niedziela, 16 marca 2014

Odcinek 16 - Każdy ma swój własny mały sekret

            Levy powoli zaczęła ocierać łzy, czuła się zawstydzona i zażenowana po tym co zrobiła. Bała się spojrzeć Zerefowi w oczy, powoli zaczęła się cofać, jednak zimna ręka mężczyzny chwyciła ją.
- Minęło tyle lat, a ty dalej zachowujesz się jak dziecko! – skarcił ją Zeref, ta odwróciła się i z uśmieszkiem na twarzy rzekła.
- No od kogoś musiałam się tego nauczyć. – po chwili oboje wybuchnę li śmiechem.
- Czasami trzeba odpocząć od trupów i pieniędzy. – Levy uderzyła go w lewy, a po chwili oboje zaczęli się kierować w stronę samochodów.
- A z moją pracą? – nieśmiało zapytała się dziewczyna – No wiesz… niby zostałam przeniesiona do FBI.  – podrapała się lekko po głowie.
- Nie, to akurat było na serio. Będziesz pracowała w FBI. – odpowiedział spokojnym głosem Zeref.
- He?! – krzyknęła zaskoczona – Ale?! Mówiłeś, że to był tylko kawał, że oszukałeś Fairy Tail.
- To prawda, ale faktem jest to, że pracujesz w FBI. – wsiadł do samochodu
- I co mam tam robić? – zapytała przez szybę auta.
- To co zawsze … informować. – odjechał, pozostawiając Levy samą.
- ach … - westchnęła – A myślałam, że wreszcie będę miała urlop. – po tych słowach, sama odjechała. Wiedziała, że jak tylko wróci do swojego mieszkania dostanie dokładne informacje na temat swojego zadania. Bałą się tego, co ją czeka, ale była szczęśliwa, gdyż nie będzie musiała już okłamywać swych przyjaciół.

***

            Wszyscy w komisariacie próbowali zrozumieć sytuację, która chwilę temu się zdarzyła. Mieli doświadczenie i wiedzę, ale nikt nie mógł złożyć realnej opowieści o tym, jak Levy została pracownikiem FBI.
-NIEWAŻNE! – krzyknął na cały komisariat Makarov – Porozmawiam z Levy, jak się nadarzy okazja, a teraz idę szukać jakiegoś nowego patolog.
- LEVY!!!!!!!!!! – jęczeli w niebiosa Jet i Droy – DLACZEGO!???????!?!?!?!
- CISZA! – krzyknął Komisarz Główny. Nagle odwrócił się w stronę okna. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Coś się stało ?  - zapytała się Mirajene, delikatnie dotykając ramię szefa.
- Oj przewidziało mi się. A przygotuj tą żółtą teczkę z napisem „Panienki”, tą najgrubszą. Muszę pójść do tego gówniarza [czytaj : Laxusa] i poprosić go o coś. – zawołał idąc w stronę swojego gabinetu.
- Ej, on naprawdę nazywa tak te teczki ? – dopytał się Natsu
- Najwidoczniej tak.  – odpowiedziała mu Lucy.
- DO PRACY!!! – usłyszeli wrzask za drzwi.
            Makarov wygodnie rozsiadł się na fotelu, zaplótł palce obu rąk i oparł się łokciami o biurko. Westchnął głęboko, następnie popatrzył się w okno, szukając czegoś.
- „Oni już wiedzą” – pomyślał.
- POCZTA! – usłyszał z swojego gabinetu.  Po chwili weszła do niego Mirajene, niosąc w dłoniach przygotowane papiery i małą paczkę.
- Proszę. – powiedziała smutnym głosem i odeszła. Makarov poczekał jeszcze chwilę i gdy dziewczyna tylko wyszła, rozpakował przesyłkę i rozsypał jej zawartość na biurko. Były tam dokumenty, pokryte folia i list. Komisarz Główny chwycił do ręki pismo i zacząć czytać.
Z największymi wyrazami szacunku !

Wiem, że sprawa znalezionego ciała w lesie utknęła w miejscu, a szczególnie po tym, jak wasz patolog został przeniesiony do FBI.
Jako sumienny obywatel, znający swoje patriotyczne obowiązki, zobowiązałem się do oddania dokument, który wcześniej …
Kazałem zabrać. Mam nadzieję, że śledztwo ruszy.
                                  
                                   Pozdrawiam

- „Co jest?”  - Makarov chwycił dokument w ręce i rozerwał otaczającą go folię. Otworzył go i po chwili opuścił. Jego ręce drżały, a oczy były pełne strachu i bólu. Patrzył na leżący dokument i wciąż pojawiające się imię i nazwisko zapisane na pierwszej stronie.- Jak … jak mam mu to powiedzieć? DLACZEGO DO JASNEJ CHOLERY, ZAWSZE MUSZĘ MIEĆ RACJĘ!!!! – krzyknął, po czym uderzył głową w stolik. Złapał się, a po chwili łzy zaczęły mu napływać do oczu. Wstał. Zaczął się rozglądać wokół siebie, po czym popatrzył w stronę okna. Uderzył ręką o blat, chwycił wszystkie dokumenty i wybiegł z gabinetu, krzycząc : - Wszyscy do domów, ale już!!!
- Co się stało ? – pytali się wszyscy, ale nie uzyskując odpowiedzi, zaczęli się pakować.
- Jak myślisz, co się dzieje? – Lucy podeszła do Natsu który siedział zamyślony.
- Nie wiem, ale szefunio musiał coś odkryć. – wyjaśnił dziewczynie. Nagle wstał, jakby coś sobie przypomniał, spojrzał na dziewczynę i po chwili namysłu rzekł – Może pójdziemy na Dragon Drivera?
- A przypadkiem nie zarezerwowałeś biletów na inny dzień ? – zapytała Lucy.
- No tak, ale jak dobrze wiem, to pochodzisz z bogatego rodu i masz znajomości … - niewinnie podrapał się po głowie, a po chwili poczuł, jak Lucy bije go w ramię. – Kurcze, a ja myślałem, że komarów nie ma zimą …
- Ty…- syknęła dziewczyna. Chłopak szybko zrobić zwrot w tył i uciekł. Lucy pobiegła za nim, szybko nakładając płaszcz. Natsu zdążył już wsiąść do samochodu, jednak jego powolne reakcje spowodowały, że zaraz do auta wskoczyła Lucy. – Nie uciekniesz mi tak łatwo! – odpowiedziała rzucając w niego śnieżką.
- Ale zabawne … - powiedział, ze skwaszoną miną. – To co? Jedziemy ?
- JASNE!!! – krzyknęła pełna radości Lucy. – Ciekawe, czy będzie to wierna wersja?
- No nie wiem, zakładamy się? – puścił w jej stronę oczko, dziewczyna złowieszczo się uśmiechnęła.
- Co obstawiasz? – zapytała
- Nie będzie to wierna wersja! – szybko podjął decyzję
- No to ja, że będzie to wierna wersja. – krzyknęła dziewczyna – O co się zakładamy?
- Hmm, jak ja wygram to ty stawiasz obiad, jak nie to ja funduję. Może być ? – spojrzał na nią z ukosa
- Zakład przyjęty!

***

            Makarov pędził do Laxusa, zastanawiając się czy chłopak będzie w stanie pogodzić się z prawdą. Musiał podjąć decyzje, jednak był świadomy tego, że może ona wpłynąć na wielu ludzi, a nawet i więcej. Gdy dotarł pod królestwo wnuka, zatrzymał się. Po chwili zapukał i wszedł.
- Co tam? – już na początku usłyszał narzekania.  Starszy Dreyar zamknął drzwi, po czym podszedł do chłopaka. – Czemu masz taką grobową minę? Ktoś umarł? – Makarov rzucił mu na biurko plik z dokumentami. Laxus zaczął już po nie sięgać, gdy dziadek go powstrzymał.
- Mam do ciebie prośbę … - zaczął mówić – Ale musisz mnie wysłuchać!
- Chyba nie mam wyjścia. – odpowiedział, wygodnie rozsiadając się na fotelu.
- Są tajemnice, które nie powinny wyjść na światło dzienne, ale ukrywanie ich przez lata powoduje, że mogą one przedostać się do ludzi w najgorszym możliwym momencie. Tak było z nimi …
- Z kim ? – dopytał się chłopak
- Laxus, jesteś już dorosły, więc obiecaj mi, że nie przeczytasz ich.  – wziął głęboki oddech, poczekał chwilę i wypowiedział słowa, których tak bardzo się bał. – Zrobisz to po mojej śmierci.
 - Ty chyba nie zamierasz umierać co? Ha ha… - zaśmiał się cicho, ale gdy tylko zobaczył powagę w oczach dziadka, załamał się. Opuścił oczy do dołu, gapiąc się w podłogę – Staruszku jeszcze możesz się doczekać prawnuków, więc nie schodź z tego świata dobrze? Może daj sobie jeszcze z 20 lat?  - Makarov podszedł do niego i oparł swoją rękę o jego ramię.  
- Jestem z ciebie dumny. Obiecaj mi to Laxus, gdyż informacje, które są zawarte w tej teczce dotyczą także ciebie i jej…
- Mamy? – przerwał, podnosząc wzrok na dziadka.
- Tak jej … - zaczął powoli odchodzić. Zatrzymał się tylko na moment, czekając na odpowiedź.
- OBIECAM! – krzyknął Laxus
- Dorosłeś, czyli jednak nie masz jego krwi … na szczęście. – delikatnie się uśmiechną – A, przekaż informację wszystkim, którzy znajdują się na liście. A ten oddzielny dokument dotyczy … - jedynie Laxus zdołał usłyszeć imię i nazwisko osoby, której to dotyczyło – Rozumiesz?
- Tak… - powiedział smutno – Ej dziadek ? Weź jeszcze nie umieraj !
- Postaram się. – odwrócił się, po czym wyszedł mając łzy w oczach.  Laxus spojrzał na teczkę, po czym wrzucił ą do szuflady.
- Ciekawe co zawiera, skoro mój dziadek, może przez nią stracić życie? – zapytał sam siebie. – Wszystko zaczęło się od momentu gdy ona do nas przybyła, czas sprzed 7 lat, który był zatrzymany, znów ruszył, by zebrać kolejne plony śmierci i rozpaczy. Próba, która na nas czeka, będzie trudna, ciekawe, czy wszyscy wrócą z niej cali?  - szybko zaczął przeglądać wszystkie dane, które miał na komputerze. Wszystkie dotyczyły wydarzeń z sprzed 7 lat, jednak co najbardziej martwiło Laxus? Jeden fakt. Wszystkie były powiązane z wydarzeniami sprzed 14 i 21 lat… rok X763, śmierć, wojna, rozpacz i zniszczenie. I powtarzający się ciągły cykl śmierci w tych latach. 7, 7, 7 ,7 …, a wydawało się, że 6 jest liczbą szatana.

***

            Wszyscy biegali, pędzili od jednego do drugiego pokoju załatwiając sprawy, szukając pieczątek, prosząc o podpisy. Jednak jeden pokój zamknięty na trzy spusty, a w nim dwóch mężczyzn i jedna kobieta.
- Mogę wiedzieć, po co mnie wezwałeś? – zapytała nieśmiało Levy – I co tu robi ten kryminalista?! – wrzasnęła wskazując na niebieskowłosego mężczyznę
- Witam ! – zaczął mówić – Jeszcze się nie poznaliśmy. Mam na imię Jellal Fernandes i tak jak ty pracuję dla Zerefa-sama. – wyjaśnił dziewczynie
- Ty papku, to masz naprawdę dziwny gust co do pracowników! – podrapała się po głowie, po czym poszła usiąść na fotel. – To może teraz łaskawie wyjaśnisz mi, dlaczego mnie tu sprowadziłeś?
- Już, spokojnie. – rzekł Zeref – Mam dla was zadania, ale wcześniej się chcę dowiedzieć, czy wykonałeś swoje? – spojrzał na Jellala
- Oczywiście, że tak. Wysłałem dokumenty znalezione przy ciele do Makarova, wraz z listem od ciebie. – odpowiedział mężczyzna.
- Dobrze, a więc teraz wasze zadania. Levy, gdy będziesz pracowała w FBI spotkasz pewnego człowieka, nie bój się z nim rozmawiać, zachowuj się normalnie, gdy do ciebie zagada. On świadomie, bądź nie nam pomoże. – wyjawił zadanie dziewczyny.
- No dobra, ale nie rozumiem, po co ci ja w FBI, skoro masz tam już swoich ludzi. – zapytała się, po czym nastała chwila ciszy.
- Tak, są tam moi ludzie, ale są też tam ludzie Acnologii. – gdy dziewczyna zrozumiała jego słowa, wstała.
- CO!? – krzyknęła – Czego oni tam szukają?
- Tego co my … kluczy. – powiedział krótko, ale te słowa wystarczyły, by zimne powietrze okrążyło cały pokój. Nawet Jellal stał, zmartwiony jego słowami.
- Co się stanie, jeśli je zdobędą? – po chwili odważyła się zapytać.
- Zniszczą wszystko, co stanie im na drodze. Pamiętaj co oni, co my zrobiliśmy… Zdeptaliśmy ambicje Acnologii, jest to chory człowiek, więc wiesz jakie były tego konsekwencje… - Zeref spojrzał z ukosa na dziewczynę. Delikatnie się uśmiechną, po czym założył nogi na stół. – Przez NAS zginęły te dziewczynki, ich rodziny… nawet ona … wszyscy zginęli…
- Pamiętasz? – nagle odezwał się Jellal, opuścił głowę do dołu, starając się unikać wzroku szefa
- Ja wszystko pamiętam, ale nie będę ci tego wypominał. Zabijałeś, bo chciałeś ratować ukochaną i tylko tyle… A ja … ja zabiłem swoją. -  wstał i podszedł do okna.
- Kim ona była? – zapytała się niewinnie Levy
- Niedługo ją poznasz, gdyż to twoje zadanie Jellal … odkopiesz ją, ale nie teraz.
- Dlaczego? – zapytał się zdziwiony mężczyzna
- Bo jeszcze się TO nie wydarzyło. Jeszcze trochę, on tego nie uniknie, jest tego świadomy … Biedny człowiek… - chwycił swój płaszcz i wyszedł.
- O i nas zostawił. – powiedziała po chwili Levy
- To jest właśnie on… - odwrócił się i wyszedł, pozostawiając Levy samą. Dziewczyna poczekałą jeszcze chwilę, po czym podeszła do biurka Zerefa. Spojrzała na zdjęcie, które leżało odwrócone do góry nogami. Gdy zobaczyła, kim jest ta kobieta, z przerażenia krzyknęła.
- Onnn? – zapytała sama siebie, następnie uciekając razem ze zdjęciem. – „Niemożliwe” – powtarzała sobie w myślach. „Czyżby po wydarzeniach, które miały miejsce 21 lat temu? Ale jak? I kiedy?”

***

- Ja… - miała głowę spuszczoną do dołu, szła powoli lekko się zataczając. Nagle delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy, a po chwili krzyknęła – WYGRAŁAMMMMMMM!!!! – ludzie zaczęli się na nią gapić, ale totalnie ich olała i w najlepsze sobie dalej krzyczała.
- Zawstydzasz mnie … - Natsu westchnął głęboko, po czym odsunął się Lucy, udając, że jej nie zna.
- Oj przestań! Teraz stawiasz mi kolację!!! PAMIĘTAJ!!! – zaczęła do niego machać.
- Kurcze, byłem przekonany, że coś zmienią, a tu kicha… - szepnął do ciebie – Szczęście, czy może od kogoś wiedziała ?
- P r z e s t a ń. – przeliterowała słowo, po czym zawiesiła się na nim. – To kiedy obiad?
- achhh. – westchnął Natsu – Może…- Drrr, durr usłyszeli dźwięk telefonu. Lucy wyjęła swój z kieszeni, lecz gdy zobaczyła wyświetlający się numer, nie odebrała.  – Coś się stało ?
- Nie, nic …. – powiedziała smutno – To kiedy jedzonko?
- Możemy teraz gdzieś iść! – odpowiedział jej Natsu. – A gdzie chcesz?
- Do pizzeri!!!! – krzyknęła znowu dziewczyna
- Taka arystokratka do plebejskiej jadłodajni? – zapytał złośliwie chłopak, a odpowiedzią Lucy był kopniak w łydkę
- Tak ! – odpowiedziała biegnąc przed siebie. Odwróciła się i wskazała na niego palcem – A potem zabierzesz mnie do Wesołego Miasteczka!
- Jak dziecko … - skomentował chłopak, po czym ruszył za nią – „Ale czyż nie jestem taki sam ? ” – jego myśli zaprzątały pytania, na które od wielu lat szukał odpowiedzi – „Tyle cierpienia, tyle bólu sprawiło, że obje zamknęliśmy serca. Ciekawe … czy nawzajem odnajdziemy do nich klucze? ”
- SZYBKO!!!! – Natsu uśmiechnął się i pobiegł za nią.  Chłopak szybko zaczął się rozglądać za najbliższym barem z wysoko skażonym żarciem i gdy zobaczył jeden, od razu pociągnął Lucy za płaszcz i zaprowadził ja do niego.
- Może być? – zapytał, gdy byli w środku. Dziewczyna kiwnęła głową, po czym pobiegła zająć miejsce. – „Ciekawe, czemu dzisiaj taka radosna jest? ”
- Coś się stało ? – gdy tylko Natsu dogonił ją, zaniepokojona zapytała
- Eee nic, tylko … tylko jakoś tak wydajesz się być taka radosna… - próbował dobrze dobrać słowa, ale nie potrafił.
- Oczywiście, że jestem! – krzyknęła po raz n-ty (matfiz rozumie! ) – Bo wiesz… - zaczęła tłumaczyć, gdy Natsu usiadł naprzeciw niej – Zawsze oglądałam w domu, jak nastolatki chodzą do kina z chłopakami, potem na pizzę, do Wesołego Miasteczka, na lodowisko … Zawsze chciałam spróbować tak zrobić, ale wiesz jaki był mój ojciec.
- Tak … miałem zaszczyt go poznać … - Lucy delikatnie zaśmiała się. Po chwili podeszła do ich kelnerka.
- Witam, witam. Mam na imię Sherry Blendi, ach ta miłość… - zaczęła mówić
- Wystarczy! – białowłosy mężczyzna przeszył ją wzrokiem i po chwili zamilkła
- Lyon-sama … przepraszam – powiedziała smutno – Czy mogę przyjąć zamówienie?
- Tak, poprosimy … - Natsu spojrzał na mężczyznę stojącego za ladą, po czym wstał i krzyknął – Ty jesteś Lyon Vastia!
- Tak, a co ? – odpowiedział chłodno
- Natsu znasz go ? – zapytała swojego  „przyjaciela ” Lucy
- Natsu … - Lyon zaczął szukać w pamięci tego imienia – Natsu Dragneel ! – krzyknął z przerażenie,
- Ile to już lat minęło, co ? – Natsu zaczął powoli do niego podchodzić.


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)






12 komentarzy:

  1. O rany, rany!!! Od początku napięcie!!! I najgorsze jest to, że nie wiem kogo odkopali... I nawet się nie domyślam... A później pewnie przyjdzie kolej na matkę Lucy, co nie??? I właściwie czym jest TO"??? Pewnie później się dowiem, ale co mi szkodzi powiercić Ci dziurę w brzuchu :D. A ta randka totalnie słodka!!! Ale sama końcówka niezmiernie mnie zaskoczyła :P. Ciekawe o co chodzi??? Skąd się znają??? Może razem coś zbroili??? Potrzymasz nas jeszcze przez jakiś czas w niewiedzy, ale właśnie dlatego tak uwielbiam Twojego bloga. Nic nie jest od razu podane na tacy. W każdym dobrym kryminale, trzeba powoli dokopywać się prawdy, a Ty robisz to wszystko po mistrzowsku ;). Pozdrawiam cieplutko :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuje sie taki zagubiony :(
    Nie moge sie doczekac na kolejny rozdzial ;)
    Sorry za bledy ale nie mam Polskich znakow name tablecie T.T

    OdpowiedzUsuń
  3. Te pościgi, te wybuchy! Niby poważnej akcji nie ma, ale jakie emocje.... Bosko! Skąd Natsu zna Lyon'a? I co było w tych dokumentach?! O, rany mózg mi się roztapia...
    Shimi: Jak może Ci się rozpuścić skoro go nie masz?
    TYYYYYYY! Jeszczę cię dorwę, zobaczysz! A Tobie ślę dużo weny i zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sie chyba domyślam kogo to ciało i kim była ukochana Zerefa.Coś czuje że szykuje sie jatka między Natsu a Lyonen.Rozdział świetny wkońcu doczekałam sie randki Natsu i Lucy.Czekam na następną notke.Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo jestem ciekawa twojego pomysłu, już parę osób miało swoje, ale żadna na 100% dobrze nie odpowiedziała;)

      Usuń
  5. o jacie pierdykam! Jaka akcja! Aż nie mogę do czekać się kontynuacji.
    Ciekawe kim jest ON. Co zamierza Acnologią ? Co to są te klucze ? Co było w tych dokumentach ? O co chodzi Lyonowi i Natsu / Skąd się znają ? Szykuje sie niezła jatka, nie ma co!
    A co do ukochanej Zerefa, to się domyślam kto to może być, hehe!
    Czekam na kolejny rozdział z olbrzymia niecierpliwoscią!
    Weny życzę i czasu. Sayonara!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trolololo..... Ale zajebisty rozdział. Na serio umiesz zbudować napiętą i ciekawą fabułe. <3
    Ahhhh.. Moj ukochany Zeref-nii-chan <3 Strasznie fajny u Ciebie ten Zeref taki mroczny. No zarąbisty. Natsu i Lucy czekam na ich słodkiee momenty. A Lisanne to wywal bo jej nie cierpie. Głupia idiotka
    Ale i tak życze duzej; bardzo, weny i pozdrawiam
    ~ Yuhi

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczynam łączyć niektóre fakty i coś mi świta, ale... na razie nic nie snuje, zaczekam aż przeczytam do końca i zobaczę co się wydarzy ^.^ Rozdział bardzo fajny, choć na początku było kilka błędów. Co raz bardziej podoba mi się Zeref w twoim opowiadaniu, jestem ciekawa jak Levy poradzi sobie w FBI i kim jest ten człowiek, który rzekomo (świadomie, bądź nie) ma im pomóc :P
    No i Lucy, jaka radosna :D Bardzo mile mi się to czytało :) I kolejna tajemnica, skąd Natsu zna Lyona... ale pewnie wyjaśni się to w kolejnym rozdziale :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział, w sumie jak wszystkie ^^
    Zaczyna mi coś świtać, ale lecę czytać dalej, bo po co wymyślać teorie, skoro w następnych rozdziałach pewnie wiele się wyjaśniło, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co to za dokumenty? To mnie nurtuje najbardziej
    Zdjęcie które znalazła Levy oraz ukochana Zerefa też mnie ciekawią :-)
    Spotkanie Lucy i Natsu prawie jak randka ;3

    OdpowiedzUsuń