poniedziałek, 27 stycznia 2014

Lucy patrzyła na człowieka, który bardziej w jej oczach wyglądał na wariata niż na Komisarza Głównego Phantom Lord.
- A mogę znać powód mojego uprowadzenia ? – spróbowała zaryzykować i się zapytała
- Oj to nie jest porwanie, tylko kulturalne uprowadzenie w sprawach finansowych. – odpowiedział szarmancko Jose
- Jak dla mnie dalej nie ma różnicy, więc proszę o wyjaśnienia. – po czym ziewnęła.
- Ty mała …! – rzekł, zaciskając pięść – Dobrze, więc od razu przechodzę do interesów. A, więc pani Heartfilio, chcielibyśmy, wraz z moimi ulubionymi detektywami, zaprosić do współpracy z Phantom Lord, poprzez …
- Odmawiam ! – powiedziała stanowczo.
- Ghihi – zaśmiał się Gajeel – Twarda sztuka. Takie to od razu należy zmiękczyć ! – wymierzył jej kolejny cios. Wygięła się, po czym wymiotowała krwią.
- Gajeel-sama, Juvia nie pozwoli więcej krzywdzić panienki Lucy! – krzyknęła,  ochlapując go jakimś płynem.
- Ty i twoje ….tru… trucizny… - powiedział, po czym padł jak długi na ziemię.
- No, więc panienko, czy zgodzisz się na współpracę z nami ? – ponowił pytanie Komisarz Porla.
- Z wami ? Żartujesz? – Lucy wypluła krew prosto na twarz porywacza. Ten krzykną, po czym ją spoliczkował.
- Ty dziwko ! Myślisz, że ci pozwolę przelewać pieniądze na to durne Fairy Tail, zamiast na mój wspaniały Komisariat! – krzyknął dumnie
- Wiesz, taki stan zazwyczaj mają chorzy psychicznie ludzie. Jeśli chcesz mogę ci przestawić, paru dobrych psychiatrów, na pewno coś zaradzą na twoją wybujałą wyobraźnię. – rzekła prostując głowę.
- Hmm, zobaczymy jak będziesz śpiewać, kiedy Gajeel się obudzi. Tak, więc ponowię pytanie… - na chwilę przerwał, by poprowadzić palcem po dekolcie dziewczyny.
-  A to się nazywa molestowanie seksualne i jakbyś nie wiedział jest karalne ! – powiedziała to po czym przechyliła krzesło, uderzając Josa Porla prosto w krocze. Ten zawył z bólu i osunął się na ziemię. Juvia stojąca obok delikatnie się zaśmiała, jednak kiedy napotkała wzrok swojego pracodawcy od razu przestała.
- Dobrze … Auuu ! – poczuł kolejną falę bólu, gdy zaczął się podnosić – Jak chciałaś, zadzwonię do Makarov, oznajmić mu, że cię mamy. Ciekawe, czy przyjdzie? Oczywiście, że tak, przecież to Makarov. Jednak, gdy tylko się zjawi, posmakuje mojej 45.
- Jesteś śmieciem ! – wrzasnęła Lucy, gdy ten wychodził z sali przesłuchań.
- A, Juvia pilnuj jej! – rozkazał. Dziewczyna tylko kiwnęła głową.
- Nie rozumiem, dlaczego trzymasz się tego dupka … - powiedziała Lucy, gdy Josa nie było już w środku.
- Panienka…- zaczęła mówić, ale Lucy nie dała jej dokończyć.
- Proszę, mów mi po imieniu. – słysząc to na twarzy Juvii od razu pojawił się uśmiech.
- Lucy, pan Jose dał Juvii szansę, kiedy nikt inny nie chciał mi jej dać. – na chwilę przerwała, wzięła głęboki oddech i po chwili dokończyła – Juvia była w podobnej sytuacji, co ty. Juvia pochodzi z bardzo bogatej rodziny, ale rodzice Juvii, chcieli by ta poślubiła pewnego człowieka, a Juvia go nie chciała. Juvia postanowiła uciec z domu i kiedy dotarła do Magnolii, nikt nie chciał dać Juvii pracy. Dopiero pan Jose, dał Juvii szansę i zapisał ją na uniwersytet i dzięki temu Juvia jest teraz tutaj.
- Rozumiem, wiesz ja też często myślałam, o ucieczce, kiedy jeszcze był ze mną ojciec… - zwierzyła się Lucy – Teraz jestem wolna, no … prawie, bo w obecnej sytuacji zostałam porwana przez jakiegoś maniakalnego szaleńca, poszukującego władzy i pieniędzy.
- Ale pan Jose taki nie jest! – dziewczyna próbowała go bronić, ale nie mogła znaleźć żadnych argumentów będących po jej stronie. – Ja nie wierzę …
- Rozumiem, ale zgaduję, że mnie nie wypuścisz? – spróbowała się zapytać, pomimo tego, że wiedziała, że to nic nie da.
- Niestety nie. Juvia nie może. Kap, kap zaraz Gajeel-sama się obudzi. – odpowiedziała, po czym poszła i usiadła na krześle, które stało przy ścianie.

            W Komisariacie Fairy Tail rozległ się dźwięk telefonu. Nikogo by to nie dziwiło, gdyby nie to, że nikt nie odbierał. Minęła kilkanaście sekund i nic.
- Ten debil mnie olewa ! – pomyślał Jose
            Wszystkich na komisariacie zaczęło powoli to denerwować, dlatego Mirajene postanowiła, pójść i zobaczyć co się dzieje. Gdy weszła do gabinetu Makarov, została go na sofie. Leżał sobie cichutko, co chwilę chrapiąc. Sekretarka uśmiechnęła się , podeszła i powiedziała na ucho.
- OBUDŹ SIĘ!!!!!!!!!!! – krzyknęła do ucha Makarov, ten zerwał się.
- Co się stało, znowu Natsu wysadził jakiś budynek czy jakieś inne zażalenia?! – zaczął się szamotać i dopiero po chwili usłyszał, że dzwoni telefon. Spojrzał na Mirajene niewinnym wzrokiem.
- Juz odbielam … - powiedział, zachowując się przy tym jak dziecko. Podszedł do biurka, wygodnie usiadł na fotelu i dopiero podniósł słuchawkę. – Słucham ?
- ILE MOŻNA CZEKAĆ STARY DEBILU?! – oddalił słuchawkę słysząc przeraźliwy krzyk Josa.
- Przepraszam, ale nie mogłem odebrać, bo uciąłem sobie drzemkę. – wytłumaczył dłubiąc w nosie.
- Hahahaha!!! – usłyszał śmiech, dlatego ze zdziwieniem w oczach zaczął się rozglądać.
- Eeee, coś się stało ? – zapytał niepewnie
- Mi nic, ale ta mała Lucy Heartfilia, ma niezłe wygody u mnie w celi… - Makarov na początku nie zrozumiał o co mu chodzi.
- Zaraz… porwałeś Lucy ?  Ty szarlatanie! Jak mogłeś ?! – Makarov nie mógł uwierzył, że Jose jest zdolny do czegoś takiego
- Nie rozumiesz ? Wszystkie sprawy dzięki tej małej przejmowało Fairy Tail. Najlepszy Komisariat w mieście? Ha! Wolne żarty. Ciekawe ile dostawaliście od niej …
- JADĘ DO WAS I OBIECUJĘ, NIE SPOCZNĘ, PÓKI NIE SPROWADZĘ JEJ SPOWROTEM DO DOMU! – rzucił słuchawkę i zaraz poszedł się ubierać.
- Halo ? Makarov ? – Jose przewrócił oczyma i spojrzał na zapisaną kartkę – Znowu mnie olał, a miałem t yle świetnych kwestii. Byłem dobry ? Prawda ? – zwrócił się do swoich „podwładnych”
- Oczywiście szefie ! – wszyscy zaczęli bić brawa.
- Dziękuję, a teraz idę po naszego gościa. – chciał już wyjść na zewnątrz, ale wnet zawrócił – Zapomniałem o moim przyjacielu ! – po czym wziął do ręki pistolet – A wy pamiętajcie, macie pilnować!
            Wyszedł na zewnątrz i zaczął czekać na Makarova. Minęło dwadzieścia minut, Jose zaczął kichać i drżeć z zimna.
- No ile można jechać ? Ale będę czekał, dopóki nie przyjedzie !
W  tym samym czasie
- Kurcze, ale korki, będę tu chyba stał z godzinę ! – powiedział sam do siebie Makarov. – Lucy nic nie zrobię, więc się nie muszę zbytnio martwić. Tylko ten głupi Jose, co on sobie myślał. Przecież jej kuzyn gdyby się dowiedział, kazałby całe wojsko zmobilizować, by ją odbić.

            Lucy zaczynała coraz bardziej cierpnąć, podczas siedzenia na krześle. Jednak to nie było dla niej najgorszą rzeczą.  Cały czas patrzyła na Gajeela, który powoli się budził, ze snu, który mu zaserwowała Juvia.
- „Kurcze zaraz mnie zabije ! ” – pomyślała przerażona dziewczyna.
- Jejku, moja głowa ! – powiedział mężczyzna, chwytając się za głowę. – Juvia, co ci do łba strzeliło by mnie powalić tym twoim pachnidłem !!!
- Juvia chciała dobrze ! – zaczęła się tłumaczyć – Jej nie wolno zabić!
- A zobaczysz, że można, nieśmiertelna na pewno nie jest ! – zaczął iść w kierunku Lucy, zaciskając pięści
- Ale, na pewno na zewnątrz jest bitwa. Juvia słyszała, że Jose-sama idzie zadzwonić do Fairy Tail ! – powiedziała, próbując go odciągnąć od Lucy.
- Fairy Tail … No to muszę iść zobaczyć, jak Phontom Lord obrywa ogonki wróżkom!

            Czarny Mercedes podjechał pod komisariat Phantom Lord, robiąc przy tym nie małe zamieszanie. Jose stał cierpliwie i czekał aż z samochodu wysiądzie Makarov Dreyar. Kiedy staruszek otworzył drzwi, od razu wszyscy czekali w gotowości. Wiedzieli, że nie był to jakiś zwykły przechodzień. Miał on doświadczenie, o które prosi się obecne pokolenie.  
- A, więc przejdźmy do interesów Porla… - zabawny i rozrywkowy człowiek, w obliczu zagrożenia stawał się nieugięty i twardy niczym skała – Gdzie jest Lucy ?
- Jest u mnie … - powiedział Jose, trzęsąc się z zimna – A ty nie mogłeś szybciej przyjechać ?!
- Wybacz… korki !
- Rozumiem, a ty chyba nie jesteś świadom swojej sytuacji. – rzekł, złowieszczo się uśmiechając w stronę Makarova.
- Oddaj Lucy i będzie po sprawie! – żaden z nich nie chciał odpuścić, patrzyli na siebie czekając aż ktoś wykona ruch.  Nagle tą ciszę przerwał strzał. Krew trysnęła po całym parkingu, a ciało upadło na ziemię. Za plecami ofiary stał mężczyzna, który patrzył na swoje dzieło. 
- Dobra robota  ! - pochwalił Jose Porla. Odwrócił się i zaczął iść w stronę komisariatu. Tylko na chwilkę spojrzał w stronę Makrova, który zmagał się śmiercią, jeszcze żyjąc. – Głupek … Myślał, że sam z nim stanę do walki.  – i odszedł
…
- Cholera, ale dałem się podejść. – powiedział cicho Makarov, próbując wstań
- Czy coś się panu stało  ? – usłyszał czyjś głos – Co to za krew ?! Już dzwonię po karetkę, proszę odpocząć ! – nawet nie musiał mu tego mówić, gdyż po chwili zemdlał z powodu, zbyt dużej utraty krwi.


            W Komisariacie Fairy Tail, wszyscy czekali zaniepokojeni o Makarov, który w pośpiechu wyszedł z budynku.
- Ciekawe, czy nic mu nie jest? – zapytała się nagle Mirajene, po dłuższej  chwili ciszy.
- Bardziej się martwię faktem, że wyszedł tak w pośpiechu. – odpowiedziała Erza – Coś się musiało stać…
- Też tak myślę, ale jak na razie musimy po prostu czekać na jakiś wiadomości. – po tych słowach, wszyscy zgodzili się z Natsu.
- Ja tu zdzwonię, proszę odebrać !!! – wszyscy usłyszeli nagle dziwny dźwięk, po czym spojrzeli na biurko Mirajene. Ta podeszła i odebrała swój telefon.
- Tak słucham ? – powiedziała do słuchawki
- NO BEZ JAJ, TAKI DZWONEK ! – wszyscy krzyknęli równocześnie.
- Zamknąć mordy ! – powiedziała w ich kierunku. Wszyscy mieli wrażenie, że otacza ją dziwna, mroczna energia. – Proszę powtórzyć … - wszyscy w milczeniu, czekali na informacje. Ta nagle opadła na ziemię. – Tooo niemożliwe… - po jej policzkach popłynęły łzy, wszyscy patrzyli na nią zszokowani. Odsunęła telefon od ucha i się rozłączyła. – Komisarz Główny jest w szpitalu, został postrzelony.
- Że, co ? – wszyscy byli tak zszokowani, że nie wiedzieli, co mają robić.
- Idę do niego ! – powiedział stanowczo Natsu, wszyscy patrzyli się na niego, dziwnym wzrokiem 
- Natsu, lepiej zostań … - podeszła do niego Lisanna, jednak ten przesunął ją na bok i zaczął się ubierać. Po chwili był gotowy i wyszedł z komisariatu.
- Ja też jadę ! – powiedziała Erza, a zaraz za nią pobiegł Gray.
- Ja zostaję, mam za dużo roboty papierkowej ! – ogłosiła Levy, po czym poszła do kostnicy.
- To my Levy … - zaczęli mówić Jet i Droy, ale ta przerwała im.
- Nie, wy lepiej jedźcie !
- Dobrze… - zgodzili się niechętnie.
            Levy, znajdując się poza głównym pokojem, rzuciła się nagle do biegu. Zmęczona rzuciła się do telefonu i szybko wpisała numer. Gdyby wiedziała, że za nią poszła Lisanna, która zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak.
- Halo ? – usłyszała głos drugiej osoby.
- Czekaj mam włączone głośne mówienie. – powiedziała, po czym nacisnęła jakiś przycisk by wyłączyć głośne mówienie.
-„Kurcze!” – pomyślała Lisanna
- Makarov został postrzelony i jest teraz w szpitalu ! – powiedziała drugiej osoby – Tak, ale nie wiem co się stało ! – na chwilę umilkła – Nic nie wiadomo w sprawie Heartfilii.
- „Ona… sprzedaje informacje” – pomyślała Lisanna
- Dobrze, będę cię stale informować. – rzekła, po czym się rozłączyła. Uśmiechnięta Lisanna, wyszła z ukrycie ukazując się Levy. Tak w szoku opuściła, swoje notatki, rozsypując je po całej podłodze.
- I co my tu mamy … - Lisanna skrzyżowała ręce na piersi, coraz bliżej podchodząc do Levy
- To nie to … - zaczęła się tłumaczyć.
- … co myślisz ? – dokończyła za nią Lisanna – Od początku jakoś cię nie lubiłam, wydawałaś mi się podejrzenia, a teraz się wydało, ale nie bój się. Szybko cię wyleją. – pomachała jej na pożegnanie, po czym wyszła. Levy opadła na kolana, zasłoniła oczy, dłońmi i zaczęła płakać.
- I co ja teraz zrobię …


            Natsu po raz pierwszy od dłuższego czasu wcisnął gaz do dechy i jechał najprędzej jak tylko mógł.
- Staruszek, musiał się czegoś dowiedzieć! Tak o by nie został postrzelony! – powiedział na głos. Był wściekły i wystraszony. Gdy zapaliło się czerwone światło, ostro wyhamował. Czekając na zmianę światła, cały czas siedział w ciszy. Zaczęła ona go denerwować i włączył radio.
- Wiadomość z ostatniej chwili, Makarov Dreyar został postrzelony. Jak powiedział nam nasz informator, zajmuje się nim doktor Polyushka, która pracuje w Szpitalu im Jana Pawła II w Magnolii. – tego było za wiele. Natsu uderzył ręką o radio, wyłączając je. Spojrzał na światło, któro po chwili się zmieniło i ruszył z piskiem opon.
- Cholerne hieny ! – rzekł zaciskając zęby. Gdy dojechał do szpitala, zauważył, że do niego próbują się przedostać dziennikarze. Nie zwracając na nich uwagi, przepchnął się obok nich i od razu skierował się do recepcji. Gdy panie, mu powiedział, gdy jest Makarov Dreyar, ten od razu pobiegł.
- Co się stało ?! – krzyknął wchodząc do pokoju.
- Natsu, oni mają Lucy ! – Makarov popatrzył na niego. Był zmęczony i zraniony, ale chciał pomóc chłopakowi. – Nie jestem już młody, ale wy tak. Proszę odbij Lucy.
- Ale, kto ją porwał ?
- Phanton Lord. – odpowiedział krótko, po czym usnął.
- Zabiję ich … i bezpiecznie odprowadzę Lucy. – złożył obietnicę, kiedy wychodził z pokoju i pomimo tego, że Makarov już spał, uśmiechnął się delikatnie.
- Drrrrrr – Natsu usłyszał dźwięk swojego dzwonka.
- Słucham ? – powiedział, kiedy odebrał telefon
- Zgaduję, że mam zaszczyt rozmawiać z Natsu Dragneelem ?  - Natsu nie rozpoznał tego głosu, ale pomimo wszystko, wydawało mu się, że kiedyś go już słyszał.
- Kim jesteś ? – zapytał, zatrzymując się przy windzie
- Wsiądź do numer 3, tam nikogo nie będzie. – Natsu zaczął się rozglądać, ale nie znalazł osoby, która mogłaby rozmawiać z nim
- Skąd wiesz, gdzie jestem ? – spróbował zapytać, nawet nie oczekując, że ta osoba mu odpowie.
- A nie chcesz wiedzieć kim jestem ?
- Ja tu zadaje pytanie i dostaje je także w zamian ?
- Dobre. Ale nie chcę się sprzeczać… Nie ma teraz na to czasu. Mam na imię Dareg Froze. Obecnie jestem zarządcą majątku Heartfilia, więc jak się domyślasz jestem kuzynem Lucy.
- Zgaduję, że już słyszałeś, że ją porwali.
- Oczywiście, ale nie chcę robić za dużego szumu. Rozumiesz, firma by na tym ucierpiała. Oczywiście, jeśli coś się stanie Lucy, to wmieszam to nawet całe wojsko !
- A mogę się dowiedzieć, czego ode mnie oczekujesz? – Natsu nie miał czasu na bawienie się w kotka i myszkę. Wychodząc właśnie z windy, spojrzał na mężczyznę, o czarnych włosach, który stał z telefonem w ręku, patrząc na niego.
- Właśnie tego … pojedziesz ze mną odbić Lucy. – po czym rozłączył się i podszedł do niego – Tak, więc miło cię poznać… - wyciągnął do niego rękę.
- I nawzajem. – oddał uścisk. – A, więc co we dwóch możemy zrobić przeciw całemu komisariatowi Phantom Lord?
- O nie. – pokręcił głową – Umówiłem się już z Grayem i Erzą, który byli tu pięć minut temu. Mamy do nich dołączyć za chwilę.
- Zamiar prowadzić firmę, powinieneś być strategiem wojskowym. – powiedział do niego, kiedy oboje zaczęli wychodzić ze szpitala
- Zdziwiłbyś się, gdybyś zobaczył, jaką wojną, jest prowadzenie firmy. Jedna zła decyzja i skazuje tysiące ludzi na bezrobocie. – westchnął, po czym spojrzał na Natsu – Myślisz, że proste jest prowadzenie firmy ?
- Nie wiem …
- To zapytam inaczej, co byś zrobił, gdyby nagle miałbyś poprowadzić firmę ? – wsiedli do samochodu
- Szczerze, źle znoszę pojazdy, więc może… - kuzyn podał mu szklankę wody i tabletkę.
- Wiem. – powiedział uśmiechnięty. Natsu połknął ją, gdy samochód ruszył. – A co do pytania ?
- Taka sytuacja, raczej się nie zdarzy, więc nie musisz się martwić !
- A ja uważam, że taka sytuacja jest bardzo prawdopodobna … Rozumiesz? – cały czas się uśmiechał.
- Szczerze, to nie … - po chwili wpadł mu pewien pomysł do głowy, ale zignorował go, bo wydawał mu się niedorzeczny.
- To teraz jedziemy, odbić Lucy!
- Mam nadzieję, że nic jej nie jest…
- I masz rację, to twarda sztuka, a szczególnie przy porwaniach. – w tej chwili Dareg opuścił głowę – Ona tak często była porywana, że teraz one dla niej nic nie znaczą.


Ciąg dalszy nastąpi


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)



środa, 22 stycznia 2014

Gdy nastał poranek, krocząc przez parking, Jellal, co chwilę spoglądał w stronę mieszkania Erzy. Pragnął jeszcze raz ujrzeć jej twarz, zanim znajdzie się w więzieniu, jednak nie było mu to dane. Przerażona i osamotniała, siedziała cały czas skulona przed drzwiami, płacząc i krzycząc.
- Co się tak obijasz ?! – krzyknął jeden z policjantów.
- Może go trochę … - drugi policjant chciał coś powiedzieć, ale nagle drogę zajechała im czarna limuzyna. Przerażeni strażnicy prawa, chwycili za broń, jednak za wolno. Przerażającym tempie, szyba pojazdu otworzyła się i raz padły strzały zabijające policjantów.
- Brać go! – Jellal usłyszał polecenie, próbował uciekać, ale było dla niego za późno. Zanim się zorientował dwóch mężczyzn chwyciło go i zaciągnęło do wozu.
- Witam w moich skromnych progach. – odezwał się mężczyzna, skrywający swoje oblicze w cieniu. Samochód ruszył razem z Jellalem w środku.
- Zabijecie mnie ? – zapytał się z niepokojem
- O nie, nie. – zaprzeczył porywacz – Po prostu mam dla ciebie, TYLKO ciebie zadanie. Rozumiesz o co chodzi ?
- Jeśli chodzi o zabijanie, to od razu możecie wyrzucić moje ciało do rzeki – rzekł stanowczo mężczyzna
- Ach … - westchnęła tajemnicza postać. – Dalej się nie rozumiemy … Pamiętasz sprawę sprzed siedmiu lat ? – Jellal wzdrygnął. Pamiętał każdy szczegół tamtych lat, każde ciało upadające u jego stóp, wzrok tej kobiety … wszystko. – Po twojej minie mogę domyśleć, że zachowałeś wspomnienia.
- O CO CI DO CHOLERY CHODZI ?! – nie wytrzymał. Emocje, które dusił w sobie przez tyle lat, nagle po prostu opuściły jego ciało przez tyle lat poniżany, bity, torturowany, a wszystko tylko po to by mógł odpokutować JEGO grzechy.
- Pomogę ci … Poproszę cię tylko o jedną rzecz. – wyciągnął teczkę, a z niej plik dokumentów, które wyłożył przed zbiegiem. Jellal podniósł je, obejrzał dokładnie każdy z nich, a potem opuścił ręce, wysypując je wszystkie na ziemię.
- Czy … to są jakieś żarty ? – zapytał mając łzy w oczach.
- Nie, dlatego chroń ją !
- Dlaczego ja ? – zapytał będąc nie do końca pewnym swojego zadania.
- Uważam, że tobie można ufać i tylko tyle. Wiesz, ONA też jest w to zamieszania. 
- Dobrze ! – odpowiedział prędko – Ale mam dwa warunki.
- Słucham.
- Powiesz mi więcej niż jest tutaj zapisane, o Acnologii i zapewnisz jej bezpieczeństwo. – stanowczym głosem, Jellal wypowiedział swoje warunki umowy.
- Proszę bardzo, tylko się nie przeraź… - Jellal ukradkiem ujrzał uśmiech na twarzy porywacza – Ta wiedza jest tak przerażająca, że gdy poznasz prawdę, zapragniesz o wszystkim zapomnieć.
- To nic…
- A więc … - podał rękę w stronę Jellala – Umowa stoi?
- Stoi ! – niebieskowłosy wyciągnął rękę w jego kierunku i złączył dłonie w uścisku. – A jak mam cię nazywać ?
- Po prostu … Zeref…



- ALE DLACZEGO?! – na cały komisariat było słychać krzyk dziewczyny, która od godziny kłóciła się z Komisarzem Głównym.
- Dziecko, posłuchaj, ty nie dasz rady ! – próbował jej wytłumaczyć, ale miał wrażenie, że rozmawia z osobą bardziej upartą niż osioł.
- DAM! To jest sprawa o zabójstwo mojego ojca ! – krzyczała, płakała na zmianę, albo równocześnie.
- Proszę cię, odsuwam cię od sprawy. Idź odpocznij … Proszę, Lucy … - Makarov Dreyar wiedział, jak się czuje ta dziewczyna i właśnie dlatego musiał ją odsunąć od sprawy zabójstwa jej ojca. Gdyby przy niej była … nie przeżyłaby tego.
- Rozumiem. – powiedziała cicho, po czym wyszła. Natsu odprowadzał ją wzrokiem, ale nie podszedł do niej. Od momentu, kiedy zemdlała w jego mieszkaniu, nie odzywali się do siebie.
- Ej, Natsu, co z nią ? – zapytał się Gray
- Baka ! A ty myślisz, że jak się będzie zachowywać ? W tej chwili jest w tej sytuacji, co my kilka lat temu ! – nie wytrzymał i chwycił przyjaciela, za koszulę.
- Rozumiem, tylko … oj puść mnie ! – Natsu uświadomił sobie, co robi. Przeprosił go i zaraz usiadł załamany na krześle.
- Cholera, pierwsze zabójstwo Juda Heartfilia, a zaraz potem ucieczka Jellala. To za dużo … - powiedział załamanym głosem
- Wiem, ale nic nam nie dadzą kłótnie … - było to dobre podsumowanie całej sytuacji, ale wszyscy byli świadomi tego, że obecne sprawy nie są zwyczajne i należy się ich bać. 
- Nic nie mamy, nic nie znajdziemy … - Natsu zaczynając mówić, równocześnie rozmyślał nad Lucy. Nagle wpadł na pomysł, jednak bał się, że nie spodoba się on nikomu.  – Gray ?
- Tak ? – odpowiedział słodko
- Przestań się wydurniać ! – skarcił go Natsu – Powiedz mi jeszcze raz, jak doszło do zabójstwa ?
- Nie wiadomo do końca czy to morderstwo czy samobójstwo, ale … Ciało odnalazł strażnik, który wszedł do celi, nawet nie wiadomo dlaczego to zrobił. Tłumaczył się, że chciał coś sprawdzić. W środku znalazł on ciało, które leżało po środku celi. Cała twarz „ofiary” została wypalona jakimś kwasem, Levy by podała nazwę, ale ja nie jestem w stanie nawet jej przeczytać. Zawołał dyżurnego, zadzwonili na policję i jak to zawsze ktoś powiadomił media.  Chcesz  znać wyniki autopsji?
- Powiedz coś o dociskach palców …
- Podczas ostatniej rozprawy wypalił on sobie palce w więzieniu…
- A co z kartą dentystyczną ? – Gray coraz bardziej podejrzewał o co chodziło przyjacielowi
- Kwas wypalił też większość zębów, więc nie można postawić dokładnej diagnozy. Rozumiem o co ci chodzi, ale jednak rzecz się nie zgadza. – rzekł zawiedzony
- Co takiego?
- Krew. – odpowiedział krótko – Pobraliśmy próbkę i porównaliśmy z poprzedniej rozprawy. Zgadza się w 100%.
- I właśnie o to chodzi … - powiedział do siebie Natsu
- Możesz jaśnie panie, wyjaśnić o co ci chodzi ? Bo jak na razie mam wrażenie, że cierpisz, na zespół … jakiegoś tam palanta, gadając do siebie.
- Chodzi o to, że krew, którą pobraliśmy ostatnio mogła zostać już wcześniej spreparowana. Teraz porównując te dwie obie, musiały być one zgodne …
- STOP ! – nakazał Gray – Nic nie rozumiem, więc powoli.
- Moje teoria ! – podszedł do tablicy i zaczął nakreślać, potrzebne fakty. – Jude Heartfilia żyje. Ostatnio to nie my pobieraliśmy krew, tylko ktoś obcy, dlatego już wtedy próbka została spreparowana, a teraz mamy podstawy by sądzić, że on nie żyje tylko krwi. Nie ma palców, nie ma zębów ?
- Czyli zakładasz, że to wszystko to był jakiś spisek i wszystko zostało przygotowane wcześniej, żeby jakiś zwykły bogacz mógł sobie odfrunąć z więzienia ? – popatrzył na niego, tak jakby widział szaleńca
- Zapominasz o jednej rzeczy, Jude Heartfilia należał do Acnologii.
- Tak jasne, chodził sobie, na orgijki, a teraz my zamiast zamknąć tą cholerną sprawę, będziemy szukać człowieka, który nie żyje ! O to ci chodzi  ? – Natsu odwrócił się i spojrzał na niego
- Ty durniu, a jak się okaże, że to nie Jude Heartfilia, to co wtedy ? Jeśli kogoś jeszcze zabije ? Zapominasz, że to bogacz, jeśli wszystko wcześniej miał ukartowane, to teraz wygodnie sobie gdzieś siedzi i śmieje się nam w twarz.
- A dlaczego wielmożny bogacz miałby to wszystko wcześniej zaplanować ?
- Nie wiem, ale istnieje taka możliwość, że był nie tylko członkiem orgii, ale także ważną osobą w mafii. – wytłumaczył Natsu, ale spoglądając na Graya, wiedział, że ten mu nie uwierzy, póki nie zdobędzie dowodów.
- Baka … - powiedział Gray, po czym podszedł do Natsu i szepnął mu na ucho – Lepiej siedź cicho, bo i ciebie sprzątnął i nie tylko ciebie, ale i cały komisariat. Jude Heatfilia nie żyje i na tym kończy się nasza bajka…
- A, więc teraz cały komisariat robi w gacie, bo ktoś mu zagroził… Tchórze … - rzekł Natsu, który już kierował się w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – zapytała się Lisanna, która właśnie przybyła do pracy
- Szukać dowodów … - odpowiedział szybko.

            Lucy szła rozgoryczona i cała roztrzęsiona w stronę budynku, którego właścicielem był jej kuzyn. Gdy wchodziła do środka, ludzie patrzyli na nią z ukradka, jakby bali się napotkać na jej wzrok. Poczuła się w tym momencie, tak jakby ktoś ją spoliczkował.
- KUZYNIE! –krzyknęła wchodząc do gabinetu właściciela koncesji Heartfilia.
- Wiem co chcesz powiedzieć. Ten bydlak nie żyje, ale ty chcesz wiedzieć, kto go zabił … Mylę się ?
- To też, ale … ludzie… patrzą na mnie tym wzrokiem, jakbym to ja była czemuś winna. – podeszła do niego, po czym rzuciła się w jego kierunku, mocno chwytając go za szyję.
- Oj ty mała Besko, masz już 21 lat, a zachowujesz się jak beksa … - pomimo tych słów, oddał uścisk.
- Błagam powiedz mi … Kim jest mój ojciec ? Jeśli się nie dowiem, będę cały czas traktowała tamtego człowieka, jak mojego rodzica … - łzy spływały jej po zaróżowionych policzkach, w jej sercu cały czas odbijało się echo rozpaczy i bólu. Pragnęła tak bardzo odpowiedzi, a z każdym dniem dostawała coraz więcej pytań.
- Lucy, twój biologiczny ojciec, jest jeszcze większym bydlakiem. – wstała zaskoczona taką odpowiedzią kuzyna
- Nie … nie rozumiem. – kręciła głową, pragnąć, by to był tylko zły koszmar.
-  Layla mi powiedziała, kim on jest, ale gdybyś go poznała, nic by z tego dobrego nie wyszło. Byłabyś jeszcze bardziej zraniona. – Lucy opadła na kolana, nic nie mówiła, tylko patrzyła się w jakiś punkt.
- A więc to tak … Rozumiem, wiesz ciekawe, czy kiedyś będę miała prawdziwą rodzinę ? – kuzyn patrzył na nią ze spokojem w oczach. Dziewczyna otarła oczy, wzięła z podłogi torebkę i w ciszy zaczęła wychodzić. Gdy tylko otworzyła drzwi, jakiś mężczyzna zagrodził jej drogę.
- Ojej, przepraszam – odpowiedziała szybko.
- Dziesięć lat czy dwadzieścia jeden, bez różnicy ty dalej wielka Lucy – płaczuszi…. – gdy usłyszała to przezwisko, drgnęła.
- Tylko jedna żmija na świecie, mnie tak nazywała … Loki. – odpowiedziała ostro
- Cześć ! Hejka Dareg Froze ! – krzyknął machając do kuzyna Lucy.
- Masz na imię Dareg ? – zapytała zaskoczona Lucy
- Tak, no niby czemu się dziwię, zawsze na mnie mówiłaś „kuzynie” – zaśmiał się pod nosem
- Ale ty głupia … - skomentował Loki
- Przedtem bardzo rzadko się z nim spotykałam i jakoś nigdy nie pytałam o imię i nazwisko! – rzekła zawstydzona dziewczyna
  –Nie ważne – ich kłótnię przerwał kuzyn -  Możesz mnie nazywać jak ch…
- To nie jest teraz ważne ! Co robi tutaj ten popierniczony, chory psychicznie, niemożliwy do zniesienia dzieciuch ?!
- Lucy minęło tyle lat, a ty nadal mnie nienawidzisz ? – zapytał się słodko Loki
- I ty jesteś zaskoczony ? Ojciec chciał mnie wydać za mąż, za ciebie bałwanie ! – odpowiedziała ostro – Mam nadzieję, że teraz ty nie chcesz „małżeństwa, które połączy dwie największe korporacje na świecie i zapewni jeszcze lepsze dochody i transakcje na świecie ”? – zwróciła się do kuzyna
- Pięknie zapamiętałaś słowa ojca  - Loki wtrącił się spoglądając na Lucy.
- Zamknij się ! No ? – spojrzała wzrokiem diabła na kuzyna
- To nie o to chodzi. Nie chcę cię zmuszać do małżeństwa, ale od wielu lat, nie miałaś kontaktu  z mężczyznami i boję się, że nie znajdziesz sobie męża. – odpowiedział Dareg (jak już znamy imię kuzyna, mogę z niego korzystać, a wy myśleliście, że to ktoś ważny ;) )
- Normalny członek rodziny chroniłby kuzynki przed napalonymi, niewyżytymi, tylko wykorzystującymi kobiety, mężczyznami ! – Lucy była bardziej wściekła, niż teściowa na zięcia, przy czym cały czas wskazywała palcem na Lokiego
- I, że niby ten opis pasuje mnie ? – zapytał niepewnie chłopak
- Jeszcze tego nie zauważyłeś ? Ja nie wytrzymam, idę sobie stąd !
- Czekaj Lucy – powiedział ostro kuzyn
- No co ? – zapytała się, wzdychając
- Loki, wyjdź, proszę na chwilę. – chłopak posłusznie wyszedł z gabinetu, zostawiając Lucy i Kuzyna samych. Przy okazji tylko stanął przy drzwiach cały czas nasłuchując. – Posłuchaj, wiem, że ci nie układa z Lokim, ale może jak go poznasz, to go pokochasz ? Pamiętaj kto się czubi ten się lubi.
- To niemożliwe ! – odpowiedziała stanowczo
- Ach … - westchnął kuzyn – Posłuchaj, jest pewien problem … Ojciec Lokiego i twój ojciec … pobrali was, czyli w skrócie już jesteście małżeństwem.
- ŻE CO DO CHOLERY ?! –krzyknęła na cały budynek, po czym upadła na kolana – Ale…
- Czekaj ! – przerwał jej kuzyn – Właśnie dlatego przyjechał Loki, jeśli odkryjesz, że go nie chcesz, po prostu unieważnimy małżeństwo, jeśli jednak go pokochasz, wszystko będzie ok.
- I to mi robisz?
- Daję ci szansę na normalne życie – odpowiedział spokojnie
- NORMALNE ŻYCIE TO BYM MOGŁA MIEĆ Z NATSU! – po czym zamknęła usta
- Natsu Dragoneel ? Ten policjant ? Co cię z nim łączy ? – te pytania zaniepokoiły Lucy
- Niestety nic … - odpowiedziała zawiedzionym głosem
- Zabawne … Lucy … jeden rok … przez jeden rok pozostań żoną Lokiego, nie musicie mieszkać razem, ale spędzajcie ze sobą czas i takie tam. Jeśli po tym okresie, odkryjesz, że to nie to od razu unieważniamy.
- A jak wcześniej się zdecyduje?  - spróbowała się dopytać
- Czasami decyzje podejmowane zbyt pochopnie nie przynoszą zbyt dobrych skutków, a ja to wiem najlepiej …
- I tak, nie zmienisz decyzji, więc się zgadzam, ale … możesz już szykować papiery rozwodowe … - odpowiedziała pustym głosem, po czym wyszła. – „CHOLERA! Dlaczego, wszyscy chcą za mnie decydować, nawet nie mogę już sobie męża wybrać ! ” – cały czas zastanawiała się. Był to jej błąd. Nagle poczuła, jak ktoś ją chwyta za ręce i przyciąga do ściany. Próbowała walczyć, jednak do jej twarzy, została przystawiona chusteczka nasączona jakimś specyfikiem i po chwili Lucy opadła nieprzytomnie na ziemię…


- Budzi się ! -  usłyszała głos, chciała złapać się za głowę, ale poczuła, że coś jej nie umożliwia.
- Kim ty jesteś ? – zapytała jeszcze sennym głosem
- Mam na imię Juvia Loxar. – odpowiedziała dziewczyna
- Ej, ty Juvia, siedź cicho, ta mała nie musi nic wiedzieć ! – usłyszała głęboki głos mężczyzny. Powoli zaczęła otwierać oczy, by zobaczyć, gdzie się znajduje.  Gdy odzyskała widzenie, ujrzała, że obok niej stoi wysoki, groźny mężczyzna, oblepiony kolczykami, po całym ciele.
- Gejeel, nie traktuj tak ostro naszego gościa … - do pokoju wszedł starszy mężczyzna, wyglądający jak klaun z cyrku.
- Gościa, zazwyczaj osoby w takiej sytuacji są nazywane więźniami – odpowiedziała Lucy
- Oj, nie, nie. Panno Heartfilio, my tu tylko przyprowadziliśmy pannę, by porozmawiać.
- Teraz chyba już pani … - powiedziała cicho, tak by nikt jej nie usłyszał – Mogę się dowiedzieć, gdzie jestem i kim jesteście ? – zapytała głośniej.

- Oj, gdzie moje maniery. – i zaczął się przed nią kłaniać, w ramach przeprosin.

- „Na serio to jakiś klaun” – pomyślała dziewczyna
- Ta piękna dama, to Juvia Loxar, znana też jako Zabójcza Trucicielka. Właśnie jej specyfikiem cię potraktowano, by cię tu eh sprowadzić. Ten mężczyzna to Gejeel Redfox, jego przydomek to Żelazny Smok.
- Jejku, naprawdę jestem w cyrku – powiedziała na głos
- Ahhh – starszy mężczyzna zaczął zagryzać zęby i powoli się uspokajać – A jestem Komisarz Główny komisariatu Phantom Lord,  Jose Porla   zwany jako …
- Cyrkowy Klaun Portek ? –zapytała Lucy. Zgięła się w pół, mocne uderzenie Gajeela, które nastąpiło z zaskoczenia, spowodowało niesamowity ból w brzuchu. Dziewczyna zakasłała, po czym wypluła na ziemię krew.
- Gejeel, to nasz gość, więc delikatniej.
- Ghi ! Ta paniusia, zasłużyła … - odpowiedział niewinnie.

- A więc witamy na zaraz Najlepszym Komisariacie w Fiore !!!!  - powiedział, wyciągając ręce ku niebiosom …




PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)






poniedziałek, 20 stycznia 2014

WIELKIE SORRY, ALE DOPIERO OD PÓŁ GODZINY MAM PRĄD I NIESTETY DZISIAJ RACZEJ NIE UDA MI SIĘ WSTAWIĆ ROZDZIAŁU NA DRUGIM BLOGU :(
            JAK JUŻ WCZEŚNIEJ ZAPOWIADAŁAM JEST TO OPOWIADANIE Z WULGARYZMAMI, EROTYCZNE, KRWAWE. CZYLI NIE JEST ONO DLA DZIECI. RAZ TO POWIEDZIAŁAM I WIĘCEJ NIE BĘDĘ POWTARZAĆ, A I TAK WIEM, ŻE WSZYSCY PRZECZYTAJĄ, ALE NIECH KTOŚ MI POTEM NIE MÓWI, ŻE NIE DAŁAM OSTRZEŻENIA.
NO TO MIŁEGO CZYTANIA I ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA J

środa, 15 stycznia 2014


Oboje w ciszy patrzyli jak policjanci montują urządzenia namierzające w mieszkaniu Erzy. Dziewczyna  była świadoma, że jest to zabezpieczenie przed ewentualną ucieczką Jellala, ale i tak uważała, że cała ta zabawa kablami, monitorami, wygląda jak zabawa dla dzieci, a nie profesjonalna robota. Jednak kiedy spojrzała na swojego przyjaciela, który był tak bardzo szczęśliwy, że nie mógł zdjąć uśmiechu ze swojej twarzy,
- Gotowe ! – rzekł jeden z policjantów – Jeśli więzień zechce ucieknąć, alarm natychmiast nas o tym powiadomi i niestety kara więźnia 1477, zwiększy się dwukrotnie.
- Dlatego prosimy zachować ostrożność ! – powiedział drugi policjant, dziwnie spoglądając na Jellala, Erza miała wrażenie, że drugi policjant nie ma dobrych zamiarów wobec mężczyzny, a nawet chce żeby jego kara się wydłużyła.
- Dobrze będziemy uważać – odpowiedziała wreszcie dziewczyna
- Dobranoc, przyjdziemy po więźnia o godzinie 6:30, prosimy być już wtedy przygotowanym do wyjścia. – wytłumaczyć pierwszy policjant, po czym oboje wyszli z mieszkania zostawiając Erzę i Jellala samych.
- Nareszcie wyszli! – odetchnęła z ulgą dziewczyna – Zaraz odgrzeję jedzenie! – powiedziała, szybko odchodząc w stronę kuchni. Była lekko zdezorientowana i oszołomiona. Nie wiedziała czemu, ale wstydzi się bycia sam na sam z przyjacielem.
- Czy coś ci pomóc ? – zapytał się Jellal ?
- Tak !  Możesz … - zaczęła się rozglądać wokół siebie próbując znaleźć jakieś zajęcie mężczyźnie - … włączyć budzik na 5:30, żebyśmy pamiętali… - powiedziała, po czym odwróciła głowę – „A dlaczego mielibyśmy zapomnieć?” 
- Już ! – krzyknął Jellal z pokoju.
- Ok. – odpowiedziała mu dziewczyna, po czym zabrała się do przygotowywania posiłków. Gdy skończyła wszystkie prace w kuchni, przeniosła się do dużego pokoju, gdzie zastała Jellala, patrzącego w osłupieniu na ozdobioną choinkę.
- Piękna … - rzekł sam do siebie
- Zwykła choinka – odparła Erza ze wzruszeniem ramion. Jednak patrząc na zafascynowanego przyjaciela, poczuła się źle. Uznała, że dla niego to nie jest zwyczajna rzecz
- W więzieniu nie ma czegoś takiego jak choinka… - odpowiedział wreszcie, ale to nie pomogło odzyskać Erzie spokoju.
- To może siądźmy do stołu ? – zaproponowała wskazując na przygotowany, do posiłku stół.
- Może być. – rzekł mężczyzna, idąc we wskazanym kierunku. Po chwili Erza poszła w kierunku kuchni by przynieść gotowy posiłek. Oboje w ciszy zjedli to co przygotowała dziewczyna. Gdy Jellal skończył jeść, niespodziewanie wstał i zaczął iść kierunku Erzy. Gdy stanął przed nią, dziewczyna zarumieniła się.
- Dziękuję za posiłek! – powiedział z uśmiechniętą miną.
- Nie ma … - próbowała powiedzieć, ale przy wstawaniu, nieszczęście sprawiło, że podwinął jej się dywan pod nogami i poleciała jak długa prosto w ramiona „przyjaciela”.
- Aauu – powiedzieli równocześnie.
- Jaaaajjaa prrrepraszaaamm. – próbowała wyburczeć dziewczyna. Podnosząc się poczuła, że siedzi prosto na kroczu mężczyzny.
- Baka … - powiedział słodkim i delikatnym głosem.  Podniósł swoją prawą dłoń i zanurzył ją w szkarłatnych włosach dziewczyny.
- Co ty…? – cała czerwona Erza chciała wstać, ale Jellal powstrzymał  ręką, po czym przerzucił ją w taki sposób, że to on był tym razem nad nią.
- Kocham cię ! – powiedział szybko. Erza spojrzała mu prosto w oczy. Teraz już delikatne rumieńce oplotły jej policzki. Wpatrywali się w siebie przez chwilę, ale czy to nie wystarczyło, by Erza mogła dokładnie zastanowić się nad uczuciami jakimi darzyła tego mężczyznę?
- Kocham cię … - wyszeptała, ale były to słowa wystarczająco głośne by Jellal mógł je usłyszeć. Oboje uśmiechnęli się do siebie, po czym Jellal chwycił w swoje dłonie twarz dziewczyny, chwilę potem całując jej usta. Na początku były to tylko delikatne, aczkolwiek przyjemne muśnięcia ust. Jednak wraz z chwilą, stawały się one coraz bardziej namiętne i dzikie, aż przerodziły się w erotyczne pocałunki. Ich usta wirowały wokół siebie, a ręce wędrowały po całym ciele kochanków. Nagle Jellal oderwał się od Erzy, ale tylko po to by wstać i wziąć ją w swoje ramiona. Dziewczyna oplotła ramiona wokół jego szyi, delikatnie go całując w usta. Gdy tylko znaleźli się w sypialni, mężczyzna położył ją na łóżku, po czym zabrał się za dalsze całowanie dziewczyny. Jego prawa ręka wędrowała przez całą długość uda, w tą i z powrotem. Erza by ułatwić mu zadanie  oplotła swoje nogi wokół jego bioder, a jej ręce zaczęły wędrować po całym torsie mężczyzny. Zanim się spostrzegła rzuciła koszulę „przyjaciela”, pozostawiając go w samych spodniach. Jellal postanowił wziąć odwet i zaraz rozpiął zamek sukienki Erzy. Objął ją plecy, po czym pociągnął w swoim kierunku. Korzystając z pozycji, zdjął z niej odzienie, po czym zrzucił je na ziemię, pozostawiając ją w samej bieliźnie. Po skończonej czynności rzucił ją z powrotem na łóżko, wędrując swoją ręką, od ud po same piersi. Widok półnagiej dziewczyny wprawiał go w tak niesamowite podniecenie, że zapomniał o całym świecie. Oderwał się od jej ust po czym zaczął ją całować po barku, ramionach i tak dalej, schodząc do coraz niższych partii ciała. Nawet się nie zorientował kiedy zdjął jej całą bieliznę, pozostawiając ją nagą. Spojrzał na nią delikatnym wzrokiem, po czym …


- Nie przerywaj ! – krzyknęła dziewczyna, po czym rzuciła nim. Niespodziewanie mężczyzna znalazł się pod nią, pozostawiony na jej łaskę. Usiadła na jego biodrach, zarzuciła włosami do tyłu, powodując drżenie piersi. Pod sobą poczuła, jak coraz bardziej naprężą się członek jej ukochanego. Nawet nie czekała długo, tylko szybkim ruchem ręki zdjęła z niego całą odzież. Zaczęła coraz niżej schodzić. Gdy dotarła do jego członka, chwyciła go w swoje usta delikatnie go pieszcząc. Jellal, pomimo pierwszej myśli sprzeciwu, nic nie zrobił. Poczuł niesamowitą falę przyjemności, która spowodowała zanik wszystkich myśli jakie go dręczyły. Gdy tylko Erza skończyła, podniosła się. Jellal przyciągnął ją do siebie, namiętnie całując jej usta. Erza uniosła biodra, po czym usiadła prosto na członku chłopaka, wkładając go delikatnie do swojej pochwy. Krzyknęła, gdy dotarła do błony dziewiczej. Jellal chwycił ją i mocno przytulił, po czym owinął swe dłonie wokół jej bioder, pomagając w wykonywanej czynności. Oboje po chwili jęczeli, czując niezwykłe fale przyjemności i rozkoszy. Jellal, chwycił Erzę, przewracając ją na początkową pozycję, po czym poruszając biodrami, poruszał swoim członkiem w ciele kobiety. Erza złapała go za plecy, delikatnie drapiąc go paznokciami. Gdy doszli do momentu ekstazy, Erza wbiła paznokcie w jego plecy, tworząc niewielkie ranki. Jellal opadł obok niej, po czym oboje zdyszani, pocałowali się i zasnęli.
Pipipipi – usłyszeli głos budzika. Erza szybko go wyłączyła, przetarła oczy, a później krzyknęła na całe mieszkanie.
- Co się stało ?! – zerwał się przestraszony Jellal. Zaczął się rozglądać się wokół siebie, jednak kiedy zobaczył siedzącą obok łóżka nagą dziewczynę, zrozumiał o co jej chodzi.
- Dobrze, że kazałaś nastawić mi budzik. 0rzekł uśmiechnięty chłopak.
- Czy my …? – próbowała się o coś zapytać, ale nie była w stanie dokończyć zdania.
- Jeśli chodzi ci o to, że uprawialiśmy seks, to tak. – powiedział obojętnym głosem. Po chwili zszedł z łóżka, podchodząc do dziewczyny. Kucnął przed nią, popatrzył prosto w jej oczy i namiętnie pocałował.  – Chodźmy się wykąpać. Przecież nie chcesz by policjanci znaleźli nas w takim … stanie. – rzekł, po czym podał swoją dłoń. Chwyciła ją. Jellal pociągnął ją i zaraz Erza znalazła się znowu w jego ramionach. Zaczął ją nieść w stronę łazienki, odkręcił kran w wannie i cały czas całując czekali aż wanna napełni się wodą.
- „Była zawsze taka ostra, a teraz wygląda tak niewinnie, szkoda, że nigdy nie będziemy razem …” – pomyślał Jellal
- „To nasza ostatnia nic, możliwe, że więcej nie będzie takich. Może przedłużą mu odsiadkę, może coś się stać innego, a … ja go kocham  ” – pomyślała Erza.
            Oboje weszli do wanny, wykąpali się, przebrali i jak gdyby nigdy nic, czekali na przyjście policjantów. Gdy tylko się zjawili skuli Jellala, odłączyli wszystkie urządzenia i zaczęli wychodzić.
- Dziękuję Erzo, oby do zobaczenia ! – rzekł mężczyzna zanim policjanci zamknęli drzwi. Dziewczyna nawet słowem się nie odezwała, ale gdy tylko drzwi się zatrzasnęły, upadła na podłogę i zaczęła płakać. Tak bardzo płakała, nawet bardziej niż sądziła….


            Gdy policjanci prowadzili mężczyznę do radiowozu, popychali go i cały czas szturchali.
- I co wracamy do kicia ! – powiedział jeden z nich
- Będzie zabawa ! – rzekł drugi, jedna Jellal nie odezwał się nawet słowem. Nagle drogę zajechał im czarny wóz  z przyciemnionymi szybami, które powoli zaczęły się otwierać. Cała trójka patrzyła się w osłupieniu, jednak zareagowali gdy ujrzeli broń wyłaniającą się z szpary. Policjanci szybko chwycili pistolety, ale zanim się spostrzegli już zostali unieszkodliwieni.
- Porywamy go, nigdy więcej go nie zobaczycie. – usłyszeli głos z samochodu, nagle dwóch mężczyzn pochwyciło Jellala i wniosło go do samochodu.
- O co chodzi? – zapytał się spokojnie
- Pracuj dla mnie, a dam ci to, czego najbardziej pragniesz. I jak ? – zapytał się mężczyzna, którego nie mógł dojrzeć Jellal, gdyż pokrywał go cień.
- Jeśli oznacza to zabijanie, to nie dziękuję. Moja wolność nie może być uwarunkowana pozbawieniem życia innych. – odpowiedział pewny siebie Jellal
- A kto ci każe zabijać. Broń może służyć do unieszkodliwiania, bez zabijania.
- Na pewno? Przecież uznają mnie za zbiega.
- Załatwię to … Ty tylko dla mnie pracuj… Dla swojego dobra i dla Erzy …
- Dobrze – Jellal wiedział, że odmowa może zaszkodzić jego ukochanej i tak jak byli młodsi, będzie znowu dla niej robił to czego nie chce.  – Mam parę warunków!
- Wiem … - po czym położył przed Jellalem umowę.
- Jak mam cię nazywać?

- Po prostu … Zeref … - po czym odsłonił twarz, której nie spodziewał się zobaczyć Jellal.




PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)





piątek, 10 stycznia 2014


Jeden dzień, jedna chwila może zmienić tak wiele. Życie, które zdawało się być sielanką, przemieniło się w pasmo ciągłego strachu, bólu i cierpienia. Ludzie, którzy powinni być przyjaciółmi okazali się być wrogami.
       Lucy i Natsu oskarżeni o coś, czego nie zrobili, muszą uciekać, tam gdzie nikt ich nie znajdzie. Prosty plan napotyka komplikacje. Groby, które są postawione obok siebie, ręka i ten szalik ... Tylko tyle pozostało z przyjaciół, których tak kochali ...Czy żyją? Kogo spotkają na swojej drodze i czy uda im się znaleźć upragnione szczęście?
Miłość, Zdrada, Poświęcenie, Przyjaźń, Przygoda, Tajemnica … Zapraszam J

http://natsulucy-deathandlovestory.blogspot.com/