piątek, 20 czerwca 2014


            Dareg Froze wygodnie siedział na swoim ukochanym fotelu, wpatrując się cały czas w okno.
- I się zaczęło.- Powiedział na głos. – I mam nadzieję, że w te kilka dni wszystkie sprawy się rozwiążą. – Wstał i podszedł do jednej z szafek. Wyjął ze środka kilka listów i zdjęcie, które było mu tak bliskie i drogie. – Już niedługo. – Palcem przejechał po sylwetce kobiety. – Przepraszam, że tyle to trwało. – Spojrzał na listy. – Chyba nadszedł czas by je wysłać. – Ubrał się w płaszcz i wyszedł.

***

            Natsu dojechał pod budynek, który wynajmowali Sting i Rogue, prowadząc tam swoją działalność. Wysiadł z samochodu, a następnie pognał w stronę wejścia, gdzie spotkał siedzącą za ladą sekretarkę.
- Witam! – powiedziała białowłosa dziewczyna – Czy był pan umówiony?  - Natsu wyjął z płaszcza odznakę i pokazał ją kobiecie. – Widzę, że nie, ale zapraszamy. – Wstała i zaczęła prowadzić policjanta w stronę gabinetu detektywów. Zapukała, a gdy usłyszała odpowiedź weszła. – Ten pan chciał z tobą porozmawiać. To sprawa błyskotliwej wagi.
- Błyskotliwej? – zdziwił się Natsu
- Rozumiem… W takim razie zapraszam. – Rzekł, wskazując na fotel. Natsu podszedł i usiadł wygodnie.  – Przepraszam za te kody, ale używamy tu ich by się nawzajem ostrzegać … A co pana policjanta do nas sprowadza?
- Klucze. – Odpowiedział wprost Natsu, a reakcja Stinga mówiła sama za siebie.
- Czy … - poprawił sobie włosy – Czy bezpiecznie jest o tym rozmawiać? Tutaj?
- Nawet więzienie nie jest dość bezpiecznym miejscem by zapewnić ochronę świadkom. – Odparł obojętnym głosem Natsu.  – A, więc…?
- Cobra był jednym z nas… Hihi. – Zaśmiał się pod nosem Sting – Wiedziałem, że to tego dojdzie. Dorwą nas kiedyś, przecież to Acnologia. A co z tobą?
- Jak to co ze mną? – Natsu nie rozumiał o co mu chodzi
- Czy boisz się śmierci? – Sting wstał i podszedł do okna. – Ja chyba nie, ale kto może wiedzieć, jak się będę czuł zdychając jak pies, w ciemnej ulicy, nie mogąc powiedzieć do człowieka ostatniego słowa… Nie wiem …
- Ja nie mam nic do stracenia. – Odparł policjant. – A czy dostanę to po co przyszedłem? – Wymienili ze sobą wzroki. Na chwilę nastała absolutna cisza. Sting westchnął głęboko i podszedł do telefonu, nacisnął jedynkę i odczekał chwilę.
- Yukino przyprowadź do mojego gabinetu Rogue. – Natsu uspokoił się trochę, ale zagrożenie nadal istniało. – Pani Kolebko … - Natsu nie mógł zapomnieć nazwiska kobiety, która została zamordowana na jego oczach. Przerażenie było wyrysowane na jego twarzy. Podniósł głowę powoli by spojrzeć w spokojne oczy Stinga.
- Skąd znasz to nazwisko? – Natsu miał tylko tą jedną szansę by się dowiedzieć.
- Chyba zbyt dokładnie nie zbadaliście warunków jej śmierci. – Cały czas się głupkowato uśmiechał, drwiąc tym samym z policjanta. Nagle Natsu wstał, podszedł do detektywa, złapał go za marynarkę i rzucił go na biurko.
- Gadaj, co wiesz o jej śmierci! – oczy Natsu były pewne gniewu i nienawiści. Ktoś, kto zetknął się z mordercą wiedział, że w tamtym momencie Dragneelem opanowała żądza mordu.
- Hahaha! – zaśmiał się głośno Sting – Tego chciałem od dawnego, znanego w całym podziemnym świecie Ognistego Salamandra, który swoimi mieczami potrafił zabić niewyobrażalną liczbę ludzi.
- Skąd o tym wiesz? – podniósł go trochę, a następnie z całej siły uderzył jego głową o blat. Krew spłynęła po policzku Stinga.
- Bo tam byłem. – Szepnął cicho chłopak. – Ale nie martw się, nie zamierzam cię zdradzać. – Natsu lekko rozluźnił uścisk.  Sting odepchnął jego rękę, wstał i usiadł na fotelu. Natsu uczynił to samo. – Pani Kolebko jak wiesz uczestniczyła w tych cholernych schadzkach erotycznych i tym samym odkryła, kim jest Acnologia… - Natsu przypomniał sobie całą sprawę z tym związaną. – Wiesz kto ją zabił?
- Były Komisarz Fairy Tail. – Odparł smętnie chłopak.- Ta kobieta nie musiała zginąć.
- Nie musiała zginąć żadna osoba z Dragon Slayerów, żadna dziewczynka… nikt! – Odparł pełen złości Sting – A jednak nie żyją!!!
- Mogę wejść? – w progu drzwi stał Rogue przysłuchujący się całej sytuacji.
- Długo tu stoisz? – zapytał Sting powoli się uspokajając.
- Od waszych igraszek na biurku… - odparł złośliwie – Wiem, że było to związane z Acnologia.
- Tak, ten gościu … - wskazał na Natsu - … chce nasze klucze.
- A kim on jest? – Rogue ze stoickim spokojem spojrzał na Natsu
- Natsu Dragneel, syn Igneela Dragneela.  – Przedstawił się policjant.
- A co chcesz z tymi kluczami zrobić? – przesłuchanie nadal trwało i niestety Natsu na to pytanie nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
- Nie wiem. – Rzekł tylko. Rogue i Sting wymienili się spojrzeniami, a następnie głęboko westchnęli.
- Mamy dosyć tego wszystkiego. Nasi rodzice kazali nam trzymać i pilnować te cholerne klucze, ale… - Sting na chwilę przerwał swój monolog - … coraz bliżej jest ON. Acnologia. Pani Kolebko przypłaciła życiem, niosąc w sobie wiedzę na jego temat. Trochę cię wcześniej okłamałem. – Uśmiechnął się delikatnie. – Mówiłem, że chyba się nie boję śmierci, ale teraz gdy się tak zastanawiam, chyba jednak … troszkę się jej obawiam. A może nie do końca jej, a tego co przed nią może mnie spotkać. Zbyt wiele osób już umarło przez ten dokument. Tylko wciąż się zastanawiam … Dlaczego nikt go nie zniszczył?
- Powody, które przedstawili nam rodzice nie były zbytnio przekonywujące. – Odparł Rogue. – Może ty coś wiesz? – zwrócił się w stronę Natsu
- Dopiero zbieram po trochu prawdę, którą niestety ojciec ukrył przede mną. Jednak teraz, gdy odnalezione zostało jego ciało ja nie mogę siedzieć bezczynnie. – Natsu starał się dokładnie wyjaśnił swoją sytuację.
- Chcesz się zemścić? – zapytał wprost Sting
- Chcę, ale im bliżej jestem prawdy, tym bardziej nie chcę tej zemsty. Po pierwsze nie wiem na kim mam się mścić. Po drugie boje się, że osoba, która może być Acnologią, jest kimś kogo nie chcę zabić… Nie wiem… To wszystko jest strasznie skomplikowane. – Sting wstał i podszedł do jednej z szafek. Wyjął ze środka małe pudełeczko, a z niego dwa klucze.- Ej ty nie miałeś lepszego miejsca by je schować? – Natsu lekko zdziwiła „tajna kryjówka”.
- Lepsze to niż nic. – Odparł Rogue
- Mówi się, że najlepszą kryjówką jest najbardziej oczywiste miejsce. – Natsu nadal patrzył na nich wyłupiastymi oczami – No co? Przecież nikt tego nie ukradł! – Sting podszedł i podaj je Natsu - A teraz wynocha!!!
- Tak i dziękuję. – Ukłonił się lekko, a następnie zaczął wychodzić, jednak nagle zatrzymał się w progu. – A wiecie coś o haśle?
- Nie. – Odpowiedzieli równocześnie.
- No nic! – machną ręką i wyszedł. – Do widzenia. – Powiedział sekretarce będąc już przy wyjściu. Gdy znalazł się za drzwiami nagle ujrzał znajomą twarz znajdującą się po drugiej stronie ulicy…

***

            Lucy zapukała do gabinetu Darega Froze’a, jednak gdy nikt jej nie opowiadał, pociągnęła za klamkę. Okazało się, że drzwi są zamknięte. Poszła w kierunku recepcji by dowiedzieć się, o co chodzi.
- Witam! – oparła się o blat – Gdzie mogę zastać mojego kuzyna? – zapytała otwarcie.
- Niedawno wyszedł, ale powinien za chwilę wrócić. – Wyjaśniła jej recepcjonistka. Lucy usiadła w poczekalni w której przesiedziała kilkanaście minut, gdy nagle jej kuzyn wrócił.
- O! Lucy! – był zdziwiony faktem, że dziewczyna przyszła do niego.
- Tak to ja! – odpowiedziała złośliwie. – Chcę z tobą porozmawiać. – Mina, która w tamtej chwili wyrysowała się na twarzy Darega, jednoznacznie świadczyła o jego niechęci w związku z rozmową.  – Widzę, że aż skaczesz z radości. – Rzekła złośliwie, a następnie skierowała się w stronę jego gabinetu.
- Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Oj Laylo jak ty ją wychowałaś… – Skomentował zachowanie dziewczyny bardzo cicho. Poszedł za nią i zastał ją czekającą przed drzwiami. Szybko wyjął klucze, wpisał hasło i wszedł do środka razem z nią. – No, więc o czym chciałaś porozmawiać? – Dareg od razu przeszedł do konkretów – Może chcesz wiedzieć więcej o ojcu, o Layli, o Dragon Playerach, o Jellalu? Nie wiem co chcesz wiedzieć, ale nie mogę zbyt wiele ci powiedzieć.
- Zamknij się! – krzyknęła na cały głos. - Tym razem role się odwróciły.   Ja jestem tą co będzie gadać, a ty mnie słuchaj.
- Jakiś konkurs? – zażartował. Lucy siadła wygodnie na fotelu.
- Tak. – Odpowiedziała z ironią w ustach. – X762 rok i mamy atak na pewne miasteczko, któro zakończyło Wielką Smoczą Wojnę w X763 roku. Nagle okazuje się, że wielki morderca, a raczej … pomyłka. Dwóch mężczyzn z frontu, jeden Acnologia, który miał jakąś wysoką rangę. Zmusza króla by ten podpisał jakiś głupi papierek i … Dlaczego został podpisany w marcu? Otóż Acnologia od załóżmy stycznia, kiedy skończyła się wojna, zbierał popleczników itd., itd., więc potrzebował czasu. Co dalej? Drugi człowiek! – Dareg z uwagą śledził wypowiedzi dziewczyny. – Jest to krwawy morderca, zbrodniarz wojenny, którego należy zabić. Dlaczego? Podejrzewam, że znał jakiś sekret Acnologii i co? Trzeba się go pozbyć. Legenda istnieje, Acnologia sobie świetnie żyje w mafijnym świecie. Nagle zostają powołani Dragon Slayerzy. Acnologia porywa dzieci, eksperymentują na nich. Po co? Nie wiem, ale Acnologia popełnia dwa błędy. Zostawia dokument w nadziei, że nikt go nie znajdzie. Dwa, pozostawia za mało straży przy dzieciach. I teraz pytanie… Po co matka wyszła za Juda? Czemu nie spaliła dokumentu? I te klucze… Po co one dokładnie są? No, ale idźmy dalej w opowieść. Niektórzy ze smoczków biorą sobie dzieci w tym ojciec Natsu. Ogólnie okazuje się, że moja mama miała brata, czyli Igneela. I teraz… żyją sobie w cholernym spokoju przez czternaście lat, cholerny Acnologia nic nie robi przez czternaście lat… Dlaczego? Może jednak coś robi… Może szuka dokumentu po cichu? Może nie znamy wydarzeń z X770 roku? Może coś się wtedy wydarzyło? A może coś jeszcze mu to uniemożliwia, ale nagle w X777 ktoś zaczyna gwałcić dziewczynki i huraa! Ma pełną swobodę działania … Znajduje i z zimną krwią morduje wszystkich Dragon Slayerów. A moją matkę osobiście zabija Jude, a raczej Jellal, który najprawdopodobniej był sługą Acnologii. Koniec. I znowu siedem lat. Ktoś zakłóca spokój, kogoś trzeba sprzątnąć… tylko dlaczego tak po cichu, ale przecież nie znamy podziemnego świata, a co jeśli osoby z którymi rozmawialiśmy to nie ci, którzy żyli siedem, czternaście, czy dwadzieścia jeden lat temu … Nie mam racji kuzynie? – spojrzała na człowieka, który przed nią siedział. Wiedziała, że jeśli przedstawi swoją wersję wydarzeń on złapie się w jej pułapkę, w walkę gry umysłów.
- A skąd możesz wiedzieć, że osoby, z którymi rozmawiałaś nie były tymi za kogo się podają? – była z siebie zadowolona. To pytanie dobitnie świadczyło o tym, że Dareg rozpoczął z nią grę.
- Ludzie się zmieniają na przestrzeni lat. Nawet te gwałty, były prowadzone siedem lat temu przez innych ludzi. Pan Hamataki.- Na dźwięk tego nazwiska kuzyn Lucy od razu zareagował. – On już dawno nie żyje, a osoba, która została podstawiona, to ktoś inny. Dawniej nie wydawało mi się to dziwne, ale teraz? Na dobrą sprawę nie było zdjęcia tego człowieka, tylko sam głos. Internet? Aż tak wtedy nie był popularny i dostępny. Zdjęcia? Jak łatwo można je obrobić, albo dać nowe, które wyglądają jak stare. I jeszcze jedno było dziwne … Dlaczego zmienił zeznania? Dochodzę do jednego prostego wniosku, to od początku było ustawione.
- A co miało zostać ustawione? -  ciągnął dalej Dareg
- Śmierć Jude. To on przejął Acnologię po swoim bracie, a moim ojcu.
- A czemu miałby to robić? – po jego pytaniach nie można było orzec czy próbuje naprowadzić Lucy czy jej przeszkodzić. – Przecież już był wtedy w więzieniu.
- Może i wtedy był, ale mnie tam nie było. Wszystko było ustawione. – Lucy nie dawała za wygraną. Siedziała ze spokojem wymalowanym na twarzy. – Zacznę od początku, bo tak naprawdę wszystko zaczęło się już 21 lat temu, gdy moja matka zaszła w ciążę, Jude przygarną mnie. Zgaduję, że czternaście lat temu zabił on swojego brata i zaczął organizować te spotkania, a siedem lat temu wszystko się zaczęło. Te gwałty…. Pomimo tego, że za wszystkim stał Purehito, on to wiedział … mój ojciec. Zaplanował wtedy by gwałcić Virgo. Ale po co mu to było? Czemu tak wcześnie? Jednak to on zostawił to nagranie, bym mogła je zobaczyć. Zabić mnie w rzeczywistości nie chciał. Gdyby sprawa gwałtów nie wyszła na jaw, gdybym nie dowiedziała się, że ojczulek był na tych orgiach, to bym do niego nie poszła i nie potwierdziła, że wtedy jeszcze żył. Pytanie czy to prawda. Więzienie zmienia, a ja mogłam mieć rozmyte oczy i nie widzieć. On nigdy mnie nie nazwał tak zdrobniale … córeczko. 
- Ciekawa teoria, ale jak by się wydostał z więzienia? Jak go nie poznałaś? Jak planował z więzienia? Jak wyliczył czas? Jak to się wszystko mogło zdarzyć?
- Wiem pytań jest wiele, ale jest jedna rzecz, która mnie niepokoi i jest nią Zeref. To on wtedy płakał.
- Kiedy płakał? – Dareg wyraźnie się zdziwił. Lucy wstała, co go jeszcze bardziej zaskoczyło. – Coś się stało?
- Wiem i nic nie wiem. – Podeszła do okna i spojrzała na miasto. – Powinnam z tym skończyć, ale… mam teorie i boję się ich. Chciałabym poznać prawdę, ale pewien kuzyn mi wciąż to uniemożliwia. Ciekawe dlaczego? – Spojrzała na niego złowieszczym wzrokiem.
- Bo prawda jest bolesna. – Lucy otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. – Już niedługo Lucy się to wszystko skończy. Twoja matka… to ona wszystko zaplanowała, więc pozwól dokończyć jej to, co zaczęła jeszcze żyjąc, a potem pozwól duchom odejść w spokoju do wietrzności.
- Pierwszy raz coś takiego słyszę… - nie wiedziała, co ma o tym sądzić. – Jak długo jeszcze mam czekać?
- Niestety to zbyt szybko może się skończyć… A skąd wiesz, że Acnologia miał wysoki stopień?
- Bo ktoś z niskim nie mógłby rozmawiać z królem. – Odpowiedziała szczerze.
- A skąd Zeref zna sekret Acnologii i czemu go nie wyda? – dalej prowadził tę grę.
- Jest tylko jedna odpowiedź, wszystko poszło na jego konto. On został wrobiony, albo brał w czymś udział.
- Ostatnie i wychodzisz… - opuścił głowę do dołu. – Co byś zrobiła, gdybyś nagle musiała wyjechać z kraju, zmienić całe życie?
- Czy to już nie nastąpiło?
- To był dopiero początek. – Dareg uśmiechnął się szeroko, a następnie odwrócił się spoglądając za okno. Lucy powoli zaczęła się kierować w stronę wyjścia. – Lucy? – zatrzymała się w progu – Czy kochasz mnie? – uśmiechnęła się słodko
- Teraz jesteś dla mnie jak ojciec. – Nie kłamała.

***

            Powiedział sekretarce będąc już przy wyjściu. Gdy znalazł się za drzwiami nagle ujrzał znajomą twarz znajdującą się po drugiej stronie ulicy. Niebieskowłosa dziewczyna, która kiedyś pracowała z Natsu szła spokojnym krokiem, niosąc torbę pełną zakupów.
- LEVY! – zawołał w jej stronę chłopak. Od razu go zauważyła, ponieważ po chwili pomachała ręką w jego kierunku. Natsu przeszedł na drugą stronę do niej. – Co tam u ciebie?
- Praca i praca, teraz to chłopaków mało jak jabłek w soku jabłkowym. – Odpowiedziała z żartem – A jak u ciebie? Co tu robiłeś?
- Ach … sprawa … - Natsu starał się coś wymyślić na poczekaniu. – Wiesz ja …
- Twój ojciec? – to pytanie sprawiło, że chłopak nie wiedział co ma powiedzieć.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał się podejrzliwie.
- Dowiedziałam się od Makarova, kiedy pracowałam jeszcze w waszej trupiarni! – znalazła dobre wytłumaczenie. – Przecież nie mogę mu powiedzieć, że od taty … - starała się zachować pozory mało wiedzącej. – Dlaczego dalej się z tym męczysz?
- Bo chce znać prawdę. – Zaczęli iść w stronę parkingu na, którym stał samochodów Natsu.
- Prawda nie zawsze nas zaspokaja.
- Ale czasami warto ją znać. – Levy wiedziała, że jest to fakt. Sama chciałaby wiedzieć, kto zabił jej rodziców. – Wiesz coś na temat kluczy?
- On jest już tak daleko? – zdziwiła się dziewczyna. Z trudem mogła utrzymać emocje na wodzy. – Ja też jestem kluczem, ale chyba nie takim jak wszyscy myślą… - gdyby w tamtym momencie Natsu był w stanie czytać myśli dziewczyny, mógłby odkryć część prawdy. – Niestety nie. – Odpowiedziała spokojnie. – Ale Natsu po co ci one? Prawda, a to co robisz to dwie odrębne sprawy …
- A skąd o tym możesz wiedzieć?! – nerwy mu puściły. – Możliwe, że właśnie nim dotrę do prawdy!
- Czyli on nie wie … - przeraziła się mocno. – A jeśli będą z tego jakieś ofiary?
- Już jedna jest! Cobra nie żyje! – Natsu nagle przystanął. – Oj do cholery Levy! To pociąga za sobą konsekwencje już od dwudziestu jeden lat!
- Wiem, ale …
- Ty nic nie wiesz! – nagle poczuł uderzenie w policzek.
- TO SAMO POWIEDZIAŁEŚ LUCY?! – jego reakcja świadczyła o tym, że uczynił to - TY DEBILU!!!! – wrzasnęła na całą ulicę. – NIC DZIWNEGO, ŻE TYLKO LISANNA CIĘ CHCE! Jesteś snobistycznym, egoistycznym dupkiem, który potrafi tylko pastwić się nad swoim losem i nie martwić się o innych!!! Wiesz do cholery, jak się teraz Lucy?! Jesteś taki jak Lisanna, nigdy nie myślisz o innych! I co teraz? Nawet Sting i Rogue mają zapłacić za twoją głupotę!? Jesteś debilem! Na moich oczach został zastrzelony mój ojciec. Moja matka utonęła w morzu. Miałam na swoim ubranku część mózgu ojca!!!! I CO?!!! AŻ TAK CI ŹLE! TO IDŹ! PROSZĘ! – pokazała mu ręką, wskazując przypadkowy kierunek. – MYŚLISZ, ŻE TYLKO TY CIERPISZ?! NIE! TO INNI BARDZIEJ CIERPIĄ, A TY JESTES ŻAŁOSNY!!! Tak bardzo, że nawet nie wiesz, że życie Lu-chan jest zagrożone i to tylko przez ciebie. Jeśli niedługo będę badała jej zwłoki to obiecuję … ZABIJĘ CIĘ!!! – ominęła go szerokim łukiem i poszła w swoją stronę, zostawiając Natsu z niepokojącymi go myślami.
- Lucy może zginąć przeze … mnie? – w tym momencie zrozumiał, co zrobił. Poszedł w stronę auta, otworzył je i wszedł do środka. Rzucił się na siedzenie, a następnie utkwił wzrok w jakimś punkcie. – Przeze mnie zginął człowiek … - łza spłynęła mu po policzku. – Ja… byłem głupi … znowu to samo, ja … mam dosyć!!! – uderzył z całej siły w kierownicę.

Czyżby Natsu zrozumiał do czego mogą doprowadzić jego poszukiwania?

Ciąg dalszy nastąpi …


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)




niedziela, 8 czerwca 2014

Lucy położyła zebrane dokumenty na podłodze, oparła się o fotel i utkwiła wzrok w jednym punkcie. Te puste oczy patrzyły wciąż zastanawiając się, jak wielkim potworem był jej ojciec.
- Phi. – Zaśmiała się cicho - Jestem żałosna. Ten świat spada na psy, wszystko okazuje się być takie, jakie nie powinno być. To wszystko, ile Natsu, Gajeel by przeżyli gdyby nie Igneel i Metalicana. Ciekawe ile tak naprawdę dzieci umarło. – Wstała, podeszła do barku i nalała sobie do kieliszka wina. – Czy mam powiedzieć Natsu? – zadała sobie to pytanie, nie potrafiąc szczerze znaleźć na nie odpowiedzi – Chyba nie… - Upadła z powrotem na podłogę – Co mam zrobić?! – krzyknęła, roniąc łzy z oczu – Co ktoś taki jak ja może zrobić?! – chwilę pomyślała – Nic … - to jedyna odpowiedź, jaka w tamtym momencie przyszła jej do głowy.

            Laxus zaczynał zbierać się do domu, gdy nagle usłyszał dziwny dźwięk dobiegający za drzwi od magazynu. Chciał pójść i sprawdzić, jednak nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. – Zawołał, do środka wszedł Natsu z zdeterminowaną twarzą. Laxus zaczął powoli się domyślać o co chodzi, ale nie wierzył, że Natsu podąży taką, a nie inną drogą.  – Po co przyszedłeś? Za kilka minut powinienem wyjść stąd i pójść do baru napić się porządnego drinka.
- To nie zajmie zbyt dużo czasu! – obiecał chłopak.
- Mów. – Laxusowi nie pozostało nic innego, niż usłyszeć, co ma do powiedzenia przyjaciel.
- Chciałbym je wziąć. – Rzekł ściszonym głosem. Informatykowi nie pozostało nic innego, jak dać przeczytać dokumenty, które pozostawił Makarov Dreyar. Był jednak świadomy tego, że nie może dać mu wszystkich. Był już przygotowany na taką ewentualność. Kilka godzin wcześniej przygotował kilka teczek i wymieszał papiery tak, by tylko niektóre mogła przeczytać osoba, która je znajdzie. – Ale zaraz… po tej robocie od razu poszedłem na chwilę na górę do Mirajene zaprosić ją na drinka, nie było mnie dobre parę minut może wtedy … - delikatnie spojrzał na drzwi od magazynu.
- Coś się stało? – zapytał zaniepokojony Natsu
- Nie. – Odpowiedział spokojnie Laxus – Tylko... zaczekaj. – Schylił się po jeden z plików, wyjął go i podał go Natsu. Gdy ten chciał już wyjść, mężczyzna zatrzymał go. – Poczekaj chwilę. – Laxus wstał, podszedł do kryjówek i wyjął z nich wszystkie teczki chowając je pod kurtkę. – Nic nie mów. – Poprosił Natsu. – Możesz wyjść. – Chłopak od razu to zrobił. – Natsu tylko nie rób nic głupiego! – ostrzegł go w myślach. Następnie pogasił wszelkie sprzęty, jeszcze raz rozejrzał się po swojej „komnacie” i wyszedł. Od razu pobiegł na parking, gdzie ona już czekała.
- Spóźniłeś się! – powiedziała zawiedzionym głosem tajemnicza dziewczyna. Jednak podeszła do niego, pocałowała go mocno w usta, a po chwili oboje zaczęli iść w stronę baru.
- Przepraszam, ale ktoś mnie zatrzymał. – Nagle światło latarni odkryło twarz kobiety, która szła z mężczyzną. – Wybaczysz mi Mirajene?
- Oczywiście, przecież wiążąc się z tobą miałam na uwadze spóźnienia, tłumaczenia, dziwne spotkania, tajemnicze maile …
- Ciii. – Przyłożył jej palec do ust. – Jeszcze ktoś usłyszy.
- No i co z tego? Przecież spotykamy się już od paru miesięcy. – Spojrzała na niego niewinnym wzrokiem. Gdy już dotarli do baru, nagle Laxus obrócił kobietą i oboje weszli do restauracji. – Co to ma znaczyć? – zapytała będąc lekko oszołomiona i zdziwiona. 
- Niespodzianka. – Szepnął jej cicho do ucha. Zaprowadził ją do wcześniej zarezerwowanego stolika. Usiedli, złożyli zamówienie i czekali. Mirajene cały czas patrzyła się na Laxusa, który był wyraźnie zdenerwowany.
- Coś się zdało? – martwiła się o niego.
- Tak i to wiele! Uff. – Westchnął ciężko. – Trudno raz się żyje! – krzyknął na całą sale. Nagle wstał, ukląkł przez siedzącą kobietą i wyjął z kieszeni małe pudełeczko. Gdy otworzył je oczom zebranych ukazał się piękny pierścionek z diamentowym kamyczkiem po środku.
- Ty chyba nie … - nie mogła uwierzyć w to co się dzieje.
- Mirajene Strauss czy wyjdziesz za mnie! – zapytał szybko i głośno. Kobieta rozejrzała się po sali, patrząc na zebranych w niej osobach, który z uwagą przyglądali się sytuacji.
- Raz kozie śmierć! TAK! – krzyknęła, na co wszyscy zaczęli bić brawa. – Normalnie scena jak z komedii romantycznej. – Zażartowała, gdy mężczyzna wkładał jej na palec pierścionek. Następnie oboje wstali i złączyli się w długim, romantycznym pocałunku. [od autorki : nie ma Nalu, ale inne paringi się łączą. A kiedy się spotykali ? Jak widać dobrze się ukrywali z tym ;)]
            Natsu siedział w swoim samochodzie czekając aż zakochana parka pójdzie sobie.
- I oni myślą, że nikt nie wie … - powiedział na głos – Pewnie chce jej się oświadczyć. – Uśmiechnął się szeroko, a następnie włączył  silnik i odjechał prosto do swojego mieszkania. Gdy dotarł na miejsce od razu popędził do siebie.  Już był bardzo blisko celu, gdy nagle…
- Auuu!!! – oboje krzyknęli, gdy zderzyli się przed ich przedpokojem. – Przepraszam. – Znowu powiedzieli równocześnie.
- O Lucy. – Dopiero ją zauważył. Jednak gdy spojrzał na jej twarz, coś zwróciło jego uwagę. Wyraźnie była zmęczona i niewyspana. Czuć było od niej także alkohol. – Coś się stało? – zapytał się zmartwiony.
- Cudownie! – odpowiedziała wstając. – Dowiedziałam się tylu ciekawych rzeczy, że chciałabym się urodzić biedną dziewczynką z zapałkami niż być teraz tym kim jestem. A co u ciebie?
- A to co zawsze … praca. – Nie mógł jej nic więcej powiedzieć. – A wiesz, podejrzewam, że Laxus i Mirajene zamierzają się pobrać.
- No nareszcie! – krzyknęła dziewczyna – To było widać na kilometr, że się ze sobą spotykają!
- To czemu nikt nie powiedział o tym na głos? – zapytał się zdziwiony Natsu – Czemu tak nagle…
- Może dlatego, że baliśmy się reakcji Laxusa? – podpowiedziała dziewczyna – Nie wiem, ale cieszę się, że wreszcie poczynili krok na przód… - w tym momencie spojrzała na Natsu – A jak sprawa z twoim ojcem? – bała się zadać to pytanie, ale musiała widzieć.
- Nic… po prostu nic! – odpowiedział groźnie. Lucy wiedziała, że chce on wziąć sprawy w swoje ręce.
- Natsu proszę cię tylko nie rób nic głupiego… - nie mogła mu nic więcej powiedzieć.
- NIE RÓB NIC GŁUPIEGO?! – wrzasnął na nią – Straciłem ojca, ty nic nie wiesz!? Został zamordowany! Przez Acnologię! Ty … - nie zdążył dokończyć, gdyż Lucy uderzyła go pięścią w twarz, tak mocno, że przewrócił się i upadł prosto na ścianę.
- Nic nie wiem? – zapytała z zapłakaną twarzą. – Zabili mi matkę na moich oczach, Jude… nie wiem czy żyje, ktoś próbuje mnie zabić, media czepiają się mnie na każdym kroku i dowiedziałam się od kuzyna, że … - zamilkła. – Jesteś obrzydliwy! Myślisz, że tylko ty cierpisz? A JA?! NIE MOGĘ MIEĆ NORMALNEGO ŻYCIA, NORMALNEJ RODZINY, NORMALNEGO MĘŻA, NORMALNYCH DZIECI, NORMALNEGO DOMU!??!?!?!?!?! Nie mogę? – spojrzała jeszcze raz na niego wzrokiem pełnym bólu, rozczarowania i rozpaczy. – A ja ci chciałam tylko pomóc, bo ja … - zamilkła.- Jesteś najgorszy! – Syknęła jeszcze raz i z trzaskiem drzwi, weszła do swojego mieszkania, by oprzeć się o drzwi i płakać.  
- Może tak będzie lepiej …-pomyślał chłopak wchodząc niechętnie do swojego mieszkania. Zamknął drzwi, lekkim uśmieszkiem przywitał Happy’ego, a następnie udał się do sypialni. Rzucił się na łóżko, spojrzał na swój balkon i od razu coś zwróciło jego uwagę. – Dawno nie byłem u Lucy… - podniósł się i wyjął zapiski Makarova Dreyara ze swojej teczki. – Może jednak trochę za dużo jej powiedziałem. – Zaczynał mieć wyrzuty sumienia, jednak wiedział, że to nie jest ani czas, ani miejsce na sprawy prywatne. – Przepraszam Lucy. – Zaczął czytać dokumenty, jednak od razu zastanowiła go ich treść. Wydawało mu się, że brakuje kilku stron. Rozłożył wszystkie kartki osobno, a następnie zaczął je dokładnie oglądać. – Na pewno brakuje, ale … Musze, więc użyć tego co mam. Z zapisków wynika, że Cobra odsiaduje dożywocie w więzieniu w Magnolii, a Sting i Rogue są prywatnymi detektywami, mający spółkę S&R … - zamilkną na chwile – Oryginalna nazwa, nie powiem … - westchnął ciężko – Swoją siedzibę mają w małym miasteczku niedaleko naszego miasta. No niestety muszę ich odwiedzić…- Wstał i poszedł przygotować się do snu, jednak nagle obrócił się i spojrzał jeszcze raz na balkon. Cały czas się wahał, nie wiedział co ma zrobić. W pewnej chwili po prostu otworzył drzwi i ostrożnymi krokami dostał się na część Lucy. Wiedział, że znajduje się w niebezpiecznej sytuacji, ale chciał wiedzieć, co robi dziewczyna. Gdy delikatnie zajrzał przez odsłonięte okno zauważył Lucy, która leżała na łóżku, wciąż płacząc.
- GŁUPEK! – krzyknęła rzucając poduszką. – Jak on mógł coś takiego powiedzieć!? – Chciał przeprosić, jednak nie potrafił wejść do środka, dlatego odwrócił się na pięcie i po prostu uciekł.

Następnego dnia rano

- Puk, puk! – usłyszała nagle pukanie do drzwi Lucy, która już była po śniadaniu, prawie przygotowana do wyjścia w pewne miejsce. Zdziwiła się, a następnie strach opanował jej ciało.
- A jeśli to Natsu? – pomyślała dziewczyna, będąc świadoma tego, że jednak musi otworzyć. Podeszła do drzwi i uczyniła to, ku jej zdziwieniu osobą, która stała przed nią nie był Natsu. Nawet była to osoba, której Lucy za nic w świecie nie spodziewała się w swoim mieszkaniu.
- Mogę wejść? – zapytał Laxus ubrany w ciepły, zimowy płaszcz. Spojrzał na nią wręcz błagalnym wzrokiem.
- Proszę! – nie mogła odmówić, dlatego wpuściła go i zaprowadziła do salonu. – Coś … coś się stało? – nie wiedziała o co może chodzić mężczyźnie.
- Mam do ciebie dwie sprawy. - Wziął głęboki oddech. – Wczoraj oświadczyłem się Mirajene.
- To gratuluję. – Powiedziała z uśmiechem na twarzy Lucy. Nie wiedziała dalej jednak o co mu chodzi.
- Moja matka, tak jak i twoja … należały do Dragon Slayerów. Wiem, że to może jest niegrzeczne, ale chcę uporządkować wszystkie sprawy związane z … tym. – Nie wiedział jakiego słowa powinien użyć. – Moja matka zanim zaginęła zostawiła mi krótki list z pewnym przedmiotem. Treść jest mało istotna, ale prosiła, bym chronił jej skarb. Jednak boję się, że może on zagrozić mojej rodzinie, a wiem, że pierwotnie twoja matka, była opiekunką tego czegoś. – Wyciągną do niej ręce podając jej kopertę z czymś w środku. – Czy mogę ci oddać ten przedmiot? – zapytał się mężczyzna. Lucy wiedziała dlaczego tak postępuje, więc po prostu przyjęła list.
- Zaopiekuję się tym i obiecuję, że nie będę cię nachodzić, ze sprawą Dragon Slayerów. – Pamiętała co się stało z Jellalem, nie chciała patrzeć drugi raz na śmierć osoby, która ma bliskich.
- A druga sprawa dotyczy Natsu …
- Natsu? – zdziwiła się dziewczyna – Coś się stało?
- Jeszcze nie, ale wiem, że planuje zrobić coś głupiego … coś, co pociągnie za sobą dużo większe konsekwencje, niż dotychczas. – Lucy nie mogła zapomnieć wczorajszej rozmowy. Wiedziała już wtedy, że coś jest nie tak.
- Nie uda mi się. – Odpowiedziała wprost
- Dlaczego?!
- Bo jego się nie da przekonać. – Chciała coś zrobić, ale wiedziała, że jej słowo nic nie zmieni, jest dla Natsu … nikim.
- To dziękuję… – Laxus wstał i od razu skierował się do wyjścia. Lucy odprowadziła go wzrokiem. Pomimo tego, że z własnej woli przyjęła dokument, to się źle z tym czuła. Była świadoma tego, że znowu wzięła całą odpowiedzialność na siebie.  
- Naprawdę wolałabym się nie narodzić… - powiedziała cicho. Otworzyła kopertę, a następnie wyjęła z niej jakiś przedmiot. Gdy go ujrzała nie mogła uwierzyć.- Klucz… - powiedziała cicho. Od razu rzuciła się w kierunku szafy. Wzięła po drodze w szuflady taśmę i od razu przykleiła nią w kącie owy przedmiot. – Mam nadzieję, że nikt tego nie znajdzie…Ale skoro Laxus miał go … to Natsu, Gajeel, Cobra, Sting, Rogue i ja … też powinniśmy go mieć, ale … Oj wszystko jest porąbane! – rzuciła się na łóżko.

            Natsu powoli dojeżdżał do więzienia, w którym miał przesiadywać Cobra. Gdy wszedł do środka, od razu zatrzymali go strażnicy.
- Jestem Natsu Dragneel. – Pokazał odznakę – Chciałbym przesłuchać człowieka o pseudonimie Cobra.
- A jest nakaz?- zapytał niespodziewanie wyższy strażnik.
- Jeszcze nie dotarł?! – Natsu musiał zagrać perfekcyjnie swoją rolę. – Dwa dni temu go wysłałem, gdyż bałem się, że go zgubię, a to się okazało, że poczta to zgubiła?! Naprawdę nie mogę wejść? – zapytał niewinnie. 
- Na pewno pan wysłał? – Natsu był już pewien swego. Nagle zadzwonił telefon, niższy strażnik odebrał do, chwilę porozmawiał, a następnie odłożył słuchawkę. – Nakaz przyjdzie?
- Tak!
- Mam nadzieję, że dotrze niedługo, a wiem, że śledztwa są wyczerpujące, więc pozwolę z nim porozmawiać. – Schował odznakę, a następnie udał się za prowadzącymi go strażnikami. Gdy dotarli na miejsce, kazali mu siąść na krześle i poczekać.  Zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, cały czas mając lekkie wątpliwości w związku z tym, co robi. Jednak wiedział, że teraz już nie ma odwrotu. Do pokoju za szybą weszli strażnicy trzymający mężczyznę w kajdankach. Z użycie niemałej siły posadzili go na krześle i wyszli, pozostawiając Natsu i Cobrę samych.
- Dziwne, żeby zostawiać nas samych? – Natsu ogromnie się zdziwił, jednak był świadomy tego, że nie ma czasu na takie bzdety. – Mam na imię Natsu Dragneel, syn Igneel Dragneela. Mówi ci to coś?
- Nie… - pokręcił głową. Detektyw wiedział, że kłamie.
– No nic, Acnologia morduje osoby związane z Dragon Slayerami, więc … dowidzenia. – Chłopak wstał i skierował się w stronę wyjścia.
- Poczekaj! – zawołał za nim Cobra. – Nie chcę mieć z tym nic wspólnego, dlatego … idź do mojego mieszkania i weź ten przeklęty KLUCZ!
- Nie rozumiem? – Natsu usiadł z powrotem. Nie mógł pojąć tych słów. – Klucz… - to słowo odbijało się echem w jego umyśle.
- Pewnie ty też go gdzieś masz! – przybliżył się do szyby i ściszył głos – Powiem ci wszystko, co wiem, a ty mi dasz spokój! Myślisz, że czemu się w kiciu? Tu przynajmniej jestem bezpieczny.
- Jasne. – Detektyw nie mógł mu tego powiedzieć na głos. – No to powiesz i już mnie nie ma.
- To było dziwne, mój ojciec zaginął po prostu w jeden dzień. – Zaczął swoją opowieść. – Zapewne wszystkich Dragon Slayerów to spotkało.
- Dlaczego wciąż ci Dragon Slayerzy? – Lucy znała prawdę, jednak nie powiedziała jej Natsu.
- Wiem tylko, że zostaliśmy znalezieni przez naszych rodziców w jakimś laboratorium, w którym przeprowadzano eksperymenty na ludziach. Ojciec nie był zbyt rozmowny… Wolał siedzieć przed ekranem i czegoś szukać. Teraz dowiedziałem się prawdy! Cały czas szukał odpowiedzi na pytanie „Dlaczego tam byliśmy? Po co były te eksperymenty?” – zamilkł na chwilę. – By zdobyć je, musiał przypłacić to życiem.
- I co dowiedział się? – Natsu musiał zapytać.
- Powiedział tylko „U Layli będzie to bezpieczne.” – Gdy Natsu usłyszał to imię od razu zrozumiał. – Nie znam jej, ale…
- Ja znam. – Przerwał mu – A, więc Lucy od początku jest w to zamieszana! – pomyślał – Możesz mówić dalej.
- Mówiłem ci coś o kluczu! – wziął głęboki oddech – Klucz jest to przedmiot, który ma otworzyć jakąś skrytkę, ale potrzebne do niej także hasło. Niestety nie znam go. Coś Dragon Slayerzy ukradli i coś Layla schowała. Klucz, który mam, w swoim mieszkaniu … o ile je jeszcze mam.
- Najprawdopodobniej zostało wynajęte przez kogoś. – Domyślał się Natsu.
- No właśnie, ale mam w nim takie tajne miejsce. W sypialni w kącie jest deska, która się rusza, stary motyw. – Zaczął mu wyjaśniać. – Ale … jestem troszkę mądrzejszy. Pod ową podłogą jest stara warstwa ochronna, którą trochę ruszyłem i w środku niej schowałem klucz.
- Podasz mi adres? – Natsu musiał go odnaleźć.
- Magnolia ulica Davidson 3c/15. – Powiedział mu bardzo cicho. Natsu wstał i zapukał do drzwi, by dać znać, że skończyli. Drzwi mu się otworzyły, a po Cobrę przyszła jedna osoba.
- A nie dwie? – zdziwił się Natsu. Jednak wzruszył ramionami i po prostu odszedł. Odwrócił się tylko na chwilę, ku jego zdziwieniu nikogo nie było w korytarzu. Wyszedł z więzienia, a następnie skierował się w stronę auta. – To gdzie teraz? Może pod ten adres. – Włożył kartkę do kieszeni i odpalił samochód.

W okolicach ulicy Davidson

            Natsu wysiadł powoli z samochodu i ruszył w poszukiwaniu owego adresu. Gdy doszedł do starszego bloku, wszedł niego i zaczął szukać numeru. Gdy znalazł go zadzwonił do domofonu. Poczekał kilkanaście sekund i drzwi mu się otworzyły.
- Słucham? – zapytał się jeszcze nie obudzony mężczyzna, na widok którego gały wyskoczyły Natsu z oczu.
- GRAY?! – krzyknął na cały blok.
- Natsu? A ty co tu? – od razu dostał zastrzyk nagłej energii.
- Gray-sama co się stało? – nagle Natsu usłyszał czyjś głos. Wychylił się lekko, by móc zobaczyć niebieskowłosą dziewczynę ubraną w prześcieradło.
- Widzę, że twoje stosunku z Juvią wyglądają na więcej niż kilkudniowe… - zaśmiał się cicho.
- Przyszedłeś nas podziwiać, czy po co? – zapytał cały zarumieniony Gray.
- Ja? – Natsu cały czas się szeroko uśmiechał. – Szczerze, to chcę wam uratować życie, gdyż macie mieszkanie po odsiadującym dożywocie zbrodniarzu, który schował tu cenną dla Acnologii rzecz. Chcesz się jej pozbyć?
- Proszę. – Ustąpił mu drogę i pozwolił mu wejść do środka.
- Gdzie jest sypialnia? – zawołał chłopak szukając jej.
- Ja trochę zmieniłem ustawienia. Pierwotnie była w zachodnim pokoju obok kuchni. – Wyjaśnił mu Gray. Natsu od razu poszedł w tamtym kierunku. Gdy dotarł zaczął powoli się rozglądać. Podszedł do jednego kąta nic i tak szukał aż natrafił na ruszające się drewienko.
- Aż dziw, że nie masz nic porozstawianego po kątach? – zdziwił się Natsu, który wyjął scyzoryk by podnieść deskę.
- Przyzwyczajenie. – Gray pamiętał, gdy będąc dzieckiem chował się w kątach, zasłonięty przez szafki,  by ojciec nie mógł go znaleźć.
- Jest! – krzyknął z zadowolenia Natsu, wyjmując ze środka złoty klucz. Schował go od razu pod kurtkę. – To ja… - spojrzał na Juvię, która na 100% była naga pod prześcieradłem - … nie będę wam już przeszkadzał … róbcie to co robiliście… - niepewnie zaczął uciekać ze straconej pozycji.
- Ty mały!!! – Natsu zacisnął ze złości pięść – Masz stąd natychmiast wyjść!
- Dowidzenia Natsu-san. – Pożegnała się Juvia
- Gray. – odwrócił się na chwilę, już będąc na klatce schodowej. – Lepiej szybko jej się oświadcz. – Powiedział ściszonym głosem.
- Przecież ci mówiłem, że jesteśmy ze sobą parę dni! – wrzasnął na niego przyjaciel.
- Ale widzę, że … - machnął rękoma - … związek kwitnie i rozmnaża się. Haha. – Zaśmiał się pod nosem.
- CISZEJ! – sąsiadka z sąsiedniego mieszkania, trzymając w ręku radio, wyszła i wrzasnęła na mężczyzn. – Wiadomości podają.
- Z ostatniej chwili! – od razu pogłośniła. Natsu zaczął powoli schodzić na dół. – Przed chwilą w jednym z Magnolijskich więzieni doszło do zabójstwa jednego z przebywających tam więźniów. Od anonimowej osoby wiemy, że owy przestępca o pseudonimie Cobra… - Natsu zatrzymał się nie mogąc uwierzyć w słowa dziennikarki. - … został postrzelony w głowę w sali spotkań z gośćmi…
- CHOLERA!!!! – wrzasnął na cały blok Natsu, który po chwili zszedł na dół, zatrzasnął za sobą drzwi i wyszedł, by pojechać w jedno miejsce i znowu … zaryzykować, albo nawet nie zdążyć tego zrobić.



PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)





sobota, 31 maja 2014

            Przy biurku, przy którym panował niewyobrażalny bałagan, siedział Natsu, który co chwilę wzdychał patrząc na dowody i zeznania ze sprawy włamania do rezydencji Heartfilia.
- Co się stało ? – od tyłu, z zaskoczenia podszedł do niego Gray – Dziewczyna cię rzuciła czy co?
- Natsu i dziewczyna ? – zapytała złośliwie Lisanna podchodząc do przyjaciół – On nawet nie dotrzymał słowa!
- Lisanno ! – czuł jak traci cierpliwość – Wybacz, ale ostatnio mamy tyle spraw na głowie, że nie mam czasu się porządnie wyspać, a ty oczekujesz ode mnie, że zabiorę cię na randkę!
- No, przepraszam... – czuła się zakłopotana, więc szybko się odwróciła i poszła w stronę swojego biurka.
- Nie powiem, umiesz rozmawiać z dziewczynami. – Gray poklepał go po ramieniu – Jesteś tak świetnym rozmówcą, że wszystkie od ciebie uciekają.
- A ty co Casanovo ? – powiedział do niego, nawet się nie odwracając.
- Ja… buduję relację z Juvią… - oznajmił niespodziewanie.
- Zaraz! – krzyknął Natsu, wszyscy popatrzyli się na niego ze zdziwieniem. – Oświadczyłeś się jej ? – zapytał cicho zaskoczony detektyw.
- No jeszcze nie, przecież jesteśmy ze sobą dopiero od paru dni, ale … ona naprawdę mnie kocha!
- A ty … - dał sygnał przyjacielowi by dokończył
- No lubię ją … - odpowiedział mu lekko zawstydzony Gray.
- Lubię pizzę z podwójnym serem, a czy ją kochasz? – ciągnął dalej starając się wyłapać wszystko od Fullbastera.
- Chyba tak! – patrzył się na podłogę, próbując uniknąć wzroku Natsu.
- Gdybyśmy teraz wskrzesili Sherlocka Holmesa to by doszedł do takiego samego wniosku drogą dedukcji… Zakochałeś się! – powiedział mu na ucho
- A jak tam sprawa? – szybko zmienił temat rozmowy.
- Nijak ! – opadły mu ręce – Nie ma poszlak, nie ma świadków, oprócz jednej pani, która widziała „ducha”. – Wyjaśnił mu. – Ciekawe jak zareagowała Lucy na tą wieść.
- A co JESZCZE z nią nie rozmawiałeś? – Gray był zszokowany tą informacją – Dlaczego ?
- Tak naprawdę … od … śmierci Makarova praktycznie ze sobą nie rozmawiamy. – Odpowiedział mu Dragneel.
- Separacja, hmmm. – Fullbaster zaczął myśleć.
- Jaka separacja?! - Natsu był wyraźnie oburzony żartem kolegi.
- To chyba tylko ty i Lucy nie wiecie, że jesteście w sobie zakochani. – Zaczął iść z powrotem do pracy. – Lepiej z nią porozmawiaj, szkoda by było, gdybyś ją stracił.
- Już straciłem. – Pomyślał chłopak, a po chwili powrócił do pracy.

W mieszkaniu Lucy

            Dziewczyna siedziała na fotelu, mając w dłoniach kubek gorącej kawy. Wypiła łyk, po czym odstawiła naczynie na stolik. Do ręki wzięła pierwszą stronę, gdzie mogła się znajdować wiadomość.
- Mam nadzieję, że coś odkryję. – Powiedziała do siebie.

Drogi Czytelniku !

Wszystkie informacje, które są tu zawarte, są tajne. Dlatego te dokumenty nie mogą ujrzeć światła dziennego.
Już w zeznaniach świadków napisałem o tym, że chcę Ci przekazać prawdę o wydarzeniach z roku X763. A, więc najpierw musimy się cofnąć do czasów, gdy Acnologia był już tym kim jest teraz, czyli bezlitosnym szefem mafii! Dnia 3 stycznia X763, gdzieś w godzinach porannych …

            Igneel Dragneel właśnie się przeciągał, próbując potem wstać z łóżka. Nagle usłyszał pukanie do drzwi, nałożył niechętnie szlafrok, a następnie otworzył wrota „gościom”.
- Witam! – przywitali się dwaj mężczyźni – Czy mamy zaszczyt rozmawiać z Igneelem Dragneelem, detektywem komisariatu Fairy Tail.
- Tak … - odpowiedział lekko zaskoczony policjant
- Jesteśmy z pewnej placówki… - rzekł jeden z mężczyzn, powoli uchylili płaszcze pokazując odznaki FBI. - … chcielibyśmy z panem porozmawiać, jednak nie w tym miejscu o … - spojrzał na jego ubiór – takich warunkach.
            Detektyw kiwnął głową i szybko wszedł do środka by się przebrać. Gdy dokonał tego, wyszedł wszystko z przybyłymi agentami. Wsiedli do samochodu.
- Przepraszamy za niedogodności. – przeprosił jeden z mężczyzn, po czym założył gościowi przepaskę na oczy – Niestety musimy dbać o bezpieczeństwo naszej placówki.
-  No ok., tylko jak dotrzemy macie mi postawić śniadanie z podwójnym espresso. – Igneel postawił im warunki, na które chętnie przystali. Gdy dotarli zaprowadzili w go w nieznane mu miejsce, by później wprowadzić go do dziwnego pokoju, gdzie czekało już na niego sześć osób w tym …
- Layla! – krzyknął zaskoczony. Dziewczyna podniosła się i spojrzała na Igneela.
- Braciszek! – wszyscy byli zaskoczeni całą sytuacją.
- To wy jesteście rodziną ? – zapytali zaskoczeni agenci.
- Kurcze, czy my na pewno jesteśmy w FBI ? Nic nie szukaliście o nas? – zapytał z drwiną Dragneel.
- Ja i Igneel straciliśmy rodziców, gdy byliśmy dziećmi. Przydzielono nas do innych rodzin zastępczych, jednak jakiś rok temu udało nam się siebie odnaleźć. – Wyjaśniła Layla
- Faktycznie … - zaczął mówić jeden z zebranych – A no tak jeszcze się nie przedstawiłem, gdzie moje maniery. Mam na imię Weisslogia, miło mi poznać. – Uśmiechnął się szeroko. – Ci panowie… - wskazał na agentów FBI - … powiedzieli mi, by nie podawać nazwiska, tylko samo imię do rozpoznania. A i co ja chciałem powiedzieć… - Popatrzył na wszystkich mając lekko podniesioną głowę -  … Że FBI dokładnie nie sprawdziło osób, które zostały wezwane w tajemnicze miejsce…
- Tego bym nie powiedziała. – Przerwała mu kobieta, która siedziała w samym kącie – Mam na imię Shandiau. Obecnie znajdujemy się na obszarze południowego Fiore. Sądząc po trajektorii, po której się poruszaliśmy sądzę, że to jest ten tajemniczy hangar, który jest uznawany przez ludzi za nawiedzony, a w rzeczywistości te dziwne dźwięki to po prostu rozmowy agentów, którzy wychodzą zapalić. – Wszyscy patrzyli na kobietę w osłupieniu.
- Ghi… Głupota. – Rzekł mocno wytatuowany i wykolczykowany mężczyzna.
- Jestem Skiadrum! – nagle podniósł rękę jeden z mężczyzn. – A czy możemy się dowiedzieć, po co nas wyrwaliście z łóżek o tak wczesnej godzinie ?
- Zaraz wszystko wyjaśnimy! – zapewnił jeden z agentów, nagle kiwnął głową do drugiego, by wyszedł. – Jak państwo zapewne słyszeli Acnologia nie robi sobie z wiele z życia ludzkiego. Morduje, gwałci, porywa, kradnie, oszukuje, nielegalnie handluje i wiele innych. Powiedzmy sobie szczerze FBI nie daje rady, dlatego potrzebujemy LUDZI. Każdy z was posiada unikalne zdolności, które mogą nam się przydać podczas walk.
- Ja chciałbym je usłyszeć! – znowu odezwał się Weisslogia.
- Oczywiście. – Zgodził się agent – A, więc zacznijmy. Igneel. – Wskazał na czerwonosłowego mężczyznę. – Umie posługiwać się bronią palną, świetnie włada kataną, jest z policji, dlatego jest dobrą wtyką. Layla, ją znacie, jest najlepszą włamywaczką, świetnie znajduje potrzebne przedmioty, potrafi wczuć się w osobę, która coś ukryła. Weisslogia … jego nie muszę przedstawiać. Pomimo charakteru, na świecie nie ma nikogo, kto mógłby mu dorównać w sztukach walki. Shandiau jak zauważyliście świetne rozpoznanie w terenie, ma genialną pamięć, potrafi zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół  z miejsca zbrodni. Skiadrum jest nazywany drugim Holmesem, dedukcja, rozpoznawanie, znajomość broni, niesamowita spostrzegawczość. Metsuryu, osoba która jako jedynie póki co siedziała cicho. W jego przypadku należy uważać na swoje laptopy, komputery, gdyż nie znajdziecie tak dobrego hakera, którego nawet FBI nie mogło oskarżyć o cokolwiek. Metalicana, broń biała to dla niego pikuś. Wie o niej wszystko, potrafi posługiwać się każdym żelazem jakie znajdzie pod ręką. Pytania?
- Co mamy robić ? – zapytał nagle Igneel.
- Walczyć z Acnologią, jeśli nie wy to kto ? Musicie to zrobić, oczywiście za odpowiednią pensją. – Wszyscy zaczęli na siebie patrzeć.  
- Głu-po-ta! – Metalicana powiedział na głos to, o czym wszyscy myśleli. – Idę do domu!
- Przykro mi, ale jeśli odmówicie zostaniecie aresztowani i oskarżeni o utrudnianie śledztwa. – Agent przeszył wzrokiem wszystkich zebranych – Uwierzcie mi 5 lat więzienia to jest minimum.
- Grozicie nam. – Weisslogia podszedł do agenta – CO WY PIEPRZYCIE?!
- Zgadzam się! – nagle odezwała się Shandiau – Zrobię to.
- Ja też! – zaraz po niej odezwała się Layla.
- No tak kobiety mają większe jaja niż faceci. – Skiadrum wstał z miejsca – Zgadzam się. – A zaraz po nim wszyscy dołączyli …

Drogi Czytelniku.
W taki oto, prawie legalny, sposób dołączyliśmy do Dragon Slayerów. Przez wiele miesięcy nic się takiego nie działo. Myśleliśmy już, że Acnologia nie żyje. Jednak nagle 7 lipca X763 wydarzyła się przerażająca rzecz. Opowiem Ci, to co ja widziałem i to co wszyscy kazali nam utajnić. Nawet FBI. Dlatego idąc do ich siedziby nic nie znajdziesz. Tylko moje wspomnienia mogą pomóc odkryć PRAWDĘ.
Nie będę cię zanudzał, gdyż to nie jest do niczego potrzebne, gdyż najważniejsze jest, że tego dnia…

            Igneel i Metalicana szli przez kolejne korytarze fabryki trzymając bronie w dłoniach. Pokonywali kolejne zakamarki budynku, aż stanęli przed drzwiami. Sprawdzili, czy w środku ktoś jest. Ujrzeli dwóch uzbrojonych mężczyzn.
- Na trzy. – Rozkazał Igneel. Metalicana kiwnął głową na znak zgody.  Palcami Dragneel zaczął odliczać. Kopniakiem weszli do środka. Igneel od razu strzelił w serce jednego ze strażników. Drugi zaczął sięgać po broń, jednak Metalicana wykonał szybki ruch kataną i odciął mu rękę. Tamten chciał krzyknąć, nie zdążył, gdyż po chwili jego głowa upadła na ziemię. Obaj mężczyźni spojrzeli na lekarze. Tamten cały się trząsł, szybko pobiegł do szafki, z której wyjął broń. Wymierzył on w intruzów. Nagle, przyłożył sobie pistolet o głowy i strzelił.
- Tak kończą przestępcy. – Podsumował Metalicana. – Ciekawe co tak badali ? – zdziwiony podszedł do stołu operacyjnego. – Igneel! – krzyknął przerażony odsuwając się od stołu.
- Co tak wrzeszczysz jak jakaś dziewczynka? – podszedł do niego i nagle zrozumiał o co chodzi. – O BOŻE! – zakrył usta. Oboje patrzyli na małego chłopca w wieku 5, 6 lat. Leżał nagi na stole, jego tors był rozcięty od pasa po samego członka. Krew spływała po całej długości Sali Tortur, organy można było ujrzeć gołym okiem, jednak to nie to przerażało najbardziej mężczyzn. – On żyje … Gheee! – Igneel zaczął się dusić, nie potrafił powstrzymać płynących łez.
- Proszę. – Niespodziewanie chłopiec poruszył ustami, kierując głowę lekko w stronę Dragon Slayerów. Nie słyszeli co dokładnie mówi, jednak dla nich było zrozumiałe czego pragnie. Metalicana podszedł do niego, zawiesił miecz nad jego sercem, po czym wbił go w ciało chłopca, który wydając ostatni oddech lekko się  uśmiechnął.
- Bydlaki! – rzekł ostro Igneel. – Możliwe, że jest tutaj więcej takich miejsc!
- Musimy poszukać jakiś poszlak, czy jak tam mówicie w policji. – Zaproponował mu Metalicana.
- Wiem. – Policjant podszedł do komputera, na którym wyświetlały się dane. – „Eksperyment nr. 43. Gdy dziecko leżało na stole operacyjnym było spokojne, jednak gdy tylko zrobiliśmy pierwsze cięcie zaczęło płakać. Najlepszym sposobem na uciszenie go było zakneblowanie, jednak potrzebowaliśmy znać reakcje. Odkryliśmy, że najboleśniejsze są pierwsze cięcia, gdyż z czasem chłopak powoli przyzwyczajał się do bólu. Wyniki były zadowalające, jednak chcemy wiedzieć, co by było, gdyby tylko były dokonywane obrażenia wewnętrzne. Eksperyment numer 56 z klatki numer 16 nadawałby się do tego idealnie. ” – Igneel i Metalicana na chwilę zamilkli – Jak ktoś może zrobić coś tak okropnego?!
- Chodź musimy znaleźć ten pokój w którym trzymają te dzieciaki. – Partner poklepał go po ramieniu.
- A może tam ? – Igneel wskazał na drzwi, które znajdowały się pomiędzy szafkami. Oboje zdecydowali się tam pójść i sprawdzić. Powoli nacisnęli klamkę, drzwi były otwarte. Zajrzeli do środka, sprawdzając czy nie ma w środku straży. Gdy nikogo nie zobaczyli, ze spokojem weszli do środka, z chwilowym spokojem. Gdy już się znaleźli w pokoju, ich oczom ukazał się widok z najstraszniejszego filmu gore*, jaki tylko widzieli. Ciała martwych dzieci były porozrzucane po całym pokoju, wiele z nich nie miało kończyć, ich ciała były zmasakrowane, a twarze wyrażały niewyobrażalny ból i cierpienie, jakie doznały te maluszki.
- Ratunku … - usłyszeli ciche wołanie. Zaczęli się rozglądać. Nagle zobaczyli chłopca z fioletową czuprynką na głowie wychudzonego, wyglądającego jak zombie, a nie jak człowiek.
- Żyje! – Metalicana podbiegł do niego. Gdy go chwycił zrozumiał, że chłopiec jest niesamowicie lekki. – Szukaj innych! – rozkazał przyjacielowi, który od razu zaczął sprawdzać, czy ktoś żyje.
- Tutaj! – powiedział lekko, niosąc w stronę partnera kolejnego chłopca, który miał różowy kolor włosów.
- Dzieklujee. – Słowa chłopca głęboko poruszyły Igneela, chwycił go za wychudzoną dłoń.
- Nie bój się, zabiorę cię do domu. – Obiecał mężczyzna.
- A jak nie mają domu ? – zapytał nagle Metalicana
- To ja go wezmę! – zadeklarował policjant. – Tu jeszcze są dwaj! – Metalicana podszedł i wziął ich.
- Co tu robicie!?- usłyszeli za sobą pytanie w niezrozumiałym języku. Mężczyzna chwycił nóż leżący na stole i podbiegł do jednego z chłopców. Igneel szybko rzucił się, chroniąc go przed ciosem, jednak sam mocno został zraniony, gdyż nóż wbił mu się głęboko w udo, naruszając kość.
- CHOLERA! – zaklął policjant. W tym czasie Metalicana wziął i zastrzelił tajemniczego osobnika.
- Nic ci? – podszedł do niego zmartwiony przyjaciel.
- Noga mi krwawi kurwa, nie może być lepiej!
- Naprawdę z tobą źle zaczynasz majaczyć … - oboje zaśmiali się. – Co zrobimy z dzieciakami ? – Igneel wyjął za pasa telefon.
- Zaraz wyślę wiadomość reszcie. – Wyjaśnił mu.
- A jak ktoś się dowie o ich obecności ? – Igneel na chwilę się zawahał. – A może do centrali ?
- Nie wiem … Spróbuję. – Zadzwonił, po kilku sygnałach odebrała jakaś kobieta.
- Słucham! – powiedziała do słuchawki.
- Tutaj agent Dragneel, numer 4642, hasło : Twoja mama jest trochę szalona … Przyślijcie posiłki do sali numer 16, w której mieści się laboratorium. – Wyjaśnił kobiecie. – A i wezwijcie sporo karetek.
- Zrozumiałam. – Po tych słowach rozłączyła się.
- Mam nadzieję, że przybędą. – Rzekł Metalicana cały czas starając się zatamować krwotok u przyjaciela. – Gorzej jak trzeba będzie ci ją amputować …
- Ty to umiesz pocieszać! – wrzasnął Dragneel, a następnie skręcił się z bólu – Muszę wytrzymać te dzieciaki więcej przeszły.
- Jeszcze jeden… - usłyszeli cichy szept. Odwrócili się w stronę dzieci, jedno z nich różowowłosy chłopiec, starało się im coś powiedzieć. – Jeszcze jeden… - powoli zaczął podnosić drżącą rękę, próbując wskazać jedno pomieszczenie za klatką.
- Cholera! – krzyknął Metalicana. Spojrzał na swojego przyjaciela.  – I co teraz?
- Ty idź i ratuj dzieciaka, jakoś przeżyję! – Igneel podjął decyzję. Redfox wstał i podszedł do wskazanego przez chłopca miejsca. Odsunął z hukiem klatki, a następnie wszedł do lodowatego pomieszczenia. Od razu zauważył dziecko leżące na lodzie, które trzęsło się z zimna. Szybko wziął je w ramiona i zaprowadził do ciepłego pomieszczenia. Położył chłopca na ziemi, a następnie zdjął płaszcz i bluzkę. Położył je na dziecku, a następnie je przytulił.
-  CZY JEST TU KTOŚ?! – usłyszeli wołanie, do środka weszło trzech uzbrojonych agentów FBI. Igneel z trudem wyjął odznakę i pokazał im.
- On też. – powiedział cicho wskazując na Redfox, który starał się ogrzać dziecko.
- Lekarzy, nosze i posiłki. – Rzekł do radia jeden z agentów.
- Dzięki. – Igneel zdobył się na ostatni uśmiech, po czym upadł na ziemię.
            Gdy się obudzi zobaczył, że leży w białym pokoju, chciał się bliżej jemu przyjrzeć, ale nie mógł obrócił głowy.
- Proszę ostrożnie! – usłyszał rozkaz. Poczuł ból w gardle, chwilę zakrztusił się. – Proszę powiedzieć ile palców widzisz. – Lekarz zawiesił nad nim rękę.
- Trzy! – odpowiedział cicho. – Co z dziećmi? – Musiał wiedzieć, chciał wiedzieć.
- Wszystkie przeżyły, już od kilku dni powoli je uczymy jeść, chodzić i  innych rzeczy. – Uspokoił go lekarz.
- Ile spałem? – zapytał Dragneel
- Cały tydzień panie! – powiedział mu lekarz – I jeszcze z tydzień tu poleżysz. A co do nogi … - Igneel bał się znać odpowiedź - … udało nam się uratować, chociaż piękna blizna pozostała. – Dragneel już nie słuchał, gdyż znowu zasnął.

Dwa tygodnie później

- Na pewno ? – zapytała się po raz n-ty Layla
- Chcę już stąd iść! – krzyknął naburmuszony Igneel – A i gdzie jest szefcio ?
- U siebie w gabinecie! – odpowiedziała mu dziewczyna. Mężczyzna wypisał się z prywatnego szpitala FBI, który znajdował się w jednej z ich baz. Gdy tylko wszedł, bez pukania, do pokoju szefa, od razu napotkał się ze zdziwieniem.
- Słucham Igneel ? – zapytał Dragon Slayera
- Chcę przygarnąć tego chłopca! – oświadczył od razu
- Którego ? – szef nic więcej nie pytał, aletego Igneel z lekka był zszokowany
- Tego z różowymi włosami. Natsu. – Odpowiedział szybko.
- Już go nazwałeś ? Natsu … Tak, wprowadzi ciepła do twego życia, ale pamiętaj, że może dać ci wiele burz! – ostrzegł go mężczyzna
- Chcę go! – był pewien swojej decyzji.
- Hahaha – zaśmiał się szef FBI – Tak jak wszyscy … Metalicana, Metsuryu, Weisslogia, Skiadrum i ty. Wszyscy znaleźliście sens by żyć.
- Tak, a co będzie teraz z nami ?
- To co zawsze tylko teraz … - wziął głęboki oddech – Nigdy więcej tu nie przychodźcie! A, więc… - Igneel oddał odznakę i wyszedł bez słowa, jednak na jego twarzy zagościł piękny, promienisty uśmiech.


* Gore – rodzaj dreszczowca, horroru filmowego, charakteryzujący się dużą ilością brutalności, scen z krwią i wnętrznościami oraz (często, choć nie zawsze) ponurym klimatem.Anime tego typu to : Shiki, Gantz, Berserk, Higurashi, Hellsing. 


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)

piątek, 30 maja 2014

- A, więc mówisz, że trup ,leżący sobie spokojnie w kostnicy, postanowił jednak wyjść na spacer. I wybrał akurat swój dom ? – zapytał się złośliwie Gildarts
- Cuda się zdarzają. – odpowiedziała tylko, po czym wyszła.
- Natsu, oddaję ci tę sprawę! – szef pomachał do niego. Natsu przewrócił oczami, następnie  wziął płaszcz i wyszedł z Komisariatu Fairy Tail
- Będzie ciężko. – westchnął głęboko – A najgorsze, że on może żyć. – pomyślał chłopak.

            Następnego dnia rano, gdy tylko wstało słońce, Lucy ubrała się i ruszyła w kierunku komisariatu, by zdobyć potrzebną jej rzecz. Gdy doszła na miejsce, od razu powitała ją radosna Mirajene, która zawsze o tej porze czekała, aż przyjdą osoby z dziennej zmiany.
- Dzień Dobry Lucy!- krzyknęła gdy tylko ją zobaczyła – Ostatnio cię rzadko tu widuję?- zapytała, lekko szturchając ją w ramie..
- Nie, nie byłam na randkach! – odpowiedziała zanim sekretarka zdążyła zadać pytanie. – A i mam do ciebie prośbę. – W błagalnym geście ułożyła ciało.
- Jeśli mogę ci pomóc, to zrobię to! – zadeklarowała Strauss. – A o co chodzi ?
- Prowadzę badania … do książki. Dawno nic nie napisałam. – zaczęła się tłumaczyć – Rozumiesz o co chodzi, miałam za dużo prywatnych spraw. Czy nie dałoby się, byś na kilka chwil udostępniła mi archiwum. Tak na sekundkę .- Mrugnęła w jej stronę.
- Idę zrobić sobie kawę, więc masz pięć minut! – wskazała palcem na drzwi, znajdujące się tuż za nią. – I masz niczego nie wynosić!
- Nie bój się, najwyżej zrobię porządki! – obie zaśmiały się z „żartu” – Przepraszam za to, że muszę cię okłamywać. – pomyślała Lucy.  Gdy weszła do środka, włączyła światło, po czym zaczęła szukać odpowiedniego pudełka. Powoli palcem dotykała kolejnych oznaczeń, aż trafiła na właściwe. – Dobrze, że jest nisko. – Zdjęła pudełko, po czym je otworzyła. Gdy zajrzała do środka jej oczom ukazała się masa teczek z różnymi przedmiotami, których Lucy bała się dotykać.  Zaczęła przeglądać kolejne sterty papierów, aż natrafiła na odpowiednie. Wyjęła je, otworzyła swoją ogromną torebkę, następnie delikatnie zgięła dokumenty i włożyła je do tajnej kieszonki. Rozglądnęła się na zaś, by się upewnić czy nikt jej nie śledzi. Zamknęła pudło, odłożyła je na miejsce i szybko wyszła z zatęchłej i zapleśniałej piwnicy. – I tutaj trzymają najważniejsze dowody? Przecież wystarczy rok i wszystko zgnije. – Gdy znalazła się w czystym pomieszczeniu, Mira spojrzała na nią przenikliwym wzrokiem. – Spokojnie! Na szczęście tam było tak zgniło, że bałam się dotykać czegokolwiek dłużej niż minutę, a gdybym miała włożyć do torebki … Błeeee – drgnęła.
- Ale na zaś mi pokaż, proszę. – Sekretarka nie dawała za wygraną. Lucy zaczęła lekko się pocić. Podała koleżance swoją torebkę. Powoli zaczęła ją przeszukiwać, jednak nie znalazła ukrytej kieszeni, którą Lucy sama zaprojektowała. – Przepraszam ! – powiedziała nagle Mirajene, podając Lucy torebkę. – Mam za dużą wyobraźnię.
- Nie dziwię ci się,  ostatnio dużo się dzieje … o wiele za dużo. – uśmiechnęła się szeroko, a następnie pognała prosto do auta. Wsiadła i ruszyła w stronę mieszkania, gdy tylko dotarła na miejsce, pognała do swojego legowiska, wyjęła dokumenty i otworzyła je.  – Może na początek relacje świadków.

7 września X763 roku

            „Nikt nie przypuszczał, że to się wtedy wydarzy” mówił każdy z nich, jakby byli lalkami nastawionymi na tylko jedno zdanie, jednak był tam jeden człowiek, jeden świadek, który stał i płakał, patrząc na to co się dzieje. Ja Igneel Dragneel podszedłem do niego, jednak gdy mnie ujrzał po prostu uciekł. Niespodziewanie po chwili pojawił się człowiek, który twierdził, że „wszystko widział”. Było to dla równie zaskakujące, jak fakt, że On znikł.

- Co to jest ? – zapytała zaskoczona Lucy. – Przecież tu powinny być dokładne relacje ze spraw, a nie … zaraz to jest ze września, więc co z lipcem ? – zaczęła przeglądać. Nagle zobaczyła to. Wszystko było pomieszane, zaczęła układać wszystko dokładnie, tak jak powinno to być. – Czyli ktoś musiał to widzieć przede mną. – Doszła do wniosku. – Ale gdybym ja to przeglądała, to bym powrotem ułożyła, chyba że … ktoś chciał by inni dowiedzieli się o jego poszukiwaniach! – wzięła do ręki teczkę z relacjami Igneela Dragneela i spojrzała na nią. – Niemożliwe … - rzekła. – A, więc tu nie było tego o czym myślałam. Czyżby Makarov? Nie. To musi być ktoś, ktoś bliski … - wzięła do ręki plik, zaczynając czytać po kolei.

7 lipca X763 roku – Wkroczenie policji do zakładu Orasion Seis

            „To było straszne, porozrywane ciała leżały na chodniku, bałem się przejść , dlatego uciekłem, ale widziałem go… tego mężczyznę. To był Acnologia!!! Opiszę go wam. ” Pierwszy świadek pomimo dokładnego opisu szefa mafii, nic nie wniósł do sprawy, gdyż portret przedstawiał w rzeczywistości Metalicanę Redfoxa. Niestety nic więcej nie dowiedzieliśmy się od osobnika, więc po prostu go puściliśmy.

            „Byłam wtedy na spacerze z moją maleńką Pysią, gdy nagle usłyszałam wybuch. Była to dokładnie 15:50, gdyż akurat spoglądałam na zegarek. Potem już tylko słyszałam jak krzyczą … ludzie krzyczą panie! Przeżyłam tyle wojen, ale tak potwornego krzyku nigdy nie słyszałam. ” Kobieta nie podała zbyt wielu szczegółów, jednak ważny był dla policji fakt, że czas pierwszego wybuchu został ustalony.

            „Była to normalna godzina, normalny czas, normalna okolica… pani jak ja się dowiedziałem, że tam się dzieją takie potworności, tuż pod moim nosem… myślałem, że rzygnę. Sądziłem, że tam jest fabryka. ”. Początkowe zeznania nic nie wniosły, jednak gdy zadałem pytanie o to, czy coś zwróciło jego uwagę od razu nam odpowiedział „A tak panie! Jak wszyscy gapili się na to zdarzenie, na ten ogień, jakiś idiota stał bardzo blisko pierwszego zakrętu, a z niego to możny wiele się dowiedzieć. I wie pan co robił ? Płakał i cały czas powtarzał „Moja wielka wina …”. Może to sprawca był ? ”. Była to istotna informacja dla policji, jednak owego osobnika widziała tylko jedna osoba, reszta go nie pamięta.

            Reszty świadków nie byliśmy w stanie znaleźć, gdyż w momencie pojawienia się specjalnych służb wszyscy uciekli.

- ZARAZ! – krzyknęła Lucy – Jeśli pisał to ojciec Natsu, to dlaczego … Chyba, że pisał to jako policjant, a nie jako członek Dragonsów. – odwróciła na drugą stronę kartkę. Była pusta. Pobiegła do kuchni, skąd wzięła cytrynę, wacik, a następnie ruszyła do łazienki po suszarkę. – Chyba 21 lat temu nie było jeszcze tak powszechnie znanego promieniowania… - Dokonała odpowiednich czynności, tak jak je widziała na filmach, po chwili jej oczom ukazała się ukryta wiadomość.

            ŚWIADEK NR. 5 – TAJEMNE PRZESŁUCHANIE

            „Ja nic nie widziałem, oprócz tego mężczyzny, który płakał. Nie wyglądał na zwykłego typa. Jednak wie pan to nie było najdziwniejsze, że pomiędzy powtarzaniem tych samych słów, pomiędzy wplątywał dziwny KOD „0707X762To On.” I nic więcej. Dziwne prawda ?”. – Rozmowa się zakończyła, była prowadzona potajemnie, gdyż wydarzenia z KODU, były największą i najkrwawszą tajemnicą Fiore.

- Jeśli taka wiadomość jest ukryta na tej stronie to może …? – spojrzała na resztę dokumentów. – Igneel Dragneel, przez ciebie stracę parenaście godzin mojego życia, twój syn ma mi je oddać w naturze… - Nagle zrozumiała co powiedziała. – Oprócz seksu! – poprawiła się. – Dobra, a teraz muszę wszystko dokładnie przejrzeć… Wszystko! Mamy tutaj przesłuchania z wydarzeń od lipca do października. O dziwo wszystkie są krótkie i mało pomocne, ale …

7 sierpnia X763 – Napad na bank w Centrum Magnolii

            „Myślałam, że to był koszmar. Po prostu stałam w kolejce w banku i nagle przypomniałam sobie, że mam wyjść do sklepu odebrać zamówiony przeze mnie nowy grzejniczek. Gdy wychodziłam minęłam trzech mężczyzn, wszyscy byli ubrani w czarne płaszcze, co mnie zdziwiło, bo przecież było ciepłe lato. Niestety ich twarzy nie widziałam, chyba mieli na sobie czapki. Gdy przeszłam kawałek nagle usłyszałam krzyk. Przeraziłam się i uciekłam. Zabawne grzejnik uratował mi życie.” Przesłuchania wstępne kobiety nic nie wykazały. Wszyscy śledczy doszli do jednego wniosku „O włos uniknęła śmierci”.

            „Gdybym wiedział, że tam będzie moje dziecko… gdybym tylko wiedział zapobiegłbym temu, naprawdę! Po co kazałem jej iść wypłacić pieniądze ? Po co? ”. Gdy zapytaliśmy czy wie coś więcej, odpowiedział po prostu …nie.

- Chyba już wiem o co chodziło mu… - szepnęła Lucy przerywając czytanie. Szybko odwróciła pismo i powtórzyła sztuczkę z dostępnymi jej przedmiotami.

            Wszyscy uznali, że te zeznania są niepotrzebne, gdyż praktycznie nic nie wnosiły, a ja dowiedziałem się, że były one najistotniejsze. Były tylko dwie osoby, które były powiązane ze sprawą, lub z ofiarami. Tylko dwie, a 13 ofiar. Nikogo nie zdziwiło, że kobieta chce kupować grzejnik w lecie? Sprawdziłem ją, okazało się, że zaraz po śledztwie ta kobieta znikła, nie było po niej ani jednego śladu. Wtedy już wiedziałem Acnologia ma wszędzie wtyki, nikomu nie wolno ufać, nawet podejrzewam mojego współpracownika o szpiegostwo, ale nie mam żadnych dowodów.  Zaintrygował mnie także ojciec jednej z ofiar, jednak okazało się, że dziewczyna, którą wskazał mężczyzna, straciła ojca miesiąc przed napadem.

7 wrzesień X763 – Podpalenie starej stoczni

„Nikt nie przypuszczał, że to się wtedy wydarzy” mówił każdy z nich, jakby byli lalkami nastawionymi na tylko jedno zdanie, jednak był tam jeden człowiek, jeden świadek, który stał i płakał, patrząc na to co się dzieje. Ja Igneel Dragneel podszedłem do niego, jednak gdy mnie ujrzał po prostu uciekł. Niespodziewanie po chwili pojawił się człowiek, który twierdził, że „wszystko widział”. Było to dla równie zaskakujące, jak fakt, że On znikł.

- Nic nie ma… -  rzekła, po sprawdzeniu, czy niema tajnej wiadomości.

7 października X63 – Włamanie do siedziby FBI, zabicie czterdziestu agentów.

            „Śledztwo utajnione”. Tylko to usłyszeliśmy, dlatego mogliśmy tylko zrezygnować.

- I tajny ślad… - z uśmiechem na twarzy powoli zaczęła czytać.

            Wiem, że osoba, która to czyta może mieć wątpliwości, co do treści, która będzie jej znana. Nikt nigdy nie doszedł do takich wniosków po tych wszystkich śledztwach. Dlaczego ? Bo nie wiedzieli o jednym fakcie… Acnologia istnieje. Czytając moje zapiski czytaj uważnie, ale najpierw sprawdź dokładnie to, co mogłem napisać, dopiero potem próbuj odgadnąć tajemną wiadomość.
Teraz chciałbym przekazać kilka wniosków, do których doszedłem po przesłuchaniach.
1)      Uważam, że wszyscy świadkowie byli podstawieni oprócz mężczyzny ze sprawy z 7 lipca, który mówił o tajemniczej osobie, która płakała, ale o niej potem. Świadków było mało, nawet nie mogliśmy znaleźć osób, które mogłyby być powiązane z ofiarami. Wszystko wydawało mi się dziwne, tak naprawdę nie wiedziałem, o co chodzi w tej sprawie, jednak byłem świadomy tego, że Acnologia, chce ukryć Prawdę. Gdyby nie to, że wtedy 7 lipca byłem w tej fabryce, prawda przeszłaby mi koło nosa. Byłem głupi, byłem ślepy. Kiedy próbowałem skontaktować się ponownie ze świadkiem z 7 lipca, okazało się, że kilka dni wcześniej popełnił samobójstwo. Przypadek ? NIE!
2)      Tajemniczy mężczyzna jest powiązany ze sprawą. Nie wiedziałem kim on jest, jednak sam fakt, że płakał będąc zaraz obok miejsc tych tragicznych wydarzeń, świadczy jednoznacznie o jego powiązaniu ze sprawą i o tym, że nie był on podstawiony. Niestety nie mam jego rysopisu, nie wielkim jest. Dla policji nie istnieje.
3)      W policji jest SZCZUR! Cały czas się ukrywa, nie wychyla się, jednak wiem, że istnieje. Zbyt dużo przypadków, zbyt dużo niewyjaśnionych zgonów, zbyt wiele informacji, które przeciekły. W pewnym momencie tak się zatraciłem w swoich podejrzeniach, że zacząłem o wszystko podejrzewać moją siostrę Laylę…

- CO?! – krzyknęła Lucy. Jeszcze raz dokładnie przeczytała słowa Igneela Dragneela. – Więc ojciec Natsu i moja matka byli rodzeństwem ? Nie rozumiem! Nic mi o tym nie powiedziała, więc dlaczego ? Może … - popatrzyła się na resztę dokumentów – Może wy dacie mi odpowiedzieć.

…  i czego szczerze żałuję. Postąpiłem naprawdę głupio, ale czasu się nie da cofnąć. Przez moje wątpliwości teraz Layla jest w ciąży z tym bydlakiem Heartfilią! I to wszystko przeze mnie.
            Czytelniku, który ślęczysz nad tymi dokumentami, dziękuję ci, za próbę odkrycia prawdy. Nie wiem, czy jesteś Lucy, czy Natsu, czy jeszcze kimś innym, ale ci dziękuję. Ja już najprawdopodobniej nie żyję. Jestem na to przygotowany, wiem, że prawda potrafi prowadzić do grobu. Zapewne mój syn, gdy mnie już odnajdzie postanowi znaleźć własna sprawiedliwość. Dlatego jeśli jesteś Natsu … PRZESTAŃ, jeśli jesteś kimś innym, ale znasz mojego syna, przetłumacz mu wreszcie, że próby odnalezienia sprawcy są niebezpieczne dla innych,  a szczególnie dla córki Layli. Prawda, a wymierzenie sprawiedliwości, to dwie różne rzeczy, których należy się wystrzegać i pilnować. A teraz co do moich raportów. Kiedy przeczytasz je dojdziesz do wniosków, że jestem dobrym kłamcą. Miej się na uwadze, gdyż później będę chciał ci powiedzieć prawdę. Opowiem ci historię tego jak stałem się Dragon Slayerem, o tym, jak odnalazłem moje dziecko i o tym, czym był tak naprawdę WIELKA AKCJA, co się wydarzyło 7 listopada X763 roku. A, więc czytaj uważnie i miej się na baczności, bo ktoś zawsze może cię obserwować.

            Lucy odruchowo odwróciła się, jednak gdy zobaczyła, że nikogo nie ma ze spokojem powróciła do czytania.

7 lipca X763 roku

            Otrzymaliśmy anonimowy telefon z informacją o dziwnych sytuacjach, które się działy w okolicach fabryki, która została wybudowana nieopodal lasu. Dokładna godzina wezwania 15: 45. Pojechaliśmy sprawdzić co się dzieje. Było tam kilku gapiów, którzy narzekali na hałasy dobiegające ze środka budynku. Po dwóch minutach od rozpoczęcia rozmowy ze świadkami usłyszeliśmy pojedynczy strzał. Ja, Igneel Dragneel i pięciu innych policjantów postanowiliśmy wejść do środka, wcześniej wzywając posiłki. Gdy weszliśmy do środka ujrzeliśmy ciała pięciu osób, które zostały zamordowane. Nagle padły strzały. Postanowiliśmy się wycofać, niestety ktoś zablokował wejście. Strzelanina trwała parę minut, po tym czasie przybyły posiłki, które patrolowały owego dnia obszar niedaleko fabryki Orasion Seis. Gdy udało im przedostać do środka od tyłu, otoczyliśmy przestępców. Poddali się po kilku minutach. Wszystkich aresztowaliśmy. Kilku policjantów w tym ja, pozostaliśmy na miejscu zbrodni by sprawdzić, czy ktoś przeżył. Niestety nie udało się znaleźć osoby żywej. W środku budynku jednak zostało okryte miejsce, gdzie leżało całe pudełko z kokainą i marihuaną. Wszystko zabezpieczyliśmy przez interwencją z zewnątrz. Po upływie godziny dotarli biegli, którzy przeszukali dokładnie miejsce zbrodni, zdjęci odciski palców i wykonali resztę potrzebnych procedur. Oskarżonych o zamordowanie pięciu osób postanowiliśmy przesłuchać tego samego dnia, niestety w drodze do areszty zażyli ukrytą truciznę. Po wielu miesiącach sprawa została zawieszona, akta utajniono.

- Co to ma być ?! – zapytała ze złością Lucy. – To dlatego ojciec Natsu się postarał o to ukryte pismo, ale skoro na tej jednej stronie jest cała analiza sprawy to co na reszcie ? – zaczęła po kolei czytać tytuły kolejnych dokumentów.

1) Sekcja zwłok 5 ofiar
           
            U wszystkich ofiar znaleziono liczne rany postrzałowe, które zostały zadane z odległości przynajmniej dwóch metrów do czterech. W dwóch ciałach pocisk trafił w prosto w serce, jednak w trzech przypadkach ofiara została postrzelona w brzuch, przez co przyczyną śmierci było wykrwawienie się. Innych obrażeń u ofiar nie było.

- A, więc reszta jest o tym, jak wyglądał ich mózg, wątroba, itd.? – zapytała samą siebie, czując lekkie obrzydzenie. Ominęła parę stron, a następnie doszła do wniosku, że reszta papierków, w swej widzialnej zawartości jest dla niej mało istotna.

2) Ekspertyza balistyczna
3)  Sekcja zwłok podejrzanych o dokonanie zbrodni
4) Badanie zawartości trucizny, którą wypili podejrzani.

- Wszystko zostało utajnione … - szepnęła cicho. Nagle poczuła jak bardzo zesztywniały jej plecy. Wstała i poszła  w kierunku kuchni, by zrobić sobie kawę. Po drodze zaczęła rozciągać się, by trochę rozruszać mięśnie. Nastawiła wodę, chwyciła pilot od telewizora i włączyła wiadomości. – Muszę mieć jakiś kontakt ze światem.

- Witamy w Wiadomościach o 12:00. – Rozpoczęła swą wypowiedź prezenterka – Czy duchy istnieją ? Wszyscy pewnie sądzą, że nie, jednak policja z Komisariatu Fairy Tail mogła się przekonać na własnej skórze, że zmarli mogą powracać do żywych. Wczoraj nad ranem jedna z mieszkanek pobliskich zamożnych dzielnic widziała Jude Heartfilię, który próbował się włamać do swojej dawnej rezydencji. Z tajnych źródeł mogliśmy się dowiedzieć, że nic nie zostało skradzione, jednak samo włamanie jest ciekawą zagadką. Prawda czy może wybujała fantazja starszej kobiety. W obecnej chwili Polica nie chce nam nic powiedzieć, a córka owego ducha, która pracuje jako pomocnik we wspomnianym komisariacie, ukryła się, przez co miejsce jej pobytu, nie jest nam znane. – Lucy usłyszała jak gotuje się woda, jednak tak bardzo była zaskoczona wiadomościami, że dopiero po kilkunastu sekundach otrzeźwiała i wyłączyła gaz pod czajnikiem. Wyłączyła telewizor, zrobiła sobie kawę i jak gdyby nic wróciła, by dokończyć czytanie „wiadomości z zaświatów”.
- Żyje czy nie żyje ? – zadała sobie to pytanie – Gówno mnie to obchodzi!

***



PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)