środa, 22 stycznia 2014

Gdy nastał poranek, krocząc przez parking, Jellal, co chwilę spoglądał w stronę mieszkania Erzy. Pragnął jeszcze raz ujrzeć jej twarz, zanim znajdzie się w więzieniu, jednak nie było mu to dane. Przerażona i osamotniała, siedziała cały czas skulona przed drzwiami, płacząc i krzycząc.
- Co się tak obijasz ?! – krzyknął jeden z policjantów.
- Może go trochę … - drugi policjant chciał coś powiedzieć, ale nagle drogę zajechała im czarna limuzyna. Przerażeni strażnicy prawa, chwycili za broń, jednak za wolno. Przerażającym tempie, szyba pojazdu otworzyła się i raz padły strzały zabijające policjantów.
- Brać go! – Jellal usłyszał polecenie, próbował uciekać, ale było dla niego za późno. Zanim się zorientował dwóch mężczyzn chwyciło go i zaciągnęło do wozu.
- Witam w moich skromnych progach. – odezwał się mężczyzna, skrywający swoje oblicze w cieniu. Samochód ruszył razem z Jellalem w środku.
- Zabijecie mnie ? – zapytał się z niepokojem
- O nie, nie. – zaprzeczył porywacz – Po prostu mam dla ciebie, TYLKO ciebie zadanie. Rozumiesz o co chodzi ?
- Jeśli chodzi o zabijanie, to od razu możecie wyrzucić moje ciało do rzeki – rzekł stanowczo mężczyzna
- Ach … - westchnęła tajemnicza postać. – Dalej się nie rozumiemy … Pamiętasz sprawę sprzed siedmiu lat ? – Jellal wzdrygnął. Pamiętał każdy szczegół tamtych lat, każde ciało upadające u jego stóp, wzrok tej kobiety … wszystko. – Po twojej minie mogę domyśleć, że zachowałeś wspomnienia.
- O CO CI DO CHOLERY CHODZI ?! – nie wytrzymał. Emocje, które dusił w sobie przez tyle lat, nagle po prostu opuściły jego ciało przez tyle lat poniżany, bity, torturowany, a wszystko tylko po to by mógł odpokutować JEGO grzechy.
- Pomogę ci … Poproszę cię tylko o jedną rzecz. – wyciągnął teczkę, a z niej plik dokumentów, które wyłożył przed zbiegiem. Jellal podniósł je, obejrzał dokładnie każdy z nich, a potem opuścił ręce, wysypując je wszystkie na ziemię.
- Czy … to są jakieś żarty ? – zapytał mając łzy w oczach.
- Nie, dlatego chroń ją !
- Dlaczego ja ? – zapytał będąc nie do końca pewnym swojego zadania.
- Uważam, że tobie można ufać i tylko tyle. Wiesz, ONA też jest w to zamieszania. 
- Dobrze ! – odpowiedział prędko – Ale mam dwa warunki.
- Słucham.
- Powiesz mi więcej niż jest tutaj zapisane, o Acnologii i zapewnisz jej bezpieczeństwo. – stanowczym głosem, Jellal wypowiedział swoje warunki umowy.
- Proszę bardzo, tylko się nie przeraź… - Jellal ukradkiem ujrzał uśmiech na twarzy porywacza – Ta wiedza jest tak przerażająca, że gdy poznasz prawdę, zapragniesz o wszystkim zapomnieć.
- To nic…
- A więc … - podał rękę w stronę Jellala – Umowa stoi?
- Stoi ! – niebieskowłosy wyciągnął rękę w jego kierunku i złączył dłonie w uścisku. – A jak mam cię nazywać ?
- Po prostu … Zeref…



- ALE DLACZEGO?! – na cały komisariat było słychać krzyk dziewczyny, która od godziny kłóciła się z Komisarzem Głównym.
- Dziecko, posłuchaj, ty nie dasz rady ! – próbował jej wytłumaczyć, ale miał wrażenie, że rozmawia z osobą bardziej upartą niż osioł.
- DAM! To jest sprawa o zabójstwo mojego ojca ! – krzyczała, płakała na zmianę, albo równocześnie.
- Proszę cię, odsuwam cię od sprawy. Idź odpocznij … Proszę, Lucy … - Makarov Dreyar wiedział, jak się czuje ta dziewczyna i właśnie dlatego musiał ją odsunąć od sprawy zabójstwa jej ojca. Gdyby przy niej była … nie przeżyłaby tego.
- Rozumiem. – powiedziała cicho, po czym wyszła. Natsu odprowadzał ją wzrokiem, ale nie podszedł do niej. Od momentu, kiedy zemdlała w jego mieszkaniu, nie odzywali się do siebie.
- Ej, Natsu, co z nią ? – zapytał się Gray
- Baka ! A ty myślisz, że jak się będzie zachowywać ? W tej chwili jest w tej sytuacji, co my kilka lat temu ! – nie wytrzymał i chwycił przyjaciela, za koszulę.
- Rozumiem, tylko … oj puść mnie ! – Natsu uświadomił sobie, co robi. Przeprosił go i zaraz usiadł załamany na krześle.
- Cholera, pierwsze zabójstwo Juda Heartfilia, a zaraz potem ucieczka Jellala. To za dużo … - powiedział załamanym głosem
- Wiem, ale nic nam nie dadzą kłótnie … - było to dobre podsumowanie całej sytuacji, ale wszyscy byli świadomi tego, że obecne sprawy nie są zwyczajne i należy się ich bać. 
- Nic nie mamy, nic nie znajdziemy … - Natsu zaczynając mówić, równocześnie rozmyślał nad Lucy. Nagle wpadł na pomysł, jednak bał się, że nie spodoba się on nikomu.  – Gray ?
- Tak ? – odpowiedział słodko
- Przestań się wydurniać ! – skarcił go Natsu – Powiedz mi jeszcze raz, jak doszło do zabójstwa ?
- Nie wiadomo do końca czy to morderstwo czy samobójstwo, ale … Ciało odnalazł strażnik, który wszedł do celi, nawet nie wiadomo dlaczego to zrobił. Tłumaczył się, że chciał coś sprawdzić. W środku znalazł on ciało, które leżało po środku celi. Cała twarz „ofiary” została wypalona jakimś kwasem, Levy by podała nazwę, ale ja nie jestem w stanie nawet jej przeczytać. Zawołał dyżurnego, zadzwonili na policję i jak to zawsze ktoś powiadomił media.  Chcesz  znać wyniki autopsji?
- Powiedz coś o dociskach palców …
- Podczas ostatniej rozprawy wypalił on sobie palce w więzieniu…
- A co z kartą dentystyczną ? – Gray coraz bardziej podejrzewał o co chodziło przyjacielowi
- Kwas wypalił też większość zębów, więc nie można postawić dokładnej diagnozy. Rozumiem o co ci chodzi, ale jednak rzecz się nie zgadza. – rzekł zawiedzony
- Co takiego?
- Krew. – odpowiedział krótko – Pobraliśmy próbkę i porównaliśmy z poprzedniej rozprawy. Zgadza się w 100%.
- I właśnie o to chodzi … - powiedział do siebie Natsu
- Możesz jaśnie panie, wyjaśnić o co ci chodzi ? Bo jak na razie mam wrażenie, że cierpisz, na zespół … jakiegoś tam palanta, gadając do siebie.
- Chodzi o to, że krew, którą pobraliśmy ostatnio mogła zostać już wcześniej spreparowana. Teraz porównując te dwie obie, musiały być one zgodne …
- STOP ! – nakazał Gray – Nic nie rozumiem, więc powoli.
- Moje teoria ! – podszedł do tablicy i zaczął nakreślać, potrzebne fakty. – Jude Heartfilia żyje. Ostatnio to nie my pobieraliśmy krew, tylko ktoś obcy, dlatego już wtedy próbka została spreparowana, a teraz mamy podstawy by sądzić, że on nie żyje tylko krwi. Nie ma palców, nie ma zębów ?
- Czyli zakładasz, że to wszystko to był jakiś spisek i wszystko zostało przygotowane wcześniej, żeby jakiś zwykły bogacz mógł sobie odfrunąć z więzienia ? – popatrzył na niego, tak jakby widział szaleńca
- Zapominasz o jednej rzeczy, Jude Heartfilia należał do Acnologii.
- Tak jasne, chodził sobie, na orgijki, a teraz my zamiast zamknąć tą cholerną sprawę, będziemy szukać człowieka, który nie żyje ! O to ci chodzi  ? – Natsu odwrócił się i spojrzał na niego
- Ty durniu, a jak się okaże, że to nie Jude Heartfilia, to co wtedy ? Jeśli kogoś jeszcze zabije ? Zapominasz, że to bogacz, jeśli wszystko wcześniej miał ukartowane, to teraz wygodnie sobie gdzieś siedzi i śmieje się nam w twarz.
- A dlaczego wielmożny bogacz miałby to wszystko wcześniej zaplanować ?
- Nie wiem, ale istnieje taka możliwość, że był nie tylko członkiem orgii, ale także ważną osobą w mafii. – wytłumaczył Natsu, ale spoglądając na Graya, wiedział, że ten mu nie uwierzy, póki nie zdobędzie dowodów.
- Baka … - powiedział Gray, po czym podszedł do Natsu i szepnął mu na ucho – Lepiej siedź cicho, bo i ciebie sprzątnął i nie tylko ciebie, ale i cały komisariat. Jude Heatfilia nie żyje i na tym kończy się nasza bajka…
- A, więc teraz cały komisariat robi w gacie, bo ktoś mu zagroził… Tchórze … - rzekł Natsu, który już kierował się w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – zapytała się Lisanna, która właśnie przybyła do pracy
- Szukać dowodów … - odpowiedział szybko.

            Lucy szła rozgoryczona i cała roztrzęsiona w stronę budynku, którego właścicielem był jej kuzyn. Gdy wchodziła do środka, ludzie patrzyli na nią z ukradka, jakby bali się napotkać na jej wzrok. Poczuła się w tym momencie, tak jakby ktoś ją spoliczkował.
- KUZYNIE! –krzyknęła wchodząc do gabinetu właściciela koncesji Heartfilia.
- Wiem co chcesz powiedzieć. Ten bydlak nie żyje, ale ty chcesz wiedzieć, kto go zabił … Mylę się ?
- To też, ale … ludzie… patrzą na mnie tym wzrokiem, jakbym to ja była czemuś winna. – podeszła do niego, po czym rzuciła się w jego kierunku, mocno chwytając go za szyję.
- Oj ty mała Besko, masz już 21 lat, a zachowujesz się jak beksa … - pomimo tych słów, oddał uścisk.
- Błagam powiedz mi … Kim jest mój ojciec ? Jeśli się nie dowiem, będę cały czas traktowała tamtego człowieka, jak mojego rodzica … - łzy spływały jej po zaróżowionych policzkach, w jej sercu cały czas odbijało się echo rozpaczy i bólu. Pragnęła tak bardzo odpowiedzi, a z każdym dniem dostawała coraz więcej pytań.
- Lucy, twój biologiczny ojciec, jest jeszcze większym bydlakiem. – wstała zaskoczona taką odpowiedzią kuzyna
- Nie … nie rozumiem. – kręciła głową, pragnąć, by to był tylko zły koszmar.
-  Layla mi powiedziała, kim on jest, ale gdybyś go poznała, nic by z tego dobrego nie wyszło. Byłabyś jeszcze bardziej zraniona. – Lucy opadła na kolana, nic nie mówiła, tylko patrzyła się w jakiś punkt.
- A więc to tak … Rozumiem, wiesz ciekawe, czy kiedyś będę miała prawdziwą rodzinę ? – kuzyn patrzył na nią ze spokojem w oczach. Dziewczyna otarła oczy, wzięła z podłogi torebkę i w ciszy zaczęła wychodzić. Gdy tylko otworzyła drzwi, jakiś mężczyzna zagrodził jej drogę.
- Ojej, przepraszam – odpowiedziała szybko.
- Dziesięć lat czy dwadzieścia jeden, bez różnicy ty dalej wielka Lucy – płaczuszi…. – gdy usłyszała to przezwisko, drgnęła.
- Tylko jedna żmija na świecie, mnie tak nazywała … Loki. – odpowiedziała ostro
- Cześć ! Hejka Dareg Froze ! – krzyknął machając do kuzyna Lucy.
- Masz na imię Dareg ? – zapytała zaskoczona Lucy
- Tak, no niby czemu się dziwię, zawsze na mnie mówiłaś „kuzynie” – zaśmiał się pod nosem
- Ale ty głupia … - skomentował Loki
- Przedtem bardzo rzadko się z nim spotykałam i jakoś nigdy nie pytałam o imię i nazwisko! – rzekła zawstydzona dziewczyna
  –Nie ważne – ich kłótnię przerwał kuzyn -  Możesz mnie nazywać jak ch…
- To nie jest teraz ważne ! Co robi tutaj ten popierniczony, chory psychicznie, niemożliwy do zniesienia dzieciuch ?!
- Lucy minęło tyle lat, a ty nadal mnie nienawidzisz ? – zapytał się słodko Loki
- I ty jesteś zaskoczony ? Ojciec chciał mnie wydać za mąż, za ciebie bałwanie ! – odpowiedziała ostro – Mam nadzieję, że teraz ty nie chcesz „małżeństwa, które połączy dwie największe korporacje na świecie i zapewni jeszcze lepsze dochody i transakcje na świecie ”? – zwróciła się do kuzyna
- Pięknie zapamiętałaś słowa ojca  - Loki wtrącił się spoglądając na Lucy.
- Zamknij się ! No ? – spojrzała wzrokiem diabła na kuzyna
- To nie o to chodzi. Nie chcę cię zmuszać do małżeństwa, ale od wielu lat, nie miałaś kontaktu  z mężczyznami i boję się, że nie znajdziesz sobie męża. – odpowiedział Dareg (jak już znamy imię kuzyna, mogę z niego korzystać, a wy myśleliście, że to ktoś ważny ;) )
- Normalny członek rodziny chroniłby kuzynki przed napalonymi, niewyżytymi, tylko wykorzystującymi kobiety, mężczyznami ! – Lucy była bardziej wściekła, niż teściowa na zięcia, przy czym cały czas wskazywała palcem na Lokiego
- I, że niby ten opis pasuje mnie ? – zapytał niepewnie chłopak
- Jeszcze tego nie zauważyłeś ? Ja nie wytrzymam, idę sobie stąd !
- Czekaj Lucy – powiedział ostro kuzyn
- No co ? – zapytała się, wzdychając
- Loki, wyjdź, proszę na chwilę. – chłopak posłusznie wyszedł z gabinetu, zostawiając Lucy i Kuzyna samych. Przy okazji tylko stanął przy drzwiach cały czas nasłuchując. – Posłuchaj, wiem, że ci nie układa z Lokim, ale może jak go poznasz, to go pokochasz ? Pamiętaj kto się czubi ten się lubi.
- To niemożliwe ! – odpowiedziała stanowczo
- Ach … - westchnął kuzyn – Posłuchaj, jest pewien problem … Ojciec Lokiego i twój ojciec … pobrali was, czyli w skrócie już jesteście małżeństwem.
- ŻE CO DO CHOLERY ?! –krzyknęła na cały budynek, po czym upadła na kolana – Ale…
- Czekaj ! – przerwał jej kuzyn – Właśnie dlatego przyjechał Loki, jeśli odkryjesz, że go nie chcesz, po prostu unieważnimy małżeństwo, jeśli jednak go pokochasz, wszystko będzie ok.
- I to mi robisz?
- Daję ci szansę na normalne życie – odpowiedział spokojnie
- NORMALNE ŻYCIE TO BYM MOGŁA MIEĆ Z NATSU! – po czym zamknęła usta
- Natsu Dragoneel ? Ten policjant ? Co cię z nim łączy ? – te pytania zaniepokoiły Lucy
- Niestety nic … - odpowiedziała zawiedzionym głosem
- Zabawne … Lucy … jeden rok … przez jeden rok pozostań żoną Lokiego, nie musicie mieszkać razem, ale spędzajcie ze sobą czas i takie tam. Jeśli po tym okresie, odkryjesz, że to nie to od razu unieważniamy.
- A jak wcześniej się zdecyduje?  - spróbowała się dopytać
- Czasami decyzje podejmowane zbyt pochopnie nie przynoszą zbyt dobrych skutków, a ja to wiem najlepiej …
- I tak, nie zmienisz decyzji, więc się zgadzam, ale … możesz już szykować papiery rozwodowe … - odpowiedziała pustym głosem, po czym wyszła. – „CHOLERA! Dlaczego, wszyscy chcą za mnie decydować, nawet nie mogę już sobie męża wybrać ! ” – cały czas zastanawiała się. Był to jej błąd. Nagle poczuła, jak ktoś ją chwyta za ręce i przyciąga do ściany. Próbowała walczyć, jednak do jej twarzy, została przystawiona chusteczka nasączona jakimś specyfikiem i po chwili Lucy opadła nieprzytomnie na ziemię…


- Budzi się ! -  usłyszała głos, chciała złapać się za głowę, ale poczuła, że coś jej nie umożliwia.
- Kim ty jesteś ? – zapytała jeszcze sennym głosem
- Mam na imię Juvia Loxar. – odpowiedziała dziewczyna
- Ej, ty Juvia, siedź cicho, ta mała nie musi nic wiedzieć ! – usłyszała głęboki głos mężczyzny. Powoli zaczęła otwierać oczy, by zobaczyć, gdzie się znajduje.  Gdy odzyskała widzenie, ujrzała, że obok niej stoi wysoki, groźny mężczyzna, oblepiony kolczykami, po całym ciele.
- Gejeel, nie traktuj tak ostro naszego gościa … - do pokoju wszedł starszy mężczyzna, wyglądający jak klaun z cyrku.
- Gościa, zazwyczaj osoby w takiej sytuacji są nazywane więźniami – odpowiedziała Lucy
- Oj, nie, nie. Panno Heartfilio, my tu tylko przyprowadziliśmy pannę, by porozmawiać.
- Teraz chyba już pani … - powiedziała cicho, tak by nikt jej nie usłyszał – Mogę się dowiedzieć, gdzie jestem i kim jesteście ? – zapytała głośniej.

- Oj, gdzie moje maniery. – i zaczął się przed nią kłaniać, w ramach przeprosin.

- „Na serio to jakiś klaun” – pomyślała dziewczyna
- Ta piękna dama, to Juvia Loxar, znana też jako Zabójcza Trucicielka. Właśnie jej specyfikiem cię potraktowano, by cię tu eh sprowadzić. Ten mężczyzna to Gejeel Redfox, jego przydomek to Żelazny Smok.
- Jejku, naprawdę jestem w cyrku – powiedziała na głos
- Ahhh – starszy mężczyzna zaczął zagryzać zęby i powoli się uspokajać – A jestem Komisarz Główny komisariatu Phantom Lord,  Jose Porla   zwany jako …
- Cyrkowy Klaun Portek ? –zapytała Lucy. Zgięła się w pół, mocne uderzenie Gajeela, które nastąpiło z zaskoczenia, spowodowało niesamowity ból w brzuchu. Dziewczyna zakasłała, po czym wypluła na ziemię krew.
- Gejeel, to nasz gość, więc delikatniej.
- Ghi ! Ta paniusia, zasłużyła … - odpowiedział niewinnie.

- A więc witamy na zaraz Najlepszym Komisariacie w Fiore !!!!  - powiedział, wyciągając ręce ku niebiosom …




PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)






poniedziałek, 20 stycznia 2014

WIELKIE SORRY, ALE DOPIERO OD PÓŁ GODZINY MAM PRĄD I NIESTETY DZISIAJ RACZEJ NIE UDA MI SIĘ WSTAWIĆ ROZDZIAŁU NA DRUGIM BLOGU :(
            JAK JUŻ WCZEŚNIEJ ZAPOWIADAŁAM JEST TO OPOWIADANIE Z WULGARYZMAMI, EROTYCZNE, KRWAWE. CZYLI NIE JEST ONO DLA DZIECI. RAZ TO POWIEDZIAŁAM I WIĘCEJ NIE BĘDĘ POWTARZAĆ, A I TAK WIEM, ŻE WSZYSCY PRZECZYTAJĄ, ALE NIECH KTOŚ MI POTEM NIE MÓWI, ŻE NIE DAŁAM OSTRZEŻENIA.
NO TO MIŁEGO CZYTANIA I ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA J

środa, 15 stycznia 2014


Oboje w ciszy patrzyli jak policjanci montują urządzenia namierzające w mieszkaniu Erzy. Dziewczyna  była świadoma, że jest to zabezpieczenie przed ewentualną ucieczką Jellala, ale i tak uważała, że cała ta zabawa kablami, monitorami, wygląda jak zabawa dla dzieci, a nie profesjonalna robota. Jednak kiedy spojrzała na swojego przyjaciela, który był tak bardzo szczęśliwy, że nie mógł zdjąć uśmiechu ze swojej twarzy,
- Gotowe ! – rzekł jeden z policjantów – Jeśli więzień zechce ucieknąć, alarm natychmiast nas o tym powiadomi i niestety kara więźnia 1477, zwiększy się dwukrotnie.
- Dlatego prosimy zachować ostrożność ! – powiedział drugi policjant, dziwnie spoglądając na Jellala, Erza miała wrażenie, że drugi policjant nie ma dobrych zamiarów wobec mężczyzny, a nawet chce żeby jego kara się wydłużyła.
- Dobrze będziemy uważać – odpowiedziała wreszcie dziewczyna
- Dobranoc, przyjdziemy po więźnia o godzinie 6:30, prosimy być już wtedy przygotowanym do wyjścia. – wytłumaczyć pierwszy policjant, po czym oboje wyszli z mieszkania zostawiając Erzę i Jellala samych.
- Nareszcie wyszli! – odetchnęła z ulgą dziewczyna – Zaraz odgrzeję jedzenie! – powiedziała, szybko odchodząc w stronę kuchni. Była lekko zdezorientowana i oszołomiona. Nie wiedziała czemu, ale wstydzi się bycia sam na sam z przyjacielem.
- Czy coś ci pomóc ? – zapytał się Jellal ?
- Tak !  Możesz … - zaczęła się rozglądać wokół siebie próbując znaleźć jakieś zajęcie mężczyźnie - … włączyć budzik na 5:30, żebyśmy pamiętali… - powiedziała, po czym odwróciła głowę – „A dlaczego mielibyśmy zapomnieć?” 
- Już ! – krzyknął Jellal z pokoju.
- Ok. – odpowiedziała mu dziewczyna, po czym zabrała się do przygotowywania posiłków. Gdy skończyła wszystkie prace w kuchni, przeniosła się do dużego pokoju, gdzie zastała Jellala, patrzącego w osłupieniu na ozdobioną choinkę.
- Piękna … - rzekł sam do siebie
- Zwykła choinka – odparła Erza ze wzruszeniem ramion. Jednak patrząc na zafascynowanego przyjaciela, poczuła się źle. Uznała, że dla niego to nie jest zwyczajna rzecz
- W więzieniu nie ma czegoś takiego jak choinka… - odpowiedział wreszcie, ale to nie pomogło odzyskać Erzie spokoju.
- To może siądźmy do stołu ? – zaproponowała wskazując na przygotowany, do posiłku stół.
- Może być. – rzekł mężczyzna, idąc we wskazanym kierunku. Po chwili Erza poszła w kierunku kuchni by przynieść gotowy posiłek. Oboje w ciszy zjedli to co przygotowała dziewczyna. Gdy Jellal skończył jeść, niespodziewanie wstał i zaczął iść kierunku Erzy. Gdy stanął przed nią, dziewczyna zarumieniła się.
- Dziękuję za posiłek! – powiedział z uśmiechniętą miną.
- Nie ma … - próbowała powiedzieć, ale przy wstawaniu, nieszczęście sprawiło, że podwinął jej się dywan pod nogami i poleciała jak długa prosto w ramiona „przyjaciela”.
- Aauu – powiedzieli równocześnie.
- Jaaaajjaa prrrepraszaaamm. – próbowała wyburczeć dziewczyna. Podnosząc się poczuła, że siedzi prosto na kroczu mężczyzny.
- Baka … - powiedział słodkim i delikatnym głosem.  Podniósł swoją prawą dłoń i zanurzył ją w szkarłatnych włosach dziewczyny.
- Co ty…? – cała czerwona Erza chciała wstać, ale Jellal powstrzymał  ręką, po czym przerzucił ją w taki sposób, że to on był tym razem nad nią.
- Kocham cię ! – powiedział szybko. Erza spojrzała mu prosto w oczy. Teraz już delikatne rumieńce oplotły jej policzki. Wpatrywali się w siebie przez chwilę, ale czy to nie wystarczyło, by Erza mogła dokładnie zastanowić się nad uczuciami jakimi darzyła tego mężczyznę?
- Kocham cię … - wyszeptała, ale były to słowa wystarczająco głośne by Jellal mógł je usłyszeć. Oboje uśmiechnęli się do siebie, po czym Jellal chwycił w swoje dłonie twarz dziewczyny, chwilę potem całując jej usta. Na początku były to tylko delikatne, aczkolwiek przyjemne muśnięcia ust. Jednak wraz z chwilą, stawały się one coraz bardziej namiętne i dzikie, aż przerodziły się w erotyczne pocałunki. Ich usta wirowały wokół siebie, a ręce wędrowały po całym ciele kochanków. Nagle Jellal oderwał się od Erzy, ale tylko po to by wstać i wziąć ją w swoje ramiona. Dziewczyna oplotła ramiona wokół jego szyi, delikatnie go całując w usta. Gdy tylko znaleźli się w sypialni, mężczyzna położył ją na łóżku, po czym zabrał się za dalsze całowanie dziewczyny. Jego prawa ręka wędrowała przez całą długość uda, w tą i z powrotem. Erza by ułatwić mu zadanie  oplotła swoje nogi wokół jego bioder, a jej ręce zaczęły wędrować po całym torsie mężczyzny. Zanim się spostrzegła rzuciła koszulę „przyjaciela”, pozostawiając go w samych spodniach. Jellal postanowił wziąć odwet i zaraz rozpiął zamek sukienki Erzy. Objął ją plecy, po czym pociągnął w swoim kierunku. Korzystając z pozycji, zdjął z niej odzienie, po czym zrzucił je na ziemię, pozostawiając ją w samej bieliźnie. Po skończonej czynności rzucił ją z powrotem na łóżko, wędrując swoją ręką, od ud po same piersi. Widok półnagiej dziewczyny wprawiał go w tak niesamowite podniecenie, że zapomniał o całym świecie. Oderwał się od jej ust po czym zaczął ją całować po barku, ramionach i tak dalej, schodząc do coraz niższych partii ciała. Nawet się nie zorientował kiedy zdjął jej całą bieliznę, pozostawiając ją nagą. Spojrzał na nią delikatnym wzrokiem, po czym …


- Nie przerywaj ! – krzyknęła dziewczyna, po czym rzuciła nim. Niespodziewanie mężczyzna znalazł się pod nią, pozostawiony na jej łaskę. Usiadła na jego biodrach, zarzuciła włosami do tyłu, powodując drżenie piersi. Pod sobą poczuła, jak coraz bardziej naprężą się członek jej ukochanego. Nawet nie czekała długo, tylko szybkim ruchem ręki zdjęła z niego całą odzież. Zaczęła coraz niżej schodzić. Gdy dotarła do jego członka, chwyciła go w swoje usta delikatnie go pieszcząc. Jellal, pomimo pierwszej myśli sprzeciwu, nic nie zrobił. Poczuł niesamowitą falę przyjemności, która spowodowała zanik wszystkich myśli jakie go dręczyły. Gdy tylko Erza skończyła, podniosła się. Jellal przyciągnął ją do siebie, namiętnie całując jej usta. Erza uniosła biodra, po czym usiadła prosto na członku chłopaka, wkładając go delikatnie do swojej pochwy. Krzyknęła, gdy dotarła do błony dziewiczej. Jellal chwycił ją i mocno przytulił, po czym owinął swe dłonie wokół jej bioder, pomagając w wykonywanej czynności. Oboje po chwili jęczeli, czując niezwykłe fale przyjemności i rozkoszy. Jellal, chwycił Erzę, przewracając ją na początkową pozycję, po czym poruszając biodrami, poruszał swoim członkiem w ciele kobiety. Erza złapała go za plecy, delikatnie drapiąc go paznokciami. Gdy doszli do momentu ekstazy, Erza wbiła paznokcie w jego plecy, tworząc niewielkie ranki. Jellal opadł obok niej, po czym oboje zdyszani, pocałowali się i zasnęli.
Pipipipi – usłyszeli głos budzika. Erza szybko go wyłączyła, przetarła oczy, a później krzyknęła na całe mieszkanie.
- Co się stało ?! – zerwał się przestraszony Jellal. Zaczął się rozglądać się wokół siebie, jednak kiedy zobaczył siedzącą obok łóżka nagą dziewczynę, zrozumiał o co jej chodzi.
- Dobrze, że kazałaś nastawić mi budzik. 0rzekł uśmiechnięty chłopak.
- Czy my …? – próbowała się o coś zapytać, ale nie była w stanie dokończyć zdania.
- Jeśli chodzi ci o to, że uprawialiśmy seks, to tak. – powiedział obojętnym głosem. Po chwili zszedł z łóżka, podchodząc do dziewczyny. Kucnął przed nią, popatrzył prosto w jej oczy i namiętnie pocałował.  – Chodźmy się wykąpać. Przecież nie chcesz by policjanci znaleźli nas w takim … stanie. – rzekł, po czym podał swoją dłoń. Chwyciła ją. Jellal pociągnął ją i zaraz Erza znalazła się znowu w jego ramionach. Zaczął ją nieść w stronę łazienki, odkręcił kran w wannie i cały czas całując czekali aż wanna napełni się wodą.
- „Była zawsze taka ostra, a teraz wygląda tak niewinnie, szkoda, że nigdy nie będziemy razem …” – pomyślał Jellal
- „To nasza ostatnia nic, możliwe, że więcej nie będzie takich. Może przedłużą mu odsiadkę, może coś się stać innego, a … ja go kocham  ” – pomyślała Erza.
            Oboje weszli do wanny, wykąpali się, przebrali i jak gdyby nigdy nic, czekali na przyjście policjantów. Gdy tylko się zjawili skuli Jellala, odłączyli wszystkie urządzenia i zaczęli wychodzić.
- Dziękuję Erzo, oby do zobaczenia ! – rzekł mężczyzna zanim policjanci zamknęli drzwi. Dziewczyna nawet słowem się nie odezwała, ale gdy tylko drzwi się zatrzasnęły, upadła na podłogę i zaczęła płakać. Tak bardzo płakała, nawet bardziej niż sądziła….


            Gdy policjanci prowadzili mężczyznę do radiowozu, popychali go i cały czas szturchali.
- I co wracamy do kicia ! – powiedział jeden z nich
- Będzie zabawa ! – rzekł drugi, jedna Jellal nie odezwał się nawet słowem. Nagle drogę zajechał im czarny wóz  z przyciemnionymi szybami, które powoli zaczęły się otwierać. Cała trójka patrzyła się w osłupieniu, jednak zareagowali gdy ujrzeli broń wyłaniającą się z szpary. Policjanci szybko chwycili pistolety, ale zanim się spostrzegli już zostali unieszkodliwieni.
- Porywamy go, nigdy więcej go nie zobaczycie. – usłyszeli głos z samochodu, nagle dwóch mężczyzn pochwyciło Jellala i wniosło go do samochodu.
- O co chodzi? – zapytał się spokojnie
- Pracuj dla mnie, a dam ci to, czego najbardziej pragniesz. I jak ? – zapytał się mężczyzna, którego nie mógł dojrzeć Jellal, gdyż pokrywał go cień.
- Jeśli oznacza to zabijanie, to nie dziękuję. Moja wolność nie może być uwarunkowana pozbawieniem życia innych. – odpowiedział pewny siebie Jellal
- A kto ci każe zabijać. Broń może służyć do unieszkodliwiania, bez zabijania.
- Na pewno? Przecież uznają mnie za zbiega.
- Załatwię to … Ty tylko dla mnie pracuj… Dla swojego dobra i dla Erzy …
- Dobrze – Jellal wiedział, że odmowa może zaszkodzić jego ukochanej i tak jak byli młodsi, będzie znowu dla niej robił to czego nie chce.  – Mam parę warunków!
- Wiem … - po czym położył przed Jellalem umowę.
- Jak mam cię nazywać?

- Po prostu … Zeref … - po czym odsłonił twarz, której nie spodziewał się zobaczyć Jellal.




PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)





piątek, 10 stycznia 2014


Jeden dzień, jedna chwila może zmienić tak wiele. Życie, które zdawało się być sielanką, przemieniło się w pasmo ciągłego strachu, bólu i cierpienia. Ludzie, którzy powinni być przyjaciółmi okazali się być wrogami.
       Lucy i Natsu oskarżeni o coś, czego nie zrobili, muszą uciekać, tam gdzie nikt ich nie znajdzie. Prosty plan napotyka komplikacje. Groby, które są postawione obok siebie, ręka i ten szalik ... Tylko tyle pozostało z przyjaciół, których tak kochali ...Czy żyją? Kogo spotkają na swojej drodze i czy uda im się znaleźć upragnione szczęście?
Miłość, Zdrada, Poświęcenie, Przyjaźń, Przygoda, Tajemnica … Zapraszam J

http://natsulucy-deathandlovestory.blogspot.com/



niedziela, 22 grudnia 2013

GŁÓWNE POMIESZCZENIE

- Co taka zadowolona jesteś? – zapytała się jej Erza, kiedy zobaczyła, że dziewczyna siedząc przy biurku Natsu, czeka na niego uśmiechnięta
- A nic po prostu Laxus ma trop i czekam na Natsu, by go zbadać …
- A jaki?
- Jest jeszcze jeden punkt w tej gwieździe! I jest nim mój dawny dom J
- I ty się z tego cieszysz? – dopytał się zaskoczony Elfman
- A ty byś nie chciał wiedzieć, jakie tajemnice kryje twoja rodzina? – zapytała się go Lucy
- Dziwna jesteś, ja bym nie chciał!
- Ja też nie! – odezwała się Lisanna z drugiego końca sali. – Głupia jesteś dziewczyno i dlatego nie znajdziesz sobie chłopaka z takim nastawieniem. Tylko tajemnice rodzinne, sekrety rodzinne i nic więcej. Weź znajdź sobie chłopaka, zaproś go do siebie – „Natsu” – zjedzcie kolację – „Natsu” – zaśnijcie obok siebie – „Natsu” – i zróbcie wreszcie coś ostrego – „Oby nie Natsu! „ Cała czerwona siedziała myśleć, o chłopaku, z którym de facto spędziła noc.
- Cześć wszystkim! – Natsu zrobił wejście smoka i od razu pomknął w stronę swojego biurka.
- Cześć! – odpowiedziała mu Lisanna – O jejku ty niezdaro, znowu źle zapiąłeś sobie koszule, – po czym poprawiło mu ją. Lucy przyglądała się tej sytuacji, będąc lekko podirytowana.
- „Czy to jest zazdrość?” – zapytała siebie w myślach, ale zarazem nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. – „Na pewno nie !” – pomyślała kręcąc głową.
- No to ja idę do pracy, ale Natsu pamiętaj jesteś mi winny randkę! – rzuciła Lisanna, po czym poszła w stronę swojego kącika.
- Tak, tak – Natsu podszedł do Lucy i popatrzył na nią. Wyglądało to jakby miał jej coś powiedzieć, ale nie mógł.
- Natsu, Laxus coś znalazł! – krzyknęła Lucy, próbując zapełnić chwilę ciszy.
- Acha … rozumiem … - powiedział obojętnym głosem chłopak – Co takiego?
- Jeszcze jeden punkt na gwieździe…
- Jaki?
- Mój były dom …
- HE!?!?!?!?!?!?!!?! – krzykną zaskoczony Natsu.  - Tak od teraz będziemy to nazywać syndromem Heartfilia. Wszystko, czego nie można wyjaśnić w racjonalny sposób, zostanie wyjaśnione poprzez rodzinę Heartfilia. – powiedział chłopak , po czym wszyscy zaczęli się śmiać na cały komisariat.
- Hahaha – powiedziała cichutko Lucy
- No to, co? Jedziemy? – szeroki uśmiech różowo włosego mówił, że humor mu już powrócił.

                   REZYDENCJA HEARTFILIA

- I co mamy tu szukać? – dopytał się Gray, który stał przed ogromną rezydencją.
- Najlepiej czegoś co może mieć związek z tymi gwałtami, morderstwami i nie wiem z czym jeszcze …- odpowiedział mu Natsu
- Wielkie dzięki za precyzyjną odpowiedź ! – Gray wzruszył i ramionami i ruszył w kierunku posiadłości.
- Wszystko ok. ? – Natsu podszedł do Lucy, która wyraźnie bała się postawić krok do przodu. Stała lekko przerażona, cały czas wspominając wydarzenia, które miały miejsce w jej „domu”.
- Tak … - powiedziała po chwili ciszy – Chcę poznać tajemnice rodzinne, ale zarazem boję się ujrzeć prawdy.
- Zawsze tak jest – Natsu pogłaskał ją lekko po głowie po czym oddalił się – Idziesz? – zapytał po raz kolejny. Lucy kiwnęła głową i ruszyła za nim.
- „To nie to Natsu. Mam wrażenie, że zapomniałam o czymś ważnym, o czymś co ma związek z tajemnicą mojej rodziny” – pomyślała Lucy. Otrząsnęła się, po czym weszła do posiadłości. Zaczęła rozglądać się dookoła. Na pierwszy rzut oka, nic nie wydawało jej się dziwne, jednak kiedy zaczęła się dokładnie przyglądać, zrozumiała, że to nie jest to samo miejsce co kiedyś. Pomimo, że nie było to najgłośniejsze miejsce w całym Fiore, to istniało i nim jakieś życie, a teraz ? Lucy wyczuła pustkę, nicość, która unosiła się w powietrzu, zanosząc do serca mieszane uczucia. 
- Ej Lucy! -  krzyknął Natsu – Jeśli nie możesz, to zostań na zewnątrz !
- A jeśli się zgubisz, to jak  znajdziesz wyjście ? – zapytała uśmiechnięta, przechodząc obok chłopaka
- Tak, tak, pani spec od tajemniczych rezydencji. Jeśliś taka mądra to powiedz mi, gdzie mamy iść czegoś szukać ? – popatrzył się na nią z uśmiechniętą twarzą, oczekując od niej odpowiedzi.
- He … - chciała coś powiedzieć, ale wyszedł jej niezrozumiały bełkot, którego ona sama nawet nie zrozumiała.
- Tak, tak ? – zapytał Natsu przybliżając ucho do jej twarzy
- Może do gabinetu mojego ojca ? – powiedziała cichutko
- No, nareszcie jakieś konkrety! – krzyknął, po czym zaczął wchodzić po schodach.
- Natsu ! – zawołała chłopaka Lucy. Odwrócił się w jej kierunku i popatrzył pytającym gestem – Jego gabinet jest na parterze. – Natsu powoli zszedł, po czym poszedł w prawą stronę.
- Przecież wiem, tylko cię sprawdzałem – powiedział głaskając ją po głowie. Gdy już miał iść, dziewczyna złapała go rękę.
- Natsu … w lewo … - powiedziała nieśmiało Lucy.
- Ok, jednak cię potrzebuję. – stwierdził po kilku sekundach.
         Oboje poszli w kierunku, wskazanym przez Lucy. Gdy dotarli do ogromnych, dębowych wrót, Lucy zatrzymała Natsu i kiwnęła głową, na znak, że to gabinet jej ojca. Natsu delikatnie nacisnął klamkę, po czym ostrożnie otworzył drzwi. Gdy ich oczom ukazał się gabinet, zrozumieli, dlaczego Jude Heartfilia zabronił go przeszukiwać. Na biurku leżała sterta papierów, obok na krześle, były położone w porządku alfabetycznym segregatory, wypełnione kartkami, do granic możliwości. Lucy zaczęła się zbliżać do kominka, w którym ktoś rozpoczął spalanie dokumentów.
- No to mamy co do roboty. – stwierdził Natsu, głęboko wzdychając
- Wiem, tylko … - Lucy chciała coś powiedzieć, ale nagle przerwała, gdy jej oczom ukazał się kawałek papieru, którego ogień nie zdążył dosięgnąć. Leżał on spokojnie, pod popiołem, jakby czekając na odkrycie.
- Co jest?! – zapytał się zszokowany Natsu, ale dziewczyna nie odpowiedziała mu. Rzuciła się na kominek, próbując wyciągnąć kawałek papieru. Gdy jej się to udało, od razu pokazała go Natsu.
- Patrz ! – rozkazała mu. Natsu westchnął, jednak gdy tylko zobaczył, co jest napisane na niej, poczuł, że sprawa nabiera zupełnie innego sensu.

Masz wykonać zadanie perfekcyjnie, pamiętać,
 kto ci dał ten majątek.
Acnologia

- Czyli musimy pogadać z twoim ojcem … znowu … - powiedział Natsu.
- Chyba tak. Natsu ?
- Co tam ?
- Boję się … - powiedziała cicho
- Nie rozumieniem cię Lucy ! – chłopak popatrzył się na tę kamienną twarz dziewczyny, która mocno nad czymś rozmyślała.
- Chodzi mi o to, że to wszystko : Acnologia, mój ojciec, spotkania, morderstwa, gwałty … Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że o czymś zapomniałam. – na chwilę zamilkła, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale tego nie zrobiła.
- Wcale ci się nie dziwię. Praktycznie cała ta sprawa ma związek z tobą i twoim ojcem …- Natsu położył dłoń na jej ramieniu.
- Mam nadzieję, że nie zrobicie na miejscu zbrodni, małego Bara Bara – usłyszeli głos za sobą.
- GRAY! – krzyknęli równocześnie zawstydzeni.
- Tak, tak, wiem, że moja osobistość was olśniła, ale lepiej żebyście teraz pojechali do szefunia… Podobno ma ważną rzecz do powiedzenia.  – powiedział im Gray. Natsu popatrzył się na Lucy, dając jej do zrozumienia, że to ona ma podjąć decyzję. Dziewczyna chwilę się zastanowiła, po czym odpowiedziała:
- Może i tak będzie lepiej. – Natsu kiwnął głową. Oboje wyszli z rezydencji i skierowali się do samochodu chłopaka. Jednak za nim wiedli do środka, Lucy odwróciła się, by spojrzeć jeszcze raz na jej były dom.
- Musisz iść, do przodu, stanie w miejscu, nigdy nie przynosi dobrych efektów. – powiedział jej Natsu, wyciągając w jej stronę swoją rękę.
- To nie o to chodzi… - opuściła lekko głowę, jej włosy delikatnie poruszył wiatr. Natsu patrząc na nią, zobaczył przez oczyma kobietę,  pewną kobietę, tak podobną do Lucy.
- Layla … - nie wiedział co znaczy to imię. Po prostu je wypowiedział, nawet nie podejrzewając, że tak miała na imię matka Lucy.
- Co mówiłeś ? – Lucy odwróciła się w jego stronę.
- Nic, po prostu coś mi się przewidziało… - powiedział uśmiechnięty. Nagle poczuł, jak ktoś go chwyta za rękę. Nie był świadomy, że nadal ją trzyma wyciągniętą. 
- Dziękuję! – Lucy szeroko uśmiechnęła się w jego kierunku.
- Kurcze, mam wrażenie, że znajdujemy się w jakimś tanim romansie… - po tych słowach Lucy uderzyła go w ramię.
- W tanich romansach, główni bohaterowie sypiają ze sobą, natomiast w naszym przypadku, możesz najwyżej co sobie pomarzyć. -  obrażona dziewczyna wsiadła do auta.
- Zobaczysz, jeszcze będziesz moja … - powiedział cichutko chłopak, tak żeby Lucy tego nie usłyszała.

(PYTANIA KONKURSOWE : Skąd Natsu zna Laylę ? Kim jest kuzyn Lucy?  )

KOMISARIAT

- I co tam chciałeś nam powiedzieć szefciu ? – krzyknął Natsu, wchodząc do gabinetu swojego przełożonego nawet nie racząc zapukać do drzwi.
- Natsu, czy ja ci nie mówiłem, że kultura nakazuje by zapukać !!!!!!!  - Makarov wymierzył zeszytem, celując prosto w głowę Natsu, ten przewrócił się, nie dając żadnych oznak życia. – Możesz wejść … - rzekł spokojnym tonem do Lucy, która wystraszona skrywała się za drzwiami. Powoli weszła do środka i usiadła na krześle, czekając aż Natsu się otrząśnie.
- Co o tym chciałeś z nami porozmawiać, dziadku ? – zapytał się Natsu siadając obok Lucy
- Ta sprawa … Ah – westchnął i zaplątał palce dłoni, spoglądając na blat biurka. – Przeczytałem wszystkie raporty … twoje, Erzy, Graya, Levy, Laxusa i dochodzę do wniosku, że ta sprawa robi coraz bardziej niebezpieczna. Nasz komisariat narusza strefę, do której nie powinna mieć dostępu. Stare rany dają o sobie znak…
- O CO CHODZI!? – wściekły Natsu zerwał się i uderzył rękoma o ścianę.
- Mam wrażenie, że wiesz o co chodzi. Jeśli rozwiążesz tę sprawę zbliżysz się do zagadki zaginięcia twojego ojca, ale zarazem także możesz spowodować, że Lucy nie wydostane się z bagna, w które ją wciągniesz. – Po tych słowach, chłopak spojrzał na głównego komisarza.
- A,  co to ma ze mną wspólnego ? – zapytała niepewnie Lucy.
- Sam nie wiem …, ale jestem świadom tego, że Igneel znał Laylę. – Makarov zamknął oczy – Nie wiem więcej, ale jestem świadom konsekwencji naruszania tych spraw.
- Musimy … - zaczął mówić Natsu – Musimy rozwiązać tę sprawę, ale nie po to by dowiedzieć się czegoś o moim ojcu, ale po to by dać sprawiedliwość tym dziewczynkom!
- Cieszę się, że nareszcie zmądrzałeś chłopcze ! – powiedział radośnie Makarov – Niestety o tej sprawie, wiem za mało. Polecam wam natomiast pójść do było komisarza – Purehito. On może wam udzielić kilku ważnych informacji. 
- Dziękujemy – powiedzieli równocześnie i wyszli. Makarov, gdy tylko upewnił się, że są wystarczająco daleko, wziął telefon do ręki i zaraz wybrał numer oznaczony jako „Czarny Mag”
- Zrobiłem to co chciałeś, mam nadzieję, że to załatwi sprawę ? – powiedział cichym głosem komisarz główny.
- Tak … Możesz być spokojny, nikt się o tym nie dowie – Makarov usłyszał głos po drugiej stronie. Gdy tylko usłyszał te słowa, rozłączył się, rzucając telefonem o kanapę.
- Co ja zrobiłem …? – usiadł łapiąc się za głowę i trząść ze strachu.

         DOM DAWNEGO GŁÓWNEGO KOMISARZA FAIRY TAIL
- Witamy ! – zaczął rozmowę Natsu
- Witajcie dzieci ! – uśmiechnięty staruszek powitał Natsu i Lucy – Zgaduję, że nie przyszliście odwiedzić starca ?  - odezwał się mężczyzna, który ruszył w ich kierunku poruszając się na wózku inwalidzkim.
- Przepraszamy, ale przyszliśmy tu w konkretnej sprawie… - powiedziała Lucy
- O co chodzi? – zapytał mężczyzna nalewając do filiżanek ciepłej herbaty.
- Chodzi o gwałty sprzed siedmiu lat … - rzekł Natsu.
         Bum … rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Natsu i Lucy spojrzeli na Purehito, który upuścił na ziemię dzbanek z herbatą.
- Czy coś się stało? – powiedziała Lucy powoli podchodząc do staruszka.
- ZAMKNIJ SIĘ! –ryknął na dziewczynę mężczyzna, który ręką próbował ją odgonić jak muchę.  – NIE CHCĘ… - złapał się za głowę  i mając łzy w oczach, cały czas odganiał policjanta i pisarkę. – Ja nie chcę mieć żadnego związku z tą sprawą. Acnologia mnie znajdzie… na pewno … zabiją mnie.
- To Acnologia ma związek z tą sprawą ? – zapytał się poruszony Natsu, jednak mężczyzna tylko odwrócił się i pokierował wózek w stronę kuchni. Natsu popatrzył się na Lucy. Dziewczyna westchnęła tylko, po czym wyszła z mieszkania.
- Co to miało być? – zapytał się Natsu, kiedy wyszli za próg domu.
- Nie wiem, ale nie warto go męczyć. – rzekła Lucy, po czym smutna wsiadła do samochodu. – Możesz mnie gdzieś podwieźć  ? – zapytała gdy Natsu ruszył
- A dokładnie?
- Do HeartfiliaCompany. Muszę porozmawiać z moim kuzynem.  – rzekła wygodnie siadając na fotelu.
- A coś może wiedzieć ? – pomimo, że Natsu nie chciał być natarczywy, jego ciekowość była tak ogromna, że chciał dowiedzieć się prawdy.
- Sądzę, że coś wie, ale nie chce mi powiedzieć.
- Mogę go przesłuchać…
- Bez prawnika ? – ten argument wystarczył by Natsu zamilkł. Był świadomy, że prawnicze hieny, potrafiły nawet wygrać sprawy największych morderców, jeśli tylko zapłaciło im się wystarczająco dużo pieniędzy.
         Gdy tylko dojechali na miejsce, Lucy wyskoczyła z samochodu, żegnając się z chłopkiem. Od razu pognała w stronę gabinetu kuzyna z nadzieją, że czegoś się dowie.
- Co takiego wspaniałego zrobiłem, że zasłużyłem na wizytę mojej ukochanej kuzynki? – powiedział kuzyn widząc Lucy, która stała w progu.
- Wiesz o co chodzi ! – krzyknęła uderzając dłońmi o blat biurka.
- Za bardzo angażujesz się w tę sprawę … - powiedział spokojnie mężczyzna poprawiając krawat.
- Do jasnej cholery !!!!!!! Mój ojciec możliwe, że jest członkiem Acnologia, siedzi teraz w więzieniu za zabójstwo Virgo i powinien …- zamilkła
- Ja wiem o czym ty nie wiesz, ale ja za to nie wiem o pewnej sprawie … Myślałem, że nie pamiętasz, ale widzę, że się myliłem – powiedział ze stoickim spokojem Kuzyn
- Ja nie chcę pamiętać …
- Wiem, ale … nie sądzisz, to dobra wymiana informacji. – Lucy popatrzyła na kuzyna. Usiadła na fotelu i zaczęła mówić …
(TUTAJ URWANIE FRAGMENTU, ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE MUSZĘ WAS PODENERWOWAĆ I PO TO BY WPROWADZIĆ KOLEJNĄ ZAGADKĘ.)        


         Lucy po rozmowie z Kuzynem zaczęła się kierować chwiejnym krokiem w stronę więzienia. Wiedziała, że musi porozmawiać z „ojcem.”
- „Czy tego człowieka mogę nazywać ojcem ?” – zastanawiała się. Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Jedyną rzeczą, której pewna był fakt, że Jude Heartfilia zna prawdę.
- Przepraszam … Czy pani chce kogoś odwiedzić ? – zapytał się Lucy strażnik stojący przy bramie.
- Tak … - powiedziała Lucy
- Czy dobrze się pani czuje? – zapytał zaniepokojony, starszy mężczyzna.
- Wszystko dobrze, po prostu jestem zmęczona. Czy mogę wejść ?
- Oczywiście.
- Jej też nie sprawdzamy Robert-sama ? – zapytał się młodszy strażnik
- Młody ! A ta kobieta, co niby mogłaby tu wnieść ? Topór !? – krzykną oburzony mężczyzna, uderzając chłopaka w tył głowy. Lucy uśmiechnęła się lekko, po czym weszła do środka. Kierowała się w stronę pokojów do spotkań z „osobami z zewnątrz”. Kiedy tak szła, zobaczyła, że po prawej stronie znajduje się szklana szyba. Odbicie, które zobaczyła, przywołało wspomnienia gorsze od najstraszniejszych męczarni i tortur. Przekręciła głowę, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Ich wzroki się spotkały, na krótki moment. Ale to wystarczyła, by zobaczyła twarz mordercy, twarz człowieka, który zamordował jej matkę. Człowieka, o niebieskich włosach. Chciała się zatrzymać, chciała go zabić, ale patrząc na jego twarz, na jego ból wypisany w oczach, nie potrafiła tego zrobić. Po prostu poszła przed siebie.
- „Co ja robię ? ” – zapytała siebie w myślach. Zaśmiała się. Leciutko, ale to wystarczyło, żeby dziewczyna osunęła się na ziemię i zaczęła płakać. Nie wiedziała co ma robić, czuła się taka bezradna. Wszystko o czym chciała zapomnieć, nagle powracało do niej ze zdwojoną siłą. Powoli zaczęła się podnosić.
- Siła, która we mnie jest pomoże mi się podnieść. Matko … wiem, że mnie chronisz, ale proszę cię, pomóż mi nieść moje ciężary… - powiedziała cicho, stawiając kolejne kroki do przodu. Gdy tylko stanęła przy drzwiach, otarła oczy i pociągnęła za klamkę. Widziała, że tam siedzi i na nią czeka. Uśmiechnięty, tak jak za dawnych lat.
- Witaj … tato – to były jedyne słowa, które zdołała wypowiedzieć.
- Witaj córko ! –powiedział szczęśliwy Jude Heartfilia. – Miło cię widzieć …
- Dlaczego ? – zapytała cicho –DLACZEGO SIEDZISZ TU TAKI UŚMIECHNIĘTY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknęła dziewczyna nie wytrzymując
- Jesteś pierwszą osobą, która mnie odwiedziła… - powiedział smutno.
- Zabiłeś Virgo …
- Wiem ! Ale ty nic nie rozumiesz…
- To mi może łaskawie wytłumaczysz?
- Nie mogę, kiedyś może zrozumiesz, ale jak na razie… nie możesz poznać prawdy.
- DO JASNEJ CHOLERY. CAŁY CZAS TYLKO TO SŁYSZĘ!!!!!!!!!!!!! DLACZEGO !!!!!?!!?!?!?!?! DLACZEGO, NIE MOGĘ POZNAĆ PRAWDY ? – nie potrafiła powstrzymać łez, nie była w stanie tego zrobić.
- Wiem, że zrobiłem coś tak strasznego, że nazywanie mnie bestią, to i tak zbyt łagodne określenie, ale wiedz, że miałem swoje powody…
- Niby jakie?
- Gdybym ci powiedział, zaraz byś leżała tu martwa… Lucy zapomnij o tej sprawie, zapomnij o wszystkim i po prostu żyj.
- Nie! NIE MOGĘ SPOKOJNIE ŻYĆ WIEDZĄC, ŻE TAK WIELE OSÓB MOŻE ZGINĄĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Jesteś taka jak ona … i on.
- On? – zapytała zdziwiona
- Tak… twój ojciec.
- Kto jest moim ojcem ?
- Ja na pewno nie, a szczególnie po tym co zrobiłem. A co do twojego biologicznego ojca… Nie mogę ci powiedzieć …, ale wiedz, że jak się dowiesz, nie będziesz zawiedziona…tak jak mną  - Lucy zaczęła wychodzić. Jednak zatrzymała się na chwilę, odwróciła w kierunku tego człowieka i rzekła…
- Do wiedzenia … tato. – wyszła. Jude Heartfilia ukląkł. Złapał się za głowę, jednak chwilę potem się otrząsnął i pobiegł do drzwi. Otworzył je szeroko i krzyknął.
- DO WIDZENIA … CÓRECZKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – zamknął drzwi. – Co ja zrobiłem … - oparł się o drzwi, płakał, żałował, tęsknił.


         W TYM SAMYM CZASIE

         Gdy Natsu dojechał do komisariatu, wysiadł z samochodu, mając dziwne przeczucie, które nie dawało mu do końca spokoju. Wchodząc do budynku, cały czas rozmyślał, nad sprawą i nad Lucy.
- Hej Natsu, gdzie Lucy ? – już przy samym wejściu powitała uśmiechnięta Erza
- Co się stało ? Jesteś jakaś rozpromieniona …
- Nic, nic … Jellal dostał przepustkę na święta ! – krzyknęła radośnie dziewczyna
- Święta …? – nie rozumiał tego słowa. Od siedmiu lat, spędzał je samotnie, siedząc przed telewizorem i objadając się pizzą. – Wendy ma podobno na święta, przenieść do ojca …
- Do ojca ? – zapytała się zszokowana Erza
- Tak okazało się, że odwiedzał ją często, podobno założył nową rodzinę, ale pragnie przygarnąć swoje pierwsze dziecko…
- I co się stanie z Wendy ?!
- Najprawdopodobniej zamieszka z ojcem i jego rodziną w Nowym Yorku. – uśmiechnął się szeroko, ale Erza wiedziała, że jest to wymuszony, sztuczny uśmiech.
- Cieszę się … - powiedziała i wyszła. Natsu rozebrał się i poszedł w stronę swojego biurka. Zaczął się patrzeć na akta. Był świadomy, że coś przeoczył, jednak nie mógł niczego znaleźć…
- RATUNKU !!!!!!!!!!!!!!!!!! – usłyszeli wszyscy krzyk. Natsu odwrócił się widząc w drzwiach, postać byłego Głównego Komisarza Fairy Tail.
- Co się stało, stary przyjacielu ?! – odezwał się Makarov, który wyszedł z gabinetu poruszony całym zajściem.
- Chcę mnie zabić ! Acnologia, chce mnie zabić ! Za dużo powiedziałem ! – krzyczał jak opętamy. Natsu chwycił go i powiedział.
- Obronię pana, tylko proszę mi powiedzieć całą prawdę !!!
- Ja… - umilkł i zaczął się zastanawiać. – Ja powiem…, ale musisz iść ze mną. W domu mam dokumenty. Muszę ci wszystko pokazać.
- Dobrze! – kiwnął głową, po czym odwrócił się w stronę Mirajene – Jakby Lucy przyszła mnie szukać, to powiedz jej gdzie jestem, ale zabroń jej przychodzić.
- Dobrze – powiedziała sekretarka. Natsu wstał i zaczął prowadził mężczyznę.

         KILKANAŚCIE MINUT PÓŹNIEJ

- Widzi pan, nic panu przy mnie nie grozi … - powiedział uśmiechnięty Natsu,  który stał po środku sypialni mężczyzny, czekając na jakiś ruch z jego strony.
- Dziękuję… Wszystko jest chłopcze w teczce, w najniższej szufladzie. Dałbym ci, ale sam widzisz. – powiedział pokazując na swoje nogi. Natsu kiwnął głową. Nagle dostał SMS, wyjął z kieszeni telefon, po czym zobaczył, że wiadomość jest od Graya.
- „I co?” – tak brzmiała treść wiadomości, na którą Natsu odpisał – „Wszystko jest w teczce w szufladzie :)” – zdenerwowany Purehito czekał z niecierpliwością. – Już spokojnie, mówiłem nic panu nie grozi. – powiedział uśmiechnięty Natsu chowając telefon do kieszeni.
- Przepraszam, ale czy mógłbyś się pośpieszyć ?
- Oczywiście! – Natsu ukląkł, po czym otworzył szufladę i zaczął w niej szukać teczki. Nagle w pokoju zrobiło się mroczno, Natsu poczuł uderzenie z tyłu głowy. Delikatnie się osunął, nie tracąc przytomności. Próbował dojrzeć napastnika, ale nic nie mógł zobaczyć, przez otaczającą go ciemność. Bum … Jeszcze jedno uderzenie i już tylko mrok …

Ciąg dalszy nastąpi….



PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)