piątek, 15 sierpnia 2014

Odcinek 34 - Czasami nieodpowiednia chwila potrafi być zabójcza

            Wracała do swojego mieszkania tą samą trasą, którą wcześniej szła do dawnego „domu”. Czuła się okropnie. Całe jej życie było zlepkiem niepowodzeń, a żeby było jeszcze gorzej, ona sama niszczyła życie innym. Chciała, by to wszystko mogło się już skończyć, ale nie wiedziała, jak może to uczynić.  Miała marzenia, pragnienia i gdy już wydawało jej się, że może żyć, tak jak chce, wszystko znowu się rozsypało i zniszczyło. Nie mogła mieć swojego życia, gdyż wciąż na jej drodze stawały przeszkody, których nie mogła pokonać tak łatwo.
            Gdy dotarła do swojego domu, postanowiła się pośpieszyć. Wiedziała, że nie ma czasu, a w tym przypadku każda minuta się liczyła. Zakładnicy z banku, czy Erza… Wszyscy byli zdani teraz jej łaskę.
- Dlaczego?! – Będąc w domu, upadła na podłogę, by oddać się płaczu. Nie wytrzymywała tego. Potrzebowała kogoś, kto ją przytuli, pocieszy, jednak taka osoba nie istniała. – Natsu… - o nim jedynie była w stanie myśleć, lecz wiedziała, że oni sami oddalili się od siebie, niszcząc to, co mogło ich łączyć. – Przepraszam! – chciała mu powiedzieć, ale jego nie było obok. Jej ból był coraz większy i większy. Kiedyś myślała, że sama bez problemu wszystko zniesie, jednak teraz nic nie wydawało się proste. – Muszę to dokończyć … - powoli zaczęła się podnosić, by móc pójść do mieszkania Natsu. – Muszę zdobyć ostatni klucz, by nikomu nic się nie stało. – Sama nie wiedziała, co robi. Z jednej strony, chciała za wszelką cenę powstrzymać swojego „ojca”, z drugiej czuła przeogromny ból, który nie pozwalał jej myśleć logicznie.
            Tak, jak ostatnio wyjęła klucz spod swojej wycieraczki i weszła do mieszkanie Natsu Dragneela, by znaleźć i ukraść klucz należący do jego ojca. Szła powoli, nie zwracając uwagi na to, czy ktoś może ją zauważyć, czy też nie.  Miała tylko jeden cel, do którego musiała dotrzeć. Jego sypialnia. Przytoczyła się i stanęła na jej środku.
- Gdzie może być ten klucz? – zapytała samej siebie, rozglądając się dookoła. – Heh – zaśmiała się cicho. – Natsu nie ma nic po Igneelu, więc … chyba, że.. – spojrzała na zawieszony nad drzwiami miecz. Podeszła do niego, delikatnie podskoczyła, jednak to wciąż było dla niej za wysoko. Wzięła stojący obok stołek i przestawiła go w miejsce, które najbardziej jej pasowało. Weszła na niego i ponownie sięgnęła po broń, którą zdjęła. Zeszła ze stołka, a następnie usiadła na łóżku. – Skąd ten pomysł? – uśmiechnęła się delikatnie, a następnie zaczęła oglądać miecz. – Na pewno twój ojciec ma klucz… Prawda? – wciąż dokładnie badała każdy zakamarek broni, jednak w pewnym momencie poddała się i po prostu padła na łóżko. Patrzyła prosto na sufit, zastanawiając się nad wszystkim, co się do tej pory wydarzyło. – Gdyby był ze mną wtedy Natsu, to by wszystko inaczej się potoczyło…- rozmyślała nad alternatywnymi wersjami wydarzeń, jednak w pewnym momencie zrozumiała, że czasu się nie da cofnąć, ani tym bardziej zmienić tego, co było. – Rękojeść…- wtedy podniosła się i spojrzała na miecz. Zaczęła dokładnie oglądać każdy milimetr broni, aż natknęła się na cieniutką linię na rękojeści. Z całej siły pociągnęła za nią, jednak ani trochę nie ruszyła, albo tak jej się wydawało, aż w pewnym momencie broń po prostu poddała się, przez co Lucy poleciała prosto na łóżko. – Udało się! – była zadowolona z siebie. Spojrzała wewnątrz otworzy, który powstał. Odwróciła go w stronę łóżka, dzięki czemu po chwili ze środka wypadł złoty klucz. – A więc jest! – mogła odetchnąć z ulgą. Nagle przypomniało jej się, że nie wie, o której godzinie, może wrócić Natsu. Szybko podniosła się, odłożyła wszystko na miejsce, a następnie pognała w stronę swojego mieszkania, wcześniej zamykając drzwi Dragneela. – Mam już wszystkie klucze… - podeszła do swojej skrytki, przyklejając ostatnią część. – I co mam teraz zrobić?! – usiadła na swoim łóżku. – Mam je zanieść? – nieświadomie położyła się, a następnie zamknęła na chwilę oczy.
            Na kilka minut przysnęła, jednak nagle obudził ją dźwięk telefonu. Wstała i podeszła, aby odebrać.
- Słucham.
 - Lucy? Tu Erza – słysząc głos dziewczyny, ogromnie się zdziwiła, gdyż była przekonana, że Scarlet jest zakładnikiem. – Wiem, że jesteś zdziwiona moim telefonem, ale… pomimo niechęci jaką do ciebie żyję, wiem, że nie mogę myśleć samolubnie. Wiem, że w tej chwili masz zrobić coś strasznego, bo ktoś przetrzymuje mnie i ludzi w banku, ale … mój porywacz właśnie popełnił samobójstwo, a co do banku. – Wzięła głęboki wdech. – Lepiej obejrzyj wiadomości.
- Erzo … Dziękuję i cieszę się, że nic ci nie jest. – Po policzkach dziewczyny zaczęły spływać łzy.
- Proszę. Wiesz… chciałabym cię znienawidzić, ale nie potrafię, bo jestem świadoma tego, że ty pewnie cierpisz bardziej ode mnie. – Lucy nie mogła uwierzyć w słowa dziewczyny. Była taka szczęśliwa, że w jakiś sposób Erza jej wybaczyła.  – Muszę kończyć… Policja pewnie zaraz przyjdzie mnie przesłuchać. – Rozłączyła się. Lucy odłożyła słuchawkę. Chwilę zapatrzyła się w ścianę, a następnie upadła na podłogę, głośno płacząc.
            Chwyciła pilot od telewizora, a następnie włączyła program, gdzie zazwyczaj są podawane wiadomości.
- Podajemy informacje z ostatnich minut. Napastnikami, którzy zabili wszystkich zakładników w banku są Mirajene Strauss, Elfman Strauss, Sorano Aguria, Totomaru Kimitashi, Sol Fladeri, Aria Airspade. Aż piątka… - Lucy nie była w stanie słuchać dalej. Była wściekła. Jej ojciec kazał zamordować tych ludzi, jednak wciąż nie mogła uwierzyć, że na jego zlecenie pracowała Mirajene i Elfman. Wtedy sobie przypomniała moment, gdy chciała poszukać dokumentów. Nie przeszkodziła jej, nie zrobiła nic. Ona wiedziała, że Lucy będzie rozmawiać z Makarovem i to ona wiedziała, gdzie jadą z Natsu, kiedy chcieli przesłuchać panią Kolebko. Teraz wszystko łączyło się w jedną całość. Wcześniej nie potrafiła tego dostrzec, ale teraz? Każde wydarzenie wydawało się jej mieć sens, było w jakiś sposób logiczne. Oprócz jednej rzeczy. Nie spodziewała się, że zdrajcą z teraźniejszości jest Mira i Elfman.
            Miała trudną przed sobą decyzję. Nie wiedziała, co może zrobić i co nie narazi nikogo więcej.
- Nie poradzę sobie sama. – Doszła do takiego wniosku, po chwili rozmyślań.- POWIEM NATSU!!! – postanowiła nagle. – Powiem mu… - była szczęśliwa. Przybliżyła swoje dłonie do twarzy, a następnie ścisnęła swoje policzki. Uśmiechała się szeroko. Wstała, jednak nie zdążyła nawet dobrze wyprostować, gdy nagle poczuła, że kręci jej się w głowie. Dłonią dotknęła swojego czoła, a następnie upadła na podłogę, mdlejąc. Była zmęczona, natłok emocji był dla niej zbyt duży. Po prostu tego nie wytrzymała.
            Powoli zaczęła się budzić, czując ból na całym swoim ciele. Nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Wstała, chwytając się za głowę. Delikatnie obróciła ciało, by móc spojrzeć na zegarek, który wisiał tuż nad kuchenką. 11:30. Ta godzina nie zaskoczyłaby jej tak bardzo, gdyby nie fakt, że było niesamowicie jasno. Zlękła się swoich myśli, więc na ile dała radę, tak szybko pobiegła w stronę swojej sypialni, gdzie leżała jej komórka. Spojrzała na podświetlony ekran. Mając przerażenie w oczach, opuściła telefon na ziemię. Przespała całą noc, pomimo tego, że postawiła iść i powiedzieć prawdę Natsu.
- Nie mogę teraz zmienić decyzji! – zacisnęła mocno pięść, a następnie poszła się przebrać. Nie chciała nadal trwać w niepewności. Wyszła szybko z mieszkania, kierując się na przeciwne drzwi. Zapukała. Czekała tupiąc nogą o podłogę, jednak nikt nie przychodził. Mając jeszcze nadzieję nacisnęła dzwonek, ale nadal nikt nie otwierał.
            Jej umysł ogarnął smutek. Powoli zaczęła się cofać w stronę swojego kącika, jednak będąc już w progu zrozumiała, co tak naprawdę robi. To jej niezdecydowanie prowadziło ją do klęsk, z którymi nie dawała sobie rady. To ona sama była przyczyną niepowodzeń, które uważała za skutek działań osób drugich. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że to jej decyzje były pierwszym stopniem do nieszczęścia.
            Upadła na ziemię. Kropelki łez spadały powoli na dłoń dziewczyny, która już nie dawała rady. Wiedziała, że kogoś potrzebuje. Osoby, którą oszukiwała, którą okradała. Był dla niej kimś więcej niż kolegą czy przyjacielem. Wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, lecz w tym momencie powoli zaczęły do niej docierać uczucia, które przez większość czasu dusiła w sobie.
- Muszę iść! – otarła rękawem bluzki swoje oczy – Na pewno jest w pracy. – Miała nadzieję, że tam może go spotkać.  Wstała, otworzyła na chwilę drzwi, by wziąć parę rzeczy, a następnie pobiegła prosto do swojego auta, by pojechać na komisariat i tam porozmawiać z Natsu.

***

            Po spotkaniu z Gray’em Natsu czuł się trochę pewniej, jednak nadal cień wątpliwości tkwił w jego sercu.  Wiedział, że coś czuje do Lucy, ale nie był pewien jej uczuć i tego, czy może jej zaufać. Wciąż tylko oddali się od siebie, zamiast być coraz bliżej, aż dotarli do takiego momentu, w którym żadne nie mogło się zdobyć na odwagę i wyznać prawdę drugiemu. Dragneel był tego w pełni świadom, jednak on bał się postawić ten pierwszy krok na przód, a szczególnie w takim momencie, gdy tak wiele się dzieje.
- Jestem tchórzem – pomyślał o samym sobie. – Powinienem do niej pójść i wszystko jej wyznać, a nie bawić się w kotka i myszkę…
- Natsu. – Z rozmyślań wyrwała go Lisanna, która zdecydowała się uczestniczyć w sprawie i zeznawać przeciwko jej rodzeństwu. – Dziękuję, że chcesz pójść ze mną wieczorem na kolację… To wiele dla mnie znaczy, po tym… - przełknęła głośno ślinę. - …, co się zdarzyło.  
- Nie ma sprawy. Wiem, że musisz w tej chwili bardzo cierpieć, więc jeśli mogę pomóc to, to zrobię.
- Dziękuję. – Poszła w stronę pokoju przesłuchań, w którym czekali już na nią agenci FBI.
            Natsu powrócił do swoich spraw, czyli do głupiej papierkowej roboty, którą na niego zwalali wszyscy. Nie miał zbyt dużego wyboru, musiał wykonać zadanie, gdyż ogromna ilość osób poszła na urlopy z różnych powodów.
            Przeglądając dokumenty, zapiski z wydarzeń z poprzedniego dnia natrafił na bardzo dziwną rzecz, a mianowicie tajemniczą wiadomość od J. do L., która miała pójść do miejsca, które nienawidzi.
- J jak Jude, L jak Lucy, a miejsce … jej dawny dom – zaczął się na głos zastanawiać.  – Czyżby o to chodziło? Lucy się nie zgodziła i przez to jej ojciec kazał zamordować tych ludzi? -  nie chciał wierzyć w taką wersję wydarzeń, ale wszystko na to wskazywało.
- Przepraszam? – usłyszawszy ten głos, Natsu od razu się poruszył. Obrócił lekko głowę, by spojrzeć na dziewczynę, która do niego mówiła.
- Lucy… - szepnął cicho. Jego lewa ręka zaczęła drżeć. Z jednej strony bał się faktów, ale z drugiej cieszył się, że przyszła do niego. – Co cię tu sprowadza? Jestem zajęty, mam dużo pracy, więc nie mam zbyt wiele czasu. – Już po chwili przeklinał samego siebie za wypowiedzenie na głos tych słów.
- To… przepraszam. – Czuła się zakłopotana, nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć. – I co teraz mam zrobić? – zapytała samą siebie. – To może… porozmawiamy wieczorem? – zaproponowała grzecznie, zakładając włosy za ucho.
- Ja dzisiaj nie mogę. – Przecież obiecał Lisannie, to ona potrzebowała większej pomocy, a przynajmniej tak myślał. – Może jutro?
- Akurat to była sprawa na dziś, więc jak masz coś ważnego do … załatwienia… - głośno przełknęła ślinę, cały czas starając się zdusić w sobie łzy. – A czym jesteś dzisiaj tak zajęty? – Starała się pokazać sztuczny uśmiech na twarzy.
- Idę z Lisanną – odpowiedział jej szczerze. Nie chciał kłamać, gdyż i tak dowiedziałaby się o tym, od kogoś innego. – Może jej to wcale nie obchodzi?
- To w takim razie życzę miłej zabawy. – Obróciła się na pięcie, a następnie wyszła z komisariatu. Nie potrafiła wytrzymać tego bólu. Już po przekroczeniu progu złapała się za brzuch, a następnie głośno zaczęła płakać. – Ja chyba nie mogę być szczęśliwa. 
            Nie wróciła do samochodu. Skręciła w pierwszą alejkę, którą nawet niezbyt dobrze znała. Nie wiedziała, gdzie się kieruje. Chciała po prostu iść przed siebie, próbując zostawić wszystkie smutki i cierpienia za sobą.

***

            Lisanna siedziała na krześle w pokoju przesłuchań razem z dwójką agentów FBI, którzy czekali aż dziewczyna zacznie odpowiadać na jej pytania. Dlaczego tego nie robiła? Gdyż za każdym razem mówiła jedno zdanie „Nie wiedziałam”. Była to prosta wymówka, by nie pogrążać swojego rodzeństwa. Podjęła decyzję, by składać zeznania, jednak wciąż w sercu nie chciała być przeciw swojej rodzinie.
- Czy ty wiesz, że twojemu bratu grozi dożywocie? – zapytał w końcu Lyon Vastia, licząc na inną odpowiedź.
- Nawet nie wiedziałam, że był zamieszany w coś takiego – odpowiedziała mu szybko, nawet dokładnie się nie zastanawiając.
- Dobrze… To teraz puścimy ci fragment przesłuchania twojego brata. – Agent wziął do ręki odtwarzacz, położył go na stół i włączył, by Lisanna mogła usłyszeć wypowiedzi Elfmana.
- Dlaczego, razem z TYMI ludźmi, włamałeś się do banku i zabiłeś wszystkich zakładników? – to pytanie zadał Lyon.
- Wy nic nie rozumiecie!!! – Lisanna od razu rozpoznała głos swojego brata.
- To nam wytłumacz – poprosił grzecznie agent
- Gdybym tego nie zrobił zniszczyłbym swoją rodzinę. Oni mi kazali! Oni by ją zabili! Już raz myślałem, że ona nie żyje, więc nie chciałem przechodzić przez to drugi raz. ONA JEST NIEWINNA!!! To była nasza decyzja. Moja i Mirajene! My robiliśmy wszystko, co nam kazał. Nawet JEJ udostępniliśmy dokumenty! WSZYSTKO, a teraz? Moja ukochana siostrzyczka nie żyje, a druga uważa mnie za potwora, którym zresztą jestem… Ja naprawdę chciałem mieć normalne życie…
                Lyon wyłączył odtwarzacz, a następnie spojrzał surowym wzrokiem na Lisannę. Nic nie mówiła. Siedziała w ciszy, wbijając wzrok w blat stołu.
- Jak się do tego odniesiesz?! – zapytał w końcu Toby.
- Nie muszę odpowiadać na to pytanie! – syknęła ostro. Nie wiedzieli, co ma oznaczać takie zachowanie. Jednak byli pewni jednego… ona coś przed nimi ukrywa.
- Z twoich akt wynika. – Lyon wyłożył na środek grubą teczkę, zapełnioną różnymi papierami, na widok której Lisanna zaczęła się cała trząść. – Kilka lat temu zaginęłaś bez śladu na całe dwa lata… co się wtedy z tobą działo?
- ZAMKNIJCIE SIĘ!!! – wrzasnęła głośno, wstając gwałtowanie i wywalając krzesło do tyłu. – Wy nic nie wiecie! Starałam się pomóc, ale jak jestem tak traktowana, to wolę wyjść i zostawić sprawę taką jaką jest!
            Nie czekała na odpowiedź agentów FBI. Po prostu wzięła swój płaszcz i wyszła z hukiem, omijając po drodze wszystkich napotkanych ludzi. Lyon i Toby siedzieli w osłupieniu, wciąż nie mogąc zrozumieć „Co tak naprawdę się tu wydarzyło?”. Wiedzieli, że dziewczyna nosi w sobie jakąś starą ranę, ale po raz pierwszy zdarzyło im się spotkać z taką reakcją.
- Co teraz robimy? – zapytał w końcu Toby, który zaczął się robić trochę niecierpliwy.
- Ja musze się z kimś spotkać. – Lyon wstał i wyszedł z pokoju przesłuchań.
- To dlatego chciał tutaj przesłuchiwać dziewczynę.  – Wreszcie dotarło to do chłopaka.
            Lyon nie śpieszył się zbytnio, gdyż wiedział, że po tak lipnej rozmowie, nie ma co liczyć na jakiekolwiek ślady czy dowody. Chociaż w tej chwili dla niego Lisanna nie miała zbyt dużego znaczenia. Chciał po prostu spotkać się z osobą, którą nie widział wiele długich lat.
- Natsu! – odezwał się do różowowłosego chłopaka, który zaspany siedział nad stertą papierów, które musiał pouzupełniać.
- Co tam? – ziewnął szeroko – A co wy zrobiliście Lisannie?
- Szczerze … to tylko zapytaliśmy, a odpowiadać chętna nie była – odpowiedział mu szczerze Lyon. – A i mam prośbę! Mógłbyś mi dać numer do Gray'a?
- Po co ci? – Natsu z lekka był zdziwiony, słysząc prośbę swojego znajomego.
- Po prostu potrzebuję! Daj!
- Daj, daj, daj … jesteś coś mi winien. – Uśmiechnął się złowieszczo, biorąc do ręki kartkę, na której zapisał numer do Fullbuster. – Możliwe, że jest teraz ze swoją dziewczyną, a może już na-rze-czo-ną.
- He? – Lyon ze zdziwienia zamilkł. – No dobra…Najwyżej przerwę im … „COŚ”. Cześć! – Natsu odmachnął mu, gdy ten powoli zaczął wychodzić z Komisariatu Fairy Tail.
            Lyon wyszedł na parking, wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił pod numer, który podał mu Natsu. Odczekał parę sygnałów, po których odebrał mężczyzna.
- Słucham? – zapytała osoba po drugiej stronie telefonu.
- Czy rozmawiam z Gray’em Fullbusterem? – po kilku sekundach, Vastia zdecydował się zadać to pytanie.
- Tak, a co?
- Czy możemy się spotkać, mam do pana ważną sprawę? – wymyślił strategię, że póki co nie powie swojemu dawnemu przyjacielowi prawdy.
- Jeśli to bardzo ważna sprawa, to mogę poświęcić te parę minut, ale muszę mieć pewność, że to nie jakieś pierdoły! – syknął ostro.
- Chodzi mi o pańską przeszłość.
- Będę czekał w parku miejskim. - Takiej odpowiedzi Lyon się nie spodziewał.

***

            Gray siedział na ławce w parku, czekając aż tajemnicza osoba, która zadzwoniła o niego w południe. Nie wiedział, kto to jest, ale skoro wiedziała coś o jego przeszłości, to na zaś wolał się upewnić, że wszystko w porządku.
- Przepraszam za spóźnienie – usłyszawszy nad sobą głos, spojrzał w górę i ujrzał białowłosego mężczyzna.
- Zaraz… - jego źrenice powiększyły się – LYON!!! – wrzasnął, równocześnie wstając z siedziska. – To naprawdę ty!
- Albo się tak nie zmieniłem, że mnie poznałeś, albo jest ku temu jakiś inny powód – odpowiedział mu złośliwie chłopak.
- Ale zaraz… Dlaczego tu jesteś? – trochę nie mógł uwierzyć w to, że nagle odnalazł się jego przyjaciel sprzed lat.
- Wiesz co … - usiadł na ławce, a po chwili uczynił to samo Gray – Mi też wydaje się to dziwne, bo mój szef Dareg Frozen …
- A! – krzyknął nagle Fullbuster. – Myślałem już, że chodzi o kuzyna Lucy, ale on nie ma „n” na końcu.
- To o niego chodzi i ma „n” na końcu. – Oboje byli zdziwieni informacjami, które od siebie uzyskali.
- Dziwne… Przecież Lucy ani baza danych nie mogła się pomylić, więc o co chodzi… - Gray próbował jakoś to wyjaśnić, ale nie mógł odnaleźć jakiegokolwiek rozwiązania. – Może coś zmienił w nazwisku na potrzeby pracy … Zaraz! On jest agentem FBI i twoim szefem?
- No właśnie daj mi dokończyć! – wrzasnął na niego Lyon. – Najpierw dostałem od niego wytyczne by opowiedzieć nowej … tej… Levy! – przypomniał sobie jej imię. – O naszym dzieciństwie i o pewnym projekcie z naszej pracy. Trochę to było dziwne, ale dzięki temu dowiedziałem się, że pracujesz w Fairy Tail. Jednak na początku nie mogłem do ciebie pójść, dopiero teraz, gdy wyszła ta sprawa z bankiem, mnie do niej przypisali. I nawet powiedział, że nie muszę przed tobą nic ukrywać, no… prawie nic.
- Dziwne… - stwierdził Gray. – Wiedziałem, że ten kuzynek Lucy to dziwak, ale coś takiego?
Paralalala.
            Nagle oboje usłyszeli dźwięk dzwonka. Lyon wstał, wyjął z kieszeni telefon i odebrał.
- Słucham? – powiedział do słuchawki. Na chwilę zamilkł, słuchając, co druga osoba ma do powiedzenia. – Rozumiem, już jadę.
- Coś się stało?
- Praca… niestety. Muszę jechać i przesłuchać pozostałych członków tego czegoś, bo podobno coś odkryli Nie wiem, o co chodzi, ale muszę jechać – wytłumaczył przyjacielowi. – Dzięki za spotkanie i gratuluję… narzeczonej.
- No sam jestem zdziwiony, a i także dziękuję, że przyjechałeś. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy pogadamy – zaproponował Fullbuster.
- Czemu nie?

            Oboje z uśmiechem na twarzy odeszli z miejsca spotkania. Czuli wreszcie spełnienie. Czekali na tę chwilę wiele lat i gdy wreszcie ona nastąpiła poczuli, że pewien rozdział w ich życiu został zamknięty i mogę pójść dalej, przed siebie.


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)

12 komentarzy:

  1. Natsu ty debilu!!!!! No jak tam można Lucynke spławiać?! No jak?! Coraz bardziej mam dość Lisanny... Wpieprza się gdzie jej nie chcą... Rozdział mi się podoba, ale ja chce już się wszystkiego dowiedzieć ;( Czemu musisz wprowadzać takie napięcie? Czemu? Dobra... zostawiam wenę i lece czytać NŻ

    OdpowiedzUsuń
  2. Kij, że Natsu spławił Lucynkę. Miał powód, dobry z niego chłop, to nawet przylepy w potrzebnie nie opuści... Ale Lucy... Tak ważne rzeczy miała mu do powiedzenia, to nie powinno dłużej czekać! Powinna mu mimo wszystko powiedzieć, chrzanić jego brak czasu :D No ale, bidulka, pękło jej serducho gdy usłyszała o Lisannie... a dopiero co sobie uświadomiła że coś czuje do Natsiastego :|
    W ogóle klimatycznie opisałaś odczucia Lucy. I jeszcze ten telefon od Erzy... Bosko :D Fajnie też połączyłaś bieg wydarzeń, z bankiem, rozmową Lucy z Judym, samobójstwo Richarda z balkonu Erzy... Kurde, na serio rozkręciłaś tą akcję. Ostatnie rozdziały czytam tak przejęta, jakbym oglądała film akcji :D
    Nie wiem co ta Lisanna ukrywa... tzn wiadomo, nie chcę pogrążyć rodzeństwa, ale jej zachowanie... No wkurza mnie xD
    Rozmowa Graya i Lyona na koniec była świetnym zakończeniem tego rozdziału. Trochę wyjaśniłaś tego i owego, ale miało to jakiś przyjemny akcent. Szczególnie ostatnie zdanie ^.^
    No nic, przepraszam, że tak długo nadrabiałam twoje rozdziały, pokornie prosząc o wybaczenie :D Ale warto było zaczekać z czytaniem do dzisiaj, bo gdybym zakończyła na poprzednim rozdziale, chyba bym zeżarła paznokcie z niecierpliwości xD Choć oczywiście jestem nadal ciekawa, jak poprowadzisz dalszą akcję, ale skończyłaś w takim momencie, że JAKOŚ przeboleję do następnego piątku :P A za PACa zabiorę się, jakoś w najbliższy poniedziałek, jak wreszcie skończę pisać rozdział u siebie ;*
    Dałaś mi niezłą dawkę adrenaliny i ogrom przyjemności tymi rozdziałami! Dziękuje, i lecą propsy dla ciebie za świetną robotę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie próbuj prosić o wybaczenie! Ja wiem, że ty przeczytasz, że skomentujesz! Wiem, że masz swojego bloga, swoje życie, zawsze dodajesz mi otuchy (albo wytykasz błędy, ale to też potrzebne :) ). Bardzo mnie podbudowałaś tą serią komentarzy, bo jak już ci kiedyś mówiłam, ja się boję twoich komentarzy i może dlatego czasami jestem zła, że nie komentujesz, bo się boję. TAK, boję się. Jestem bardzo dobrą pisarką i twoje zdanie ma dla mnie bardzo duże znaczenie, więc dziękuję ci bardzo za wszelkie komentarze, mogę odetchnąć z ulgą, dziękuję i oczywiście oczekuję twojego rozdziału. Życzę weny, bo może nie wiesz, ale patrzę na twoje % przynajmniej 2 razy dziennie :)

      Usuń
  3. Rozdział jest genialny...
    Szkoda że Natsu musiał spławić Lucy i całkowicie ją zdołować, lecz niestety musiał, już obiecał Lisannie, a odwołać nie mógł, tym bardziej co stało się jej rodzeństwu. Teraz pewnie jeszcze bardziej się od siebie oddalą... a co będzie jeśli Natsu zauważy że skradzioną mu klucze oraz że to Lucy zrobiła? wtedy już całkowicie się oddalą od siebie.
    Mam nadzieję że Natsu po tej randce z Lisanną, oleje ją, bo wkurza mnie coraz bardziej i zaczyna dziwnie się zachowywać. Końcówka była świetna, rozmowa dawnych przyjaciół.

    Pozdrawiam i życzę weny oraz czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie!!! A już było tak blisko T_T Kiedy będą ze sobą??? Może w następnym? Na pewno! Muszą!
    Rozdział genialny. Bardzo przyjemnie mi się go czytało. :D
    Czekam na następny i przesyłam wenę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie chcę Cię dołować ale niestety mnie rozdział się nie spodobał :( Trochę taki zapychający fabułę. Nic nie wniósł nowego a wydłuża starsze wątki. Mam nadzieję że next będzie lepszy, Pozdrawiam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety muszę cię też zdołować. Jeśli ktoś uważnie czytał to wie, że bardzo dużo wniósł ten rozdział, wcale nie był zapychaczem, bo pierwotnie to był romans i on jest potrzebny. Sam początek był przemyśleniami Lucy, która jest główną bohaterką. Ta część wniosła to, że Lucy posiadła ostatni klucz + postanowiła się zwierzyć Natsu
      Kolejna część wniosła to, że Natsu podejrzewa, że sprawa banku dotyczy Lucy i Jude'a.
      Dalej ... pomimo tego, że Lisanna chciała zeznawać, zmieniła zdanie + przeraziła się, gdy usłyszała, że chcą się dowiedzieć, co się z nią działo przez dwa lata, oraz to, że Elfman chciał JĄ chronić.
      Ostatnia część była najważniejsza. Tajemnicze "n" w nazwisku kuzyna Lucy, to, że on wszystko zaplanował i tym samym odpowiedziałam na parę pytań, które wcześniej pojawiły się u czytelników, oraz zakończyłam wątek spotkania Graya i Lyona :)
      Mam nadzieję, że wyjaśniłam. To prawda, ten rozdział nie wnosił aż TYLE jak ostatnie, ale to tzw cisza przed burzą. No i w takim wypadku może ci się nie spodobać kolejny rozdział, bo tak jak mówiłam, to nie jest tylko kryminał to jest też romans, więc niektóre sceny są potrzebne i tyle :)

      Usuń
    2. Mam wrażenie że zostałam trochę zaatakowana w tym komentarzu ale trudno.
      Rzeczywiście jedyna akcja jaka się rozkręciła to klucze. Czytam Twoje rozdziały uważnie ale najwyraźniej inaczej je odbieram niż Ty ( jesteś ich autorką) Tajemnica Lissany też nie występuje pierwszy raz. Po prostu wyraziłam swoją opinię że akcje według mnie za długo się ciągną i "męczą" czytelnika (np. mnie)i można by było je przyśpieszyć nie chodzi mi oczywiście o nadanie wątku i natychmiastowe go rozwiązanie. Doceniam Twoją pracę no ale ten rozdział mnie nie zadowolił :(

      Usuń
    3. To nie był atak tylko wytłumaczyłam :) Jeśli tak to odebrałaś no to przepraszam, ale nic złośliwego czy wrednego nie miałam na myśli :) No jeśli cię ten rozdział nie zadowolił no to trudno, może tak się zdarzyć. Mi nawet jako autorce się podobał (a uwierz mi rzadko to mi się zdarza). Nawet jeśli akcje się ciągną to jak mówiłam, takie coś jest potrzebne i tyle, bez takich scen nie byłoby późniejszej akcji, bo coś nie bierze się z powietrza i troszkę źle chyba wytłumaczyłam, to że coś było wcześniej, to dobrze, ale teraz dałam nowe istotne informacje, które może będą dla ciebie ważne, gdy już zaczną kończyć wątek :)

      Usuń
  6. No szlag mnie zaraz strzeli !!! jak tak mozna zrobić mojej Lucynie ! no jak ?! heh... szkoda mi tej dziewczyny :( Natsu wez sie wreszcie ogarnij ! Oczekuje z niecierpliwoscią nastepnego rozdzialu. pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałam, że będzie Nalu, Nalu i jeszcze raz Nalu, a tu nici z tego, bo wielmożny pan Natsu Dragneel umówił się na randkę z tą żmiją Lisanną! :O No trzymajcie mnie, bo go zaraz zabije!
    Dobrze, że Erza żyje i trochę pomogła Lucy :D
    Przesłuchanie Lisanny nie było potrzebne, bo przecież ona ,,nic nie wie" :-/
    Gray i Lyon spotkali się po latach, pogadali i z powrotem się rozeszli. Nie było żadnej bójki ani krzyków, a czegoś w tym stylu się spodziewałam, ale nie mam pojęcia dlaczego ;)

    OdpowiedzUsuń