyjaciel.
— Do pewnego roku żyliśmy jako jedno, wielkie państwo, więc język, kultura i historia przetrwały w nas — odparł Musica, mając nadzieję, że tym razem wyjaśnił wszystko bardziej zrozumiale.
Lucy nie odzywała się. Słuchała z uwagą wyjaśnień kapitana statku. Porównując jego słowa z opowieścią Amelii, widziała pewne różnice, które zaczęły ją niepokoić. Dziewczyna nigdy nie wspomniała o tym, co łaskawie jej powiedział Musica. Czuła, że ktoś próbuje ich wprowadzić w błąd, lecz nie wiedziała z jakiej strony płynie zagrożenie.
— Coś jeszcze? — Musica wyrwał blondynkę z zamyślenia.
— Chyba nie — odpowiedziała niepewnie.
Wtedy dopiero w pełni ujrzała starą jaskinię, która była wydrążona na samym szczycie dość dużego wzniesienia. Z dołu nie wydawało ono się aż tak wielkie, jednak stąd biło zupełnie inne wrażenie. Czuła delikatny podmuch wiatru, który niósł ze sobą drobinki piaski. Świeże powietrze o dziwnym słodkim zapachu, które przywoływało niepokojące wspomnienia. Miała wrażenie, jakby wcześniej tu już była, choć wiedziała, że jest to niemożliwe.
— Lucy? — zagadał niespodziewanie Natsu, wprawiając pozostałą dwójkę w zakłopotanie.
— Co się stało? — zapytała wątpliwie jego żona.
— Dlaczego w ogóle tu jesteśmy?

10 komentarzy:

  1. Genialny rozdział! Troszkę mnie zaskoczyłaś tym powrotem do Fairy tail, ale fajnie, że teraz wiemy co się tam dzieje. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, liczę że będzie równie świetny jak ten. 😊😉❤
    Teraz pod komentarzem będę się podpisywać pseudo: "Milka" ;) żebyś wiedziała kto komentuje twoje posty😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami będą powroty do FT, bo mimo wszystko ważne jest to miejsce :) No mam nadzieję, że nie zawiodę cię w kolejnym rozdziale i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Jak nie cierpię Lisanny tak tutaj ją lubię naprawdę, oby się skończyło, szczęśliwie :D jak mówiłam nie lubię złych zakończeń. Oj tam Tamaki wyrwał nową dziewczynę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nie wiem, czemu ludzie jej tak nie lubią. Przecież to niewinna dziewczynka jest! A czy się skończy szczęśliwie? Zależy jaką definicje uznajesz, bo szczęśliwe zakończenie będzie, ale...
      Nic nie mówię...
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  3. Kompletnie zapomniałam, że miałaś wstawić nowy rozdział w niedziele! Tamaki i pan kościotrup tworzą całkiem fajną parę :D Natsu wpakował się w poważne kłopoty... ja tam bym nie zadzierała z tym domem...
    Powrót do FT cudowny i w końcu Lisanna jest człowiekiem! A zwykle jest czarnym charakterem ;) Biedny Happy (T.T) Mam nadzieje, że może będzie podobne coś do tamtej wersji i jakoś się spotkają :)
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuuuuuużo wolnego czasu! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kurcze... Nie spodziewałam się, że macie takie fetysze! Już jesteś którąś z kolei osobą robiącą taki paring!
      Nie, z Lisanny nie robię żadnego potwora, bo nieładnie. Wystarczająco się dziewczyna nacierpiała! A co zrobię z FT, to już sobie zobaczycie!
      Dziękuję za komentarz i za życzenia! Wszystko się przyda!

      Usuń
  4. Hei to znowu ja.
    Cóż mogę rzec, rozdział bardzo mi się spodobał. Na początku odrobina tajemniczości i przerażenia, potem śmieszna akcja w celi z kościotrupem.
    A na końcu smutne i wesołe chwile, magów Fairy Tail. Czy mówiłem już, że podoba mi się, w jakim świetle przedstawiasz Lisanne. Jesli nie to teraz mówię.
    Co raz bardziej podoba mi się to opowiadanie, z każdym rozdziałem robi się ciekawsze. Oczywiście nadal czekam z niecierpliwością, na pikantne relację naszej dwójki głównych bohaterów. Lecz nie będę cię pospieszał, gdyż wiem że masz już wszysko mniej WIĘCEJ zaplanowane:)

    Co do mnie.
    Do szpitala trafiłem, z powodu problemów z sercem. Od dziecka mam z nim problemy. Mój organizm przyzwyczaił się do leków które brałem.
    Co skutkowało osłabieniem, oraz dość czesto utratą przytomności.
    Lecz teraz jest już wszystko w pożądku, dostałem nowe leki. Oraz przeszedłem mase badań. Puki co, nie muszę się o nic martwić. Dzięki za zainteresowanie, jeszcze raz powiem że rozdział jest świetny. Z góry przepraszam za błędy, jeśli by takie tu wystąpiły. Zmeczenie daje o sobje znać, po 12 godzinach pracy.
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i do usłyszenia.
    Dragneel2149.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mi to mówią i bardzo mnie to cieszy, bo chciałam ją przedstawić w lepszym, nowym świetle!
      "na pikantne relację naszej dwójki głównych bohaterów." - to sobie możesz poczekać :)
      Nie ma problemu. Błędy są naszą kochaną towarzyszką, która nas nigdy nie opuści!
      Cieszę się, że póki co wszystko jest w porządku. MOgę tylko życzyć jak najwięcej zdrowia i wytrwałości w pracy!
      Dzięki za komentarz ;)

      Usuń
  5. Mam rozumieć ze jedynie Lisanna wierzy w ich niewinnosc? A erza? Grey? mira? levy? przeciez oni byli im najblizsi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to że zapomnieli i że nie wierzą w ich niewinność. Po prostu nie wiedzą, co mogliby zrobić, a sądzą, że Nalu już nie żyje.

      Usuń