- Coś się stało? – zapytał zaniepokojony jej zachowaniem.
- Chciałam o coś cię zapytać. Byłeś w narkotykowym, więc powinieneś wiedzieć o TYM…
- O czym? – nie rozumiał, o co może chodzić dziewczynie.
- O TYN projekcie. Mam na myśli projekt Mystogan. – Lyon o mało nie zemdlał, słysząc co dziewczyna do niego mówi. Zamilkł. Levy wydawało się, że próbuje znaleźć idealną wymówkę, by dłużej nie poruszać tego tematu. – I co ci po tym, jak mnie wygonisz? I tak wiem!
- Skąd? – spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem, tak jakby próbował odkryć, co się dzieje w zakamarkach jej umysłu.
- A czy to jest istotne w tej chwili? – nie mogła zdradzić, że sam Zeref jej o tym powiedział. – Więc co? Dowiem się więcej?
- Sam wiem niewiele o tym projekcie, ale powiem szczerze, że przez pewien czas nieźle nam pomagał w narkotykowym… - powoli kiwał głową. – Wiem, że nie powinienem, ale skoro i tak wiesz…
- Dlaczego on jest w Fairy Tail? – zapytała wprost. To było najbardziej nurtujące ją pytanie, od kiedy tylko dowiedziała się CZYM jest Mystogan, nie mogła znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
- Czy wiesz coś o smokach, Zerefie, Acnologii itd.? – Levy oczywiście znała dużą część prawdy, ale niestety zawsze musiała kłamać.
- Troszkę wiem. – Uśmiechnęła się delikatnie, by zachować pozory niewinności. – A co?
- Już w tamtym czasie, dwadzieścia jeden lat temu, był jakiś szczur w Fairy Tail, który przekazywał wszystkie informacje Acnologii. Nie znam szczegółów, ale wiem, że nigdy nie został złapany. – Zaczął jej tłumaczyć. – Niedawno ktoś zauważył, że znowu dzieje się to samo i informacje wypływają. Dlatego FBI podjęło decyzję o natychmiastowym przejęciu sprawy morderstwa Layli Heartfilii!
- CO!? – Levy opadła na ziemię.
- Ja nic nie zrobiłem. – Powiedział do samego siebie, by dowieść niewinności? – Coś się stało? – nie wiedział co ma powiedzieć.
- Nic. – Levy tylko tyle potrafiła powiedzieć. – Biedna Lucy… - nagle jej oczy rozszerzyły się, tak jakby coś zrozumiała. – Ktoś sprzedaje informacje, ale kto? – wstała, podeszła do Lyona i chwyciła go za marynarkę.
- Zaraz, zaraz, zaraz… - próbował ją uspokoić. – Usiądź, a ja ci zrobię kawę. – Zrobiła, to o co ją poprosił, a sam w tym czasie zaczął przygotowywać napój. – Nie wiemy kto i to jest najgorsze. Skurczybyk nieźle się ukrywa.
- Ale… ja nie wierzę, kto by mógł coś takiego zrobić? – Levy nie wyobrażała sobie ani jednej osoby w roli szpiega mafii.
- Najpierw myśleliśmy, że Heartfilia, ale były wynoszone dane, których ona nie znała. Potem sprawdzaliśmy innych ludzi i póki co jedynymi podejrzanymi są Natsu Dragneel i Gajeel Redfox.
- ALE TO NIE MOŻLIWE! – krzyknęła na cały gabinet. Lyon podszedł do niej i z hukiem postawił filiżankę kasy na biurko.
- Co do Natsu się zgadzam, a co do Gajeela …? Nie wiemy … - Usiadł na fotelu i zaraz wstał, by samego sobie zrobić coś do picia. – Chcesz wiedzieć więcej o Mystoganie?
- Oczywiście, ale czemu mi tak ochoczo mówisz? – nagle Levy coś zrozumiała. – A jeśli to ja jestem tym szczurem? Przecież sprzedawałam informacje ojcu, ale… to chyba nie o to chodzi. To nie były wielkie dane… Chodziło głównie o Lucy…- przerażające myśli chodziły jej po tej maleńkiej główce.
- Mystery, z angielskiego zagadka, tajemnica i jak już się domyślać, jego pierwotnym zadaniem było odkrywanie prawdy. Z czasem stała się to największa baza danych, z najlepszym wyszukiwaniem danych. Jeszcze jakby tego mało, twórca tego systemu prowadził modyfikacje i obecnie łączy on samodzielnie fakty, dokonuje analiz itd. – Levy z uwagą słuchała opowieści Lyona, jednak nie była co do tego pewna, ze względu na to, że tak ważną rzecz mówi JEJ.
- Ale nawet komputery czasem zawodzą. – Starała się nadal podtrzymać rozmowę.
- Wiem, ale przy stu dwudziestu jeden sprawach nie pomylił się. – Powiedział to z dziwnie smutną miną, tak jakby sam nie był do końca pewien geniuszu Mystogana.
- Rozumiem. – Już miała zamiar kończyć rozmowę, jednak coś się jej przypomniało. – To kim była osoba, która przebywała z nami na komisariacie?
- Wiem, że jedynie Laxus zna prawdziwe oblicze twórcy Mystogana i właśnie on zawsze chodził za swoim dziełem. Nie wiem, jak dokładnie się nazywa, ale jego pseudonim brzmi „Uyrustem” [KONKURS: Kim jest twórca Mystogana. Podpowiadam, że ta osoba występowała już w moim blogu. Rozwiązanie banalne, ale… piszcie na rolaka20b@gmail.com. Nagrody? Pierwsze trzy osoby dostaną jeden tom mangi z listy z poprzedniego konkursu]
- No to dzięki… za rozmowę… - nie wiedziała co ma dokładnie powiedzieć, więc pożegnała się i wyszła, mając mieszane uczucia.
***
Gdy wypisali ją do domu, nie wiedziała jak się ma zachować. Wiedziała, że jak wróci jego nie będzie. Będzie sama. JEST sama na tym świecie. Kiedy przeszła przez próg mieszkania ogarnęło ją dziwnie przytłaczające uczucie. Złapała się za brzuch, a następnie zaczęła iść w stronę sypialni. Zanim zauważyła, łzy zaczęły spływać jej po blado-różowych policzkach. Sama się nie spodziewała, że może być jeszcze gorzej. Spojrzała na łóżko, w którym zostało poczęte ich dziecko. Usiadła szybko, mając na względzie dobro dziecka. Drżącymi rękoma sięgnęła do szuflady, otworzyła ją i wyjęła ze środka jedno pomięte zdjęcie. Jedyne jakie miała, gdzie jej ukochany był normalnym człowiekiem, a nie kryminalistą. Łzy skapywały jej na środek twarzy uśmiechniętego Jellala.
- Nie miej pretensji do Lucy, nie miej pretensji do Lucy, nie miej pretensji do Lucy… - cały czas powtarzała na głos. – Jak ja cię nienawidzę … Lucy. Dlaczego mi go zabrałaś?
Puk, puk.
Usłyszała pukanie do drzwi. Otarła łzy i szybko się ogarnęła, kiedy jednak otworzyła je, zobaczyła, że po drugiej stronie nikogo nie ma. Zauważyła jedynie kopertę leżącą na ziemi. Podniosła ją i wniosła ze sobą do domu. Wyjęła z szuflady nożyczki i obcięła papier. Wyjęła ze środka mają kartkę, gdzie było napisane kilka zdań.
„Uprzejmie panią informujemy, a wręcz z wielką radością, że dziś stała się pani posiadaczką fortuny w sumie 10 000 000 kryształów. Osoba, która wpłaciła kwotę prosiła o anonimowość i prosiła przekaż, że nie chce zwrotu oraz, że pieniądze są przeznaczone na wychowanie dziecka.
Pozdrawiamy.”
- Cholera Lucy, mam nadzieję, że to nie ty! – wrzuciła skrawek papieru do śmietnika. Chciała już wyjść i pójść załatwić tę sprawę, jednak zatrzymała się tuż przed drzwiami i chwyciła się za brzuch. – Dla dziecka… potrzebuję pieniędzy dla naszego dziecka…
***
Do wielkiej sali z komputerami wparowała dziewczyna i ku zaskoczeniu Laxusa, była to Cana.
- A co ty tu do cholery robisz? – zapytał od razu
- Ładne powitanie. – Zrobiła skwaszoną minę – Też za tobą tęskniłam.
- Nie powinnaś być na odwyku?
- Uciekłam. – Powiedziała szczerze. – Że CO?! – wstał, będąc wyraźnie wściekłym na zaistniałą sytuację. – Masz natychmiast wracać na odwyk!
- NIE! – krzyknęła z całą złością jaką tylko w sobie posiadała.
- A mogę wiedzieć dlaczego? – mężczyzna skrzyżował ręce na piersi.
- A może dlatego, że tam głodzą, męczą ludzi, a ja potrafię żyć bez alkoholu. – Dreyara przewrócił oczyma, dając do zrozumienia, że ani trochę jej nie wierzy. – My się WYCHOWALIŚMY RAZEM. Kurwa, można powiedzieć, że te same pieluchy nosiliśmy i co? Teraz te lata przyjaźni poszły w gówno? Nawet mi nie powiedziałeś, że kochasz Mirajene.
- Kocham Mirajene. Pasuje? – był wściekły na dziewczynę, choć, nawet jak to na to nie wyglądało, martwił się o Canę.
- Dzięki. – Kiwnęła parę razy głową. – Fajnie się dowiedzieć. Cudownie KURWA! Dla ciebie naprawdę nic nie znaczą te lata przyjaźni?
- Znaczą, ale ty się zmieniłaś. – Machnął jej palcem, tuż obok patrzy. Odepchnęła go.
- Ooo, widzę, że mokry Laxusic też się zmienił. Albo i nie … - opuściła głowę i chwile pomyślała. – Nie… ja się nie zmieniłam. Zawsze chodziłam swoimi drogami, nie lubiłam słuchać się innych…
- Czas dorosnąć. – Przerwał jej mężczyzna.
- Właśnie… - nie chciała na niego patrzeć. - … czas dorosnąć Laxus. Cieszę się, że odnalazłeś szczęście. Będziesz miał cudowną żonę, dzieci, a ja będę gnić w więzieniu dla alkoholików i liczyć na cud, że mój najlepszy kumpel z ławki, z którym razem grałam w piłkę, uczyłam się, ściągałam, jeździłam na wycieczki, bawiłam się, który mnie pierwszy pocałował w wieku dziesięciu lat, zaprosił na bal gimnazjalny, maturalny, że ON przyjdzie i mnie odwiedzi, pokazując mi swoją piękną i idealną rodzinę.
- Możesz…
- NIE PRZERYWAJ! – nie ukrywała łez. – To boli … Co? Nie chcesz się zadawać z alkoholiczną, z córką narkomanki, która przedawkowała i … umarła. Trzeba mnie tam trzymać, bo będę taka sama, skończę jak ona? Wiesz… przez całe moje życie byłeś dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu, a teraz pozostały tylko wspomnienia i nic więcej. Nie jestem nic warta.
- To nie tak. – Próbował się jakoś wytłumaczyć. – Wszystko się zmieniło. Czas żebyśmy poukładali sobie życie. Za dwa tygodnie biorę ślub. Z Mirajene. I to nie zmieni tego, co razem przeszliśmy…
- Nie widzisz? – tym razem ona mu przerwała. – Już zmieniło. – Odwróciła się na pięcie i wyszła. Chwilę jeszcze stało pod drzwiami, ale nagle poczuła, jak ból coraz mocniej ogarnia jej serce. Zamknęła usta rękoma, po to by nie wydać nawet najmniejszego dźwięku. Szybko zaczęła biec. Udało jej się niepostrzeżenie uciec, gdyż cały komisariat był czymś zajęty. Gdy udało jej się wyjść, zaczerpnęła świeżego powietrza, a następnie ruszyła w stronę baru. Weszła do środka i zaczęła oglądać trunki.
- Poproszę … - nagle zamilkła. - … szklankę wody z cytryną.
- Dobrze i coś jeszcze? – zapytał się barman.
- Nic. – Usiadła na krześle i złapała się za głowę. Gdy tylko dostała napój, wypiła go na jednym wdechu, zapłaciła i wyskoczyła z budynku. Zaczęła się rozglądać dookoła i gdy zobaczyła przystanek, podeszła do niego i sprawdziła. Za dziesięć minut. Usiadła i czekała. Jak to zazwyczaj było, autobus się spóźnił, jednak nie miało to dla niej znaczenia.
- Gdzie jedziemy? – zapytał kierowca.
- Do więzienia. – Zażartowała Cana.
- Czyżby na odwyk? – był zainteresowany sytuacją dziewczyny.
- Tak. – Odpowiedziała szczerze. – Uciekłam stamtąd, ale … muszę wracać.
- Dziesiąty w tym roku. – Cana nie rozumiała jego słów. – Nikt nie wie, jak bardzo jest ciężko TAM iść na odwyk.
- Erigor Centre, uciekaj chętnie. – Zaśmiała się cicho.
- Miałem dziesięć przypadków, gdzie ktoś uciekał i niestety wracał, bo rodzina powiedziała, coś bardzo okrutnego. – Autobus ruszył z miejsca. Cana usiadła z tyłu, zasłoniła się zasłonką i płakała.
- Nie zdziwiłabym się, gdyby ten psychiatryk był na zlecenie mafii …. – odjechała w smutku i rozpaczy, powracając do miejscu, którego nienawidziła.
***
Cały dzień minął zadziwiająco spokojnie. Dlatego gdy Gray i Juvia wracali razem do domu, bali się, że coś ich po drodze spotka. Jednak ku ich zaskoczeniu było na tyle spokojnie, że mogli zacząć baraszkować już na klatce schodowej.
- Gray-sama. – Próbowała go uspokoić Juvia, jednak tamten nic sobie nie robić, tylko nadal namiętnie całował jej szyję, a potem coraz niższe partie ciała. Chwycił ją za biodra i podniósł do góry. Dziewczyna oplotła się nogami wokół niego, a następnie porwała jego usta w namiętnych pocałunkach. Kiedy doszli pod drzwi, wyjęli klucz z kieszeni, który był już tam przygotowany. Szybko otworzyli „wrota” i wskoczyli do środka, robiąc niesamowity rumor.
- Haha.. – zaśmieli się równocześnie, a potem powrócili do pocałunków. Gray podniósł się szybko, biorąc ze sobą dziewczynę. Z trudem, aczkolwiek się udało, trafili do sypialni, gdzie rzucili się na łóżko. Powoli zaczynali rozpinać każdy guziczek z płaszczy, bluzek i innych części ubioru. Chłopak delikatnie zjechał ustami niżej, całując ukochaną po szyi, dochodząc po same piersi.
- Nie wytrzymam! – krzyknęła niebieskowłosą, rzucając się na kochanka.
Po kilku godzinnych igraszkach, zmęczeni padli na łóżko, ciężko oddychając i sapiąc. Chłopak objął dziewczynę ramieniem, a ta wtuliła się w jego ciało.
- Gray-sama … - zaczęła mówić.
- Mówiłem ci, żebyś mówiła do mnie normalnie. Gray. – Poprawił ją, a następnie dał buziaczka w czoło.
- Dobrze. – zgodziła się cicho, chociaż i tak wiedział, że za parę minut znowu będzie to „Gray-sama”. – Chciałam cię o coś zapytać… Czy Lucy jest córką Jude’a Heartfilii?
- A co tak nagle o to pytasz? – był zdziwiony tym co słyszy od dziewczyny.
- Bo wiesz … Juvia musi ci coś powiedzieć. – Po jej twarzy było widać, że jest to coś poważnego.
- Czy to ma związek z twoim ojcem? – zapytał po kilkunastu sekundach milczenia. Nie odpowiedziała, ale kiwnęła głową. – Najlepiej będzie, jeśli to wreszcie z siebie wykrztusisz. Jesteś dla mnie ważna, nie odrzucę cię, tylko dlatego, że poznam twoją przeszłość.
- To nie do końca o to chodzi. – Stwierdziła nagle dziewczyna. – Mama mi powiedziała. Ja nie miałam się narodzić. Tak naprawdę mój ojciec ją raz wykorzystał, zawrócił jej w głowie pieniędzmi, władzą i tym, że wreszcie będzie miała dom. Już wtedy miał on narzeczoną, której nie kochał, ale która była mu przeznaczona. Matka chciała dokonać aborcji, ale nie miała pieniędzy, a gdy je dostała od niego, okazało się, że już jest za późno. Wykorzystała to … kazała płacić alimenty, albo weźmie sprawę do sądu. I płacił i nie tylko za to. Dokładnie pamiętam, jak przychodził do nas często by móc znowu się bawić mamą. Czy w jakiś sposób ją winiłam? Nie. Nawet była przyjaciółką jego żony. Pracowała dla nich. A potem? Jak mama mu się znudziła. Gdy zobaczył, że jestem już „wystarczająca dorosła” zabrał się za mnie. Uciekłam z domu. Znalazł mnie Jose Porla. Wykorzystywał Juvię, ale na pewno nie tak jak mój ojciec.
- Dlaczego mówisz do siebie w trzeciej osobie? – to była zagadka, której nie mógł rozwiązać.
- Staram się już poprawiać, ale… mój świat przez wiele lat był otoczony chmurą deszczową, nie wiedziałam, co to jest słońce, ciepło. Dopiero jak poznałam Gra… ciebie, Gray. – Poprawiła się szybko, co ucieszyło chłopaka. – Ja poczułam to wszystko.
- Kim jest twój ojciec? – już wiedział kim on jest, ale chciał od niej to usłyszeć.
- Jude Heartfilia, a matka Aquarius L… no teraz ma inne nazwisko bo siedem lat temu uciekła od Jude’a i poślubiła ukochanego mężczyznę Skorpio Marvell.
- Możesz powtórzyć?! – Gray wydawał się być niezwykle poruszony.
- Skorpion Marvell. – powtórzyła cicho.
- Miał on jakąś córkę, żonę? – nie był pewien, czy to zbieżność nazwisk, czy też ta sama osoba, o której myślał.
- Żona mu zmarła, a córka leczyła się zakładzie psychiatrycznym. Ostatnio podobno do nich wróciła. Mama pewnie nie posiada się z radości. – Jeszcze mocniej wtuliła się w ukochanego.
- A wiesz kim była Wendy? Córka tego Skorpio to cioteczna siostra Natsu.
- To znaczy … - nie była w stanie poukładać myśli.
- To znaczy … to jest tak… jak mi mówił. Igneel, ojciec Natsu był adoptowany przez rodzinę Dragneel, a potem urodziła się temu małżeństwu córeczka, Grandine. Oczywiście sam Natsu też jest adoptowany, czy jakoś tak. – Gray starał się jej jak najlepiej to wyjaśnić. – A dlaczego teraz mi o tym mówisz?
- Odnaleziono zwłoki mamy Lucy i … moja matka ma zamiar tu przyjechać, możliwe, że na stałe …Martwię się. – Po policzku spłynęła jej łza.
- Przecież nie musisz się z nią spotykać. – Starał się ją pocieszyć.
- Wiem i dziękuję ukochany…
***
Kobieta o niebieskich włosach pędziła niczym wiatr przez kolejne ulice, trzymając za rękę dziewczynę.
- Szybko! – poganiała ją. Nagle zatrzymała się przez czyimś mieszkaniem. Popatrzyła na dziewczynę, którą prowadziła. – A teraz masz… - podała jej torbę z rzeczami - … i czekaj, aż tamta niebieskowłosą pani wyjdzie, albo przyjdzie i przekaż jej wtedy. „Jestem twoją siostrą, mama prosiła by się mną zaopiekować. ”Ok.? – dziewczyna kiwnęła głową. Kobieta puściła jej rękę i w podskokach pognała w stronę samochodu zostawiając dziewczynę samą.
***
Z samego rana Juvia otrzymała bardzo niepokojącego SMS’a. „Wyjdź przed dom, ktoś na ciebie czeka”, a autorem była jej sąsiadka. Spojrzała na Gray’a i delikatnie uśmiechnęła się. Ubrała się i zostawiła kartkę na stoliku. Wyszła z mieszkania ukochanego i pojechała do swojego domu, by pod nim zastać niebieskowłosą dziewczynę.
- Kim jesteś? – zapytała się podchodząc do niej.
- Jestem twoją siostrą, mama prosiła by się mną zaopiekować. – Powiedziała nieśmiało dziewczynka. – Mam na imię Wendy.
- Wendy… - szepnęła cicho – WENDY! – krzyknęła głośno.
