piątek, 4 lipca 2014

- Coś się stało? – zapytał zaniepokojony jej zachowaniem.
- Chciałam o coś cię zapytać. Byłeś w narkotykowym, więc powinieneś wiedzieć o TYM…
- O czym? – nie rozumiał, o co może chodzić dziewczynie.
- O TYN projekcie. Mam na myśli projekt Mystogan. – Lyon o mało nie zemdlał, słysząc co dziewczyna do niego mówi. Zamilkł. Levy wydawało się, że próbuje znaleźć idealną wymówkę, by dłużej nie poruszać tego tematu. – I co ci po tym, jak mnie wygonisz? I tak wiem!
- Skąd? – spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem, tak jakby próbował odkryć, co się dzieje w zakamarkach jej umysłu.
- A czy to jest istotne w tej chwili? – nie mogła zdradzić, że sam Zeref jej o tym powiedział. – Więc co? Dowiem się więcej?
- Sam wiem niewiele o tym projekcie, ale powiem szczerze, że przez pewien czas nieźle nam pomagał w narkotykowym… - powoli kiwał głową. – Wiem, że nie powinienem, ale skoro i tak wiesz…
- Dlaczego on jest w Fairy Tail? – zapytała wprost. To było najbardziej nurtujące ją pytanie, od kiedy tylko dowiedziała się CZYM jest Mystogan, nie mogła znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
- Czy wiesz coś o smokach, Zerefie, Acnologii itd.? – Levy oczywiście znała dużą część prawdy, ale niestety zawsze musiała kłamać.
- Troszkę wiem. – Uśmiechnęła się delikatnie, by zachować pozory niewinności. – A co?
- Już w tamtym czasie, dwadzieścia jeden lat temu, był jakiś szczur w Fairy Tail, który przekazywał wszystkie informacje Acnologii. Nie znam szczegółów, ale wiem, że nigdy nie został złapany. – Zaczął jej tłumaczyć. – Niedawno ktoś zauważył, że znowu dzieje się to samo i informacje wypływają. Dlatego FBI podjęło decyzję o natychmiastowym przejęciu sprawy morderstwa Layli Heartfilii!
- CO!? – Levy opadła na ziemię.
- Ja nic nie zrobiłem. – Powiedział do samego siebie, by dowieść niewinności? – Coś się stało? – nie wiedział co ma powiedzieć.
- Nic. – Levy tylko tyle potrafiła powiedzieć. – Biedna Lucy… - nagle jej oczy rozszerzyły się, tak jakby coś zrozumiała.  – Ktoś sprzedaje informacje, ale kto? – wstała, podeszła do Lyona i chwyciła go za marynarkę.
- Zaraz, zaraz, zaraz… - próbował ją uspokoić. – Usiądź, a ja ci zrobię kawę. – Zrobiła, to o co ją poprosił, a sam w tym czasie zaczął przygotowywać napój. – Nie wiemy kto i to jest najgorsze. Skurczybyk nieźle się ukrywa.
- Ale… ja nie wierzę, kto by mógł coś takiego zrobić? – Levy nie wyobrażała sobie ani jednej osoby w roli szpiega mafii.
- Najpierw myśleliśmy, że Heartfilia, ale były wynoszone dane, których ona nie znała. Potem sprawdzaliśmy innych ludzi i póki co jedynymi podejrzanymi są Natsu Dragneel i Gajeel Redfox.
- ALE TO NIE MOŻLIWE! – krzyknęła na cały gabinet. Lyon podszedł do niej i z hukiem postawił filiżankę kasy na biurko.
- Co do Natsu się zgadzam, a co do Gajeela …? Nie wiemy … - Usiadł na fotelu i zaraz wstał, by samego sobie zrobić coś do picia. – Chcesz wiedzieć więcej o Mystoganie?
- Oczywiście, ale czemu mi tak ochoczo mówisz? – nagle Levy coś zrozumiała. – A jeśli to ja jestem tym szczurem? Przecież sprzedawałam informacje ojcu, ale… to chyba nie o to chodzi. To nie były wielkie dane… Chodziło głównie o Lucy…- przerażające myśli chodziły jej po tej maleńkiej główce.
- Mystery, z angielskiego zagadka, tajemnica i jak już się domyślać, jego pierwotnym zadaniem było odkrywanie prawdy. Z czasem stała się to największa baza danych, z najlepszym wyszukiwaniem danych. Jeszcze jakby tego mało, twórca tego systemu prowadził modyfikacje i obecnie łączy on samodzielnie fakty, dokonuje analiz itd. – Levy z uwagą słuchała opowieści Lyona, jednak nie była co do tego pewna, ze względu na to, że tak ważną rzecz mówi JEJ.
- Ale nawet komputery czasem zawodzą. – Starała się nadal podtrzymać rozmowę.
- Wiem, ale przy stu dwudziestu jeden sprawach nie pomylił się. – Powiedział to z dziwnie smutną miną, tak jakby sam nie był do końca pewien geniuszu Mystogana.
- Rozumiem. – Już miała zamiar kończyć rozmowę, jednak coś się jej przypomniało. – To kim była osoba, która przebywała z nami na komisariacie?
- Wiem, że jedynie Laxus zna prawdziwe oblicze twórcy Mystogana i właśnie on zawsze chodził za swoim dziełem. Nie wiem, jak dokładnie się nazywa, ale jego pseudonim brzmi „Uyrustem” [KONKURS: Kim jest twórca Mystogana. Podpowiadam, że ta osoba występowała już w moim blogu. Rozwiązanie banalne, ale… piszcie na rolaka20b@gmail.com. Nagrody? Pierwsze trzy osoby dostaną jeden tom mangi z listy z poprzedniego konkursu]
- No to dzięki… za rozmowę… - nie wiedziała co ma dokładnie powiedzieć, więc pożegnała się i wyszła, mając mieszane uczucia.

***

            Gdy wypisali ją do domu, nie wiedziała jak się ma zachować. Wiedziała, że jak wróci jego nie będzie. Będzie sama. JEST sama na tym świecie.  Kiedy przeszła przez próg mieszkania ogarnęło ją dziwnie przytłaczające uczucie. Złapała się za brzuch, a następnie zaczęła iść w stronę sypialni. Zanim zauważyła, łzy zaczęły spływać jej po blado-różowych policzkach. Sama się nie spodziewała, że może być jeszcze gorzej. Spojrzała na łóżko, w którym zostało poczęte ich dziecko. Usiadła szybko, mając na względzie dobro dziecka. Drżącymi rękoma sięgnęła do szuflady, otworzyła ją i wyjęła ze środka jedno pomięte zdjęcie. Jedyne jakie miała, gdzie jej ukochany był normalnym człowiekiem, a nie kryminalistą. Łzy skapywały jej na środek twarzy uśmiechniętego Jellala.
- Nie miej pretensji do Lucy, nie miej pretensji do Lucy, nie miej pretensji do Lucy… - cały czas powtarzała na głos. – Jak ja cię nienawidzę … Lucy. Dlaczego mi go zabrałaś?
Puk, puk.
            Usłyszała pukanie do drzwi. Otarła łzy i szybko się ogarnęła, kiedy jednak otworzyła je, zobaczyła, że po drugiej stronie nikogo nie ma. Zauważyła jedynie kopertę leżącą na ziemi. Podniosła ją i wniosła ze sobą do domu. Wyjęła z szuflady nożyczki i obcięła papier. Wyjęła ze środka mają kartkę, gdzie było napisane kilka zdań.

„Uprzejmie panią informujemy, a wręcz z wielką radością, że dziś stała się pani posiadaczką fortuny w sumie 10 000 000 kryształów. Osoba, która wpłaciła kwotę prosiła o anonimowość i prosiła przekaż, że nie chce zwrotu oraz, że pieniądze są przeznaczone na wychowanie dziecka.
Pozdrawiamy.”

- Cholera Lucy, mam nadzieję, że to nie ty! – wrzuciła skrawek papieru do śmietnika. Chciała już wyjść i pójść załatwić tę sprawę, jednak zatrzymała się tuż przed drzwiami i chwyciła się za brzuch. – Dla dziecka… potrzebuję pieniędzy dla naszego dziecka…

***

            Do wielkiej sali z komputerami wparowała dziewczyna i ku zaskoczeniu Laxusa, była to Cana.
- A co ty tu do cholery robisz? – zapytał od razu
- Ładne powitanie. – Zrobiła skwaszoną minę – Też za tobą tęskniłam.
- Nie powinnaś być na odwyku?
- Uciekłam. – Powiedziała szczerze. – Że CO?! – wstał, będąc wyraźnie wściekłym na zaistniałą sytuację. – Masz natychmiast wracać na odwyk!
- NIE! – krzyknęła z całą złością jaką tylko w sobie posiadała.
- A mogę wiedzieć dlaczego? – mężczyzna skrzyżował ręce na piersi.
- A może dlatego, że tam głodzą, męczą ludzi, a ja potrafię żyć bez alkoholu. – Dreyara przewrócił oczyma, dając do zrozumienia, że ani trochę jej nie wierzy. – My się WYCHOWALIŚMY RAZEM. Kurwa, można powiedzieć, że te same pieluchy nosiliśmy i co? Teraz te lata przyjaźni poszły w gówno?  Nawet mi nie powiedziałeś, że kochasz Mirajene.
- Kocham Mirajene. Pasuje? – był wściekły na dziewczynę, choć, nawet jak to na to nie wyglądało, martwił się o Canę.
- Dzięki. – Kiwnęła parę razy głową. – Fajnie się dowiedzieć.  Cudownie KURWA! Dla ciebie naprawdę nic nie znaczą te lata przyjaźni?
- Znaczą, ale ty się zmieniłaś. – Machnął jej palcem, tuż obok patrzy. Odepchnęła go.
- Ooo, widzę, że mokry Laxusic też się zmienił. Albo i nie … - opuściła głowę i chwile pomyślała. – Nie… ja się nie zmieniłam. Zawsze chodziłam swoimi drogami, nie lubiłam słuchać się innych…
- Czas dorosnąć. – Przerwał jej mężczyzna.
- Właśnie… - nie chciała na niego patrzeć. - … czas dorosnąć Laxus. Cieszę się, że odnalazłeś szczęście. Będziesz miał cudowną żonę, dzieci, a ja będę gnić w więzieniu dla alkoholików i liczyć na cud, że mój najlepszy kumpel z ławki, z którym razem grałam w piłkę, uczyłam się, ściągałam, jeździłam na wycieczki, bawiłam się, który mnie pierwszy pocałował w wieku dziesięciu lat, zaprosił na bal gimnazjalny, maturalny, że ON przyjdzie i mnie odwiedzi, pokazując mi swoją piękną i idealną rodzinę.
- Możesz…
- NIE PRZERYWAJ! – nie ukrywała łez. – To boli … Co? Nie chcesz się zadawać z alkoholiczną, z córką narkomanki, która przedawkowała i … umarła. Trzeba mnie tam trzymać, bo będę taka sama, skończę jak ona? Wiesz… przez całe moje życie byłeś dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu, a teraz pozostały tylko wspomnienia i nic więcej. Nie jestem nic warta.
- To nie tak. – Próbował się jakoś wytłumaczyć. – Wszystko się zmieniło. Czas żebyśmy poukładali sobie życie. Za dwa tygodnie biorę ślub. Z Mirajene. I to nie zmieni tego, co razem przeszliśmy…
- Nie widzisz? – tym razem ona mu przerwała. – Już zmieniło. – Odwróciła się na pięcie i wyszła. Chwilę jeszcze stało pod drzwiami, ale nagle poczuła, jak ból coraz mocniej ogarnia jej serce. Zamknęła usta rękoma, po to by nie wydać nawet najmniejszego dźwięku. Szybko zaczęła biec. Udało jej się niepostrzeżenie uciec, gdyż cały komisariat był czymś zajęty. Gdy udało jej się wyjść, zaczerpnęła świeżego powietrza, a następnie ruszyła w stronę baru. Weszła do środka i zaczęła oglądać trunki.
- Poproszę … - nagle zamilkła. - … szklankę wody z cytryną.
- Dobrze i coś jeszcze? – zapytał się barman.
- Nic. – Usiadła na krześle i złapała się za głowę. Gdy tylko dostała napój, wypiła go na jednym wdechu, zapłaciła i wyskoczyła z budynku. Zaczęła się rozglądać dookoła i gdy zobaczyła przystanek, podeszła do niego i sprawdziła. Za dziesięć minut. Usiadła i czekała. Jak to zazwyczaj było, autobus się spóźnił, jednak nie miało to dla niej znaczenia.
- Gdzie jedziemy? – zapytał kierowca.
- Do więzienia. – Zażartowała Cana.
- Czyżby na odwyk? – był zainteresowany sytuacją dziewczyny.
- Tak. – Odpowiedziała szczerze. – Uciekłam stamtąd, ale … muszę wracać.
- Dziesiąty w tym roku. – Cana nie rozumiała jego słów. – Nikt nie wie, jak bardzo jest ciężko TAM iść na odwyk.
- Erigor Centre, uciekaj chętnie. – Zaśmiała się cicho.
- Miałem dziesięć przypadków, gdzie ktoś uciekał i niestety wracał, bo rodzina powiedziała, coś bardzo okrutnego. – Autobus ruszył z miejsca.  Cana usiadła z tyłu, zasłoniła się zasłonką i płakała.
- Nie zdziwiłabym się, gdyby ten psychiatryk był na zlecenie mafii …. – odjechała w smutku i rozpaczy, powracając do miejscu, którego nienawidziła.

***

            Cały dzień minął zadziwiająco spokojnie. Dlatego gdy Gray i Juvia wracali razem do domu, bali się, że coś ich po drodze spotka. Jednak ku ich zaskoczeniu było na tyle spokojnie, że mogli zacząć baraszkować już na klatce schodowej.
- Gray-sama. – Próbowała go uspokoić Juvia, jednak tamten nic sobie nie robić, tylko nadal namiętnie całował jej szyję, a potem coraz niższe partie ciała. Chwycił ją za biodra i podniósł do góry. Dziewczyna oplotła się nogami wokół niego, a następnie porwała jego usta w namiętnych pocałunkach. Kiedy doszli pod drzwi, wyjęli klucz z kieszeni, który był już tam przygotowany. Szybko otworzyli „wrota” i wskoczyli do środka, robiąc niesamowity rumor.
- Haha.. – zaśmieli się równocześnie, a potem powrócili do pocałunków. Gray podniósł się szybko, biorąc ze sobą dziewczynę. Z trudem, aczkolwiek się udało, trafili do sypialni, gdzie rzucili się na łóżko. Powoli zaczynali rozpinać każdy guziczek z płaszczy, bluzek i innych części ubioru. Chłopak delikatnie zjechał ustami niżej, całując ukochaną po szyi, dochodząc po same piersi.
- Nie wytrzymam! – krzyknęła niebieskowłosą, rzucając się na kochanka.
            Po kilku godzinnych igraszkach, zmęczeni padli na łóżko, ciężko oddychając i sapiąc. Chłopak objął dziewczynę ramieniem, a ta wtuliła się w jego ciało.
- Gray-sama … - zaczęła mówić.
- Mówiłem ci, żebyś mówiła do mnie normalnie. Gray. – Poprawił ją, a następnie dał buziaczka w czoło.
- Dobrze. – zgodziła się cicho, chociaż i tak wiedział, że za parę minut znowu będzie to „Gray-sama”. – Chciałam cię o coś zapytać… Czy Lucy jest córką Jude’a Heartfilii?
- A co tak nagle o to pytasz? – był zdziwiony tym co słyszy od dziewczyny.
- Bo wiesz … Juvia musi ci coś powiedzieć. – Po jej twarzy było widać, że jest to coś poważnego.
- Czy to ma związek z twoim ojcem? – zapytał po kilkunastu sekundach milczenia.  Nie odpowiedziała, ale kiwnęła głową. – Najlepiej będzie, jeśli to wreszcie z siebie wykrztusisz. Jesteś dla mnie ważna, nie odrzucę cię, tylko dlatego, że poznam twoją przeszłość.
- To nie do końca o to chodzi. – Stwierdziła nagle dziewczyna. – Mama mi powiedziała. Ja nie miałam się narodzić. Tak naprawdę mój ojciec ją raz wykorzystał, zawrócił jej w głowie pieniędzmi, władzą i tym, że wreszcie będzie miała dom. Już wtedy miał on narzeczoną, której nie kochał, ale która była mu przeznaczona. Matka chciała dokonać aborcji, ale nie miała pieniędzy, a gdy je dostała od niego, okazało się, że już jest za późno. Wykorzystała to … kazała płacić alimenty, albo weźmie sprawę do sądu. I płacił i nie tylko za to. Dokładnie pamiętam, jak przychodził do nas często by móc znowu się bawić mamą. Czy w jakiś sposób ją winiłam? Nie. Nawet była przyjaciółką jego żony. Pracowała dla nich. A potem? Jak mama mu się znudziła. Gdy zobaczył, że jestem już „wystarczająca dorosła” zabrał się za mnie. Uciekłam z domu. Znalazł mnie Jose Porla. Wykorzystywał Juvię, ale na pewno nie tak jak mój ojciec.
- Dlaczego mówisz do siebie w trzeciej osobie? – to była zagadka, której nie mógł rozwiązać.
- Staram się już poprawiać, ale… mój świat przez wiele lat był otoczony chmurą deszczową, nie wiedziałam, co to jest słońce, ciepło. Dopiero jak poznałam Gra… ciebie, Gray. – Poprawiła się szybko, co ucieszyło chłopaka. – Ja poczułam to wszystko.
- Kim jest twój ojciec? – już wiedział kim on jest, ale chciał od niej to usłyszeć.
- Jude Heartfilia, a matka Aquarius L… no teraz ma inne nazwisko bo siedem lat temu uciekła od Jude’a i poślubiła ukochanego mężczyznę Skorpio Marvell.
- Możesz powtórzyć?! – Gray wydawał się być niezwykle poruszony.
- Skorpion Marvell. – powtórzyła cicho.
- Miał on jakąś córkę, żonę? – nie był pewien, czy to zbieżność nazwisk, czy też ta sama osoba, o której myślał.
- Żona mu zmarła, a córka leczyła się zakładzie psychiatrycznym. Ostatnio podobno do nich wróciła. Mama pewnie nie posiada się z radości. – Jeszcze mocniej wtuliła się w ukochanego.
- A wiesz kim była Wendy? Córka tego Skorpio to cioteczna siostra Natsu.
- To znaczy … - nie była w stanie poukładać myśli.
- To znaczy … to jest tak… jak mi mówił. Igneel, ojciec Natsu był adoptowany przez rodzinę Dragneel, a potem urodziła się temu małżeństwu córeczka, Grandine. Oczywiście sam Natsu też jest adoptowany, czy jakoś tak. – Gray starał się jej jak najlepiej to wyjaśnić. – A dlaczego teraz mi o tym mówisz?
- Odnaleziono zwłoki mamy Lucy i … moja matka ma zamiar tu przyjechać, możliwe, że na stałe …Martwię się. – Po policzku spłynęła jej łza.
- Przecież nie musisz się z nią spotykać. – Starał się ją pocieszyć.
- Wiem i dziękuję ukochany…

***

            Kobieta o niebieskich włosach pędziła niczym wiatr przez kolejne ulice, trzymając za rękę dziewczynę.
- Szybko! – poganiała ją. Nagle zatrzymała się przez czyimś mieszkaniem. Popatrzyła na dziewczynę, którą prowadziła. – A teraz masz… - podała jej torbę z rzeczami - … i czekaj, aż tamta niebieskowłosą pani wyjdzie, albo przyjdzie i przekaż jej wtedy. „Jestem twoją siostrą, mama prosiła by się mną zaopiekować. ”Ok.? – dziewczyna kiwnęła głową.  Kobieta puściła jej rękę i w podskokach pognała w stronę samochodu zostawiając dziewczynę samą.

***

            Z samego rana Juvia otrzymała bardzo niepokojącego SMS’a. „Wyjdź przed dom, ktoś na ciebie czeka”, a autorem była jej sąsiadka. Spojrzała na Gray’a i delikatnie uśmiechnęła się. Ubrała się i zostawiła kartkę na stoliku. Wyszła z mieszkania ukochanego i pojechała do swojego domu, by pod nim zastać niebieskowłosą dziewczynę.  
- Kim jesteś? – zapytała się podchodząc do niej.
- Jestem twoją siostrą, mama prosiła by się mną zaopiekować. – Powiedziała nieśmiało dziewczynka. – Mam na imię Wendy.

- Wendy… - szepnęła cicho – WENDY! – krzyknęła głośno.

 PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)

środa, 2 lipca 2014

Wszyscy policjanci z Komisariatu Fairy Tail z wielką uwagą badali sprawę morderstwa Layli Heartfilii. Nawet sam Komisarz Główny, co chwilę sprawdzał poczynania swoich podwładnych. Jedynie Natsu był niesamowicie spokojny. Siedział przy biurku, tak jakby ta sprawa go nie interesowała. Nic bardziej mylnego. Tylko Gray wiedział, co tak naprawdę robi jego przyjaciel.
- Dawno go nie widziałem w takim stanie. – Pamiętał tylko jedną sprawę, gdy Natsu z tak wielką uwagą analizował dowody, sprawdzał poszlaki i próbował skleić wszystko, co znalazł, w jedną całość. – Wszystko ok.? – Gray podszedł do niego zaniepokojony jego zachowaniem.
- Nie. – Taka odpowiedź zaskoczyła z lekka policjantka.
- Aha. – W odpowiedzi tylko to potrafił wykrztusić. – Martwisz się o Lucy? -  ku jego zdziwieniu Natsu podniósł głowę i spojrzał na niego.
- Nie, a co? – w tamtym momencie, Fullbuster nie mógł zrozumieć tego, co robi Dragneel.
- Wiesz, odnoszę całkiem inne wrażenie. – Podniósł rękę i podrapał się po głowie.
- Lepiej wracaj do pracy, sprawa się sama nie rozwiąże. – Powrócił do przeglądania notatek. Gray chciał coś jeszcze dodać, jednak nagle poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwrócił się i zobaczył, że stoi za nim, Juvia, która kręci głową. Od razu zrozumiał, o co jej chodzi, dlatego odszedł razem nią, pozostawiając przyjaciela samego.
 - Co się z nim dzieje? – zapytał samego siebie Gray, gdy powrócił do swojego miejsca pracy.
- Zostawia ją samą. – Niespodziewanie odpowiedziała mu na to pytanie jego partnerka.
- He? – Fullbuster nie rozumiał jej odpowiedzi.
- Juvia uważa, że Natsu-san kocha Lucy i widząc to wszystko, ogólnie ostatnie sprawy mogły tylko niszczyć jej życie, on próbuje ją ochronić, poprzez bycie, jak najdalej od niej.
- A ja myślałem, że pokręcona jest logika kobiet. – Podsumował Gray.
            Po kilku godzinach pracy, nagle do głównego pomieszczenia wkroczył Laxus. Wszyscy ze zdziwieniem się na niego gapili.
- Masz coś? – niespodziewanie ze swojego królestwa wyszedł także Gildarts, który był coraz bardziej zaniepokojony tą całą sytuacją, a szczególnie Natsu, który jako jedyny nie oderwał wzroku od notatek, wiedząc, że informatyk wyszedł ze swej nory.
- Nic. – Laxus rzucił jakieś teczki do kosza, wcześniej drąc je na kilka części. – Jedynie Lucy i pan Froze mogą nam dostarczyć jakichkolwiek informacji, ale póki co zaniemogli. 
- Przestań! To nie ich wina. – W obronę dwójki ludzi wkroczyła Lisanna. – Jak ty byś się czuł, gdyby znaleźli ciało twojej matki?
- A co tak ich bronisz? – dla Laxusa reakcja dziewczyny wydawała się niezrozumiała i nadzwyczaj dziwna. – A skąd ona może wiedzieć, że moja matka może nie żyć?
- No wiesz przecież Lucy to moja koleżanka i jakoś wiem, jak się może czuć! – Lisanna cały czas gorliwie ją broniła.
- No jak uważasz! – Laxus odwrócił się i poszedł w kierunku swojego królestwa – To chyba niemożliwe, ale…
            Niespodziewanie Natsu wstał i podszedł do Gildartsa, który z zaskoczenia wypluł całą kawę na ścianę.
- Przepraszam, ale czy możemy porozmawiać? – zapytał wprost dziwnie pobudzony Natsu
- Jasne. – Gildarts zaczął iść w stronę swojego gabinetu, jednak Dragneel powstrzymał go.
- Chodźmy na zewnątrz. – Zaproponował z uśmiechem na twarzy. Clive nie wiedział, co ma robić, więc tylko kiwnął głową, a następnie poszedł za podwładnym. Gdy byli już na chłodnym powietrzu, Natsu spoważniał. – Nie wiem, co mam robić. – Powiedział wprost. Gildarts z wrażenia opuścił kawę na jeszcze pozostałe resztki po śniegu.
- Co się dzieje? – mężczyźnie nie pozostało nic innego, jak tylko wysłuchać Natsu.
- Byłem głupi! – palnął się z całej siły w głowę.
- To już wiem, a jest coś jeszcze? – oboje zaśmieli się cicho.
- Nie żyje tak wiele osób, a to wszystko przez to, że znali prawdę. Jak wiele może jeszcze zginąć… Nie wiem, ale to takie przytłaczające. Chciałem poznać tylko cholerną prawdę, a co mi przyszło? Chyba jeden z tych osobników nie żyje. Dwójka jest zagrożona. Prawdy się nie dowiedziałem. Tylko zdobyłem klucze i je schowałem.
- Jakie klucze? – mocno zastanowiło to Clive’a.
- Aa… mają podobno otwierać skarbiec, gdzie trzymany jest jakiśtam dokument. – Natsu przykucną. Wyjął z kieszeni papierosy i zapalił.
- Od kiedy …?
- Od teraz! – przerwał mu.
- Dobrze chociaż je schowałeś? – dla pewności wolał się dopytać.
- Jasne. Za kogo ty mnie masz!? – mocno zaciągnął się – Schowałem w pręcie na wieszaki.
- Jak już, to mam cię za debila. – Powiedział szczerze. Natsu prychnął na niego, ale nie przejął się zbytnio tą uwagą. – Chcesz o czymś jeszcze ze mną porozmawiać?
- Co mam zrobić? – Gildarts nie za bardzo wiedział, o co mu może chodzić.
- Jak to co masz zrobić?
- Mam porzucić sprawę czy dalej szukać poszlak itd.? – chłopak pytał szczerze. Nie potrafił sam podjąć decyzji.
- Jeszcze nie dorosłeś. Dam ci radę. Rób, to co uważasz za słuszne. – Zaczął wracać w kierunku komisariatu. – Jednak … - zatrzymał się na chwilę. - … grzebanie w przeszłości jeszcze nikomu nie przyniosło dobrych skutków.
- Dzięki. – Pomimo tych słów, wciąż w jego sercu gościła wątpliwość.
Huk.
Odwrócił się, lecz ku swojemu zdziwieniu nikogo nie zastał. Odwrócił się i wszedł do budynku.

***

            Lisanna niepostrzeżenie wstała ze swojego stanowiska i po cichu zaczęła się kierować w stronę pokoju Laxusa. Gdy doszła na miejsce lekko zapukała.
- Cześć. – Powiedziała, gdy tylko weszła.
- Masz do mnie jakąś sprawę? – Laxus nie chciał owijać w bawełnę. Miał, co do niej złe przeczucia i bał się, że one się sprawdzą.
- Chciałam się dopytać o Mystogana? – słysząc to imię, mężczyzna o mało nie spadł z krzesła.
- A co nim chcesz wiedzieć?  - starał się uspokoić, choć było widać, że z trudem mu się to udaje.
- No.. gdzie jest? Co teraz robi? – zaczęła powoli rozglądać się po pokoju, tak jakby czegoś szukała.
- Niestety, ale nie wiem, co się teraz z nim dzieje i nie rozumiem, dlaczego JA mam o tym coś wiedzieć. – Nie rozumiał, dlaczego w tym momencie Ona pyta o tego osobnika.
- Słyszałam, że jako jedyny znasz jego twarz, a dawno go tutaj nie było… Ogólnie jakoś nie pamiętam bym go chociaż raz widziała. – Laxus niespodziewanie wstał.
- Jeśli chcesz, czegoś o nim się dowiedzieć, to zapraszam do pana Clive’a. On jest Komisarzem Głównym, więc ON wie więcej. – Po tych słowach pokazał jej drogę do drzwi z uśmiechem na twarzy. Od razu przybrała minę zawiedzionej i wyszła z hukiem. – DO CHOLERY?! O co w tym wszystkich chodzi? Kim… ona jest?

***

- WRÓCCCCCCCCCIIIIŁAMMMMM!!!!! – na cały komisariat rozległ się ogłuszający krzyk. Wszyscy w osłupieniu patrzyli się na dziewczynę, która stała w drzwiach prowadzących do głównej sali.
- Mogę wiedzieć, co ty tu do cholery jasnej, ciasnej i niebiańskiej robisz?!?!?!?! – Clive gdyby miał tylko jeszcze bardziej donośniejszy głos, krzyknąłby jeszcze bardziej, ale w tym momencie ten krzyk wystarczył, by wszystkich ogłuszyć.
- Cana! – krzyknął szczęśliwy Gray.
- Hejjjjkaaa! – pomachała w ich stronę, próbując unikać wzroku ojczulka. – A co tu robię? Uciekłam z więzienia!
- Myślałem, że byłaś na odwyku? – Natsu był lekko zdziwiony jej słowami.
- No to jedno i to samo. – Powiedziała za obojętnym i niewinnym głosikiem.
- Ale dlaczego? – Gildarts wzniósł ręce ku niebiosom.
- Oj nie biadol! Mam już tego dosyć. – Odpowiedziała szczerze – Jedynie, co tam robiłam to myślałam nad paroma sprawami. A co tam u was?
- To, co zawsze. – Wyjaśnił jej Gray – Morderstwa, kradzieże, włamania …
- Nuddyyyyy. – Przerwała mu głośno jęcząc. – Ale fajnie tu wrócić! A gdzie Lucyna? – spojrzała na Natsu
- Jakoś ostatnio zbyt wiele się wydarzyło, by tu mogła przychodzić. – W rzeczywistości nie znał odpowiedzi na to pytanie i to go tak bardzo bolało. Nic o niej nie wiedział, nie mógł w jej niczym pomóc. Czuł się bezradny i bezsilny.
- Coś jej zrobił? – zapytała niespodziewanie Cana, na co Natsu spadł z krzesła.
- Nic. – Krzyknął cały zarumieniony
- Gdzie Laxusic ? – olała obronę Natsu - Chętnie bym się z nim zobaczyła. – W tym czasie niepostrzeżenie powróciła pewna białowłosa dziewczyna.
- Lepiej go już tak nie nazywaj! Kilka dni temu oświadczył się siostrzyczce! – Cana nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Usiadła i na chwilę zamilkła.
- Ale … Kiedy? – nie wiedziała, o co ma zapytać.
- Zaraz po tym, jak poszłaś na odwyk. – Znowu była chętna do wyjaśnień Lisanna.
- Czyli już parę miesięcy są razem… - zaczęła dogłębnie analizować fakty.
Aż tak byłem nieprzytomny, że nie zauważyłem, że Cana już od tak długiego czasu jest na odwyku? – Natsu nie mógł tego pojąć, jak tak długo nie zauważał, co się dzieje na komisariacie.
- I KURDE MNIE NIE POINFORMOWAŁ?! Najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa?! – wstała z miejsca i pognała w stronę Królestwa Laxusa.
Czyżby coś do niego czuła? – Natsu zadał sobie to skomplikowane, w swojej prostocie pytanie.

***

            Levy niepewnym krokiem szła w stronę nowego gabinetu Lyona Vastii, który awansował z narkotykowego, do trupiarnego. Gdy doszła pod drzwi zapukała cicho, a następnie weszła do środka. Chłopak siedział wygodnie rozłożony na swoim nowym fotelu.
- Słuchał?
- Mam na imię Levy McGarden.  Jestem patologiem w tym dziale. – Powiedziała nieśmiało.
- Masz do mnie jakąś sprawę? – zapytał od razu.
- Tak! – usiadła na krześle. – Czy zna pan Gray’a Fullbustera? – słysząc to imię Lyon zadrżał. Wstał i podszedł do swojego biurka.
- O kim mówisz? – stał się zachować pozory spokoju, jednak nie był on urodzonym aktorem.
- Pracowałam z nim na Komisariacie Fairy Tail. Razem z Natsu Dragneelem. – Popatrzył się na nią, tak dziwnie przerażonym wzrokiem.
- Czyli to Gray nasłał Natsu na mnie?
- Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale Gray nie wie, gdzie obecnie się znajdujesz, a Natsu nie wie o twojej wspólnej przeszłości z Fullbusterem.
- To dobrze. – Lyon odetchnął z ulgą.  – Znasz moją historię i Gray’a? – cała atmosfera nagle się zmieniła.
- Nie. – Dziewczyna odpowiedziała szczerze.
- Po wojnie … nasz kraj był w naprawdę opłakanym stanie. Wiele dzieciaków potraciło rodziny, domy. Nie mieli co jeść, gdzie spać. My byliśmy przeciwieństwami. Matka oddała mnie gdy byłem jeszcze niemowlakiem. Zostawiła mnie w zimie, na schodach klasztoru. – Wziął głęboki oddech – Czekałem dwie godziny, aż mnie ktoś znajdzie. Gdy siostry zabrały mnie, powiedziały, że to cud, że przeżyłem. Zawsze nazywali mnie Lodowym Chłopcem. Żyłem całkiem nieźle, aż tu nagle, gdy miałem sześć lat, przyszedł kryzys i zamknięto klasztor, a mnie oddano do domu dziecka. Tam niedługo potem trafił Gray Fullbuster. Znam jego tajemnice. Wtedy jeszcze nie rozumiał, co to jest, ale teraz … A wspomnienia posiada. No, ale wracając. On był z bogatego domu, a ja byłem podrzutkiem. Wtedy zdarzyła się okazja. Jeden z nas mógł znaleźć dom. Wybrali mnie, bo Gray zachowywał się skandalicznie. Byłem szczęśliwy, ale nagle… wszystko prysło. Oni chcieli dzieciaka, bo ich zginął, a dziadek z dużym spadkiem powiedział „Nie będzie dziecka, nie będzie pieniędzy”. I kiedy dostali pieniądze dali mi trochę i idź w świat. No i jestem.
- Uważam, że powinieneś z nim porozmawiać. – Wstała i skierowała się w stronę drzwi. – Przepraszam, że zabrałam cenny czas. – Gdy już była na zewnątrz na chwilę przystanęła i wzięła kubeczek wody z butli. – Ciekawe, co chciałeś przez to osiągnąć tato … - nagle upuściła kubeczek na ziemię. – Zapomniałam…- powiedziała na głos.  Szybko zawróciła i wparowała do pokoju Lyona.
- Coś się stało? – zapytał zaniepokojony jej zachowaniem.
- Chciałam o coś cię zapytać. Byłeś w narkotykowym, więc powinieneś wiedzieć o TYM…
- O czym? – nie rozumiał, o co może chodzić dziewczynie.
- O TEN projekt. Mam na myśli…

***

            Lucy przyjechała na parking Komisariatu Fairy Tail. Postanowiła pójść i złożyć zeznania, ale los potrafi czasami być okrutny.  Spojrzała na miejsce obok niej w samochodzie i odkryła, że chlew jest piękniejszym miejscem. Wzięła do ręki całą paczkę opakowań i ruszyła w kierunku śmietnika. Wyrzuciła szybko, a następnie zaczęła się kierować w stronę samochodu, jednak coś ją zatrzymało. Usłyszała dwie osoby, rozmawiające ze sobą. Podeszła bliżej i nagle zrozumiała, że Natsu z kimś rozmawia. Nie słyszała dokładnie wszystkiego, ale jedno zdanie, tak mocno ją zaintrygowało, że dokładnie je zrozumiała.
- Schowałem w pręcie na wieszaki. – Wiedziała, że mówi to Natsu.
Chyba dzisiaj nie złożę zeznań. – Ku jej zdziwieniu poczuła ogromną ulgę.
            Czekała jeszcze kilka minut, aż skończą rozmowę i wrócą do środka. Zniecierpliwiona, nieświadomie zaczęła lekko uderzać obcasem o chodnik. Na szczęście płeć męska była tak zajęta rozmową, że nie przejmowali się otoczeniem. Gdy głosy umilkły, a odgłosy kroków zdawały się być coraz cichsze, powoli zaczęła ruszać do przodu. Jednak zapomniała, że śmietnik znajduje się o jeden stopień wyżej niż parking. Jak tylko to odkryła, podświadomie złapała się pierwszej rzeczy, by tylko nie upaść. Jednak wypadło na kubeł na śmieci, który wydał dość głośny odgłos. Czekała. Jednak niezwykle się zdziwiła, gdy nikt nie przyszedł sprawdzić co się stało. Odetchnęła z ulgą i tym razem, ruszyła ostrożniejszym krokiem w stronę auta. Gdy tylko znalazła się w środku, ruszyła z niesamowitą prędkością i pognała w stronę ich mieszkań. Dotarła na miejsce i zaczęła myśleć.
- Natsu. – Powiedziała na głos – Gdybym tobą była, to czy bym wzięła ze sobą klucz, czy go gdzieś tutaj zostawiła? Hmmm? – zaczęła chodzić dookoła korytarza, próbując znaleźć rozwiązanie. – Pewnie nie, bo gdybyś zgubił to nie dostałbyś się do mieszkania. – Podeszła do wycieraczki i spojrzała pod nią. Nic. Wzruszyła ramionami i zaczęła szukać dalej. Zobaczyła kwiatka. Dokładnie go obejrzała. Spojrzała pod doniczkę. Nic. – To jest i d i o t a. – Przeliterowała to słowo. – Co on mógłby zrobić z kluczykiem? Tak, żeby komuś zrobić przy tym kawa…ł … - Spojrzała przenikliwym wzrokiem na swoją wycieraczkę, podeszła z niesamowitą gracją, kucnęła i podniosła się, a pod nią ujrzała piękny kluczyk do mieszkania. – 1: 0 dla blondynki! – podeszła w podskokach do drzwi i włożyła kluczyć do środka. Przekręciła? Nie ruszył z miejsca. – Ha… - spojrzała na klucz – To mój. – Zaśmiała się i wróciła do wycieraczki, bardziej ją odsłaniając. Wymieniła kluczyki i tym razem udało jej się otworzyć wrota. Zaczęła przechodzić przez największe zakamarki mieszkania Natsu, w celu znalezienia szafy z ubraniami. Gdy ujrzała ją w sypialni, od razu pełna radości podbiegła do niej.
- Miau … - podskoczyła z przerażenia. Chwyciła się za klatkę piersiową i wzięła kilka głębokich oddechów. 
- Głupi kot! – krzyknęła na Happy’ego, który ją nieźle nastraszył. Podeszła do szafy i ją otworzyła. Nie była zdziwiona widokiem, a nawet spodziewała się tego, że Natsu spełni jej oczekiwania. W środku ubrania byłe porozrzucane, po całym dnie. Można było powiedzieć, że chłopak ułatwił jej zadanie. Delikatnie zdjęcia drążek i wyjęła z niego trzy złote klucze. Schowała je do kieszeni, a następnie zabrała się za poprawianie wszystkiego, by Natsu nic nie zauważył. Gdy była pewna swojego dzieła, oddaliła się. Zamknęła dom, a następnie schowała klucz pod wycieraczkę. Weszła do swojego mieszkania i włożyła te klucze w miejsce, gdzie znajdowały się wszystkie, oprócz tego jednego, który decydował o wszystkim.

***

            Na Komisariat Fairy Tail weszła dwójka mężczyzn ubranych w czarne garnitury. Podeszli do Gildartsa Clive’a, który stał i przyglądał się całej sprawie. Zdjęli z oczu okulary, a następnie pokazali pismo, któro zszokowało Komisarza Głównego.
- FBI przejmuje sprawę! – poinformował wszystkich. – Proszę o oddanie wszelkich danych, dokumentów, pism oraz do tej pory odkrytych rzeczy. Oczywiście zwłoki też zabieramy.
- Jakim prawem? – rzekł przez zęby Gildarts
- Ma pan na piśmie, a jeśli się pan nie zgadza, zapraszam do sądu, mam nadzieję, że tam lepiej pana potraktują. – Odpowiedział mu drwiąco agent. Nagle do środka weszło kilku mężczyzn i kilka kobiet, którzy zaczęli zabierać, wszystko, nad czym tak dokładnie pracowali policjanci z Fairy Tail.
- To zwykła kradzież. – Szepnął cicho Natsu.
- Niestety zgodna z prawem.- Podszedł do niego Gray. – I co oni sobie myślą? Że są lepsi od nas? Biedna Levy, musi się z nimi na co dzień męczyć.  
- Tylko pytanie. – Różowowłosy nie wiedział, czy mówi do siebie, czy do przyjaciela. – Kim była matka Lucy, skoro FBI zajmuje się tą sprawą?
- Tyle pracy na marne! – narzekała Lisanna widząc, jak agenci wynoszą pudła z danymi na zewnątrz i wpakowują do jakiejś ciężarówki.
- Oj siostrzyczko nie narzekaj. Czasami tak jest. – Próbował ją jakoś pocieszyć Elfman.
- Dlatego nie lubię rządowych! – odparła głośno. Elfman spiorunował ją wzrokiem, a następnie szepnął coś na ucho. Coś tak strasznego, że aż zamarła.




PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)


wtorek, 1 lipca 2014

Wyniki konkursu

wtorek, lipca 01, 2014 1 Comments
Boże prawie bym o nich zapomniała ... Jezusie, Boże, Wszyscy Święci...
No ok. Mamy następujące wyniki:
Pierwsze miejsce Mam talent a la Fairy Tail 45 głosów  Roszpuncia
Drugie miejsce Shirogane 22 głosów GajeelKurogane RedfoxTetsuryuu
Trzecie miejsce Najlepsza para w gildii 11 głosów  panfulka2_88

A nagrody ?

1 miejsce 4 wybrane tomy
2 miejsce 3 wybrane tomy
3 miejsce 2 wybrane tomy

TYTUŁY MANG + TOMIKI KTÓRE MAM NA KOMPIE: WSZYSTKIE PL
- One Piece 1-64
- Bleach  1-53
- Naruto  1-10, 29-63
- High School Of The Dead 1-5
- Kobato 1-6
- Monster 1-8
- Soul Eater 1-22
- Doubt 1-4
- Deadman Wonderland 1-9
- Toradora 1-2
- Vampire Knight 1-16
- Shingeki No Kyojin 1-10
- Battle Royale  1-8
- Ao No Exorcist 1- 7
- Donten Ni Warau 1-5
-Tasogare Otome x Amnesia 1-8
- The Breaker tomy 1-10

Tak, więc zwycięzcy piszę do mnie : rolaka20b@gmail.com, a ja im wysyłam e-mailem nagrody :) Tylko macie mi napisać jaki tytuł i które tomy !!!!

niedziela, 29 czerwca 2014

Lucy wysiadła szybko z samochodu, będąc już na miejscu wskazanym przez tajemniczego przyjaciela Natsu. Gdy ujrzała fabrykę, wzdrygnęła się. Nie była pewna. Powoli stawiała kroki, czując utłaczający ból głowy. Co chwilę łapała się za prawą skroń. Pomimo tych trudności szła dzielnie, w stronę policjantów i tłumu, niewiadomego pochodzenia, gapiów. Gdy doszła do taśmy odgradzającą miejsce zbrodni od reszty świata, zatrzymał ją Elfman.
- O to ty Lucy. – Było po nim widać, że jest zaskoczony obecnością dziewczyny w tym miejscu. – Coś się stało?
- Raczej … - znowu ten ból.
- Zadzwonić po karetkę? – policjant bał się o dziewczynę, jednak ta ruchem ręki odmówiła mu.
- To zwykły ból głowy. A co do mojej obecności tutaj… - pomasowała chwilę głowę i niespodziewanie ból ustał. – Ktoś do mnie zadzwonił i powiedział, że Natsu chce mnie widzieć.
- Kto? – Elfman był zaskoczony tą informacją.
- Właśnie nie wiem… Mogę przejść?
- Jasne! – kiwnął głowę, pomagając jej przejść pod taśmą.
            Szła powoli, nie wiedziała, czy ma rację, ale to miejsce wydawało jej się takie znajome. Na chwilę przystanęła, by popatrzeć na starą, opuszczoną fabrykę, która była cała porośnięta mchem, a z okien wystawały gałęzie drzew, które zaczęły rosnąć od wewnątrz.
- To nie może być … - postawiła kolejny krok do przodu mając nadzieję, że się myli. Gdy dotarła do tyłów budynku spojrzała na plączących się policjantów i patologa, który bada zwłoki kobiety. Lucy czuła jak się robi coraz słabsza. Nie musiała widzieć siebie w lustrze, by wiedzieć, że jest nienaturalnie biała. Świat poruszał się jakby wolniejszym tempem, a oddech stawał się coraz głębszy i trudniejszy.
- Lucy? – ktoś do niej podszedł.
- Tak, to Natsu… - powiedziała sobie w myślach.
- Co ty tutaj robisz? – na jego twarzy było widać zdziwienie. Bardzo zaniepokoiło ono dziewczyna.
- Nie wiem… - odpowiedziała ze łzami w oczach – Ktoś zadzwonił i powiedział … - nie dokończyła zdania, bo zobaczyła to…
- Kobieta, po … trzydziestce… - zaczął mówić swoje pierwsze postrzeżenia Jet - Przyczyna śmierci: postrzał w głowę. Kobieta była torturowana.
- Nie, nie, nie, nie … - Lucy wciąż powtarzała na głos, drżąc i płacząc, nieustannie.
- Była torturowana, o czym świadczy dziura na prawej dłoni … - Lucy spojrzała na tę dłoń.
- Nie … - szepnęła cicho to jedno słowo. Natsu patrząc na nią już wiedział.
- Lucy chodźmy stąd… - zaproponował jej, jednak gdy próbował ją wziąć za rękę ona się wyrwała.
- Nie… - powiedziała spokojnym głosem, cały czas nieświadomie machając ręką. – Oj, nie … to nie możesz być ty … - majaczyła jakby była zahipnotyzowana. – Czemu mi to zrobiłaś? – zrobiłaś krok do przodu, jednak Natsu szybko chwycił ją w tali i pociągnął w kierunku samochodu. – CZEMU MI TO ZROBIŁAŚ?! – krzyknęła na cały las, co przyciągnęło uwagę wszystkich – Ty DEBILKO?! TERAZ?! SIEDEM LAT CIĘ SZUKAŁAM!? Aaaaaaaaaaaaaaa!!!! – wszyscy zebrani nie wiedzieli co się dzieje.
- Wpiszcie, że zwłoki należą do Layli Heartfilii. – Tylko to Natsu był w stanie powiedzieć, gdyż musiał się siłować z oszalałą Lucy, która wciąż nie mogła dopuścić myśli o tym, co się zdarzyło.
- JAKA HEARTFILIA?! Ona ma na imię Layla Froze!!!! LAYLA FROZE!!! ON JĄ ZAMORDOWAŁ!
- Lucy cicho! – Natsu rzucił ją przed swoim autem.
- I mówisz, że ja nie rozumiem, co ty czujesz? – jej łzy, jej rozpacz, jej ból dotarły do Natsu. Przykucnął i przytulił ją z całej siły.
- Wiem … Ja… przepraszam. – Musiał ją uspokoić i to był jedyny sposób, by tego dokonać. Podniósł ją i niosąc na rękach, wsadził do swojego samochodu. Zapiął jej pasy, a ona posłusznie siedziała. Pustym wzrokiem patrzyła przez szybę, wciąż roniąc na ziemię malutkie kropelki łez. Podniosła lekko głowę.
- Ty też płaczesz? – powiedziała cicho, widząc jak niebo staje się ciemne od chmur, a deszcz zaczyna padać na ziemię przesączoną od krwi. – Mamo…

***

            Gray Fullbuster pewnym krokiem szedł w stronę gabinetu Darega Froze’a, któremu miał przekazać przerażającą wiadomość. Bez zatrzymywania się pokazał recepcjonistce swoją odznakę, a następnie wparował do gabinetu kuzyna Lucy.
- Witam… - powiedział z lekka zaskoczony Dareg. – Co pana tu do mnie sprowadza?
- Niestety … musze pana poinformować, że niedaleko starej fabryki znaleziono zwłoki Layli Heartfilii…
- To żart? – Dareg zaśmiał się, jednak widząc poważną minę policjanta, przeraził się. – Nie… - próbował wstać, jednak poślizną się i z wielkim hukiem upadł na ziemię. – Layla … nie…
- Nic się panu nie stało? – podszedł do niego zaniepokojony Gray.
- Laylo … czemu teraz? Nie … Proszę wyjść… proszę … PROSZĘ!!! – oczy stały się czerwone od łez. Gray’owi w tym momencie nie pozostało nic innego jak tylko wyjść i pozostawić zrozpaczonego mężczyznę samego.
- Straszne, jak on tak zareagował … A Lucy … biedna dziewczyna. – Gray nie wiedział, co ma więcej powiedzieć, więc zostało mu tylko, powrócenie na komisariat i czekanie, aż ktoś ze świadków będzie w stanie mówić.

***

            Na Komisariacie Fairy Tail wrzało od rozmów i krzyków. Każdy się kręcił, nawet w niewiadomym celu. Dzwonili, pytali o świadków, dane… wszystko, ale tak jak było dwadzieścia jeden, czternaście czy siedem lat temu … nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, nikt nic nie wie…
- Coś wiecie? – do głównego pomieszczenia wszedł Gildarts, który powoli zaczął siwieć, od natłoku obowiązków i nierozwiązanych spraw.
- Nic. – Tylko to mógł mu odpowiedzieć Gray
- A co z kuzynem Lucy? – na to pytanie także nie mógł odpowiedzieć policjant – A gdzie Natsu?
- On … - Lisanna chciała wytłumaczyć sytuację, jednak nagle różowowłosy chłopak wszedł do pomieszczenia, zdejmując szybko płaszcz i rzucając go na fotel.
- Już jestem! – odpowiedział, wyraźnie czymś zdenerwowany. – Musiałem odwieść Lucy!
- Coś … coś się stało? – zapytała zaniepokojona Juvia.
- Wspaniale! – to słowo dobitnie świadczyło o tym, że jednak „coś ” się stało.
- Co u Lucy? – Gildarts zaryzykował pytając o to.
- Nic nie chce mówić! Powiedziała tylko, że mordercy już nie żyją … - Natsu z całej siły walną o biurko
- Tylko tyle? – Gildarts stał na granicy przepaści.
- A co? Miała coś jeszcze powiedzieć? – zapytał Natsu ze złowrogim uśmieszkiem na twarzy.
- Nie! – Komisarz Główny odpowiedział szybko, a następnie pomknął do gabinetu, zamykając się w nim i odgradzając od szatana [czytaj: Natsu].

Pół godziny wcześniej…

            Natsu niósł ją na rękach, prowadząc w kierunku jej mieszkania. Gdy byli już pod nim, Lucy cicho odpowiedziała:
- Pod wycieraczką. – Natsu postawiła ją na ziemi, jednak zaraz oparta o ścianę osunęła się na podłogę. Natsu westchnął ciężko, jednak co mógł zrobić? Otworzył drzwi i wprowadził ją do środka, a następnie położył na łóżku.
- Prześpij się. – Przykrył ją kołdrą, a następnie skierował się w stronę wyjścia, jednak coś go przytrzymało. Spojrzał na dłoń, którą trzymała Lucy.
- Zabij mnie. – Powiedziała cicho.
- Co?! – krzyknął mocno zaskoczony Natsu
- Nie mam po co żyć… ja wiedziałam, że ona nie żyje, ja wiem, że jej mordercy też nie żyją, ale co z tego? Ja nie czuję bym chciała żyć. – Patrzyła tak pustym wzrokiem w nieznaną przestrzeń. Natsu nawet nie był pewien czy ona mówi do niego. Wyrwał się z jej uścisku.
- Nie zrobię tego!
- TCHÓRZU!!! Gdybyś mnie wysłuchał, gdybyś był ze mną … inaczej bym to zniosła… a teraz wraz z odnalezieniem jej ciała … ja jestem sama na tym świecie. – Podniosła się i spojrzała na niego zaczerwienionymi oczami.
- To jesteśmy w podobnej sytuacji… - rzucił jej tylko to jedno zdanie, ale niespodziewanie zatrzymał się i spojrzał na nią okrutnym wzrokiem. – Nie… ty masz jeszcze Darega, no i … męża.
- NIENAWIDZĘ CIĘ!!! – krzyknęła, gdy już wyszedł. Jednak mimo wszystko usłyszał to i zaczął na nowo się nienawidzić.

Teraz …

- Naprawdę jestem bydlakiem … Ale może dzięki temu ją ochronię … Może… - pozostała mu tylko nadzieja. Chwycił jakieś papiery, która podrzuciła mu Lisanna, gdy rozmyślał.

***

            Lucy siedziała cała zrozpaczona na łóżku. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Podeszła do barku, który, jak na złość, opróżniła podczas ostatnich nocy. Zarzuciła coś na siebie, wzięła portfel, a następnie poszła w stronę sklepu. Gdy była już na holu zauważyła kogoś, kto podchodził do jej skrzynki i wrzucał do niej list. Lucy po cichu podeszła do kobiety i złapała ją od tyłu.
- Proszę! – szepnęła jej na ucho.
- Chodźmy do ciebie. – Kobieta zdjęła czapkę, którą miała na głowie. – Layla nie chciała, bym z tobą rozmawiała, ale mam to daleko w dupie, więc chodźmy! – poszła w stronę mieszkania Lucy. Dziewczyna była w lekkim szoku, więc dopiero po chwili, zrozumiała o co chodzi i poszła za tajemniczą osobą.
- Wiesz, że znaleźli jej ciało? – zapytała niepewnie Heartfilia.
- Gdybym nie wiedziała, to byś tego listu nie dostała! – kobieta mówiła, podjadając do chwilę jakieś cukierki.
- To był ten warunek … - szepnęła cicho dziewczyna. Gdy doszły pod drzwi, kobieta weszła do środka, a następnie rozłożyła się na kanapie czując się jak u siebie w domu.
- To co chcesz wiedzieć? – zapytała wprost kobieta.
- Kim jesteś? – to było pytanie, któro najbardziej nurtowało Lucy.
- Znasz zapewne imię Metsuryu? – zapytała słodko się uśmiechając.
- Jeden z Dragon Slayerów, ojciec Cobry… Twój brat? – dziewczyna miała nadzieję, że ma rację.
- Nie! – Lucy straciła wiarę w swoje umiejętności. – To ja!
- He? – takiej odpowiedzi nikt się nie spodziewał – Zmieniłaś płeć, nie dorwali cię? Jak, ty? Niemożliwe ….
- STOP! – krzyknęła głośno kobieta, nie mogąc dalej słuchać jęków Lucy.  – Ja zawsze byłam kobietą … Muszę ci parę rzeczy wyjaśnić. Wysłuchasz mnie?
- Oczywiście! – Lucy z wrażenia, aż wstała. Gdy dotarło do niej, co zrobiła zarumieniła się. – Przepraszam.
- Nic się nie stało. – Metsuryu próbowała ją uspokoić. – Kiedy włamałam się do tajnej bazy FBI, dowiedziałam się, że planują oni NAS zwerbować. Całą siódemkę, ale ja się bałam. Zawsze byłam aspołeczna i w ogóle, więc znalazłam genialnego dzieciaka, którego wyszkoliłam, by mnie udawał. Udało się. Był świetny, ja często mu pomagałam, ale ogólnie dawał sobie radę, więc nie było żadnych problemów. Tak mijały spokojnie miesiące, a tu nagle okazuje się, że mam dzieciaka, a raczej on ma. Powiedziałam mu … ok. nie ma sprawy. – Lucy z największą uwagą słuchała opowieści kobiety. – No i minęły dwa lata i nagle… pięknego, słonecznego popołudnia wchodzi do mnie Layla Heartfilia, z maleńką Lucy na rękach i się pyta czy zostanę chrzestną? Hihi. – Zaśmiała się cicho. – A ja na to … szczęka rozwalona do samej ziemi i stoję nic nie mówiąc. To było GENIALNE. Zaprosiłam ją do siebie i wtedy okazało się, że zna moją tożsamość. Byłam zszokowana. Okazało się, że taką głupią blondynką to ona nie jest i jako jedyna z grupki odkryła, że tamten człowiek był podstawiony. Chociaż nadal nie wiem, jak to zrobiła… Zgodziłam się i znowu mijały lata. Przez ten czas dowiedziałam się, kto był zdrajcą w naszej paczce i … o czymś strasznym. Dwadzieścia jeden lat temu znaleźliśmy dzieciaki, były eksperymenty i mordy. A czternaście lat temu? Myśleliśmy, że nic się nie wydarzyło. Wiesz kto zginął?
- Nie. – Lucy pokręciła głową
- Znasz to nazwisko. On był agentem, który ICH przyprowadził i z NIMI rozmawiał. Tym agentem z dokumentów i został on zastrzelony przez TEGO zdrajcę. – Kobieta wzięła głęboki oddech. – Znalazłam w danych jak się nazywał po … ucieczce, a raczej przed śmiercią. Gareth McGarden…
- Levy-chan… - dziewczyna z trudem wypowiedziała to imię. Całe jej ciało zaczęło drżeć. – Ale dlaczego? Co z nim?
- Razem z całą rodziną zginął w morzu … Czyli ta Levy także! – te słowa zszokowały Lucy. Nie wiedziała co ma powiedzieć, czy jak się zachować. Nie potrafiła zrozumieć tego co się dzieje, chciała uciec, chciała się schować. Było jej wstyd, bo wszyscy wokół niej cierpią, a ona samolubnie płacze i krzyczy. – Możliwe jest, że jednak ktoś ją uratował i dla bezpieczeństwa zatuszował wszystko, by wyglądało, że jednak ta dziewczynka nie żyje… nie wiem.
- Mów dalej. – Niespodziewanie rzekła Lucy.
- Jesteś pewna?- dopytała się kobieta
- Tak! – była stanowcza. Nie chciała być słaba, w tym momencie musiała być SILNA!
- A, więc przez kolejne lata żyło nam się spokojnie i wtedy … przychodzi do mnie Layla z listami… wiele ich było do wysłania. I były tam instrukcje. – Lekko przymknęła powieki – Na początku śmiałam się z niej i z tego co robi, ale gdy 7 lipca X777 zaginęła … zrozumiałam, co chciała mi przekazać. Wszyscy zginęli i tylko ja przeżyłam z wiedzą na te tematy. – Lucy chciała o coś zapytać, ale kobieta przerwała jej. – Nie! Wiem, o co chcesz zapytać, ale nie potrafiłam pójść i powiedzieć o wszystkim tobie, Natsu czy innym dzieciakom. Czemu? Po co więcej śmierci? A teraz! Znowu do cholery jasnej to samo! To co, że zginę? Nie mam już nikogo i co ja teraz pocznę?
- Proszę się nie poddaw… - nie dokończyła, gdyż jeszcze jakiś czas temu słyszała te słowa od Natsu i była wściekła, że on je wypowiada. Opuściła głowę, a następnie zaczęła płakać. – Ja naprawdę mam kogo kochać… Dziękuję!!!
- A co tak niespodziewanie?
- Dzięki pani coś zrozumiałam … Coś bardzo ważnego. – Metsuryu nie mogła dojść do tego, o co chodzi dziewczynie, dlatego wstała i zaczęła się kierować w stronę wyjścia.
- A! – nagle odwróciła się i podeszła do siedzącej Lucy. – Masz. – Podała jej kopertę, której był list, na który dziewczyna bardzo długo czekała.
- To od mamy? – pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
- Tak. – Odpowiedziała jej kobieta, z uśmiechem na twarzy. – No dobra, to ja zmykam. Jeszcze w paru przypadkach muszę pobawić się w listonoszkę!
- Dlaczego pani to robi? – zapytała niespodziewanie panna Heartfilia.
- Wiesz kim był dla mnie ten człowiek, który przez to, że podszywał się pode mnie zginął? – Lucy pokręciła głową – Nikim… - blondynka nie zrozumiała tej odpowiedzi – I to najbardziej boli … Nic o nim nie wiedziałam, nic do niego nie czułam, jego śmierć nic dla mnie nie znaczyła…I to mnie boli … Naprawdę cierpię. – Dotknęła swojej piersi – Na sercu mam łańcuchy, które są mocno związane wokół mojego organu i teraz pragnę już tylko się od nich uwolnić. Jeśli ma śmierć od nich uwolnić, … to ZGINĘ! – po tej deklaracji, po prostu wyszła.
- Może ja też … - Lucy zamyśliła się na chwilę. Pięścią uderzyła się w klatkę piersiową. - … mam takie łańcuchy na sercu? – spojrzała na kopertę, w której było ostatnie zdanie matki do swej ukochanej córeczki. Dziewczyna otworzyła go i wyjęła, ku jej zdziwieniu, pojedynczą kartkę papieru, na którym było tylko parę zdań i nic więcej. – To tyle poszukiwać, tyle śmierci, a tak mało wyjaśnień? – zaczęła czytać.

Ukochana Córeczko!

Zapewne jesteś zszokowana faktem, że deklarując wyjaśnienia w drugim liście, wysyłam Ci tylko parę nędznych słów, ale uwierz MI. Chcę to wszystko już zakończyć, chcę byś nie tylko Ty miała normalne życie, ale i inni, którzy są powiązani z tą sprawą. Jestem świadoma tego, że pragniesz wyjaśnień, odsłonięcia wielkiej tajemnicy i przede wszystkim … PRAWDY. Wiem, ze w tej chwili uważasz wszystko za skomplikowane, trudne, zrozumiałe… Jednak w rzeczywistości ta zagadka ma prostą i łatwą odpowiedź. A ja wiem, że z czasem i ty sama dojdziesz do wniosków. Wierzę w ciebie, gdyż trudno by było, żebyś nie miała zmysłu do dedukcji.
Kocham Cię!
Wiele razy Ci to mówiłam, ale nie wiem, czy zdążę to powiedzieć Ci przed śmiercią, więc będę to cały czas powtarzać. Kocham Cię!
Na tym kończą się moje słowa, ale wiedz, że ktoś inny wyśle do ciebie list, gdy wszystko będzie zmierzało, nareszcie, ku końcowi. Jeszcze jeden list, z prawdą ostateczną. Kocham Cię! Dziękuję Ci, że się narodziłaś i proszę Cię… nie zmarnuj życia, które ci dałam.

Ukochana Mama

- Ty debilko! Już od narodzin miałam zniszczone życie! – Lucy wrzasnęła do samej siebie – Miałam dostać odpowiedzi i co?! Aaaaaaaaaaaa!!! – walnęła z całej siły w kanapę i nagle usłyszała dźwięk upadającego, metalowego przedmiotu na ziemię. Zaczęła rozglądać się po pokoju i ku jej zdziwieniu zobaczyła, że na podłodze leży złoty klucz. Podniosła go i wtedy do niej dotarło. – Jedynie zdrajca nie posiada klucza … Albo go komuś ukradł, ale … kto?

Ciąg dalszy nastąpi …

PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)

piątek, 27 czerwca 2014

Levy pognała prosto do swojego mieszkania, weszła do środka i zatrzasnęła drzwi.
- Żeby na takiego debila, tak wydzierać gardło! – powiedziała na głos.
- Kto tak rozdrażnił moją kochaną córeczkę. – Dziewczyna szybko odwróciła się. Ujrzała siedzącego na fotelu Zerefa, który z uśmieszkiem na twarzy patrzył na dziewczynę.
- Natsu Dragneel. – Odpowiedziała mu, idąc w kierunku łazienki. – On nie wie wszystkiego i przez to same z nim kłopoty. – Przemyła twarz, a następnie ruszyła w stronę kuchni.
- Mam nadzieję, że to nie niszczy naszych planów? – Zeref podejrzliwie spojrzał na dziewczynę.
- Chyba mu wytłumaczyłam na czym stoi! – rzekła dumnie Levy.
- Tylko pytanie, czy naprawdę dbałaś o dobro planu czy też miałaś osobisty interes?
- Ty zawsze wszystko wiesz … Ha! – zaśmiała się dziewczyna – Chyba głownie chodziło o moje życie i o Lucy. Tak … To wszystko jest skomplikowane… Nawet bardzo.
- I nic nie będzie proste na tym świecie. – Wziął do ręki płaszcz i wyszedł z jej mieszkania nawet nie żegnając się. Jednak Levy odetchnęła z ulgą. Potrafiła udawać, ale to bolało. Upadła na ziemię, opierając się plecami o kuchenkę. Łzy powoli spływały jej po policzkach, które powoli zaczęły się robić czerwone.
- Nikt mnie nie rozumie! – krzyknęła na całe mieszkanie.

***

            Następnego dnia rano miało miejsce tak wiele sytuacji, tak bardzo niezwykłych i zadziwiających, że wszyscy o nich zapomnieli, gdyż ich po prostu nie zrozumieli.
            Laxus szedł dumnym krokiem w stronę swojej pracy. Po wolnym dniu, spędzonym w towarzystwie jego ukochanej Mirajene, czuł się pełny energii i radości [PS. Ciekawe co robili …?]. Jednak gdy zaczął dochodzić pod komisariat na chwilę przystanął. Zaczął się zastanawiać, jak ma poinformować wszystkich o tym wydarzeniu. Niepewnie wszedł do środka, gdy nagle policjanci rzucili się na niego, jak chmara komarów w letni, upalny dzień.
- Gratulacje! Bądź szczęśliwy! Oj brawo… - nieustannie przewijały się życzenia, aż w pewnym momencie mężczyzna zaczął się rozładowywać i jego dysk twardy zaczął się powoli kopcić
- Wystarczy! – w jego obronie stanęła Lisanna. – Dajcie spokój! Nie widzicie, że on zaczyna wymiękać. Może i na zewnątrz jest twardy jak skała, ale wewnątrz to delikatny człowiek.
- Tak twardego coś on ma, gdy widzi twoją siostrę! – nagle odezwał się Gildarts, który wyglądał za gabinetu.
- Szefuniu! Już masz Trojana na kompie. – Pomachał w jego stronę, a następnie powoli zaczął uciekać do swojej zacisznej kanciapy [czyt. Królestwa Laxusa]. Nagle, gdy był już blisko drzwi, coś zwróciło jego uwagę. Zwolnił trochę tempo i ostrożnie zaczął się zbliżać do swojej sali informatycznej. – Coś mi nie pasuje… - szepnął cicho, a gdy dotarł na miejsce, zobaczył, że zamek jest wyłamany. Szybko wszedł do środka, gdzie ujrzał nieogarniający się nieporządek. Na pierwszy rzut oka już było wiadome, że ktoś czegoś szukał i Laxus wiedział czym była ta rzecz. – Czyli przeczucia mnie nie myliły… - szybko zawrócił.
- Coś się stało? – zapytała się zaniepokojona Mirajene, widząc biegnącego narzeczonego.
- Nic, tylko czegoś zapomniałem z domu! – powiedział pierwsze, lepsze wytłumaczenie, które przyszło mu na myśl, gdy rozmawiał z sekretarką.  – Zaraz wracam! – szybko wybiegł z komisariatu, wsiadł do samochodu i pojechał.
            Gdy dotarł na miejsce, wtargnął do swojego domu, a następnie poszedł do piwnicy. Tam, widząc ogromną skrzynię, otworzył ją. Wyjął z niej kilka teczek w których były dokumenty, a których nie dał Natsu. Zaczął się rozglądać dookoła, jednak nie znalazł tego co chciał.
- Cholera! – zaklną, gdy wbiegał po schodach na górę, po jeden przedmiot. Gdy wrócił do piwnicy, chwycił teczki z papierami, otworzył je i szybko uchwycił ich treść wzrokiem.- Chyba oddanie klucza Lucy nie pomoże zbytnio… - chwycił papiery na obu końcach. Chwilę wahał się, jednak w pewnym momencie zdecydował się i rozdarł dokumenty na pół, a później jeszcze raz i jeszcze, aż zostały one rozdrobnione na małe kawałeczki. Wyjął z kieszeni przedmiot, który przyniósł z kuchni. Była to zapalniczka. Położył na ziemi papiery, chwycił jeden z nich, zapalił i podsunął skrawek papieru pod ogień. Rzucił go na całą stertę, która po chwili zaczęła się coraz mocniej palić. Na jego oczach była niszczona praca, za którą Makarov Dreyara, jego dziadek, poświęcić życie. Nie spuszczał wzroku z palącej się sterty. Chciał widzieć moment, w którym oprócz popioły nic więcej nie pozostanie z tych przeklętych pism.

***

            Levy powoli szła w stronę kostnicy, by wziąć jedne ze zwłok i przeprowadzić sekcje. Jednak nagle natknęła się na kogoś, kto nie powinien się znajdować w takim miejscu.
- Witam panienkę McGarden. – Rzekł z uśmiechem na twarzy tajemniczy mężczyzna.
- Witam, a … kim pan jest? – nie mogła skojarzyć czy zna tego człowieka.
- Mam na imię Dareg Froze. Jestem kuzynem Lucy. – Wtedy Levy zrozumiała, kim jest ten człowiek. – Rozmawiałem już z przełożonym i dostałem zgodę rozmowę z panienką.
- A o czym chce pan ze mną porozmawiać? – zapytała niepewnie, zaczynając się rozglądać dookoła, czy znajdzie kogoś, by doczepić się do niego i znaleźć wymówkę. Jednak nikogo takiego nie widziała. – Może usiądziemy w kawiarence? – zaproponowała grzecznie.
- Bardzo chętnie. – Odpowiedział Dareg, a następnie udali się w miejsce, gdzie pracowała normalna osoba. Usiedli do stolika i zamówili po kawie i ciastku.
- Tak, więc ponowię pytanie. Jaką pan ma do mnie sprawę? – uśmiechnęła się ironicznie.
- Chodzi o Lucy i o Natsu. – Gdy Levy usłyszała to, głęboko się zdziwiła.
- Co z nimi? – niepewnie zapytała. Do stolika podeszła kelnerka z gotowym zamówieniem.
- Za daleko idą, może panienka z nimi porozmawia? – zaproponował Dareg.
- Może, ale najpierw KIM PAN JEST? –Levy nie dawała za wygraną.
- Przecież mówiłe…
- Ale co więcej? – przerwała mu niegrzecznie dziewczyna.
- A co tu robi dziewczyna w wieku Lucy jako patolog? – Levy zdziwiła się, że ktoś po raz pierwszy zadał jej to pytanie.
- Po prostu wcześniej ukończyłam studia. – Niepewnie i niewiarygodnie odpowiedziała. Dareg kończył pić kawę. Nagle po całej sali rozległy się brawa.
- Coś się stało? – Levy starała się zobaczyć, co tam się dzieje, ale mogła nic dojrzeć.
- A to pewnie Lyon z Narkotykowego złapał tego dilera, który sprzedawał młodym dzieciakom prochy. – Wyjaśnił jej Dareg, a następnie odwrócił się w jej stronę, by dokończyć swoją wypowiedź. – Chciałem ci tylko jedną rzecz zasygnalizować. Tu i tam miałaś pewne znajomości. – Wstał i wyszedł z kawiarki, wcześniej płacąc za oba zamówienia.  Będąc już przy wyjściu odwrócił się na chwilę i pomachał w kierunku Levy która niechętnie podniosła rękę i lekko odmachała mu.

***

            Natsu, gdy tylko nastał ranek zadzwonił do Gildartsa powiedzieć, że trochę się spóźni. Wsiadł w samochód, a następnie pojechał w kierunku siedziby firmy Heartfilia, gdy dotarł na miejsce, okazało się, że  Darega Froze’a jeszcze nie ma. Usiadł wygodnie na krześle i zaczął czekać. Po piętnastu minutach rozbawiony kuzyn Lucy wszedł do budynku.
- Witam! – Natsu nie patyczkował się, tylko od razu go pochwycił, by przeprowadzić z nim rozmowę. – Możemy? – zapytał dla innych niezrozumiale, jednak Dareg wiedział o co chodzi. Pokazał ręką, żeby szedł przed nim. Gdy doszli do gabinetu weszli do środka i usiedli na fotelach.
- Tak, więc czemu zawdzięczam tę rozmowę? – Dareg był zadowolony z siebie.
- To ty chciałeś ze mną porozmawiać. – Natsu wtedy zrozumiał, że dał się wplątać w pułapkę.
- Oczywiście. – Mężczyzna nie ukrywał tego faktu. – I jak tam ci idzie z Lucy?
- Zgaduję, że w tej chwili chciałaby mi wydłubać oczy, wyrwać rękę, usmażyć mnie w gorącym oleju, powbijać gwoździe w głowę i nie wiem jakie jeszcze tortury można wymyślić.
- Coś ty jej powiedział debilu? – Dareg zapytał wprost.
- Coś bardzo głupiego. Teraz rozumiem swój … błąd, ale czy da się w tym momencie naprawić? – był świadomy swojej sytuacji.
- Nie wiem. – Kuzyn Lucy rzekł szczerze. – Ale na pewno się tego nie dowiesz, jak nie spróbujesz!
- Jakie mądre słowa… -powiedział z ironią.
- U mnie same mądrości znajdziesz! – Dareg był pewien swego.  – Co jej powiedziałeś?
- Że co ona … - wziął głęboki oddech. – Chciałem rozwiązać sprawę śmierci mojego ojca, ale co? Nic nie mogę zrobić! Giną osoby związane z tą sprawą…
- Kto zginął? – zapytał niespodziewanie Dareg
- Podawali w wiadomościach, że Cobra. – Wyjaśnił mu Natsu - Tylko Cobra … Nie było wiadomości, że Stingowi i Rogue coś się stało …
- Nareszcie zaczynasz myśleć! – pochwalił go mężczyzna. – I myśl dalej … Dlaczego?
- No łatwiejszy sposób to, to nie był … - zaczął się rozglądać po pokoju. – Większego rozgłosu chyba nie można nigdzie znaleźć… chyba, że coś wiedział, ale… - Natsu starał sobie coś przypomnieć.  – Hasło, coś o nim wiedział… ale to też nie powód… Zgaduję, że ty wiesz? – spojrzał na Darego, który pogwizdywał sobie w stronę okna.
- Wiem, ale nie powiem. Ja już jestem za stary na myślenie, w przeciwieństwie do ciebie.  – Natsu mógł tylko westchnął. Na chwilę zamilknął, by pomyśleć. Zaczął się rozglądać po gabinecie szukając wskazówki.
- Czemu go zabili? – cały czas myślał. Spojrzał na półkę z książkami na której stała pozycja o tytule „Wróć do pana”. – On był zdrajcą. – Uśmiechnięty kuzyn odwrócił się. – On musi żyć i być zdrajcą, albo … zamordowali go, bo wykonał swoje zadanie….
- Brawo! – Dareg zaczął klaskać w dłonie – A jakie było jego zadanie?
- Klucze… O cholera, co ja zrobiłem … - Natsu złapał się za głowę – CHOLERA!!!
- Ludzie uczą się na błędach. Mam tylko nadzieję, że dobrze je ukryłeś. – Kuzyn Lucy patrzył na Natsu z ogromną satysfakcją.
- Tak, na szczęście trochę rozumu mi zostało. – Zaczął ciężko oddychać. – Ale czemu …? No tak przecież minął cały dzień, ale dalej nikt nie przyszedł, żeby mnie przesłuchać.
- Bo cię tam nie było! – powiedział przekonywująco Dareg
- Ależ byłem! – nie zgodził się z nim Natsu.
- Nie było cię tam! – powtórzył ostro kuzyn Lucy – I niech tak zostanie!
- Telefon? – przypomniał sobie, że przed wejściem do więzienia strażnicy odebrali jakiś telefon. – On może być Acnologią? – ta myśl przeraziła Natsu. Wstał i zaczął się kierować w stronę wyjścia. – To może ja już pójdę i tak zająłem panu zbyt dużo czasu.
- Ależ nic się nie stało, miałem naprawdę dobrą zabawę! – Dareg uśmiechnął się szeroko. Natsu kiwnął tylko głową i wyszedł.
- Jeśli to naprawdę Acnologia, to życie Lucy może być zagrożone…

***

            W tym samym czasie, stało się coś, czego nikt nie mógł tak naprawdę się spodziewać. Pani Rawlison, jak zawsze rano, spacerowała ze swoim ukochanym pieskiem „panem Jacksonem” w okolicznym lesie, idąc trasą od starej leśniczówki, przez główną drogę na skrzyżowaniu, a od tego momentu po stary drewniany most. Powoli zaczęła dochodzić do przystanku, który zawsze robiła niedaleko ulicy, gdy nagle wyszło przed nią dwóch mężczyzn.
- O co chodzi!? – oburzyła się mocno kobieta. Wyjęła z torebki okulary i zobaczyła, że ci dwa tajemniczy mężczyźni to w rzeczywistości policjanci.
- Proszę pani, tu nie wolno iść. Przez kilkoma minutami zdarzył się tu wypadek samochodowy ze śmiertelnym skutkiem, dlatego droga jest zamknięta. – Wyjaśnił jej jeden z mężczyzn. – Proszę zawrócił, albo pójść w przeciwną stronę.
- To oburzające! – krzyknęła kobieta – Od czternastu lat chodzę tędy regularnie i jakoś nikt nigdy nie zabronił mi iść moją drogą!
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. – Mężczyzna uśmiechnął się do niej. Kobieta westchnęła głośno i poszła w przeciwnym kierunku.
- I skąd ja teraz będę wiedziała ile przeszłam!? – cały czas narzekała pod nosem. Jednak musiała posłusznie pójść, tak jak jej kazali policjanci. – I co panie Jackson? Co my teraz zrobimy, niu, niu? – powiedziała pieszczotliwie do małego pieska.  
Hau, hau, hau!!! – zaczął szczekać powoli wyrywając się kobiecie. Trzeba także dodać, że był to rasowy pies myśliwski, pozostały po jej świętej pamięci mężu.
- Co robisz?! – krzyknęła, jednak było za późno cokolwiek robić. Pies wyrwał się jej z ręki i pobiegł w jakiś kierunku.  – Panie Jackson!!! – krzyczała cały czas kobieta. Podwinęła lekko do góry sukienkę i powoli zaczęła pędzić za psem, który pognał na tyły starej fabryki.
Hau, hau, hau!!! – coraz głośniej o sobie dawał znać.
- Co się dzieje?! – nagle z przerażenia, serce podskoczyło jej do gardła. Za drzew wyłoniła się postać trzymająca w ręku łopatę. Gdy ujrzał kobietę, od razu pobiegł w przeciwnym kierunku.  – O BOŻE!!! – złapała się za serce – A co z pieskiem? – szybko otrząsnęła się i pobiegła na tyły fabryki, przedzierając się przez krzaki. Gdy lekko wyjrzała, za ścianą zobaczyła pieska, którego głowa była pochylona. Kobieta odetchnęła z ulgą. – Mój ty panie Jacksonie, ja ci… - nie dokończyła, gdyż ujrzała, coś czego się nigdy spodziewała zobaczyć. – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!! – krzyknęła na cały las, a następnie zemdlała.

***

            Natsu powoli dotarł na komisariat, spóźniony o prawie godzinę. Gdy stał przed drzwiami do wejścia, wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Na komisariacie, aż wrzało od rozmów. Chłopak starał się unikać wzroku innych i po cichu siąść do swojego biurka.
- Natsu! – nagle usłyszał wołanie. Rozpoznał ten głos. Należał do Gildartsa. Niepewnie poszedł w stronę jego gabinetu.
- Coś się stało? – zapytał niepewnie.
- Oczywiście! – krzyknął na cały pokój. – Erza ma zwolnienie na dwa lata. Najpierw dla poratowania zdrowia, a potem macierzyński i co? Zostajesz ty, Gray, Gajeel i Juvia i KONIEC!
- A Cana? – zapytał niewinnie
- Na odwyku.
- Mystogan?
- Rządowi zabrali.
- No to problem … - podsumował chłopak
- I to ci chciałem powiedzieć! – Gildarts był oburzony całą tą sytuacją – Jak Makarov sobie radził z tym gównem! A jeszcze przed chwilą otrzymałem zgłoszenie, że za jakąś fabryką cholerny pies odkrył zwłoki. I co? Zmarli są ważniejsi od żywych? – wyrwał kartkę z notatnika i zapisał adres na niej. – Jedź tam z Gray’em i Lisanną!
- Ok. – Natsu odetchnął z ulgą. Odwrócił się i poszedł w kierunku drzwi. Nagle zatrzymał się.  – Ale to Mirajene zazwyczaj przyjmuje zgłoszenia?
- Urlop, szykuje się do ślubu! – Gildarts był wściekły, więc Natsu szybko opuścił teren zagrożony eksplozją.
- Gray, Lisanna! – zawołał towarzyszy. – Mamy zlecenie. Jedziemy … - spojrzał na kartkę z adresem. – Gdzieś …?

***

            Lucy siedziała wygodnie w fotelu słuchając wiadomości, nagle zadzwonił telefon. Podeszła do niego i podniosła słuchawkę.
- Halo? – zapytała i przez chwilę nie słyszała odzewu jakieś osoby.
- Witam! – nagle ktoś rozpoczął rozmowę. – Jestem współpracownikiem Natsu Dragneela, prosił panience przekazać, że jeśli panienka chce przypatrzeć się sprawie, to zaprasza do starej fabryki, która jest niedaleko drogi, a wokoło jest niej las. Wie panienka, o które miejsce chodzi?
- Tak, wiem. – Odpowiedziała dziewczyna, wiedząc co to jest za miejsce, gdyż tam 21 lat temu Igneel znalazł Natsu.
- Przyjedzie panienka?
- Zobaczę. – Odpowiedziała niepewnie, a następnie odłożyła słuchawkę. Jednak nie minęła sekunda, a ona ruszyła w kierunku wyjścia, tylko zmieniając buty i nakładając płaszcz. – Może chce się pogodzić? – pomyślała pełna nadziei.

Czyje ciało zostało odnalezione?

Ciąg dalszy nastąpi …



PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)