niedziela, 22 czerwca 2014

ZASADY:
1) Fani oceniają poprzez oddanie 1 głosu w ankiecie obok.
2) Twórcy opowiadań nie biorą udziału w głosowaniu oraz nie mogą zdradzić swojej tożsamości i tego, że biorą udział , jeśli zostanie to wykryte automatyczna dyskwalifikacja
3) Do autorów: jeśli cokolwiek zostało przeze mnie zmienione, to nie macie mieć prawa się ze mną kłócić, proszę spojrzeć na stronę konkursu i przeczytać czcionkę i jej rozmiar :)

Najlepsza para w gildii

W budynku gildii panowała cisza. Było to zjawisko wprost niespotykane, tym bardziej że obecni byli wszyscy członkowie Fairy Tail. Dziś odbywało się losowanie par które mają wziąć udział w tegorocznych zawodach na najlepszą dwuosobową drużynę. Wszyscy stali wpatrzeni w Mistrza który losował pary ze skrzynki. Gdy trzymał już w ręce trzy kartki z imionami wszyscy wstrzymali oddech. Mistrz chrząknął i zaczął mówić.
- W tym roku w pojedynku wezmą udział... - Staruszek spojrzał na pierwszą kartkę. - Natsu i Gildarts.
 Natsu zaczął wydawać z siebie odgłosy radości. W końcu ktoś z tłumu walnął go aby się uciszył. W rezultacie wszyscy po kolei zostali wciągnięci w walkę. PO jakiś dziesięciu minutach było po wszystkim. Grey siedział nago, Natsu śmiał się jak szalony, Levy leżała na podłodze z podbitym okiem, Mira łaskotała związaną Erze, a Lucy, której jakimś cudem udało się uniknąć większych obrażeń rozmawiała o czymś z Caną.  W końcu mistrzowi udało się uciszyć ich wszystkich powiększając swoją rękę i przygniatając ich do ściany. Znów chrząknął.
- Lucy i Levy - Rozglądnął się, ale nie wywołało to większego zamieszania więc kontynuował. -  Juvia i G...
- Gray- Sama! -  Lodowy mag ledwo unikną rzucającej się na niego Juvii. Mistrz jednak nie przejął się tym, że ktoś mu przerwał i powiedział jeszcze raz:
- Juvia i Gajeel.
Juvia pozbawiona nadzieii na spędzinie czasu z Grayem rozpłynęła się po całej podłodze. Gajeel usiadł na stole aby uniknąć zamoczenia się i prychnął tylko. Mistrz, jako że był mistrzem od wielu lat, był już przyzwyczajony do tego typu  zamieszania więc krzyknął tylko aby ci których wybrał stawili się na drugim piętrze i poszedł, pozostawiając reszcie powstrzymanie powodzi.  Po godzinie, Lucy jakoś wniosła na piętro poobijaną Levy, Natsu przestał walczyć z każdym kto się nawinął, a Gray uspokoił Juvię (w zasadzie nie musiał nic robić, po prostu w swoim zwyczajnym ,,stroju" poślizgnął się i wpadł do wody). Mogło więc już odbyć się zebranie na którym zostaną poinformowani w jakiej konkurencji się zmierzą.
- Otóż w tym roku o rodzaju pojedynku zdecydowała Lisanna. Tak więc przez ten tydzień będziecie musieli jak najlepiej... - Mistrz otworzył list od Lisanny i.... wybuchnął śmiechem. I śmiał się tak, że aż dostał ataku kaszlu i było konieczne pozbieranie go z podłogi. Levy w tym czasie przeczytała treść listu. Po dłuższej chwili, cała czerwona na twarzy, powiedziała o co chodzi.
 - Przez tydzień mamy udawać że ze sobą chodzimy.
Wszystkich natychmiast zatkało. Z wyjątkiem Natsu oczywiście.
- Chodzimy? Na misje? A nie możemy normalnie na jakąś iść? To konkurencja kto przekona ludzi że zrobił najwięcej misjii, choć nie zrobił żadnej? - Nawijał tak jeszcze długo, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Mistrz, bo już zdąrzył się uspokoić, zaczął wyjaśniać zasady.
- Przez tydzień macie udawać parę. Fred nałoży na was runy, które nie pozwoją wam nikomu przekazać że udajecie. W trakcie tego tygodnia za pomocą tych run będziemy także w ciągu tego tygodnia wysyłać wam telepatycznie mini-zadania. Jeżeli nie wykonacie któregoś z nich - odpadniecie. - Wszyscy w tej chwili już zaczynali mówić że rezygnują, ale mistrz ich ubiegł. - W tym roku znaleźliśmy sponsora, więc nagroda to 14000000 kryształów.
- Wchodzę w to. - Odezwało się sześć głosów na raz. Jak widać jeśli chodziło o pieniądze byli jednomyślni.
- Zawody będą trwały od jutra, do przyszłej soboty. Radzę jak najszybciej wyznać że jesteście parą, za to będą dodatkowe punkty.
Wszyscy po tych słowach rozeszli się i zaczęli obmyślać plan na jutro. Myślęli że to tylko tydzień, że udawanie pary będzie dziecinną igraszką. Nie mogli się bardziej pomylić.

Najłatwiejsze zadanie było oczywiście w przypadku Gajeela i Juvii. W połowie. Z jednej strony stanowili jedyny związek hetero, z drugiej nikt nie uwierzy że Juvia tak nagle porzuciła Graya.  Cały ranek obmyślali więc plan, jak to powiedzieć żeby wypadło wiarygodnie. Koło ósmej oboje przybyli do gildii, i już mięli zacząć tę grę, ale uprzedził ich Gildarts.
- Hej, możecie mnie rzez chwilę posłuchać?  - Gildarts jak zwykle mówi ze swoim dziwnym uśmieszkiem. - Chciałbym powiedzieć że Natsu i ja... - Wziął chłopaka pod ramię i zaczął tarmosić mu włosy. - ... Bierzemy za miesiąc ślub.
Po kilkuminutowej ciszy nagle wybuchła taka wrzawa, że nawet jak na standardy Fairy Tail było tu głośno.
- Juuvia tt..też chciała coś ogłosić! Gajeel w...wczoraj oś...oświadczczył się Juuvii!
Po zbiorowym szoku jaki wywołała wiadomość Gildartsa nikogo to nie zdziwiło więc najważniejsze mięli już za sobą. Teraz jednak uwagę rzykuły siedzące w kącie Lucy i Levy
- Lucy! - Oczy Levy skupiły się na blondynce. Można było aż czuć miłość promieniującą z jej postawy. Levy musiała być idealną aktorką. - Wiem że to nagłe. Że nie mam pierścionka, że wszyscy patrzą i że zasługujesz na coś więcej, niż tylko marne słowa, ale patrząc w twoje oczy nie mogę się powstrzymać!  Lucy - Levy uklękła - Wyjdziesz za mnie?
Lucy rzuciła jej się w ramiona i zaczęła namiętnie całować a cała reszta gildii zwariowała. Gray podbiegł do Juvii i zaczął ją pytać o co chodzi, Cana próbowała się dowiedzieć co strzeliło do głowy jej ojcu, Natsu, który niczego nie rozumiał, siedział pod ścianą podduszony przez swojego partnera, rumor stał się nie do wytrzymania.  Levy szybko pociągn,eła Lucy za rękę i obie jakoś uciekły od kłopotkiwych pytań. Lekko zdyszana usiadły na jakiejś ławce.
- Lucy... - Levy zaczerwieniła się lekko - Po co mnie wtedy... po.. po... 
- Pocałowałam? - Lucy przewróciła oczami. - To była misja od mistrza, te runy umożliwiły mu przekazywanie nam informacji telepatycznie.
- Aaa, rozumiem. - Zaśmiała się, ale był to lekko sztuczny śmiech. Tak naprawdę wyglądała na bardziej przygnębioną. Lucy jednak tego nie zauważyła.
- Rany, będziemu musiały tak przez cały tydzień? Czemu mistrz nie zrobił wszystkich par chłopak-dziewczyna? Mogłabym być z Natsu! - Lucy, pogrążona w marzeniach zaczynała przypominać Juvię gadającą o Grayu. Levy wstała i odwróciła się do niej tyłem.
- Muszę iść. Cześć. - Odbiegła szybko i zniknęła w tłumie. Lucy wzruszyła ramionami.
- Co ją napadło?
Tymczasem w Gildii Gildarts wciąż nie wydostał się z gildii. Podczas gdy na niego jego córka wrzeszczała co on sobie znów ubzdurał, Lisanna zabrała się za ocucanie nieprzytomnego Natsu, zeby od niego dowiedzieć się, o co chodzi. Ognisty mag obudził się dopiero po dłuższej chwili, i jak zwykle nic nie rozumiejąc rzucił się na Glidartsa.
- Walcz ze mn...! - Chwycił go za koszulę, jednak potknęli się i runęli na zimię, przez przypadek  stykając się ustami. Gildy szybko wstał, objął go ramieniem i zaczął robić dobrą minę do złej gry.
 - Nie wiem czego się czepiacie, Laxus bez problemu może całować się z Fredem po kątach.
Uwaga wszystkich skupiła się teraz na magu błyskawic, więc Gildarts mógł szybko razem z Natsu zwiać  z budynku gildijnego i zacząć mu tłumaczyć na czym dokładnie polegają te zawody. Tylko Juvia i Gajeel nie mięli dotychczas żadnych problemów. Do czasu aż mistrzowi nie zaczęło się nudzić. Żelazny smoczy zabójca zobaczył komunikat i zamarł, po chwili jednak wziął Juvię w ramiona i zaczął mówić
 - Juvio, czy naprawdę musimy czekać do nocy poślubnej? Nie wytrzymam dłuej chcę cię mieć tu i... - Do gildii wparował rozwścieczony Lyon. Lodowy mag wyrwał Juvię z ramion smoczego zabójcy.
-  Wszystko słyszałem! Nie pozwolę ci jej mieć! Juvia jest moja! - Dziewczyna jednak z tego wszystkiego straciła przytomność i rozlała się po całej sali. Gdy udało im się to wszystko ogarnąc była juz noc. Każdy jednak dzięki temu wiedział co jutro powie.

- Rezygnujemy. - Powiedziało sześć głosów chórem. Palący fajke w skupieniu Mistrz odwrócił się.
- Niby dlacze...
- Juvia nie będzie się całować z nikim oprócz panicza Graya!
- Nie będę udawał ze jestem w związku z tym staruchem!
 - Moja córka chce mnie zabić!
 - Nawet za 14 000 000 kryształów nie będę udawać że chodzę z inną kobietą!
- CICHO BĄDŹCiE! - Wziął dłuugi wdech ze swojej fajki. -  Niezależnie od waszej woli runy będą działać jeszcze przez tydzień. Możemy je ściągnąć najszybciej pojutrze, rano. Ale w takim wypadku zmierzycie się za miesiąc, w innych konkurencjach.
- Zgoda. - znów powtórzyło sześć głosów.
- Wiec do jutra będę utrzymywał że poszliście na jakąś misję, a tymczasem nie wychodźcie z domów bo Fred nie ściągnie z was tego zaklęcia jeżeli będziecie się za dużo przemieszczać.  Ach, i musicie cały czas być ze swoją parą, bo zaklęcia są połączone. No chyba ze wolicie poczekać jeszcze sześć dni...
- NIE!!!

Po zebraniu wszyscy rozeszli się do domów. Levy chwyciła za rękę Lucy i zaprowadziła ją do swojego mieszkania. Było ono dość duże. Składało się z trzech pokoi - łazięki, kuchni i sypialni, choć bardziej przypominała ona bibliotekę z łóżkiem na środku. Gwiezdna czarodziejka była zachwycona.
- Idę się przebrać, a ty możesz się tu rozglądnąć. - Levy wyszła z pokoju a Lucy zaczęła oglądać książki. W pewnej chwili dostrzegła dziwną książkę. Nie miała tytułu na brzegu i wyglądała jak zrobiona z metalu. Podeszła więc do półki i chciała ją wyjąć, ale gdy tylko jej dotknęła rozległ się trzask i regał się odsunął, ukazując ukryte pomieszczenie. Zaciekawiona Lucy weszła do środka. To co tam zobaczyła zniszczyło jej wszelkie wyobrażenia o Levy. Na ścianach wisiały setki, nie, tysiące jej zdjęć zrobionych pod różnymi kątami. Na niektórych była ubrana, na innych nie. Podeszła do biurka postawionego od ścianą i tam spotkał ją kolejny szok. Kilkaset kartek różnych opowiadań-romansów... z nią i Levy w roli głównej. Ostatnią rzeczą jakiej jeszcze nie oglądała był pamiętnik Levy...  Po długim wachaniu otworzyła go i spojrzała na pierwsze strony. ,,Lucy dziś do mnie zagadała!Rozmawiałyśmy i umówiłyśmy się na wspólną misję!" ,, Lucy zapomniała o naszej misji i spędziła cały dzień z Natsu. Pewnie nie chce spędzać czasu z kimś tak beznadziejnym jak ja. Może powinnam mniej ją męczyć?'' ,, Lucy wyznała mi że podoba jej się ten ognisty debil. Wiedziałam że ona nigdy nie polubi kogoś takiego jak ja.''
- To trochę nie ładnie czytać cudze pamiętniki. - Blondynka podskoczyła gdy zobaczyła za sobą niebieskowłosą. Cofnęła się, ale potrąciła  kubek z jej podoblizną stojący na biurku a gdy niebieskowłosa złapała go, spadł z niej ręcznik w którym była. Pisnęła, a Lucy szybko zakryła oczy.
- Levy, ja...
- Tak, wiem. Jestem tak głupia że absolutnie nikt nie chciałby się ze mną zadawać, a co dopiero żyć wspólnie.
- Nie Levy...
- Chodzi o mój wygląd? Wiem że mam czoło wysokie jak wieża ratuszowa i piersi tak małe że aż niewidoczne... - Blondynka złapała tamtą za ramiona i przerwała jej dłuuuuugim pocałunkiem. Gdy wreszcie oderwała się od jej ust uśmiechnęła się.
- Też cię kocham, Levy. - Niebieskowłosa nie mogła przez chwilę nic z siebie wykrztusić.
- Ale mówiłaś... Natsu...
- Mówiłam to tylko dlatego że bałam się że zaczniesz mnie o coś podejrzewać i nie będziesz chciała już mnie znać.
- Lucy...
Dziewczyny jeszcze raz pogrążyły się w pocałunku i resztę nocy spędziły wtulone w siebie w łóżku Levy.

Nazajutrz  Levy wstała wcześnie i zaczęła robić śniadanie. Nagle poczuła że ktoś ją obejmuje z tyłu.
- Lucy?
- Pamiętasz jak wtedy pocałowałam cię w gildii? - Uśmiechnęła się i następne słowa wypowiedziała szeptem. - Nie miałam wtedy żadnego zadania od Freda.
Dziewczyny znów się pocałowały i żadna nie miała już co do drugiej wątpliwości. 

Shirogane 白金 

Rozdział I
Nieoczekiwane spotkanie
            Dzień był wyjątkowo ciepły jak na początek lutego, tym bardziej mając na uwadze zamieć z dnia poprzedniego. Większość gildii, czyli ci, którzy nie wykonywali właśnie żadnej misji, znajdowała się siedzibie Fairy Tail. Jedynie Gajeel postanowił przejść się po mieście, gdyż nie był w nastroju na rozmowę z kimkolwiek. Nie mógł również iść na misje, gdyż Lily się rozchorował, a od dłuższego czasu wykonywał zadania tylko z nim. Oczywiście Wendy mogłaby mu pomóc, lecz znajdowała się aktualnie w innym mieście. Smoczy Zabójca, wyraźnie znudzony, przechadzał się uliczkami i zaglądał do sklepów w nadziei, że znajdzie coś interesującego. Ale oczywiście, tak jak się tego spodziewał, nie znalazł dosłownie nic.
            Kiedy był już na obrzeżach miasta usłyszał znany, choć dawno niesłyszany, głos. „I myślisz, że oni się na to zgodzą?”, odpowiedział mu inny, który również znał, „A dlaczego mieliby się nie zgodzić? Musisz być zawsze takim pesymistą? Przynajmniej możemy spróbować...”. Gajeel spojrzał w stronę, z której usłyszał głosy i wydawał się być zaskoczony. Tak jak się spodziewał, zobaczył tam Rogue'a i Stinga z gildii Sabertooth. Nie byli sami. Szli oni na przedzie, a za nimi wielu innych członków gildii. Smoczy Zabójca dostrzegł, że obok Rogue'a idzie Yukino, która trzyma go za rękę. „No, no... a wydawał się niczym i nikim niezainteresowany. Cóż... wiele czasu minęło.” Powoli zaczął iść w ich stronę, przy okazji licząc jak wielu ich jest. „Co może robić piętnastu członków innej gildii w Magnolii? Dziwne...” Sting jako pierwszy spostrzegł, że Gajeel do nich zmierza. „Gajeel! Witaj! Nie spodziewałem się spotkać nikogo z waszej gildii, nim tam nie dojdziemy. Co ty tu robisz?” Ten spojrzał na niego zdziwiony, „Co ja tu robię? To raczej ja powinienem zadać to pytanie. Tym bardziej, że z tego co widzę, trochę was tu jest. Hmm... idziecie do gildii? Można wiedzieć po co?” Sting zaśmiał się, co wydało się dosyć przyjemne dla Gajeela. „Ah, no tak, masz racje. Mamy jedną ważną sprawę do przedyskutowania z waszym mistrzem, Makarovem. Cóż... głównie to ja mam, odkąd jestem nowym Mistrzem Sabertooth. Jeśli nie masz nic przeciwko, to mogę powiedzieć Ci po drodze.” W odpowiedzi dostał tylko krótkie „Jasne, czemu nie.”
            Tak jak Sting powiedział, tak zrobił. Gdy szli zaczął opowiadać, „Odkąd były mistrz...” W tym miejscu zrobił ledwo zauważalną przerwę, „...odszedł z gildii, zaczęliśmy mieć problemy z jego, nazwijmy to, znajomymi, którzy byli właścicielami gmachu gildii...”. Przez jakiś czas opowiadał o problemach, Rogue czasami wtrącił kilka słów, gdy Sting o czymś zapomniał. „No i nasz największy problem w tej chwili, to brak siedziby dla gildii. Dostaliśmy pewną ofertę, tutaj, w Magnolii, ale zanim się zgodzimy, musimy przedyskutować to z waszym mistrzem. Jak sam pewnie wiesz, może być problemem, to że dwie duże gildie będą w jednym mieście. Głównie chodzi o zlecenia...” Przez chwilę szli w ciszy i Gajeel myślał o tym co właśnie usłyszał. „Cóż, myślę, że Makarov się zgodzi, a na pewno jakoś się z nim dogadacie. Poza tym, może być dość ciekawie. Gihii.” Zakończył wypowiedź swoim, rozpoznawalnym przez wielu, śmiechem. „Niedługo się dowiemy. Jesteśmy prawie na miejscu.”
            Gdy zbliżali się coraz bardziej do gildii, zaczęli rozmawiać o mniej istotnych rzeczach. Sting dowiedział się, jak bardzo zwycięstwo w Wielkim Turnieju Magicznym wpłynęło na Fairy Tail i jak wielu nowych chciało dołączyć. Niektórym się to udało. Gildia odzyskała sławę sprzed siedmiu lat. Gajeel natomiast niewiele się dowiedział. Oprócz zmiany mistrza gildii, niewiele się wydarzyło u Szablozębnych. Jedyną nowością jest związek Rogue'a i Yukino. Dowiedział się, że od tygodnia są zaręczeni. Natomiast Sting był wciąż singlem.
            Po dość krótkim czasie dotarli do siedziby Fairy Tail. Żelazny Smoczy Zabójca zatrzymał się przed drzwiami. „Wszyscy będą zaskoczeni, że tu jesteście.” Otworzył drzwi i wszedł do środka, a za nim Sting, Rogue, Yukino i reszta gildii Sabertooth.

Rodział II
Wiadomość
            Rozmowa z Makarovem przebiegła pomyślnie dla Szablozębnych. Zgodził się, by inna gildia znajdowała się w Magnolii, ale miał kilka warunków. Najważniejszy dotyczył zleceń, czyli rzeczy ważnej do funkcjonowania gildii. Jeżeli Sabertooth lub Fairy Tail będzie brakowało misji, ta pierwsza powinna, jeżeli ma odpowiednią ilość dla własnych członków, odstąpić kilka z nich, w zamian za dziesięć procent, a pięć, w przypadku braku zleceń u Wróżek. Sting chętnie przystał na taką ofertę, bo czymże jest dziesięć procent w porównaniu z brakiem siedziby?
            Więc decyzja zapadła: Szablozębni zostają w Magnolii. Członkowie Fairy Tail postanowili zorganizować przyjęcie powitalne, lecz był to tylko pretekst, by zachowywać się tak jak zwykle i mieć na to uzasadnienie. Gajeel wydawał się nie być tym wszystkim zainteresowany. Siedział sam przy jednym ze stolików pod ścianą. Tylko pozornie na nic nie zwracał uwagi, ale specjalnie wybrał to miejsce, by móc wszystkich obserwować i słuchać rozmów większości z nich. Przy najbliższym stoliku siedział Sting, Rogue, Natsu i Gray. Obok nich Lucy, Levy i Yukino.
            Smoczy Zabójcy wraz z lodowym magiem przechwalali się na temat walk stoczonych na ostatnich misjach. Oczywiście wszystkie sukcesy wyolbrzymiali, a Natsu, z powodu kiepskiej pamięci, poprzekręcał niektóre fakty. Lucy, która co jakiś czas zerkała na Dragneela, w niektórych momentach jego opowieści zaczynała się śmiać, bo sama brała udział w owych wydarzeniach i widziała co się działo w rzeczywistości. Levy zapytała Yukino jak to zrobiła, że rozkochała w sobie Smoczego Zabójcę, gdyż sama chciałaby to wiedzieć. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Gajeel może to słyszeć i wiedzieć, o kogo jej chodzi. Redfox zaczął się zastanawiać. „Hmm... Levy, może i jest słodka i inteligentna, ale nie wydaje się być ona kimś kogo ja chcę. Zdecydowanie nie jest to związek, którego bym sobie życzył.” Rozmyślał nad tym, czy jest w tej sali ktoś, kto by mu się podobał. Przyglądał się po kolei każdemu, ale takiej osoby nie mógł znaleźć. „Cóż, może to jeszcze nie czas?” Nagle do głowy przyszła mu dziwna myśl, więc spojrzał na jedną z osób. „Nie. To nie może być prawda! To byłoby dziwne, gdyby podobał mi się ktoś taki jak... Hmm... A może jednak? Nie! Zdecydowanie nie! Wiem, że nie byłoby to nawet możliwe.” Spojrzał w inną stronę. „Po prostu o tym nie myśl.” Próbował przekonać sam siebie. Ponownie zaczął przysłuchiwać się rozmowom. „...ale kilka razy dostałam od niego kwiaty! Gdybyś ty widziała te bukiety.” Yukino westchnęła i wróciła do swojej opowieści o jej związku. Przy sąsiednim stoliku Sting opowiadał jak musiał uporać się z dość pokaźną grupą bandytów. W owej grupie znalazło się nawet kilku magów. Ta opowieść była znacznie ciekawsza dla Gajeela, niż opowieść o związku.
            Dość późno, bo była to już może druga lub trzecia w nocy, drzwi od gildii otworzyły się i stanęła w nich Wendy. Właśnie wróciła z misji i, jak się okazało, przyjechała nocnym pociągiem, gdyż na wcześniejszy nie zdążyła. Była bardziej niż zaskoczona, gdy zobaczyła kto znajduje się w budynku. Przez chwilę stała oszołomiona, po czym podeszła do baru, za którym stała Mirajane. Znajdowały się one zbyt daleko, by Gajeel mógł usłyszeć, o czym rozmawiają, ale temat rozmowy był oczywisty. Wendy chciała się dowiedzieć, co Szablozębni robią w Fairy Tail i do tego w takiej ilości. Po dłuższej chwili Marvell wyjęła jakąś kartkę i pokazała ją Mirajane, którą ta czytała z zainteresowaniem. Gdy skończyła, uśmiechnęła się i powiedziała coś do Wendy. Ta z kolei, z zadowoloną miną, odpowiedziała coś i zaczęła szukać miejsca, by usiąść. Dosiadła się do Levy, Lucy i Yukino, ale uprzednio przywitała się z każdym zajmującym miejsce przy sąsiednich stołach, w tym z Gajeelem.
            Zaczęły one rozmawiać o misji, z której właśnie Wendy wróciła. Okazało się, że mało brakowało, a zakończyłaby się niepowodzeniem. Lecz, na szczęście, udało się ukończyć zadanie zlecone przez dość majętną i wpływową osobę. Porażka mogłoby mieć pewne negatywne, co prawda mało znaczące, skutki dla Fairy Tail. Levy, która, tak jak i Gajeel, zauważyła kartkę, którą Smocza Zabójczyni pokazała Mirajane, chciała się dowiedzieć, co to jest. Jednakże dziewczynka nie zamierzała nic zdradzić na ten temat. „Później Mira powie o wszystkim.” Zapytała jeszcze kilka razy, ale nic nie wskazywało na to, że Wendy cokolwiek zdradzi, dlatego wróciły do standardowej rozmowy „o niczym”. Dla Gajeela było do dość nudne. Niestety tak samo jak historia opowiadania przez Natsu, gdyż już ją kiedyś słyszał.
            Żelazny Smoczy Zabójca postanowił wyjść na chwilę na zewnątrz, gdzie było trochę chłodniej. W budynku zrobiło mu się po prostu za gorąco. Gdy wychodził, nikt się tym nie zainteresował. Zaledwie dwie osoby spojrzały w jego stronę, ale on nie zwrócił nawet na to uwagi. Gdy znalazł się na zewnątrz, oparł się plecami o ścianę, przy oknie, po lewej stronie od drzwi. „Nuda. Mogłoby się dziać coś ciekawego. Ostatnio nawet Salamander nie wszczyna bójek z Gray'em...” Gajeel rozejrzał się, ale w pobliżu nie dostrzegł nikogo. „Tak późno to i nikt tędy przechodził nie będzie. Hmm... Jeśli zaraz nie zacznie się coś dziać, to pójdę do domu. Jutro poproszę Wendy o pomoc z Lily'm. I w końcu pójdę na misję! Ech... Oby tylko była jakaś ciekawa. Najlepiej teraz wybiorę.” Wszedł do gildii i zastał wszystko tak jak przed wyjściem. Magowie tylko rozmawiali lub pili, a tą, która piła najwięcej, oczywiście była Cana. Poszedł prosto do Mirajane, by zapytać ją o misję, zamiast przeszukiwać całą tablicę, na której, od zakończenia Turnieju, było zdecydowanie za wiele zadań do wykonania. „Witaj, Gajeel, potrzebujesz czegoś?” Zapytała go gdy tylko podszedł do baru. „Mira, jest może jakaś ciekawa misja? Jutro mam zamiar iść, bo jak czegoś nie zrobię, to umrę z nudów.” Zastanowiła się przez chwilę. „Właściwie to jest zadanie, które by ci się spodobało, a nawet znalazłoby się kilka takich. No, ale wkrótce będzie tutaj ciekawe wydarzenie, więc może byś poczekał z braniem zadań?” Gajeel zdziwił się, bo o niczym nie słyszał. „Ciekawe wydarzenie? O czym ty mówisz?” Mira jak zwykle uśmiechnęła się. „Poczekaj trochę, a dowiesz się jak wszyscy. Ale... wydaje mi się, że ogłoszę to teraz.”
            Mirajane wzięła magiczny mikrofon i zaczęła mówić. „Bardzo przepraszam, że przerywam wam zabawę, ale chciałabym coś powiedzieć!” Uśmiechnęła się szeroko, gdy wszyscy spojrzeli w jej stronę. „Wendy przyniosła ze sobą bardzo ciekawą informację.” Podniosła wysoko kartkę, by ją pokazać. „Jak zapewne wiecie, za kilka dni, a dokładnie za tydzień, są walentynki! Zorganizowany zostanie turniej dla magów, ale wziąć udział mogą tylko pary.” Gdy to powiedziała, wszyscy usłyszeli Juvię wołającą do Gray'a by ten wziął z nią udział. „Macie cztery dni na zgłoszenie się do turnieju. Piątego dnia zostaną wylosowani przeciwnicy do walk mających miejsce dnia szóstego. Po dniu siódmym, w turnieju zostaną dwie pary, które zmierzą się z sobą w trakcie wielkiego finału, który wypadnie we walentynki! Życzę powodzenia wszystkim, którzy się zgłoszą!” Mirajane kontynuowała swoją wypowiedź, wspomagając się kartką, którą otrzymała od Wendy. Gajeel rozejrzał się po sali i spostrzegł, że Bisca i Alzack wymienili porozumiewawcze spojrzenia. „No tak, było pewne, że wezmą udział.” Dostrzegł również, że Levy patrzy w jego stronę, ale udał, że tego nie zauważył. Na Gajeela patrzył również Sting, ale gdy Redfox się zorientował, ten szybko odwrócił wzrok. „Sting? Nie, to niemożliwe, musiało mi się wydawać. W końcu zmęczony już jestem.” Przyjrzał się Stingowi, a ten wydawał się patrzeć gdziekolwiek, byle tylko nie spojrzeć na Gajeela. „A może jednak mi się nie wydawało?” Z zamyślenia wyrwał go Natsu, który zaczął krzyczeć, że pokona wszystkich, ale Gray mu przerwał „Natsu, ty nawet nie możesz wziąć udziłu, bo to jest dla par. Masz kogoś? Nie? To zacząłbyś używać mózgu, jeżeli go w ogóle masz.” Natsu zastanowił się chwilę nad jego słowami, nie zwracając uwagi na obelgę. „Ah! Już wiem!” Szybko poderwał się z krzesła. „Lucy! Weź ze mną udział!” Lucy spłonęła rumieńcem, lecz wyglądała również na bardzo zdziwioną. „J-ja? A-ale... no... no dobrze. Wezmę udział.” Po wypowiedzeniu tych słów zarumieniła się jeszcze bardziej, a Gray był zszokowany. Dlatego postanowił, że nie może być gorszy. Podszedł do Juvii i powiedział, że zgadza się, by wzięli razem udział. „Pewnie Rogue i Yukino też dołączą. To już cztery pary. Mira miała rację. Zapowiada się, że będzie ciekawie...” Uznał, że na nic więcej nie musi czekać i może na razie iść do domu, by trochę odpocząć. Gdy zmierzał do wyjścia, poczuł na sobie czyjś wzrok, ale nie odwrócił się. Zrobił to dopiero tuż przy drzwiach i po raz kolejny spostrzegł, lub wydawało mu się, że widzi, jak Sting odwraca od niego wzrok. „Cóż, wkrótce wszystkiego się dowiem...” Odwrócił się ponownie w stronę drzwi i wyszedł z gildii.

Rozdział III
Wyznanie
            Gajeel obudził się około piętnastej, ale nie było w tym nic dziwnego, gdyż wrócił późno i zastanawiał się nad wszystkim, co miało miejsce od momentu spotkania Stinga poprzedniego dnia. Po przebudzeniu, przypomniał to sobie po upływie kilku chwil. Co do mistrza Sabertooth nie był niczego pewien. Zastanawiał się czy widział to wszystko, bo miało to miejsce, czy po prostu chciał, żeby tak było. Smoczy Zabójca usłyszał otwierające się z cichym skrzypnięciem drzwi i spojrzał w ich stronę. To Lily wszedł do pokoju. „O, w końcu się obudziłeś. Może poszedłbyś po Wendy do Gildii, skoro sam mówiłeś, że już wróciła.” Powiedział zachrypniętym głosem. Wygląda na to, że wciąż jest chory i jego stan niewiele się poprawił. „Tylko zanim wyjdziesz z pokoju, załóż coś na siebie, bo nie chcę cię znowu, przez przypadek, nago zobaczyć.” Dodał wychodząc z pokoju. „Ah, zamknij się. Jesteś kotem, a nie człowiekiem, to co ci zależy?” Exceed puścił to pytanie mimo uszu i zamknął za sobą drzwi. „Chyba rzeczywiście powinienem już wstać. Ale najchętniej, to przespałbym cały dzisiejszy dzień.” Powoli podniósł się z łóżka i rozejrzał po pokoju w poszukiwaniu ubrania, które w nocy gdzieś rzucił, ale nie pamiętał gdzie. „Muszę w końcu zrobić tu porządek.” Po krótkiej chwili znalazł spodnie, które założył. „Ech... Niech mu będzie, chociaż raz. A tak wygodnie się nago chodzi.” Półnagi wyszedł z pokoju i skierował się do kuchni, by coś zjeść. Otworzył lodówkę i zobaczył, że jak prawie zawsze, nie ma w niej właściwie nic. „Zobaczmy, hmm... Co można zrobić z pasztetu, dżemu i jajek? Cóż, jajecznica musi wystarczyć.” Gdy ją przygotował, usiadł przy stole, zaczął jeść. Znowu się zastanawiał. Tym razem na temat tego, co go czeka. Czy Sting o cokolwiek zapyta? A może sam będzie się musiał dowiedzieć? Po chwili Gajeel zorientował się, że nie ma czym jeść późnego śniadania, bo z zamyślenia zjadł widelec. „Ech, po raz kolejny to zrobiłem.” Wyjął z szafki nowy i skończył posiłek. „Jak tak dalej pójdzie, to nowe sztućce będę musiał kupić.” Wstał od stołu i poszedł do pokoju, by znaleźć jeszcze coś do ubrania. Jest zima i lepiej półnago z domu nie wychodzić. Zajrzał również do pokoju Lily'ego. „Wychodzę.” Poinformował go. „Postaram się szybko wrócić z Wendy.”
            Po wyjściu z domu skierował się prosto do gildii. „Mam nadzieję, że tam będzie. Nie chce mi się jej szukać.” Gdy dotarł na miejsce, rozejrzał się po sali, ale nigdzie jej nie dostrzegł. Postanowił zapytać Mirajane, czy może ona wie gdzie jest teraz Wendy. „Była tu godzinę temu, ale powiedziała, że idzie coś kupić. Lepiej na nią tutaj zaczekaj, bo w Magnolii jest za dużo sklepów i na pewno jej nie znajdziesz. Pewnie niedługo wróci.” Gajeel usiadł przy barze. „Innego wyjścia nie mam. Mira, daj mi coś do picia. Piwo może być.” Gdy zaczął pić, odezwała się ponownie. „Wiesz, że Sting cię szukał? Był tu jakiś czas temu, ale nie mógł zaczekać, bo po przeniesieniu się do Magnolii, ma bardzo wiele spraw do załatwienia.” Gajeel był zdziwiony. No, może nie do końca. Przypuszczał, że jeżeli ma racje, to mogło mieć miejsce. Ale może chodzi mu o coś zupełnie innego? „Wiesz może, czego chciał?” Zapytał od niechcenia, by nie pokazać swojego zainteresowania. „Nie, nie powiedział. Mówił tylko, że chce z tobą porozmawiać.” Po tych słowach ściszyła głos, by nikt inny nie usłyszał tego, co jeszcze ma do powiedzenia. „Ale w nocy widziałam jak się na ciebie patrzył. Może cię lubi i chce zaprosić na turniej?” Gajeel odpowiedział jej równie cicho. „I myślisz, że ja bym się na to zgodził?” Mira tylko się roześmiała, ale po chwili postanowiła odpowiedzieć. „Cóż, myślę, że tak. Widziałam również jak często ty na niego patrzyłeś. Wyglądało to tak, jakbyś tylko nim był zainteresowany i nikim, ani niczym innym. Mam racje?” Na policzkach Smoczego Zabójcy pojawił się lekki, prawie niezauważalny, rumieniec. Można by pomyśleć, że to tylko od wysokiej temperatury panującej w budynku. Miał już coś odpowiedzieć, ale nie widział co. Na szczęście właśnie w tej chwili, do gildii, weszła Marvel. „Wybacz mi, ale muszę porozmawiać z Wendy.” Wstał, unikając wzroku Miry i skierował się w stronę Smoczej Zabójczyni, by porozmawiać z nią o Lily'm. „Oczywiście, że mogę pomóc. Czy to coś poważnego?” Gajeel roześmiał się. „Nie, nic poważnego. Wiesz jak on znosi wszystkie, nawet najlżejsze, choroby.”
            Gajeel nie mieszkał daleko, więc szybko znaleźli się w jego mieszkaniu. Przeprosił za bałagan i zaprowadził Wendy do pokoju Lily'ego, jedynego pomieszczenia, w którym panował porządek. „Co ci jest, Lily?” Zapytała ze współczuciem. Ale zanim zdążył się odezwać, zrobił to Gajeel. „Przesadza jak zwykle. Pamiętasz jak to było ostatnim razem? Teraz to coś podobnego.” Wendy nie odpowiedziała nic i przystąpiła do pracy. Wyciągnęła ręce nad Lily'ego i zamknęła oczy. Spod jej dłoni zaczęło wydobywać się blade, niebieskie światło. Mimo że Gajeel widział to wielokrotnie, wciąż był pod wrażeniem. Magia Powietrznej Smoczej Zabójczyni jest wspaniała. Łączy w sobie magię wspomagającą, leczniczą i ofensywną. „Będzie teraz spał przez kilka kolejnych godzin. To jest niestety skutek uboczny, ale to może też pomóc. Jeżeli objawy nie ustaną po przebudzeniu, przyjdź po mnie raz jeszcze. Postaram się pomóc, ale powinno być dobrze.” Gajeel zadowolony, uśmiechnął się. „Jak mógłbym ci się odwdzięczyć?” Wendy zakłopotana powiedziała, że nie oczekuje żadnej zapłaty za pomoc. „Cóż... pamiętaj, że mam u ciebie dług wdzięczności, Wendy. Jak będziesz potrzebowała pomocy w czymkolwiek, znajdziesz mnie tutaj lub w gildii.” Smocza Zabójczyni pożegnała się z Gajeelem i udała się w kierunku siedziby Fairy Tail. Ten z kolei poszedł do swojej sypialni, położył się na łóżku i zaczął rozmyślać na temat Turnieju i Stinga po raz kolejny. „Nie! Za często o nim myślę! Czy to naprawdę to, czego ja chcę? Czy naprawdę on jest tym, kim chciałbym by był?Ahh! Jak ja bym chciał nie myśleć teraz o niczym! Pragnę choć na chwilę się od tego uwolnić!” Myślał o tym jeszcze przez jakiś czas, rozważając wszystkie 'za' i 'przeciw'. Zdecydował, że pójdzie z nim porozmawiać. W końcu to on go szukał, więc ma powód, by udać się do nowej siedziby Szablozębnych.
            Pośpiesznie wyszedł z domu i skierował się do gildii Sabertooth. Gdy znalazł się zaledwie parę metrów od budynku, zatrzymał się i postanowił zawrócić. Na jego nieszczęście, przed gildię wyszła Yukino i od razu o zauważyła. „Gajeel! A co ty tu robisz? Przyszedłeś obejrzeć nowy budynek?” Redfox nie miał innego wyboru jak zostać i porozmawiać ze Stingiem, pod warunkiem, że nie poszedł załatwić jakieś sprawy w innej części miasta. „Słyszałem, że Sting mnie szukał, więc przyszedłem. Ale jest to też dobra okazja, by zobaczyć jak się urządziliście.” Informacja o mistrzu Szablozębnych zaskoczyła ją, ale nie dała tego po sobie poznać. „Oh, ależ oczywiście. Zapraszam do środka. Sting też tam jest. Ma wiele dokumentów do przeczytania, ale skoro cię szukał, pewnie znajdzie czas na rozmowę. Ja idę załatwić ważną sprawę, więc nie będzie mnie przez jakiś czas w gildii.” Po tych słowach skierowała się w stronę, z której przyszedł Gajeel, a jemu nie pozostało nic innego, jak wejść do środka. Podszedł do drzwi i je otworzył. Jego oczom ukazała się bardzo przestronna sala, na środku której, znajdował się basen. „Ta... jeszcze basen mają. My też kiedyś mieliśmy. Hmm... Może jest szansa na nowy? Jak nie, to będę tu przychodził. Ale jeżeli mam racje, to Sting pewnie będzie mnie tu nawet zapraszał.” Jego nagłe przyjście wywołało ogólne zdziwienie. Jedynie Sting nie wydawał się tym faktem zaskoczony. Najbliżej wejścia siedział Rufus, który wstał, przywitał się i zapytał o przyczynę tej niespodziewanej wizyty. „Już mówiłem Yukino, którą spotkałem przed wejściem. Przyszedłem obejrzeć jak się tu urządziliście i słyszałem, że Sting mnie szukał, dlatego mógłbym z nim porozmawiać.” Smoczy Zabójca, na dźwięk swojego imienia, uśmiechnął się i podszedł do nich. „To obie rzeczy jednocześnie możemy załatwić. Oprowadzę cię po gildii i przy okazji porozmawiamy. Pasuje ci to?” Gajeel uznał, że najlepiej mieć to już za sobą. „Oczywiście, możemy tak zrobić.”
            Z początku, gdy zaczął go oprowadzać, w większości mówił o gildii. „Naprawdę mieliśmy wiele szczęścia, że udało mam się dostać ten budynek. Wiesz, że jest tu nawet drugi basen? Znajduje się on na tyłach, ale nie jest on zbyt duży. Co najwyżej dla paru osób.” Powoli zaczął przechodzić do innych tematów. Zapytał o zdrowie Lily'ego. „Nic mu nie jest. Wendy mu pomogła, ale będzie spał przez kilka następnych godzin.” Przeszli na wyższe piętro, gdzie znajdowały się pokoje członków gildii. Budynek był tak duży, że każdy z Szablozębych mógł w nim mieszkać, jeżeli miał na to ochotę. Sting pokazał mu jak wygląda, jeszcze nie zamieszkany, pokój. Nie było tam luksusów, ale mimo wszystko, było to przyzwoite mieszkanie. Następnie zaprowadził go do Apartamentów Mistrza Gildii, najlepiej urządzonych, zdaniem Gajeela, pomieszczeń. „Tutaj będziemy mogli porozmawiać bez obawy, że ktoś nas podsłucha. A mam do ciebie bardzo ważne pytanie. Ale wcześniej może usiądziesz? Może mógłbym zaproponować ci coś do picia?” Gajeel usiadł we wskazanym fotelu, który był nadzwyczaj wygodny, a także wyglądał na dość drogi, jak wszystkie elementy wystroju tego pomieszczenia. „Nie, dziękuję. Więc, o co chciałeś mnie zapytać?” Żelazny Smoczy Zabójca starał się zachować spokój, bo mogło chodzić o coś zupełnie innego. Prawda? „Cóż, najlepiej będzie, jeżeli przejdę od razu do rzeczy. Gajeel, czy weźmiesz ze mną udział w turnieju?”

Rozdział IV
Radość i smutek
            Gajeel nie był nawet zaskoczony. Prawie natychmiast odpowiedział. „Tak, oczywiście. Wezmę udział.” Tak szybką odpowiedzią, wprawił Stinga w osłupienie. „Ja nie wiem co powiedzieć. Nie spodziewałem się, że się zgodzisz. Wiesz co oznacza wspólne wzięcie udziału? To, że mamy być parą, ty i ja. Naprawdę zgadzasz się być moim chłopakiem?” Mimo zaskoczenia, z jego wyrazu twarzy, można było wyczytać, że jest naprawdę szczęśliwy. „Oczywiście, że wiem. I tak, zgadam się na bycie twoim chłopakiem. Przemyślałem to bardzo dobrze i to wielokrotnie. A dlaczego chciałeś zapytać o to w miejscu, w którym nikt nie podsłucha rozmowy? Bałeś się odpowiedzi odmownej, czy masz zamiar utrzymać to w tajemnicy przez następne kilka dni?” Gajeel przyjrzał się dokładnie drugiemu Smoczemu Zabójcy, by zobaczyć jego reakcje na swoje słowa. Lecz ten po prostu rozpromienił się jeszcze bardziej. Wyglądał, jakby właśnie spełniły się wszystkie jego marzenia. „A może tak się stało?” Sting zastanowił się chwilę nad odpowiedziami na pytania. „Sądzę, że obie opcje są prawdziwe. Myślałem, że jeżeli się nie zgodzisz, to nikt nie będzie się musiał o tym dowiedzieć. A co do ukrywania tajemnicy, to nie musimy nikomu nic teraz mówić, prawda? Zgłosimy się do turnieju, tak, że nikt się o tym nie dowie. Za to losowanie przeciwników, dzień przed pierwszą walką będzie dobrym momentem, by ogłosić wszystkim, że jesteśmy razem.” Gajeel zgodził się z nim. Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas i uzgodnili, że spotkają się następnego dnia o dziesiątej rano, by rozpocząć trening. Jest im to potrzebne, by mogli wzajemnie poznać swój styl walki i starać się dopasować do partnera, aby mieć szansę na wygraną w turnieju. Postanowili zakończyć rozmowę, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Poza tym, Sting musiał zająć się sprawami gildii. Gdy zeszli na parter, nikt nie zwrócił na nich uwagi. Gajeel powiedział, że niestety musi już iść. Pożegnał się i opuścił budynek należący do Szablozęnych. Nie miał już nic konkretnego do zrobienia, więc nie wiedział, czy iść już do domu, czy może wpaść jeszcze na chwilę do gildii. Zdecydował się na drugą opcję.
            U Wróżek nie działo się nic ciekawego. Natsu i Lucy poszli trenować poza miastem. Tak samo jak Gray i Juvia, ale ta, w przeciwieństwie do Gwiezdnego Maga, była tym zachwycona. Zrobiłaby wszystko, by spędzić jak najwięcej czasu z Gray'em. Gajeel dowiedział się również, że Romeo poprosił o wspólny udział Wendy. Smoczy Zabójca siedział znudzony przy jednym ze stołów. „No i znowu nic się nie dzieje. Załatwię jedną rzecz i spadam do domu.” Podszedł do baru, gdy nikogo, poza Mirajane, tam nie było. „Mira, jak zgłosić się do turnieju?” Spojrzała na niego zaskoczona. „Czyli jednak z nim rozmawiałeś? To wspaniale! Wiesz co? Ja mogę was zgłosić, nie musisz się niczym przejmować.” Uznał tę opcję za najodpowiedniejszą. „Dzięki, będę wdzięczny, jeśli to zrobisz. Ale mam prośbę. Nie mów o tym nikomu.” „Mirze można zaufać, na pewno nie powie.” „Oczywiście, nie ma problemu. Ale wiesz jaka będzie reakcja wszystkich? Głównie Levy.” Redfox odpowiedział jej tylko spojrzeniem, sugerującym, że dobrze wie co go czeka i mu się to nie podoba. „Może nie będzie tak źle? Cóż, ja już się będę zbierał. Zobaczę co z Lily'm.” Wstał i skierował się do wyjścia. Gdy przechodził przez drzwi, wpadła na niego McGarden, która najwidoczniej gdzieś się spieszyła. Speszona, odwróciła wzrok i przeprosiła. Smoczy Zabójca odpowiedział, że nic się nie stało. Odwrócił się i miał już odejść, gdy się odezwała. „Gajeel, słyszałam, że jesteś w gildii. Ja... Chciałam cię o coś zapytać.” Redfox słyszał jak ciężko było jej zadać to pytanie, więc po prostu jej przerwał. „Wiem o co chcesz zapytać. Przykro mi, Levy, ale nie mogę.” Była zbyt zszokowana, by powiedzieć cokolwiek. Spodziewała się zupełnie innej odpowiedzi. Dla każdego było oczywiste, że ona go lubi, a niektórzy myśleli, że jej uczucia są odwzajemnione. Do jej oczu napłynęły zły. Odwróciła się i pobiegła przed siebie. „Nie ma sensu za nią iść. No, bo co ja bym jej powiedział? Jak jej powiem prawdę, to będzie jeszcze gorzej. Cóż, nic nie mogę zrobić.” Gdy wrócił do domu, zajrzał do pokoju Lily'ego. Ten jeszcze spał. „Jemu chyba wypada powiedzieć prawdę, wcześniej niż innym.”Zdecydował, że wyzna mu wszystko po jutrzejszym treningu. „A może jeszcze przed? Jeżeli ten związek nie będzie mu przeszkadzał, to może pójdzie z nami na ten trening? Teraz tylko coś zjem i pójdę spać.” Zorientował się jednak, że nie ma nic w lodówce. Poszedł na zakupy, do najbliższego sklepu, z zamiarem kupna czegoś na kolacje i na śniadanie, dla siebie i Lily'ego. Po powrocie szybko coś zjadł, wziął prysznic i położył się, jak zwykle nago, na łóżku. Po raz kolejny zaczął myśleć o wszystkim, co się wydarzyło. O sobie, Stingu, Levy, turnieju, który, z każdą chwilą, był coraz bliżej. Zastanawiał się nad rozmową, którą będzie musiał przeprowadzić z Lily'm, już za kilka godzin. Ale wolał o tym nie myśleć. Co jeżeli mu się to nie spodoba? Po jakimś czasie, spędzonym na rozmyślaniu, zasnął.


Rozdział V
Trening
            Gdy Smoczy Zabójca się obudził, była zaledwie szósta rano. Nie mógł ponownie zasnąć, więc postanowił wstać i porozmawiać z Lily'm jeżeli ten też już się obudził. Do rozpoczęcie treningu miał jeszcze cztery godziny. Wystarczająco czasu na rozmowę. Uznał, że lepiej nie zaczynać dnia od sprzeczki, więc założył coś na siebie jeszcze przed wyjściem z pokoju. Usłyszał Exceeda krzątającego się w kuchni. „Czyli wstał? Może to i lepiej. Wolę mieć tę rozmowę za sobą.” „Cześć Lily. Jak się dzisiaj czujesz?” Ten akurat siadał do stołu, by zjeść śniadanie, które prawdopodobnie przed chwilą skończył robić. „Czuję jakbym przespał naprawdę wiele godzin. I wygląda na to, że tak było. Ale czuję się lepiej, dziękuję. Działo się wczoraj coś ciekawego?” Gajeel zaczął robić sobie śniadanie i zastanawiał się co powiedzieć najpierw. „Niedługo w Magnolii odbędzie się turniej dla magów. Mniej więcej za tydzień. Ale zorganizowany został z okazji walentynek, więc tylko parami można brać udział. No i tak się złożyło, że mam zamiar wygrać.” Exceed roześmiał się. „Masz zamiar wygrać? To wspaniale! W końcu jesteś z Levy, tak?” Zapytał podekscytowany. „Przykro mi, ale to nie ona. Wiem, że chciałeś, żebym z nią był. Ale jest ktoś inny.” Te słowa ugasiły entuzjazm kota. „Co!? Jak to nie Levy? To kto? Tylko nie mów, że Juvia!” Smoczy Zabójca milczał przez chwilę. Był odwrócony tyłem do Lily'ego. „Nie, też nie ona. Nie zgaduj, bo i tak ci się nie uda. To Sting.” Bał się odwrócić w jego stronę. Nie wiedział, czy chce poznać reakcje przyjaciela. W kuchni zapanowała cisza. Trwała ona zaledwie minutę, ale dla Gajeela była to wieczność. Exceed się odezwał, przerywając krępujące milczenie. „Żartujesz, prawda?” Po jego głosie można było wyczuć, że jest w szoku. Redfox odwrócił się, spojrzał na niego i odpowiedział mu, z kamiennym wyrazem twarzy. „Nie, nie żartuję. Ja i Sting, jesteśmy razem.” Lily wciąż nie mógł w to uwierzyć. Wstał z krzesła i skierował się w stronę drzwi. „Przepraszam, daj mi chwilę. Muszę to przemyśleć.” Po tych słowach wyszedł z kuchni i udał się do swojego pokoju. „Super! Po prostu piękny początek dnia!” Po śniadaniu, Gajeel zdecydował, że utnie sobie dwugodzinną drzemkę. Wciąż myślał o reakcji Exceeda, co nie pozwalało mu zasnąć. „Przecież się tego spodziewałem. Nawet czegoś gorszego. Może nie będzie jednak aż tak źle.”Wstał z łóżka o wpół do dziesiątej, by zdążyć na spotkanie ze Stingiem. „Wychodzę! Wrócę za kilka godzin!” Powiedział odpowiednio głośno, by Lily mógł go usłyszeć, mimo zamkniętych drzwi. Odczekał chwilę, ale nie dostał żadnej odpowiedzi. „To nawet nie będę mu proponował, żeby poszedł ze mną na ten trening. W tej chwili nie ma to najmniejszego sensu.”
            Gdy dotarł na miejsce spotkania, Stinga jeszcze tam nie było. Miał, co prawda, piętnaście minut, ale nawet gdyby się spóźnił, Redfox by to zrozumiał. W końcu mistrz gildii ma wiele innych ważnych spraw na głowie. Znajdował się na dużym, pustym terenie poza miastem. Mogli tutaj trenować, bez ryzyka, że ktoś mógłby im przeszkodzić. Pięć minut przed czasem, Smoczy Zabójca przybył na miejsce. Gajeelowi, gdy tylko go zobaczył, poprawił się humor. „Witaj! O, widzę, że nie jesteś sam. Cześć, Lector.” Na twarzy Stinga również zawitał uśmiech, gdy zobaczył swojego chłopaka. „Hej! Och, tak. Powiedziałem mu o nas. Przyjął to bardzo dobrze, prawda, Lector? I bardzo chce zobaczyć nasz trening. Ty również mógłbyś Lily'emu powiedzieć.” Redfox zrobił smutną minę. „Cóż, powiedziałem mu dziś rano. Nie przyjął tego za dobrze. Powiedział, że musi to przemyśleć i zamknął się w pokoju. Przypuszczam, że on dalej chciałby mnie widzieć z Levy. No, ale ja chcę być z tobą, Sting.” Eucliffe spojrzał na niego ze zdziwieniem i współczuciem. „Może nie będzie tak źle? Na pewno był w szoku. Ach, dziękuję za te słowa.” Do rozmowy wtrącił się Exceed. „Może ja z nim porozmawiam? Spróbuję go przekonać!” Zaskoczyło to Gajeela. „Dziękuję, Lector. Ale to może jutro? Chciałbym dać mu trochę czasu na oswojenie się z tą myślą.”
            Rozmawiali jeszcze przez jakieś pół godziny, nim zaczęli trenować. Na początku zaprezentowali sobie wzajemnie własny styl walki. Próbowali wprowadzić kilka zmian, aby dopasować je do siebie, przynajmniej w pewnym stopniu. Gajeel zamienił skórę w Łuski Żelaznego Smoka, by sprawdzić ich wytrzymałość. Sting miał atakować, stojącego nieruchomo Redfoxa, by przekonać się o możliwościach jego obrony. Oczywiście odczuwał uderzenia, ale nie mogły mu one zaszkodzić. Dopiero po użyciu Białej Drogi Eucliffe'owi udało się zrobić zaledwie kilka rys. „To też jeszcze nie jest twój limit? Spróbujmy czegoś więcej!” Sting aktywował Smoczą Moc, najsilniejszą formę Smoczych Zabójców. Wznowił swój atak i w końcu zaczęło to przynosić rezultaty. Żelazna skóra Gajeela zaczęła pękać. „Okay, wystarczy. Z taką obroną nie musimy się obawiać. Niewielu będzie w stanie się przez to przebić. Nawet jeżeli przeciwnikiem będzie Rogue. Wtedy nawet będzie lepiej. Jak już pokazałem, mogę zjeść jego cienie, a wtedy nie ma żadnych szans! Gihii!” Obawiali się Natsu, który już raz sam pokonał Stinga i Rogue'a. Chcieli opracować, tak zwany, wspólny atak. Ma to polegać na użyciu dwóch technik, przez dwóch różnych magów, by wyprowadzić jeden atak. W teorii miał on być silniejszy od jakiegokolwiek natarcia, wykonanego przez jedną osobę. Spróbowali połączyć jeden z najsilniejszych ataków: Ryk Smoczego Zabójcy. Gdy obaj byli gotowi, użyli go jednocześnie. Efekt był oszałamiający. Ryk Białego Smoka jest po prostu laserem, światłem skupionym w jeden promień, wzmocniony magią Smoczego Zabójcy. Ryk Żelaznego Smoka zawierał w sobie dużą ilość fragmentów metalu. Promień Stinga zaczął odbijać w żelaznych elementach. Spowodowało to, że we wszystkie strony, została skierowana, niezliczona ilość mniejszych promieni. Był to atak, którego nie dało się uniknąć. Jedyną możliwością było zablokowanie tego, co niekoniecznie mogło się udać. Po kilku godzinach, zadowoleni z efektów, zakończyli trening. Zmęczeni leżeli koło siebie na trawie i rozmawiali. Głównym tematem był oczywiście turniej. Po jakimś czasie przeszli do zupełnie innych tematów, niezwiązanych z nadchodzącymi wydarzeniami. Zbliżał się wieczór, gdy postanowili zakończyć dzisiejsze spotkanie. Pożegnali się. Sting udał się do swojej gildii, a Gajeel do domu.
            W drodze do mieszkania, Smoczy Zabójca przypomniał sobie o Lily'm. Miał nadzieję, że ten zmienił zdanie i będzie miał ochotę na rozmowę. Ale na wiele nie liczył. Drzwi od jego pokoju wciąż były zamknięte. Redfox poszedł do kuchni, gdyż przypomniał sobie, że nie jadł nic od rana i zaczął odczuwać głód. Po kilku chwilach, dołączył do niego Lily, który w końcu postanowił wyjść z pokoju. „Gajeel, chciałbym cię przeprosić za moją reakcje. To było naprawdę głupie z mojej strony. Nie powinienem tak się przejmować, tym z kim jesteś. Przecież to tylko twoja sprawa. Ja mogę ci jedynie życzyć szczęścia. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Byłem w szoku.” Exceed miał wyrzuty sumienia i nie mógł spojrzeć w oczy Smoczemu Zabójcy. „Nie musisz przepraszać. Doskonale cię rozumiem. Możliwe, że sam bym tak zareagował na twoim miejscu. Hmm... Może jutro pójdziesz z nami na trening?” Lily zgodził się na to. Mogło to w znaczący sposób naprawić nadszarpnięte relacje między nimi. Wspólnie zjedli kolację, którą przygotował Gajeel. Następnie Redfox poszedł spać, gdyż był wykończony treningiem.

Rozdział VI
Losowanie
            Następny dzień był udany dla Gajeela. Lily starał się być dla niego jak najmilszy. Wspólnie poszli na trening, w którym Exceed był w stanie pomóc. Jako jedyny z kotów znał się na walce. Postanowili skończyć trochę wcześniej niż poprzednio, jako że Sting wciąż miał wiele spraw do załatwienia. Szablozębni dopiero co przenieśli się do Magnolii i należało dopełnić wszystkich formalności. Biały Smoczy Zabójca stwierdził, że nie jest zbyt późno, więc mogliby wspólnie zjeść obiad. „Mamy w gildii wspaniałego kucharza. Możecie iść z nami. Miło będzie spędzić więcej czasu razem.” Gajeel i Lily chętnie się na to zgodzili. Dania, dla nich przygotowane, były naprawdę wyśmienite. W trakcie posiłku Redfox usłyszał szept. „Coś bardzo często mistrz się z nim spotyka. Nie wydaje ci się to dziwne?” Smoczy Zabójca rozejrzał się, w poszukiwaniu tego, kto to powiedział. Nie mógł znaleźć winowajców, którzy rozmawiali na jego temat, gdyż zdali sobie sprawę, że ich usłyszał i zmienili temat. Gdy wracali do domu, Gajeel usłyszał od Lily'ego coś, co go zaskoczyło, ale i ucieszyło. „Po dzisiejszym dniu, wcale ci się nie dziwię. Sting jest naprawdę miły i widać, że bardzo cię lubi. Ty jego zresztą też.” Ostatni dzień treningu nie różnił się wiele od poprzedniego. Również skończyli wcześniej i udali się do gildii Szablozębnych. Redfox nie przejmował się, że niektórzy zaczną coś podejrzewać, gdyż następnego dnia miało odbyć się losowanie przeciwników. Wtedy wszyscy się dowiedzą. Gajeel zwrócił Stingowi uwagę, że Rogue dziwnie się na nich patrzy. Zupełnie jakby wszystko już wiedział. Lecz Eucliffe uspokoił Redfoxa mówiąc, że nic nie zdradził Cheney'owi.
            Żelazny Smoczy Zabójca był zbyt zestresowany i podekscytowany, by zasnąć. Całą noc spędził na myśleniu o możliwych scenariuszach nadchodzących wydarzeń. W najczarniejszej z jego wizji, wszyscy zareagowali gorzej, niż na początku zrobił to Lily. Nie żeby się tym przejmował, ale nie jest miło być znienawidzonym z powodu miłości, prawda? Gajeel nie był optymistą, ale mimo wszystko starał się myśleć, że jednak będzie dobrze. Może reakcja reszty magów będzie znacznie lepsza niż przypuszcza? Oczywiście wiedział o jednej osobie, która na pewno nie zareaguje pozytywnie. Miał na myśli Levy.
            Redfox dotarł na miejsce losowania niecałe pół godziny przed rozpoczęciem. Sting dołączył do niego kilka minut później. Znajdowali się dość blisko gildii Fairy Tail. Gajeel spodziewał się obecności większości członków. Miał rację. Przyszły wszystkie Wróżki, które aktualnie znajdowały się w mieście. „Przynajmniej wszyscy, szybko się dowiedzą.” Gdy nadszedł czas, na scenę wszedł Jason z Tygodnika „Czarodziej”. „Tylko jego tu brakowało! Jak tak dalej pójdzie, to dowie się nie tylko gildia, ale i cały kraj!” Obok reportera stał szklany pojemnik, z kilkoma kartkami w środku. Jason rozpoczął swoją przemowę, wzbogacając ją o kilka „Cool!”. Następnie przeszedł do losowania pierwszej pary. „Otrzymaliśmy osiem zgłoszeń! Zobaczmy kto będzie pierwszy! Juvia i Gray! Zmierzą się oni z Lucy i Natsu!” Obaj magowie zaczęli się kłócić, który z nich jest lepszy. Ich dziewczyny tylko na to patrzyły. „Czas wybrać następne dwie pary!” Jason zamieszał chwilę i wyjął jedną kartkę. „Wendy i Romeo! Tak młody wiek a już walczą o swoją miłość. Zobaczmy z kim! Evergreen i Elfman!” Mirajane zaczęła gratulować bratu. Była zaskoczona, ale również zadowolona. „Yukino i Rogue! Ich przeciwnikami będą...” Zrobił pauzę, z niedowierzaniem patrząc na kartkę. „... Freed i Laxus!” Wywołało to prawdziwe zdziwienie. Każdy wiedział, ze Freed lubił Laxusa, ale nikt nawet nie domyślał się, że on odwzajemnia jego uczucia. Nie był to jednak koniec niespodzianek. Zostały jeszcze dwie pary. „Bisca i Alzack!” Po wyjęciu ostatniej kartki, reporter był w jeszcze większym szoku, niż poprzednio. „Tego już się chyba nikt nie spodziewał! Sting i Gajeel!” W sali zapanowała cisza. Prawie wszyscy spojrzeli na nich ze zdziwieniem. Tylko Levy wybiegła z płaczem, a Lucy pobiegła za nią, by ją pocieszyć. W końcu była jej najlepszą przyjaciółką. Pierwszym, który się odezwał, był Natsu. Podszedł do nich, a następnie im pogratulował. Powiedział też, że ma zamiar wygrać. „Wiemy to, Salamandrze. Ale jest to też naszym celem! Może zobaczymy się w finale.” Po tej krótkiej wymianie zdań, wszyscy jakby się ocknęli. Zaczęli życzyć powodzenia wszystkim parom, a w szczególności swoim faworytom. Do Gajeela i Stinga podeszli Freed i Laxus. Odezwał się ten drugi. „Widzę, że nie tylko my wszystkich zaskoczyliśmy. Jeżeli wygracie z Biscą i Alzackiem, to spotkamy się w półfinale.” Biały Smoczy Zabójca uśmiechnął się. „Widzę, że lekceważysz Yukino i Rogue'a. Albo po prostu jesteś bardzo pewny siebie. Ale nie będziesz miał tak łatwo. Teraz są silniejsi, niż byli w trakcie Wielkiego Turnieju Magicznego.” Gdy skończyli rozmowę, Gajeel rozejrzał się po sali. Spojrzał na Smoczego Zabójcę Cienia, dokładnie w tej chwili, gdy ten patrzył w jego stronę. Ku zdziwieniu Redfoxa, Cheney wyglądał na zadowolonego. Szybko zaakceptował związek Eucliffe'a. Tak jak i większość gildii Fairy Tail oraz Sabertooth. Wyglądało na to, że najbliższe dni będą naprawdę ciekawe.

Rozdział VII
Pierwsza walka
            Po poprzednio nieprzespanej nocy, Gajeel zasnął od razu, gdy się położył. Dręczyły go koszmary. Śniło mu się, że pierwszą walkę, nie tyle co przegrali, a zginęli w niej obaj - on i Sting. Nie była to zwykła śmierć, lecz nadzwyczaj makabryczna. Zamiast z Biscą i Alzackiem, walczyli z obrzydliwymi potworami. Redfox był zmuszony do oglądania śmierci ukochanego, a następnie tego jak jeden z demonów bezcześci jego ciało i je pożera. Po tej drastycznej scenie, sam został zabity przez drugiego. Obudził się cały zlany potem. Ponowne zaśnięcie zajęło mu więcej niż pół godziny. Rano, w ogóle nie pamiętał o swoim śnie.
            Smoczego Zabójcę obudziło głośnie pukanie do drzwi. Szybko założył bieliznę i poszedł sprawdzić, kto przyszedł. Był to Sting. „Gajeel, pospiesz się, bo się spóźnimy! Walka Natsu już się pewnie zaczyna!” Powiedział, gdy drzwi się otworzyły. Następnie spojrzał na Redfoxa, stojącego przed nim w samych bokserkach. Lekko się zarumienił, gdy patrzył na jego umięśnione ciało. „Bardzo cię przepraszam. Daj mi chwilę i będę gotowy.” Odpowiedział i zaprosił ukochanego do środka. Wziął szybki prysznic i wyszedł z łazienki już kompletnie ubrany. „Możemy iść. Naprawdę bardzo cię przepraszam. Poprzedniej nocy w ogóle nie spałem, więc dzisiaj jakoś tak wyszło.” Eucliffe odpowiedział mu z uśmiechem na twarzy. „Nic się nie stało. Do naszej walki mamy dużo czasu. Jesteśmy ostatni. A dlaczego Lily cię nie obudził? Przecież mieszka z tobą.” Gajeel zastanowił się nad tym. Przecież to prawda. Więc czemu? „Zapewne wstał dużo wcześniej i uznał, że powinienem się wyspać i być wypoczętym na pierwszą walkę. Sądzę, że już dawno jest na miejscu i ogląda pojedynek.”
            Postanowili się pospieszyć. Biegli przez prawie całą drogę od domu Gajeela do prowizorycznej areny poza miastem. Została ona postawiona niedaleko miejsca, w którym trenowali. Okazało się, nim dotarli na miejsce, że skończyły się dwie walki. W pierwszej Natsu i Lucy pokonali Gray'a i Juvię. W kolejnej, Wendy i Romeo wygrali z Elfmanem i Evergreen. Za kilka minut rozpocznie się kolejna batalia. Laxus i Freed kontra Yukino i Rogue. Redfox usłyszał, że poprzednie pojedynki, mimo że były krótkie, to emocjonujące. Miał nadzieję, że następny również taki będzie. Gajeel i Sting usiedli na trybunach i zaczęli rozmawiać. „Jak myślisz? Kto twoim zdaniem wygra?” Eucliffe zapytał drugiego Smoczego Zabójcę. „Ciężko wybrać, bo wszyscy są silni. Lecz jak mam być szczery, to Rogue z Laxusem nie wygra. Pamiętasz kogo pokonał na Wielkim Turnieju Magicznym? Jednego z dziesiątki Świętych Magów. Jak przejdziemy dalej, to będziemy mieli z nim problem.”
            Walka zakończyła się dokładnie tak, jak Gajeel przypuszczał. Cienisty Smoczy Zabójca i jego wybranka, zostali pokonani. Freed sprawił, że jeden z Gwiezdnych Duchów Yukino okazał się bezużyteczny. Za pomocą runów zablokował możliwość kontrolowania grawitacji, czego dokonać mogła Waga. Laxus okazał się dla Rogue'a zbyt silny i wytrzymały. Szybkością również mu dorównywał. Mimo wymiany bardzo wielu ciosów, obaj nie chcieli oddać tej walki. Atakiem, który okazał się ostatecznym, był Ryk Smoka Piorunów. Po dość wyczerpującej walce, znana była trzecia para, która weźmie udział w półfinałach. W końcu przyszedł czas na wybranie ostatniej. Gajeel dostrzegł, że Bisca spogląda na niego i Stinga z lekkim niepokojem. „Gorszych przeciwników od nas, to nie mogli sobie trafić. Dwóch Smoczych Zabójców walczących głównie w zwarciu. Ciekawe czy mają jakikolwiek plan.” Po pięciominutowej przerwie, zawodnicy weszli na arenę. Alzack używał magicznych pistoletów, a Bisca - karabinu snajperskiego. Nie były to odpowiednie bronie, jak na pojedynek na arenie. Gdy rozległ się sygnał obwieszczający początek walki, postanowili oddać pierwsze strzały, nim przeciwnicy zdążą się ruszyć. Na ich nieszczęście, Gajeel i Sting tego właśnie się spodziewali. Redfox aktywował Łuski Żelaznego Smoka, co pozwoliło mu całkowicie obronić się przed magicznymi pociskami. Nie odniósł żadnych obrażeń, tak jak i Eucliffe, który użył Białej Drogi, by zwiększyć siłę ataku, wytrzymałość, a także szybkość. Był w stanie uniknąć większości strzałów. Żelazny Smoczy Zabójca, nie przejmując się niczym, powoli zbliżał się do Alzacka. Użył Buławy Żelaznego Smoka, by wyprowadzić wiele ataków. Miały one na celu ogłuszyć przeciwnika i spełniły swoją rolę. W tym czasie Sting zajął się Biscą. Była ona o wiele szybsza od swojego męża. Uniknęła ona wielu ciosów, ale Eucliffe sparaliżował ją za pomocą Szponów Białego Smoka. Była to święta pieczęć, która uniemożliwiała wykonanie jakiegokolwiek ruchu. To był koniec pojedynku. Smoczy Zabójcy dostali się do półfinału.
            Parę minut po pojedynku, Gajeel usłyszał płaczącą Asukę. „Mieliście wygrać!” Jej rodzice, Alzack i Bisca, starali się ją pocieszyć. Redfox postanowił podejść. „Nie płacz. Powinnaś być dumna z rodziców, nawet jeżeli przegrali! Wzięli udział w turnieju razem z wieloma innymi wspaniałymi magami, takimi jak oni. Lecz nie zawsze można wygrywać, prawda? Poza tym, wyobraź sobie walkę człowieka ze smokiem. Czy da się to wygrać? A twoi rodzice musieli zmierzyć się z dwoma! Powinnaś być dumna z ich odwagi!” Dziewczynka przestała płakać i uśmiechnęła się. „Alzack, przepraszam za to ogłuszenie cię, ale sam rozumiesz. Jakoś trzeba było walkę zakończyć. Mam nadzieję, że wszystko w porządku.” Alzack dotknął opatrzonego miejsca na czole i cicho syknął z bólu. „Nic mi nie jest. Nie pierwszy raz jestem ranny. Poza tym, wiedzieliśmy, że wielkich szans nie mamy. Powodzenia jutro w półfinale!” Gajeel uśmiechnął się, uprzejmie podziękował i wrócił do Stinga.

Rozdział VIII
Półfinał
            Reszta dnia minęła spokojnie. Sting i Gajeel spędzili ten czas wspólnie. Jako jedyni, którzy przeszli do półfinału, nie byli zmęczeni po walce. Będą mieli przewagę, jeżeli Freed i Laxus nie zdążą zregenerować sił. Liczyli na to, że tak będzie. Wendy nie mogła im pomóc, bo sama była wyczerpana. Ale nawet gdyby mogła, nie zrobiłaby tego. Dostała się do następnego etapu, więc mogliby zostać jej przeciwnikami w finale. Ale tylko pod warunkiem, że Natsu i Lucy przegrają i to samo stanie się z Gajeelem i Stingiem. Następnego dnia, Redfox obudził się dwie godziny przed pierwszą walką. Po jakimś czasie, gdy kończył brać prysznic, przyszedł po niego Eucliffe. Otworzył mu owinięty jedynie ręcznikiem. „No i znowu przyszedłeś, gdy nie jestem ubrany!” Roześmiał się i wpuścił go do środka. „Usiądź, a ja się pójdę ubrać.” Gdy wszedł do pokoju, to z roztargnienia zapomniał zamknąć za sobą drzwi i zostawił je lekko uchylone. Sting spojrzał w tamtą stronę, dokładnie w momencie, w którym Gajeel odłożył ręcznik, by się ubrać. Nie mógł oderwać wzroku od tego, co miał okazje podziwiać. Widział nagie ciało Gajeela, każdy jego element. Po chwili jednak przysłoniły go drzwi, gdy Żelazny Smoczy Zabójca udał się w inną część pokoju tam, gdzie znajdowała się jego bielizna. Gdy podszedł do uchylonych drzwi, zdał sobie sprawę, że wcześniej Eucliffe mógł zobaczyć go nago. „Nawet jak widział, to pewnie się nie przyzna. Ale cóż, kiedyś i tak zobaczy.” „To co? Idziemy?”
            Gdy dotarli na polanę, większość miejsc była już zajęta, ale udało im się znaleźć dwa wolne obok siebie. Niedaleko siedzieli ich przeciwnicy. Gajeel usłyszał, jak Laxus narzeka na ból w lewym boku. „Ach, dobrze wiedzieć. Może da się to wykorzystać. W końcu nie jest przyjemnie otrzymać cios w miejsce, które jest już kontuzjowane.” Od razu poinformował o tym Stinga. „Czyli jednak walka z Rogue'm dała im się we znaki?”
            Stojące na arenie pierwsze dwie pary, czekały na sygnał ogłaszający początek pojedynku. Romeo wiedział, że jego magia nie zaszkodzi Natsu, więc chciał zaatakować Lucy. Smoczy Zabójca chciał mu przeszkodzić, ale zatrzymała go Wendy. Marvel, za pomocą magii wzmocnienia, zwiększyła siłę i szybkość, swoją i Romeo. Wyglądało na to, że mieli nawet szansę na wygraną. Smocza Zabójczyni użyła sekretnej techniki – Lśniąca Fala: Niebiańskie Wiertło. Udało jej się trafić obu przeciwników, co wyeliminowało Lucy z tej walki. Dragneel był bardziej wytrzymały. Rzucił się na Conbolta, a ten odruchowo chciał się bronić. Był to duży błąd, który wiele go kosztował. Ogień, który stworzył, został zjedzony przez Natsu. Przywróciło mu to zużyte siły, a także pozwoliło pokonać przeciwników. Wendy była już wyczerpana, gdyż użyła sporej ilości mocy magicznej do wyprowadzenia swoich ataków.
            Następnie przyszła kolej na drugi z półfinałów. Gdy przeciwnicy wchodzili na arenę, Gajeel zauważył, że Laxus utyka na lewą nogę. „Czyżby kolejny słaby punkt?” Smoczy Zabójcy mieli już opracowany plan. Postanowili najpierw wyeliminować Freeda, gdyż ten mógł naprawdę utrudnić walkę za pomocą swoich runów. Byli dużo szybsi od przeciwników, co dało im znaczącą przewagę. Unikali większości ataków, sami wyprowadzając własne. Freed, by uciec przed ciosami, stworzył magiczne skrzydła i odleciał na bezpieczną wysokość. „Sting! Zróbmy to teraz!” Eucliffe od razu zrozumiał o co mu chodzi. Mieli użyć techniki, którą opracowali na treningu. Gdy znaleźli się blisko siebie, obaj użyli Ryku Smoczego Zabójcy. Freed nie miał żadnych szans na obronienie się przed tym atakiem. Nieprzytomny spadł na ziemię. Trybuny były chronione za pomocą magii. Gdyby nie to, to widzowie mogliby zostać ranni. Wyeliminowanie Justine'a rozzłościło Laxusa, który również ucierpiał od wspólnego ataku Smoczych Zabójców. Otoczony był niezliczoną ilością błyskawic, które zaabsorbowały część mocy Ryku. Gajeel zrozumiał, że to jeszcze nie koniec. Muszą się naprawdę postarać, by pokonać Dreyara. Aktywował Łuski Żelaznego Smoka. Zwiększyło to jego obronę, ale sprawiło również, że każdy atak będzie skierowany na niego. Stanie się żywym piorunochronem. Uznał, że to najlepsze wyjście. Sting będzie bezpieczny i skupi się na atakowaniu przeciwnika. Walka trwała jeszcze przez jakiś czas, a jej rozstrzygnięcie było korzystne dla pary Smoczych Zabójców. Nie jest łatwo pokonać kogoś silniejszego od jednego z dziesiątki Świętych Magów. Wygrali, dlatego że jego zmęczenie po poprzedniej walce dało o sobie znać. Tak więc pary, które wezmą udział w Wielkim Finale zostały wybrane! Natsu i Lucy vs Sting i Gajeel!
Rozdział IX
Wielki Finał
            Nadszedł długo wyczekiwany przez wszystkich dzień. Wielki Finał turnieju zorganizowanego z okazji walentynek. Gajeel bardzo się denerwował. Obawiał się ostatniej walki. Pojedynek z Laxusem i Freedem nie należał do najprostszych. Wciąż był osłabiony, gdyż jedna noc to za mało, by zregenerować siły po otrzymaniu dużych obrażeń. Redfox postanowił, że tego dnia to on pójdzie po Stinga, a nie odwrotnie. Wybrał najkrótszą drogę, by jak najszybciej znaleźć się w gildii Eucliffe'a. Okazało się, że ten właśnie miał wychodzić, by się z nim spotkać. „Jest jeszcze wcześniej niż ostatnio. Znowu chce mnie nago zobaczyć, czy co?” Żelazny Smoczy Zabójca zdał sobie sprawę, że nie zjadł nawet śniadania. Sting zaprosił go do środka, by wspólnie spożyli posiłek.  Przy okazji rozmawiali o nadchodzącej walce. „Myślę, że z Lucy nie będziemy mieli problemu. Po tym, co się wczoraj stało, do dzisiaj wiele mocy pewnie nie odzyskała. Więcej niż jednego ducha nie przyzwie. Mimo wszystko musimy być ostrożni, bo pewnie będzie to Loke.” Biały Smoczy Zabójca nie mógł sobie przypomnieć, który to jest duch. „Loke? A on jest silny?” Gajeel się roześmiał. „Silny? Jeden z dwóch najsilniejszych duchów! Sama kiedyś powiedziała, że najsilniejsza jest Aquarius, ale bez wody nie będzie w stanie jej przywołać.” Mieli jeszcze dużo czasu, ale postanowili udać się już na miejsce pojedynku.
            Wygląd areny bardzo ich zdziwił. Została wielokrotnie powiększona. Na terenie zajmowanym przez pole walki znajdowało się wiele rzeczy. Nie był to tylko płaski teren. Po wschodniej stronie, znajdowało się kilka drzew. Parę metrów od nich, kilka żelaznych konstrukcji, prawdopodobnie postawionych, by umożliwić ukrycie się przed atakiem. „Głupcy! Dzięki temu na pewno wygramy!” Sting zauważył, że Gajeel nagle się rozpromienił i od razu zdał sobie sprawę z powodu tej radości. „Dopiero co śniadanie jedliśmy, a ty już planujesz kolejny posiłek?” Po przeciwnej stronie areny znajdowała się lawa. Za pomocą magii była utrzymywana w stanie ciekłym. „Na szczęście w pobliżu nie ma nic, co mogłoby się zapalić.” Trybuny zostały ozdobione idealnie, jak na taką okazje. Wszędzie znajdowało się wiele czerwonych i różowych serc.

            Walka zaczęła się o godzinie dwunastej i trwała zaledwie piętnaście minut. Tak jak Gajeel przypuszczał, Lucy zaczęła od przyzwania Lokiego. Dopiero w tej chwili Redfox przypomniał sobie, jakiej magii używa Lew. „Sting, zajmij się nim! Nie powinieneś mieć problemów.” Gwiezdny Duch używa magii zwanej Regulus. Eucliffe będzie na to niewrażliwy, gdyż jest to magia oparta na świetle. Gajeel natomiast zaczął atakować Natsu. Starał się go odciągnąć w stronę żelaznych konstrukcji. Zgodnie z przypuszczeniami, Biały Smoczy Zabójca pokonał Lokiego, a Lucy nie miała wystarczająco mocy magicznej, by przywołać innego Ducha. Stała się łatwym celem, ale Dragneel był zbyt zajęty, by to dostrzec i jej pomóc. Po chwili na arenie, jedynie Smoczy Zabójcy byli zdolni do walki. Natsu uznał, że lepiej szybko jednego wyeliminować. Użył Sekretnej Smoczej Techniki Ognistego Smoczego Zabójcy. W momencie, w którym atak miał sięgnąć celu, Sting odepchnął Gajeela i przyjął to na siebie. W poprzednim pojedynku to Redfox chronił ukochanego przed atakami. Eucliffe chciał się odwdzięczyć, a poza tym uważał, że ma mniejsze szanse na pokonanie Natsu. Niewiele myśląc, Żelazny Smoczy Zabójca, rzucił się na konstrukcję stojącą obok niego. Nim Dragneel zdołał go powstrzymać, pożarł sporą ilość żelaza. „Pożałujesz tego! Sekretna Technika Smoczego Zabójcy! Demon Karmy: Żelazny Boski Miecz!” Włożył całą swoją siłę i gniew w ten atak. Dla Ognistego Smoczego Zabójcy było to za dużo. Padł nieprzytomny na ziemie. Komentator mówił, że to nieprawdopodobne. Natsu został pokonany! Gajeel tego nawet nie słuchał. Podszedł do Stinga i pomógł mu wstać. Eucliffe musiał opierać się o Redfoxa, by móc iść. „Po prostu w to nie wierzę! Wygraliśmy!” Mimo zmęczenia okazywał radość. „Tak, wygraliśmy! Szczęśliwych walentynek, Sting!” Gajeel objął go i pocałował w usta, na oczach wszystkich zebranych na widowni. 
Mam talent à la Fairy Tail

W królestwie Fiore mieści się wiele gildii magicznych. Ta najbardziej znana, która zawdzięcza swą sławę wspaniałym, silnym magom oraz zniszczeniom dokonywanym podczas wykonywania misji, znajduje się w Magnolii. Zwą ją Fairy Tail. Nie mylić z „fairy tale” (dop. autorki). Chciałam zaprosić Was w niezwykłą podróż do tego magicznego miejsca, gdyż postanowiłam trochę namieszać w ich, i tak już zwariowanym, życiu. Dlatego mówię: kurtyna w górę! Spektakl czas zacząć!
Piękna blondwłosa dziewczyna siedziała przy jednym ze stołów, znajdujących się w środku olbrzymiej budowli, będącej gildią magów magnolskich i zarazem ich domem. Ręce, zgięte w łokciach, położyła płasko na blacie. Palce dłoni splotła i oparła na nich brodę. Wzdychnęła ciężko.
— Lu–chan, co się dzieję? – Znad opasłego tomiszcza, które czytała, spojrzała na nią uważnie niebieskowłosa Levy. Na nosie miała, dla odmiany (), okulary.
— Ach, nudzę się!
— To może idź na misję – zaproponował mól książkowy.
— Nie chce. Byłam niedawno.
— To może zrób domówkę i rozerwij się – wyszła z kolejnym pomysłem McGarden.
— Żartujesz? – Lucy spiorunowała ją wzrokiem, unosząc głowę. – Mowy nie ma! Ja chcę mieć, gdzie wrócić!
— Z tym muszę się zgodzić – rzekła Levy, lekko się uśmiechając.
— Błagam! – prosiła blondynka, unosząc twarz i spoglądając na sufit budynku. – Niech coś zacznie się dziać, bo zwariuję! – Wyrzuciła ramiona w górę, jakby czekała na mannę z nieba.
Nagle drzwi gildii otworzyły się z impetem, a w progu stanął ktoś, kogo magowie po raz pierwszy ujrzeli na oczy. Wszyscy obecni zamilkli i oderwali się od swoich zajęć, przyglądając się badawczo przybyszce. Słychać było przecinającą powietrze muchę.
— Cześć Fairy Tail! – odezwałam się. – Jak się macie? – pytam i przyglądam im się z szerokim uśmiechem, ukazując białe zęby. Magowie patrzą na mnie z konsternacją. – Co z wami? – Zatrzymuję się w połowie drogi do baru, obok stołu, przy którym siedzą Lucy i Levy. – U was taka cisza nie jest normalnym zjawiskiem. – Mówiąc to, uśmiecham się jeszcze szerzej. Na nosie mam okulary w prostokątnych oprawkach o kolorze ciemnoróżowy metalik. Ubrana jestem w czarną bluzkę z rękawami ¾  i  dekoltem w łódkę, ciemne, proste dżinsy oraz niebiesko–białe adidasy. Moje włosy mają kolor czystego złota. Splecione są w dwa warkocze, sięgające biustu. Mam asymetryczny przedziałek z prawej strony głowy. Pofalowaną grzywkę zaczesałam na lewo, pozwalając jej zakryć oko. Moje gałki oczne mają szaro–niebieskie tęczówki, a źrenice otaczają okręgi o kolorze złoto–zielonym. Oczy osadzone są w kwadratowej twarzy o delikatnie zarysowanych kościach policzkowych. Nosek jest mały i lekko zadarty, a pełne wargi mają łososiowy odcień. Mam 165 cm wzrostu, a rozmiar stopy 39. Mam nadzieję, że bez trudu możecie sobie wyobrazić mą osobę.
— A ty, to kto? – pyta niebieski kot, który podleciał do mnie i przysiadł na stole, przy którym się zatrzymałam.
— Ja? – Wskazuję na siebie palcem. Zwierzątko kiwa twierdząco głową. – Jestem osobą, która zatrzęsie tą gildią w posadach, a później to wszystko opiszę!
— Serio? Będę sławny? – pyta Dragneel, który pojawił się nie wiadomo skąd.
— Natsu, ty i bez tego jesteś znany. – Delikatny uśmiech pojawia się na moich ustach.
— Sława to mężczyzna! Opisz to męsko! – Głos zabiera białowłosy osiłek.
— Oj, Elfman, a ty jedno i to samo. – Uśmiecham się szerzej, ukazując dołeczki w policzkach.
— Bo jestem mężczyzną!
— I to stuprocentowym – przyznaję mu rację.
— A jak!
— Przepraszam – słyszę za plecami.
— Tak? – Spoglądam przez ramię. Oczy rozszerzają mi się z entuzjastycznej radości. – O, Lucynka! Jak się masz?
— Eto… W porządku. Dziękuję. Ale skąd mnie pani zna? – pyta z zaciekawieniem.
— Nie „paniujcie” mi tutaj, bo nogi z czterech liter powyrywam! – Tak się zirytowałam, że moje policzki przybrały kolor szkarłatu.
— To jak mamy się zwracać? – słyszę pytanie z ust Levy.
— Hmmm… – Zastanawiam się. – Wiem! – Unoszę palec wskazujący do góry, wpadając na pomysł pseudonimu. – Filaretka! A co do twojego pytania, Lu – spoglądam na nią znad okularów – znam was wszystkich i wiem o was totalnie wszystko! – Lucy wzdryga się, gdy widzi złowieszczy błysk w moich oczach.
— A co konkretnie? – pyta.
— Hmmmm… Wszystko – odpowiadam z szerokim uśmiechem.
— Aha. To się dowiedziałam… – Wygląda na rozczarowaną.
— Fakt – stwierdzam, a kąciki moich ust unoszą się wysoko. – A zmieniając temat, nudziłaś się.
— Skąd…? – Patrzy na mnie zszokowana.
— To moje opowiadanie. – Mrugam porozumiewawczo do niej. Z jej twarzy nie znika wyraz szoku. – Dobra! – Klaszczę w dłonie, zwracając na siebie uwagę wszystkich obecnych w budynku. – Chcecie się rozerwać? – pytam donośnym głosem.
— Tak! – krzyczą chórem.
— No i super! – Zacieram ręce z radości na czekające nas wydarzenie. – No, to do roboty!
— Ale co mamy robić? – pyta Gray. Na jego ramieniu uwieszona jest Juvia.
— Przesuńcie wszystkie stoły i ławki w stronę drzwi. – Zaczynam dyrygować magami. Chłopcy sprężają się, żeby wykonać moje polecenie.
— A co tu się dzieje? – W pomieszczeniu pojawia się gigant.
— Ohayo Trzeci! – krzyczę, by mnie usłyszał, szczerze się i macham do niego z parteru.
— A ty, to kto? – pyta i w międzyczasie wraca do swojej miniwersji.
— Filaretka – ściskam mocno jego malutką dłoń i potrząsam nią tak energicznie, że dziadzio raz jest w powietrzu, a następnym – zalicza podłoże. – Miło mi poznać.
— Mi…też – bełkoce, jak po kilku głębszych. – Miruś?
— Tak, Mistrzu? – pyta białowłosa dziewczyna słodkim głosikiem.
— Zajmij się tą…Filajakąśtam.
— Hai! – Uśmiecha się do mnie. Odwdzięczam się tym samym.
— Ohayo Mira! – Witam ją. – Będziesz w jury – mówię, szczerząc się.
— A o co chodzi? – W jej oczach widzę niepohamowaną ciekawość.
— Wytłumaczę ci za chwilę. Teraz część pierwsza: przemeblowanie!
— Meblowanie, meblowanie! – powtarzają po mnie dzieciaczki Bixa. Uśmiecham się do niego, na co on szczerzy się i wyrzuca na wierzch język, jak to ma w zwyczaju.
Dwie godziny później wszystko wygląda tak, jak sobie tego życzyłam. Scena jest przystrojona różnokolorowymi szarfami, które zwisają ze sufitu. Przed nią ustawiony jest długi stół na wysokich nogach. Przy nim, przodem do podwyższenia, stoją cztery krzesła barowe. Za nimi, w pięciu rzędach, znajdują się ławki dla publiczności. Ogarniam wzrokiem nasze dzieło i odwracam się do magów.
— Wspaniale! – Aż kipi ze mnie entuzjazm. – A teraz najważniejsze. Etap drugi: wybór jury! Pozwólcie, że zajmę się tym osobiście. Mistrzu, uczynisz mi ten zaszczyt i zajmiesz jedno z miejsc? – Zwracam się do staruszka. Ten przymyka oczy i, z zamyślonym uśmiechem, kiwa twierdząco głową. – Dziękuję! Miruś – zwracam się do starszej Strauss – zapraszam na miejsce obok Mistrza.
— Bardzo chętnie! – W podskokach podchodzi do krzesła i zajmuje je.
— Pierwsza! – Zwracam się w stronę schodów. – Wyłaź zza tego filaru. Wiem, że tam jesteś! – Zapuszczam żurawia na piętro. Po chwili moim oczom ukazuje się Mavis Vermilion. – Było się tak chować? – pytam i uśmiecham się, widząc jej zarumienione policzki i delikatne kręcenie głową w geście zaprzeczenia. Potulnie zajęła miejsce obok Miry. – No i super! A ostatnim jurorem będę ja!
— Jak to? – pyta Pierwsza.
— Moje opowiadanie, moje grabki i moja piaskownica – odpowiadam wesoło. – To teraz wybór uczestników. Proszę, dobierzcie się w pary. Mieszane. Potrzebujemy ośmiu duetów.
— A co będą musieli robić uczestnicy? – pyta Laki.
— Zobaczycie – mówię z błyskiem w oku.
— To ja rezygnuję – mówi, wyraźnie zestresowana moim spojrzeniem. – Wolę popatrzeć na innych. – Odwraca się i kieruje w stronę ławek dla publiczności. Za jej przykładem idą: Wendy, Bixlow z dzieciaczkami, Kinana, Max, Nab, Jet, Droy, Cana, Gildarts, który wyjątkowo jest w gildii, Macao, Wakaba, Romeo, Reedus, Vijeeter, Warren i cała reszta. Na placu boju zostają: Natsu, Lucy, Gray, Erza, Juvia, Jellal (kie licho go sprowadziło, to pojęcia nie mam!), Alzak, Bisca, Happy, Carla, Gajeel, Levy, Freed, Lisanna, Elfman i Evergreen. Laxus patrzy na to wszystko sceptycznie z balkonu na piętrze. Wsparł łokieć na balustradzie, a brodę – na wewnętrznej stronie dłoni. Na jego ustach gości kpiący uśmiech, który nie robi na mnie wrażenia.
— Dobra. To teraz powiem, o co chodzi. Będziemy się bawić w „Bitwę paringów”. Teraz musicie…
Mój wywód bezczelnie przerywa wielkie „BUM”! Coś mocno uderzyło o podłoże przed wejściem do gildii. Oczy wszystkich obecnych w budynku zwróciły się w stronę głównych drzwi. Czekamy chwilę w napięciu do czasu, aż wrota otwierają się z hukiem i staje w nich niski, tłuściutki człowieczek z dużym nosem i burzą rdzawych włosów. Jego biały garnitur jest cały brudny i w kilku miejscach przedarty, ale błękitna róża, którą ma w butonierce, wygląda idealnie. Całą jego postać otacza mnóstwo gwiazdek, a on sam robi za wielkiego narcyza, pomimo przetrąconego nosa i krwawiącego czoła. Wymachuje zawzięcie rękoma, przy okazji dziwnie gestykulując.
— Przybyłem, men! Piękna perfuma, men! – Odzywa się głosem przerośniętego mężczyzny. Wybaczcie, ale on sięga mi ledwo nad kolano, więc co mam napisać? Gdybym go nie widziała, pomyślałabym, że jest całkiem przystojnym, wysokim brunetem o ciemnych oczach i śniadej cerze. A tutaj, co bym otrzymała? Kandydata do roli jednego z krasnoludków u Śnieżki. No błagam!
— Ichiya, co ty tu robisz? – pytam niepomiernie zdziwiona.
— No, jak to co, men? Skoro bitwa paringów, to ja i Erza, men! – Powtarza te swoje dziwne, dzikie gesty. Jest jakiś nieokrzesany!
— Żartujesz sobie ze mnie? – Wściekła, wymachuję nerwowo rękami. – Erza stworzy parę z Jellalem!
— Co?! – wykrzykuje pan „Men”, jak i sami zainteresowani, przez co dzwoni mi w uszach. Potrzebuję chwili, by wrócić do siebie i móc kontynuować.
— To, co słyszeliście! A teraz pozwólcie, że wrócę do przerwanej kwestii. Panie „Men”, proszę zająć miejsce na widowni. – Ichiya chce zaprotestować, ale, zmiażdżony moim stalowym spojrzeniem, kapituluje i, pociągając nosem, potulnie siada na jednej z ławek, mamrocząc pod nosem coś o perfumach. – Dobra. Tak, jak mówiłam, zabawa nazywa się „Bitwa paringów”.
— Bitwa paringów? – Lucy spogląda na mnie zdziwiona. Słysząc wahanie w jej głosie, postanawiam wytłumaczyć.
— Temat wymyśliła OlaRi. Do niej proszę kierować pisemne zażalenia i skargi. Przyjmuje w dni powszednie od 8 do 16. Prawda, Olu? – Biorę wdech i zaczynam ponownie. – Tak jak mówiłam, zabawa to „Bitwa paringów”.
— Ale przecież my… – zaczyna Heartfilia, przerywając mi bezczelnie.
— Lucy! – Natsu przerzuca jej rękę przez ramiona i szczerzy się. – Jesteśmy nakama, co nie? I nie ma takiej rzeczy, której razem nie damy rady zrobić!
— Tak, ale… – zaczyna blondynka.
— Żadnego „ale”! – wydzieram się. Uczestnicy stają na baczność. – Macie 10 sekund, by dobrać się dwójkami. 1…2… – Zamykam oczy i rozpoczynam odliczanie. Po minięciu wyznaczonego czasu, unoszę powieki i widzę idealnie podzielonych magów. – A teraz marsz za kulisy! Ale to już!
— Aye, Sir! – Wszyscy, łącznie z Erzą, są przerażeni i bez szemrania ruszają za kurtynę. Uśmiecham się do siebie i zajmuję czwarte krzesło. Zacieram ręce z radości i ekscytacji.
— Imprezę czas zacząć! – wykrzykuję, wyrzucając w górę ramiona. Poprawiam się na krześle i opieram brodę na splecionych palcach dłoni. Reszta jury spogląda na mnie z uniesionymi brwiami. – Fakt, nie wiecie, czym się to je. Zacznijmy od początku. Będę prosiła po kolei nasze pary na scenę i dawała im zadania do wykonania. A jeśli nic dla nich nie wymyślę, sami muszą się wykazać. Czy to jasne? – pytam. Reszta Wielkiej Czwórcy kiwa twierdząco. – Świetnie! Proszę pierwszą parę, Erzę i Jellal’a.
— Co? Ja…ja…ja… – Jąkając się na zmianę, pojawiają się na scenie, cali zesztywniali. Stają dobre 4 m od siebie ze spuszczonymi głowami.
— Dobra. Dla was akurat mam zadanie. Jellal. – Chłopak spogląda na mnie. – Wyznasz miłość Erzie.
— Co? – Aż się zapowietrzył.
— Nie mówi się „co”, tylko „słucham”, albo „tak jest”. Proszę, zaczynaj. Masz 5 minut, a później grozi wam dyskwalifikacja.
— Jellal – zwraca się do niego Erza. – Im prędzej powiesz, tym szybciej będzie koniec.
— Zrób to męsko! – Zza kurtyny dobiega głos Elfmana, a później coś, co przypomina uderzenie muchy packą. Pewnie sprawa Ever i jej wachlarza.
— Erzo – głos zabiera Jellal. Dłonie ma zaciśnięte w pięści, głowę opuszczoną.
— Tak?
— Bo ja…ja… – zaczyna i nie kończy. Z nosa ciurkiem płynie mu krew. Pada zemdlony na podłogę sceny. Erza, westchnąwszy ciężko, bierze nieprzytomnego chłopaka na plecy i, z wyrazem rezygnacji i rozczarowania na twarzy, schodzi z proscenium.
— Yare, yare! A myślałam, że w końcu się przyzna – komentuje Mira.
— Spokojnie, Miruś – mówię. – Będzie jeszcze okazja.
— Gray–sama! Teraz my! – Nim zdążyłam zareagować, na scenę wtargnęła Juvia, ciągnąc za sobą Graya. – Gray–sama! Juvia cię kocha! – Tuli się do jego ramienia. Jej źrenice przybierają kształt serca i jego krwisty kolor.
— Ta… Jasne – wychodzi z ust Maga Lodu. – Dość tych głupot. Nie lep się do mnie!
— A Gray jak zawsze zimny i opanowany. – Załamuje ręce jurorka Strauss, odprowadzając ich wzrokiem.
— Te, mała! – Totalne wariactwo! Na scenie zjawia się, niezaproszony jeszcze przeze mnie, Gajeel. Obok jego nogi stoi uroczy Lily, a zza kotary wychodzi Levy.
— Nie nazywaj mnie tak, Gajeel! – wrzeszczy McGarden i mierzy wściekłym wzrokiem Redfoxa.
— Dobra, mała. Gihi.
— Gajeel! – Z nerwów zrobiła się purpurowa.
— Nie piekl się tak, mała! Idziesz ze mną i moim kotem na misję? – Levy zapowietrzyła się, jakby chciała mu znowu zwrócić uwagę, ale żadne słowa nie opuszczają jej ust. – Czyżby pani mądralińskiej zabrakło języka w gębie? – Przerzuca sobie zszokowaną Levy przez ramię i idzie w kierunku schodów, by opuścić scenę. McGarden przytomnieje i uderza piąstkami w plecy Redfoxa, chcąc, by ją postawił na podłodze. – Chodź, Lily. Gihi.
— Po Gajeelu można było się tego spodziewać. – Dziadzio załamuje ręce, patrząc na to, co wyrabia Żelazny Smoczy Zabójca.
— Głowa do góry, Trzeci! A może Szósty? – Widać, humor dopisuje Mavis, gdyż z jej ust nie schodzi uśmiech. Dodatkowo jej oczy zdobią połyskujące złociście gwiazdki. Trzeci, albo i Szósty, nachmurzył się słysząc swój tytuł.
— Sorry memory, ale taka prawda. – Rozkładam bezradnie dłonie. – Trzeci to ty już dawno nie jesteś. – Mavis jest ucieszona i przybija ze mną piątkę. Ósmy, nie, Szósty popada w depresję, z której stara się go wyprowadzić Mira. Efekt jest mierny. Ale, ale, obserwujmy podwyższenie, bo może być ciekawie.
Na scenie pojawiają się państwo Connell.
— Alzack, pamiętasz jak ci się oświadczyłam? – Zaczyna Bisca, tuląc się do niego.
— Mogłaś pominąć ten fakt. – Pan Connell spąsowiał po cebulki włosów.
— Żartujesz? – zirytowała się dziewczyna. – Bez zaręczyn, nie ma ślubu!
— Racja! To teraz pokażemy owoc naszej miłości! – Na scenę wchodzi Asuka.
— Cześć dziadziusiu! – Wita się z Mistrzem. – I tobie babciu – zwraca się do Mavis. Ta patrzy na dziewczynkę spode łba.
— Hahahahaha! – Głośnym śmiechem wybucha Makarov. Depresja go opuściła i poszła na drinka, bo Mistrz pogłębił jej własną depresyjność. Chwała Bogu!
— I co się śmiejesz, Trzecio–Szósto–Ósmy? (Teraz to dała do pieca). – pyta go, zła jak osa, Vermilion.
— Pierwsza awansowała na babcię! Nie wytrzymam! – Jego zaciesz jest epicki, jeśli wiecie, co mam na myśli. Ociera z kącików oczu łzy i uśmiecha się szeroko. Nie zareagował na jej zaczepkę. I słusznie.
— Yare, yare! – wzdycha Mira.
— Jak się czujesz Mistrzyni z tytułem babci? – Zadaje pytanie Mavis, ale jej już nie ma na stołku sędziowskim. Wzruszam ramionami i zwracam wzrok na scenę. – Następna para, proszę.
— Chodź, Freed! – słyszę młodszą Strauss.
— Wybacz panienko, ale nie – odpowiada jej Justine.
— Odmawiasz mojej siostrze? – Nawet nie wiem, kiedy Mira zmieniła się w Diablicę. Prawą nogę ugięła w kolanie i oparła stopę o stół, przy którym siedzimy, a lewą – o krzesło. Gdyby wzrok mógł zabić, podejrzewam, że Freed miałby zgon na miejscu.
— Ni…ie. Ja tylko…żartuje. Hihi. – Broni się chłopak.
— To dobrze. – Starsza Strauss wróciła do normalnej postaci i zajęła swoje miejsce.
— Freed! Zademonstrujmy im naszą magię! – Proponuje Lisanna i używa Zwierzęcej Duszy Kota. Wygląda słodko. Co jakiś czas wydaje z siebie odgłos „nya” i wymachuje dłońmi, jak kot przednimi łapkami. Freed używa swojego Yami no Ecriture: Absolutny Cień i zmienia się w rycerza. Ach! Jak ja kocham ten jego pióropusz i resztę zbroi!
— W każdym razie, Miruś – zabiera głos Lisanna – występujemy, jako para przyjaciół.
— Wiem, siostrzyczko. – Starsza Strauss rozpływa się w uśmiechach. – Chciałam tylko, żeby było zabawniej. – Freed jest w szoku po jej słowach i głośno przełyka ślinę. Wraz z Lisanną kłania się i oboje opuszczają scenę.
— Kto następny? – pytam, gdyż chcę, by magowie sami wychodzili na podwyższenie.
— Carluś! – Naszym oczom ukazuje się niebieski kot. – Mam rybkę dla ciebie!
— Oj, kocie. – Na scenie pojawia się biała kotka. – Dałbyś już spokój. – Po tych słowach krzyżuje łapki na piersi.
— Filaretko. – Happy zwraca się do mnie. – Proszę sprawić, by Carla mnie polubiła.
— Nie – odpowiadam z uśmiechem. Na jego twarzy gości szok i niedowierzanie.
— Ale dlaczego? – pyta mnie ze łzami w ogromnych oczach.
— Bo wystarczy twój urok osobisty.
— Naprawdę? – Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
— Tak. Porwij ją gdzieś – proponuje, by nieco mu pomóc i puszczam oczko.
— Aye, Sir! – wykrzykuje i bierze Carlę w łapki.
— Co ty, Happy? – mówi zdziwiona Exceedka. Kot uaktywnia Aerę i tyle ich było widać.
— Dobra! Następna para, proszę! – Pojawiają się Ever i Elfman. Mówią coś do siebie podniesionymi głosami i energicznie wymachują górnymi kończynami. Nic nie rozumiem z potoku ich słów, ale wyglądają słodko!
— Ach! To miłość! – Głos zabiera Mira. Dłonie złożyła jak do modlitwy i przypatruje się państwu El & Ev maślanymi oczami. W momencie kłótnia tej dwójki milknie.
— Wcale nie jesteśmy zakochani! – Krzyczą Osiłek i Wróżka, jedno przed drugie.
— Ta, jasne! – Zabieram głos. – A ja jestem święta Ondzia, albo inna Karmelitanka Bosa. – Po moich słowach, oblewają się pąsem i schodzą cichutko ze sceny. – Ostatnia para, proszę. – Na scenę raźno wchodzi Natsu. Kilka metrów za nim idzie Lucy. Ma spuszczoną głowę i wyraźnie jest skrępowana. Jej policzki są zarumienione. Nie rozumiem tylko, czemu? Przecież znają się jak łyse konie! – Lucy – zwracam się do dziewczyny. Spogląda na mnie. – Nie bądź taka skromna. Wspólne spanie już niejednokrotnie zaliczyliście. – Uśmiecham się chytrze, gdy zauważam, że poczerwieniała jeszcze bardziej. O ile to możliwe.
— CO?! – słyszę w swoim prawym uchu i przez chwilę jestem pozbawiona zmysłu słuchu po mojej prawicy. Przecieram palcem kanał słuchowy i rzucam głową na boki. Dobra, mój zmysł powrócił. Zwracam się w prawo i widzę, jak reszta jury patrzy na mnie zdziwiona.
— Skąd wiesz? – Zadaje szeptem pytanie Mistrz.
— Mam swoje źródła – odpowiadam cicho, z tajemniczym uśmiechem na twarzy i śmiejącymi się oczami.
— Ach! – Mira zabiera głos. – Ciekawe, jak będą wyglądać wasze dzieci? – Wyobraźnia Miry: uaktywnienie. Strzeżcie się, biedne duszyczki!


— Miruś, nawet ty przeciw mnie? – jęczy Lucy, wyraźnie przygnębiona tym faktem.
— Trzeci, nie mówiłeś, że ponownie zostaniesz pradziadkiem! – Stwierdza Mavis. (Oho! Nie powiedziała Szósty, ani Ósmy. Jest dobrze!)
— Pierwsza, pojęcia nie miałem! – odpowiada Makarov.
— Ja protestuje! – krzyczy Lucy.
— Oddalony! – odkrzykuję.
— Okrutna! – Lucy popada w czarną rozpacz.
— Luce, głowa do góry! – Pociesza ją Natsu. – W końcu jesteśmy zespołem!
— Natsu, to konkurs par!
— No i? – Spogląda na nią ze zdziwieniem.
— O rany! – Lucy wznosi ręce do nieba. – Nic.
— Ty, płomyczku, na serio jesteś idiotą. – Oliwy do ognia dolewa Gray.
— Chcesz się bić, gwiazdo porno?
— Coś powiedział?
— Nie dość, że gołodupiec, to jeszcze głuchy!
— Gray–sama! – krzyczy Juvia, gdy skaczą sobie do gardeł. – Lucy–sama i Natsu–sama to ostatnia para. Zaraz ogłoszenie wyników!
— Wyniki są męskie! – wykrzykuje Osiłek.
— Elfman, głąbie, siedź cicho! – Ever zdziela go wachlarzem po głowie.
— To wszystko? – pyta zdziwiona Mira. – Nie może być!
— Miruś, gdybyś nie była w jury, to bym cię z kimś połączyła.
— Co takiego? – Patrzy na mnie zdziwiona.
— No teraz ja się bawię w swatkę, jakbyś nie zauważyła. – Uśmiecham się szeroko.
— Ale to moja rola! – odpowiada z uniesieniem w głosie.
— Nie w tym opowiadaniu. A teraz werdykt! Musimy się naradzić! – Jury wstaje z miejsc i znika za drzwiami gabinetu Makarova. Po chwili wraca i zasiada za stołem w pełnym składzie. Dziadziuś jest poważny. Babcie – Ej! – kontynuuje i nie zwracam na nią uwagi – opuściła czarna rozpacz, ale patrzy na mnie morderczym wzrokiem. – Mavis, nie rób takiej miny. Tutaj wszyscy cię widzą. Pamiętaj o tym. – Po moich słowach rozpływa się w uśmiechach. Cwaniara. Miruś jak zawsze patrzy na wszystkich z delikatnym uśmiechem na ustach. A ja? Mam radochę, że jestem z nimi i mam okazję do żartów z mocarnych magów Fairy Tail! Wszyscy uczestnicy są już na scenie i oczekują na to, co powiem.
— Autorko! – słyszę głos Natsu. Spoglądam w tamtą stronę. Widzę, jak zwisa z dekoracji przytwierdzonej do sufitu z podpaloną prawą pięścią. – Czytaj wyniki. Cały aż płonę!
— Natsu, spalisz mi włosy! – Heartfilia odsuwa się nieco od chłopaka, gdyż jego „lina” znajduje się nad jej głową.
— Chodź, Luce! Walczmy! Napaliłem się! – Zeskakuje na podłogę i zaczyna ją gonić.
— Aaaaaa! – krzyczy dziewczyna i ucieka przed nim. Mam tego dość, dlatego opuszczam swój sędziowski stołek i podchodzę do, płonącego jak pochodnia, Dragneela.
— Siad, Natsu! – Nokautuje go ciosem w brzuch. Ten pada na podłoże z głuchym łoskotem.
— Natsu–san! – Wendy zrywa się w miejsca, by mu pomóc. Chwytam za kołnierz jej ubrania i unoszę ją tak, że nóżkami przebiera w powietrzu. Spogląda na mnie ponad ramieniem.
— Spokojnie, Wendy. On nie umrze od tego. Wróć, proszę, na miejsce. – Dziewczynka posłusznie ruszyła w stronę ławki, gdy tylko jej stopy dotknęły podłoża.
— Arigato! – słyszę z ust Lucy.
— Nie ma za co. – Uśmiecham się i puszczam do niej oczko. Wracam na miejsce. Z satysfakcją patrzę, jak nad głową Natsu unosi się duszek i okrąg z gwiazdek.
— Natsu? – Zagaduje go Lucy. – Wszystko dobrze? – Brak odpowiedzi jest odpowiedzią.
— A teraz wyniki! – Na dźwięk moich słów, wszyscy wstrzymują oddechy. Nawet Natsu opuścił na chwilę mistyczny świat zbłąkanych dusz, oprzytomniał i czeka w napięciu. Milczę, by potrzymać ich w niepewności. Odchrząknęłam. – No to tak. – Zaczynam. – Nie wybraliśmy najlepszego paringu – słyszę jęki zawodu, ale, niezrażona, kontynuuje. – Zostawiliśmy to czytelnikom.
— Co? – słysze pytanie z ust Tytanii. Jej brwi są zmarszczone.
— Erza, nie złość się, bo zmarszczki się robią – mówię tonem znawcy.
— Co? – Teraz piszczy przeciągle i dotyka swojej twarzy.
— A najlepsze na nie jest ciasto truskawkowe! Chcesz? – pytam, znając odpowiedź.
— Tak!
— To spokój!
— To twoja wina! – Ever strofuje Elfmana.
— Zachowuj się męsko! – mówi Osiłek. – Jeśli jesteś mężczyzną, poczekasz na werdykt czytelników! Auć! Za co? – pyta i spogląda na Wróżkę.
— Ach, jakoś tak. Nadgarstek ćwiczę.
— Ever!
— Nie mów tak do mnie! – Elfman ponownie zaliczył plaskacza wachlarzem Wróżki.
— I co, mała? – Redfox znowu zaczyna.
— Nie jestem mała, Gajeel! – Wścieka się McGarden.
— Ależ jesteś!
— Teraz już nie – wtrąca Lily, który zwiększył swój rozmiar do tego z Edolas i wziął na ramiona Levy. Uśmiecham się patrząc na tą scenkę. Brew Gajeela niebezpiecznie drga.
— Lily, czemu to zrobiłeś? Zostaw ją w tej chwili!
— Oj, oj, ktoś tutaj jest zazdrosny! – wtrącam swoje trzy grosze.
— Że niby ja? – krzyczy w moim kierunku i patrzy morderczym wzrokiem. Kiwam twierdząco głową. – Ja nie mam takich problemów. Auć! – mówi, gdy zalicza glebę, przyciśnięty przez ogromny napis „Ir♥n”. – Za co? – pyta się sprawczyni.
— Żebyś się uspokoił.
— Aha. – Odrywa kawałek napisu, wkłada do ust i przeżuwa. – Smaczne. Gihi.
— Cieszę się.
— Gray–sama! – Słyszę zawodzenie Juvii. – Zrób coś, żeby nas wybrali!
— Nie lep się do mnie! – Fullbuster próbuje odczepić ją od swojego ramienia.
— Juvia… – Lucy chce coś wtrącić.
— Moja rywalka w miłości! – Oczy Juvii ciskają gromy, gdy patrzy w stronę blondynki. – Juvia zaraz dopadnie rywalkę!
— Tak, tak! – wtrąca Natsu. – Bijcie się!
— Juvia… – Teraz reaguje młodsza Strauss.
— Lisanna–sama też poluje na Gray–samę? Freed–sama, proszę zająć się tą panią! Rywalką w miłości numer 2! Gray–sama jest tylko Juvii! – Wodna Kobieta ponownie przytula się do Maga Lodu.
— Po co się kłócić, kiedy można się całować? – Alzack i Bisca przystępują do dzieła.
— Całowanie się jest męskie! – To powiedziawszy, Osiłek dobiera się do Wróżki.
— Co robisz, idioto? – Wyzywa go Ever.
— Wszystko po męsku! – wykrzykuje Elfman.
— Pozwól, że ci zademonstruje. – Ever chwyta przód jego koszulki i przyciąga go do siebie.
— Co, mała? Teraz my? Gihi. – Redfox mierzy spojrzeniem czerwonych oczu Levy.
— Chyba żartujesz, Gaje… – Nie dane jest jej dokończenie zdania. Żelazny Smoczy Zabójca chwyta ją w ramiona i łączy ich usta w pocałunku.
— Lady Lisanno. – Justine kłania się dziewczynie.
— Sir Freed. – Ona dyga przed nim z gracją. – Wystarczy w policzek?
— Naturalnie, panno Strauss.
— Charluś! My też! My też! – krzyczy podekscytowany Happy. Nawet nie wiem, kiedy pojawili się ponownie. Magia, ot co!!! To w końcu Fairy Tail.
— Żartujesz? Ileż można! – Po jej słowach w gildii zapada grobowa cisza. Wszystkich dosłownie zatkało. Każdy patrzy na dwójkę Exceedów ze zdziwieniem i zbiera szczękę z podłogi. Nie wyłączając mnie. – Co się gapicie? Wróciliśmy przecież z randki. Ale co tam. Chodź, kocurze.
— Aye, Sir! Już lecę, Charluś!
— Gray–sama! My też! My też! – Juvia biegnie za Magiem Lodu.
— Zostaw mnie! – Fullbuster ucieka przed nią i kryje się za plecami Lucy.
— Moja rywalka w miłości! – Syczy Lockser i patrzy z nienawiścią na Heartfilię.
— Juvia, to nie tak! Nic z tych rzeczy! – Broni się dziewczyna.
— Gołodupcu! Zostaw moją nakama! – drze się Natsu.
— A co mi zrobisz? – Gray przedrzeźnia go. – Chcesz się bić, żygaczu płomieni?
— Jak zawsze, striptizerze!
— A Juvia chce się całować z Gray–samą! – Po tych słowach dziewczyna zalewa się łzami i siada na środku sceny.
— Yare, yare! Spokojnie Juvia. Może Filaretka coś wymyśli – mówi Mira.
— Moja rywalka w miłości! – W Lockser ponownie wstępuje duch bojowy. W jej oczach tli się żądza mordu, skierowana przeciw Lucy. Będą się pruć! Sasasasa!
— Lucy, uważaj! – krzyczy Erza, która w jednym z kątów gildii całowała Jellala.
— Co? – Dziewczyna nie zdążyła zareagować i zaliczyła twarde spotkanie z podłogą. Powoli uchyliła powieki. Spostrzegła szmaragdowe oczy Natsu, który przygniótł ją swoim ciałem. Ich nosy praktycznie się stykają. Lucy pąsowieje po cebulki włosów.
— No, płomyczku, pokaż, na co cię stać! – wykrzykuje Gray, przygnieciony do ściany przez Juvię, która skorzystała z zamieszania i dobrała się do niego.
— Zaraz ci udowodnię! – odkrzykuje Natsu, gotowy do walki. Ma zamiar się podnieść, ale Lucy trzyma przód jego kamizelki. – Co ty, Luce?
— Po prostu mnie pocałuj, a później leć – mówi, uroczo zarumieniona dziewczyna.
— Całowanie się jest męskie! – krzyczy Elfman, który ten proceder ma już za sobą.
— Natsu! Natsu! Natsu! – Wszyscy wstali z miejsc i skandują jego imię. Naturalnie ja i reszta jury także!
— Dobra! – Salamander zwraca się do Lucy. – Nie wygląda jakby bolało. Ale musimy wstać. Czuję się dziwnie, leżąc na tobie. – Po tych słowach, spiekł raka. Gdy chce się podnieść, napotyka opór.
— Nie – szepcze dziewczyna. – Całuj. – Przyciąga go do siebie delikatnie. Patrzą sobie głęboko w oczy. Ich usta łączą się w długim, słodkim pocałunku. A…
— STOP!!!!!!!!!!!!!! – słyszę darcie Lucy i obraz sprzed chwili ulatuje z mojej wyobraźni. – Nie słuchajcie jej! To jest jej fatamorgana! – Heartfilia patrzy na mnie ze złością. Z jej uszu unosi się biały dym, jak po udanym konklawe. Prawą dłoń ma zaciśniętą w pięść, a lewą wyciągnęła w przód i wskazuje na mnie palcem, który temu zawdzięcza swą zacną nazwę. Sylwetkę ma prostą, jak kij od szczotki. O dziwo, dała radę zrzucić z siebie Natsu, który już bije się z Grayem, i wytknąć mi moją fantazję.
— No dobra, przyznaję się. Zostałam przyłapana. Tak na serio, to Lucy broniła się nogami i rękami. Miałam wrażenie, że oglądam zapasy sumo.
— Ej! – Znowu Lucy. – Nie mam predyspozycji do tego miana!
— Jasne, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka. – Humor wyraźnie mi dopisuje.
— Okrutna! – Magini Gwiezdnej Energii jest wyraźnie obombana.
— To moje drugie imię – odpowiadam z uśmiechem. Lucy popada w czarną rozpacz. Ukazuje się jej podświadomość w postaci Aniołka i Diabełka. Pan Aureolka, a raczej Pani, próbuje pocieszać swoją właścicielkę, natomiast Pani Ogoniasta śmieje się w najlepsze i nazywa ją „cykorem”. Dziewczyna wybucha płaczem, a jej „psiapsiółki” znikają, pozostawiając po sobie złocisto–czerwony pył. Postanawiam wykorzystać tą sytuację i pstrykam palcami. Pojawia się śliczny, malutki chłopczyk w białych majtasach i z blond loczkami. Ma wielkie, okrągłe, niebieskie oczęta. Mam wrażenie, że widzę w nich morze. Na pleckach ma kołczan wypełniony strzałami, a w malutkiej piąstce ściska łuk. Pod łopatkami ma śliczne, złote skrzydełka, którymi zawzięcie macha, by utrzymać się w powietrzu. Wszyscy zamierają. Nawet Natsu przestaje bić się z Grayem. Zgina się wpół i śmieje do rozpuku.
— Hahahahaha!!! Nie mogę!!! Hahahaha!!! Facet w pampersie!!! – Śmieje się w najlepsze. Niestety, tylko on. – Dzieciak!!!
— Zaraz ci udowodnię, że jestem prawdziwym mężczyzną!!! – Amorek odzywa się cieniutkim głosikiem à la Alvin z Wiewiórek, na co wszyscy, łącznie ze mną, wybuchają głośnym śmiechem. Pampers marszczy gniewnie brwi, chwyta w wolną dłoń strzałę, naciąga cięciwę łuku i mierzy. Padło na Lucynkę. Dziewczyna, widząc, co planuje Bezportas, poczyna uciekać.
— Nie ma mowy!!! – wykrzykuje, biegając dookoła sceny z uniesionymi rękami. Wygląda jak uciekinierka szpitala psychiatrycznego. Brakuje tylko kaftana bezpieczeństwa. – Idź sobie być Amorkiem gdzie indziej!!! – Jury patrzy po sobie. Na ustach każdego jurora gości szczery uśmiech. Mój jest, oczywiście, najszerszy.
— A mówią, że Natsu to napaleniec – rzecze z zamyśleniem Mistrz, pocierając brodę.
— Nie ma co, dobrali się jak w korcu maku – stwierdza Mavis i przywdziewa na usta jeszcze słodszy uśmiech.
— Ja z nikim się nie dobrałam!!! – Panna Heartfilia krzyczy tak głośno, że chyba w samym Crocusie ją słychać. Amorek niestrudzenie podąża za nią.
Natsu stoi na scenie, z rękami skrzyżowanymi na piersiach i próbuje ogarnąć wzrokiem i umysłem (!) sytuację, marszcząc przy tym zabawnie brwi.
— Lucy! Co jest? – pyta, wodząc za nią spojrzeniem. – Przestań biegać!
— Nie mogę, bo mnie dopadnie! – krzyczy kandydatka na „Wariatkę Roku”.
— Kto? – Salamander marszczy brwi i myśli (chyba nie w tym wcieleniu :).
— Kupidyn!
— Dawać go! – Nasz Ognisty Chłopak podpala dłonie i uśmiecha się szeroko, gotowy do batalii. – Skopie mu tyłek! Ale się napaliłem!
— Widzisz go? – Lucy nieopatrznie się zatrzymuje.
— Przecież wyśmiałem jego wdzianko. – Chłopak rozpędza się i goni Amorka. Ten, uniósł się wyżej, przymknął prawe oko i wypuścił strzałę w stronę Lucy. Cudem uskoczyła. Pocisk odbił się od podłoża, trafił w ścianę, sufit, wytrącił Wakabie fajkę z ust i trafił Macao w serce.
— Ech! Na niego to nie zadziała. – Machnął dłonią Max.
Conbolt chwycił się za pierś, przymknął oczy i odetchnął głęboko. Uniósł powieki, a jego tęczówki przybrały kształt pulsujących, różowych serc. Spojrzał na prawo.
— Dobrze się czujesz? – spytał siedzący tam Wakaba. Ponownie trzymał między wargami narzędzie swojego, zgubnego w skutkach, nałogu. Macao, zamiast odpowiedzieć, rzucił się na niego i począł tulić się doń, jak dziecko.
— Kocham cię! – krzyknął. Przerażony Mag Dymu, wyrwał się z jego uścisku i począł biegać po całej gildii, biorąc przykład z Lucy. Eros, nadąsany, że zamiast ładnej blondynki udało mu się trafić starego pryka, zniknął, pozostawiając po sobie srebrno–złotą mgiełkę. Macao w tym czasie w podskokach gonił „miłość swego życia”, jak sam nazwał Wakabę. Wszyscy magowie śmiali się do rozpuku. No, może poza Romeo. Ten spiekł raka i opuścił głowę, wpatrując się w swoje sznurówki. Natsu i Gray rozpoczęli kolejną bitwę, bo było nudno. Ileż można patrzeć, jak dwaj starsi panowie gonią się, niczym chorzy psychicznie ludzie? No właśnie. Mam podobne zdanie.
— Natsu! – Zawołany, spojrzał na mnie, przerywając batalię. – Pokaż, że masz jaja! Bierz się za nią! – Wskazuję na ciężko dyszącą Lucy. Ugięła nogi w kolanach, na nich oparła dłonie i opuściła głowę. Oddychała głęboko. Słysząc moje słowa, uniosła wzrok i spojrzała na Dragneela.
— Cały aż płonę! – Chłopak pozostawił w spokoju Maga Lodu, do którego od razu podbiegła Juvia, by następnie go napastować.
— Natsu! Bądź mężczyzną! – wydziera się Osiłek, który oderwał się na chwilę od Wróżki. Ta na powrót usadziła go na miejscu i złączyła ich wargi. Czuję się, jakby były Walentynki. Wy też?
— Luce! – wydziera się Natsu i pędzi w stronę dziewczyny. Ta odwraca się przodem do niego i zalicza ponownie glebę, przygnieciona jego umięśnionym ciałem (chciałabym być na jej miejscu, ech).
— Natsu, co ty? – Lucy próbuje się podnieść.
— Pamiętaj, że jesteś silniejszy od niej – mówię, wstając z miejsca i klaszcząc zawzięcie w dłonie. Reszta jury i widzowie dołączają do mnie. Pan „Men” rozpyla perfumę miłości, wprowadzając nas w romantyczny nastrój.
— Święta racja. – Uśmiecha się krzywo, chwyta nadgarstki Lucy i unieruchamia jej ręce nad głową. Powoli przybliża swoją twarz do jej. Jego usta zdobi szeroki uśmiech, ukazujący białe kły.
— Natsu – słychać szept Lucy. Jej serce przyśpieszyło wygrywanie swojej, zwyczajowo spokojnej, melodii.
— Ci… – szepcze uspokajająco Salamander i łączy ich wargi. Dziewczyna poczęła się wyrywać, ale gdy Natsu pogłębił pocałunek, przestała. Uwolnił jej nadgarstki, a ona zarzuciła mu ręce na szyję. Chłopak objął ja w talii. Wywołali tym falę gwizdów i braw wśród członków gildii. Jak na mój gust, mogliby już skończyć, ale chyba jest im zbyt przyjemnie. A co tam! Niech się całują tak długo, jak mają chęć! W końcu to przeznaczenie! Spoglądam na moje prawo. Widzę, że Mira i Mavis ocierają kąciki oczu z łez i patrzą ze szczerym uwielbieniem na całujących się magów. Patrzę dalej. Makarov uśmiecha się szeroko i szepcze: „Ach! Młodość, ot co!”. A ja? Szczerzę się jak głupia do sera, gdyż zrobiłam to, co Mashima już dawno powinien. I na tym zakończę me opowiadanie. A wybór najlepszego paringu zostawiam Wam, Moi Drodzy Czytelnicy, mając nadzieję, że chociaż odrobinkę się podobało. Do następnego!




ZAPRASZAM DO GŁOSOWANIA 

PRZYPOMNIENIE!!!!
Na Detektywie i na Nowym Życiu są nowe rozdziały.
Najprawdopodobniej nie będzie rozdziału w przyszłym tygodniu na żadnym blogu ze względu na niezadowalającą ilość osób, które komentowały :(

KOMENTUJ! BO KOMENTARZ TO CUD! NIE MASZ CZASU, CHĘCI… TRUDNO (W KĄCIE PŁACZĘ) NAPISZ KRÓTKO, ALE NAPISZ  COKOLWIEK. KAŻDA UWAGA, KAŻDE MIŁE LUB ZŁE SŁÓWKO MOŻE PRZESĄDZIĆ O TYM, JAK BĘDZIE MI SIĘ PISAĆ KOLEJNY ROZDZIAŁ!!!
PRZYDATNE LINKI:
Chcesz sobie pościągać muzykę, anime, filmy, mangi, dramy ?
Chcesz mnie znaleźć na facebooku ?
Chcesz poczytać inne moje blogi ?
O zakończonym blogi z One Piecem ? http://nalufairytailxonepiece.blogspot.com/
O niedługo rozpoczętym szkolnym blogu prawie normalnym ? http://paranormalactivityclub-nalu.blogspot.com/
O Lucy i Natsu i tajemnicy przeszłości ? http://natsulucy-deathandlovestory.blogspot.com/
ZASADY:
1) Fani oceniają poprzez oddanie 1 głosu w ankiecie obok.
2) Twórcy opowiadań nie biorą udziału w głosowaniu oraz nie mogą zdradzić swojej tożsamości i tego, że biorą udział , jeśli zostanie to wykryte automatyczna dyskwalifikacja
3) Do autorów: jeśli cokolwiek zostało przeze mnie zmienione, to nie macie mieć prawa się ze mną kłócić, proszę spojrzeć na stronę konkursu i przeczytać czcionkę i jej rozmiar :)

piątek, 20 czerwca 2014


            Dareg Froze wygodnie siedział na swoim ukochanym fotelu, wpatrując się cały czas w okno.
- I się zaczęło.- Powiedział na głos. – I mam nadzieję, że w te kilka dni wszystkie sprawy się rozwiążą. – Wstał i podszedł do jednej z szafek. Wyjął ze środka kilka listów i zdjęcie, które było mu tak bliskie i drogie. – Już niedługo. – Palcem przejechał po sylwetce kobiety. – Przepraszam, że tyle to trwało. – Spojrzał na listy. – Chyba nadszedł czas by je wysłać. – Ubrał się w płaszcz i wyszedł.

***

            Natsu dojechał pod budynek, który wynajmowali Sting i Rogue, prowadząc tam swoją działalność. Wysiadł z samochodu, a następnie pognał w stronę wejścia, gdzie spotkał siedzącą za ladą sekretarkę.
- Witam! – powiedziała białowłosa dziewczyna – Czy był pan umówiony?  - Natsu wyjął z płaszcza odznakę i pokazał ją kobiecie. – Widzę, że nie, ale zapraszamy. – Wstała i zaczęła prowadzić policjanta w stronę gabinetu detektywów. Zapukała, a gdy usłyszała odpowiedź weszła. – Ten pan chciał z tobą porozmawiać. To sprawa błyskotliwej wagi.
- Błyskotliwej? – zdziwił się Natsu
- Rozumiem… W takim razie zapraszam. – Rzekł, wskazując na fotel. Natsu podszedł i usiadł wygodnie.  – Przepraszam za te kody, ale używamy tu ich by się nawzajem ostrzegać … A co pana policjanta do nas sprowadza?
- Klucze. – Odpowiedział wprost Natsu, a reakcja Stinga mówiła sama za siebie.
- Czy … - poprawił sobie włosy – Czy bezpiecznie jest o tym rozmawiać? Tutaj?
- Nawet więzienie nie jest dość bezpiecznym miejscem by zapewnić ochronę świadkom. – Odparł obojętnym głosem Natsu.  – A, więc…?
- Cobra był jednym z nas… Hihi. – Zaśmiał się pod nosem Sting – Wiedziałem, że to tego dojdzie. Dorwą nas kiedyś, przecież to Acnologia. A co z tobą?
- Jak to co ze mną? – Natsu nie rozumiał o co mu chodzi
- Czy boisz się śmierci? – Sting wstał i podszedł do okna. – Ja chyba nie, ale kto może wiedzieć, jak się będę czuł zdychając jak pies, w ciemnej ulicy, nie mogąc powiedzieć do człowieka ostatniego słowa… Nie wiem …
- Ja nie mam nic do stracenia. – Odparł policjant. – A czy dostanę to po co przyszedłem? – Wymienili ze sobą wzroki. Na chwilę nastała absolutna cisza. Sting westchnął głęboko i podszedł do telefonu, nacisnął jedynkę i odczekał chwilę.
- Yukino przyprowadź do mojego gabinetu Rogue. – Natsu uspokoił się trochę, ale zagrożenie nadal istniało. – Pani Kolebko … - Natsu nie mógł zapomnieć nazwiska kobiety, która została zamordowana na jego oczach. Przerażenie było wyrysowane na jego twarzy. Podniósł głowę powoli by spojrzeć w spokojne oczy Stinga.
- Skąd znasz to nazwisko? – Natsu miał tylko tą jedną szansę by się dowiedzieć.
- Chyba zbyt dokładnie nie zbadaliście warunków jej śmierci. – Cały czas się głupkowato uśmiechał, drwiąc tym samym z policjanta. Nagle Natsu wstał, podszedł do detektywa, złapał go za marynarkę i rzucił go na biurko.
- Gadaj, co wiesz o jej śmierci! – oczy Natsu były pewne gniewu i nienawiści. Ktoś, kto zetknął się z mordercą wiedział, że w tamtym momencie Dragneelem opanowała żądza mordu.
- Hahaha! – zaśmiał się głośno Sting – Tego chciałem od dawnego, znanego w całym podziemnym świecie Ognistego Salamandra, który swoimi mieczami potrafił zabić niewyobrażalną liczbę ludzi.
- Skąd o tym wiesz? – podniósł go trochę, a następnie z całej siły uderzył jego głową o blat. Krew spłynęła po policzku Stinga.
- Bo tam byłem. – Szepnął cicho chłopak. – Ale nie martw się, nie zamierzam cię zdradzać. – Natsu lekko rozluźnił uścisk.  Sting odepchnął jego rękę, wstał i usiadł na fotelu. Natsu uczynił to samo. – Pani Kolebko jak wiesz uczestniczyła w tych cholernych schadzkach erotycznych i tym samym odkryła, kim jest Acnologia… - Natsu przypomniał sobie całą sprawę z tym związaną. – Wiesz kto ją zabił?
- Były Komisarz Fairy Tail. – Odparł smętnie chłopak.- Ta kobieta nie musiała zginąć.
- Nie musiała zginąć żadna osoba z Dragon Slayerów, żadna dziewczynka… nikt! – Odparł pełen złości Sting – A jednak nie żyją!!!
- Mogę wejść? – w progu drzwi stał Rogue przysłuchujący się całej sytuacji.
- Długo tu stoisz? – zapytał Sting powoli się uspokajając.
- Od waszych igraszek na biurku… - odparł złośliwie – Wiem, że było to związane z Acnologia.
- Tak, ten gościu … - wskazał na Natsu - … chce nasze klucze.
- A kim on jest? – Rogue ze stoickim spokojem spojrzał na Natsu
- Natsu Dragneel, syn Igneela Dragneela.  – Przedstawił się policjant.
- A co chcesz z tymi kluczami zrobić? – przesłuchanie nadal trwało i niestety Natsu na to pytanie nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
- Nie wiem. – Rzekł tylko. Rogue i Sting wymienili się spojrzeniami, a następnie głęboko westchnęli.
- Mamy dosyć tego wszystkiego. Nasi rodzice kazali nam trzymać i pilnować te cholerne klucze, ale… - Sting na chwilę przerwał swój monolog - … coraz bliżej jest ON. Acnologia. Pani Kolebko przypłaciła życiem, niosąc w sobie wiedzę na jego temat. Trochę cię wcześniej okłamałem. – Uśmiechnął się delikatnie. – Mówiłem, że chyba się nie boję śmierci, ale teraz gdy się tak zastanawiam, chyba jednak … troszkę się jej obawiam. A może nie do końca jej, a tego co przed nią może mnie spotkać. Zbyt wiele osób już umarło przez ten dokument. Tylko wciąż się zastanawiam … Dlaczego nikt go nie zniszczył?
- Powody, które przedstawili nam rodzice nie były zbytnio przekonywujące. – Odparł Rogue. – Może ty coś wiesz? – zwrócił się w stronę Natsu
- Dopiero zbieram po trochu prawdę, którą niestety ojciec ukrył przede mną. Jednak teraz, gdy odnalezione zostało jego ciało ja nie mogę siedzieć bezczynnie. – Natsu starał się dokładnie wyjaśnił swoją sytuację.
- Chcesz się zemścić? – zapytał wprost Sting
- Chcę, ale im bliżej jestem prawdy, tym bardziej nie chcę tej zemsty. Po pierwsze nie wiem na kim mam się mścić. Po drugie boje się, że osoba, która może być Acnologią, jest kimś kogo nie chcę zabić… Nie wiem… To wszystko jest strasznie skomplikowane. – Sting wstał i podszedł do jednej z szafek. Wyjął ze środka małe pudełeczko, a z niego dwa klucze.- Ej ty nie miałeś lepszego miejsca by je schować? – Natsu lekko zdziwiła „tajna kryjówka”.
- Lepsze to niż nic. – Odparł Rogue
- Mówi się, że najlepszą kryjówką jest najbardziej oczywiste miejsce. – Natsu nadal patrzył na nich wyłupiastymi oczami – No co? Przecież nikt tego nie ukradł! – Sting podszedł i podaj je Natsu - A teraz wynocha!!!
- Tak i dziękuję. – Ukłonił się lekko, a następnie zaczął wychodzić, jednak nagle zatrzymał się w progu. – A wiecie coś o haśle?
- Nie. – Odpowiedzieli równocześnie.
- No nic! – machną ręką i wyszedł. – Do widzenia. – Powiedział sekretarce będąc już przy wyjściu. Gdy znalazł się za drzwiami nagle ujrzał znajomą twarz znajdującą się po drugiej stronie ulicy…

***

            Lucy zapukała do gabinetu Darega Froze’a, jednak gdy nikt jej nie opowiadał, pociągnęła za klamkę. Okazało się, że drzwi są zamknięte. Poszła w kierunku recepcji by dowiedzieć się, o co chodzi.
- Witam! – oparła się o blat – Gdzie mogę zastać mojego kuzyna? – zapytała otwarcie.
- Niedawno wyszedł, ale powinien za chwilę wrócić. – Wyjaśniła jej recepcjonistka. Lucy usiadła w poczekalni w której przesiedziała kilkanaście minut, gdy nagle jej kuzyn wrócił.
- O! Lucy! – był zdziwiony faktem, że dziewczyna przyszła do niego.
- Tak to ja! – odpowiedziała złośliwie. – Chcę z tobą porozmawiać. – Mina, która w tamtej chwili wyrysowała się na twarzy Darega, jednoznacznie świadczyła o jego niechęci w związku z rozmową.  – Widzę, że aż skaczesz z radości. – Rzekła złośliwie, a następnie skierowała się w stronę jego gabinetu.
- Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Oj Laylo jak ty ją wychowałaś… – Skomentował zachowanie dziewczyny bardzo cicho. Poszedł za nią i zastał ją czekającą przed drzwiami. Szybko wyjął klucze, wpisał hasło i wszedł do środka razem z nią. – No, więc o czym chciałaś porozmawiać? – Dareg od razu przeszedł do konkretów – Może chcesz wiedzieć więcej o ojcu, o Layli, o Dragon Playerach, o Jellalu? Nie wiem co chcesz wiedzieć, ale nie mogę zbyt wiele ci powiedzieć.
- Zamknij się! – krzyknęła na cały głos. - Tym razem role się odwróciły.   Ja jestem tą co będzie gadać, a ty mnie słuchaj.
- Jakiś konkurs? – zażartował. Lucy siadła wygodnie na fotelu.
- Tak. – Odpowiedziała z ironią w ustach. – X762 rok i mamy atak na pewne miasteczko, któro zakończyło Wielką Smoczą Wojnę w X763 roku. Nagle okazuje się, że wielki morderca, a raczej … pomyłka. Dwóch mężczyzn z frontu, jeden Acnologia, który miał jakąś wysoką rangę. Zmusza króla by ten podpisał jakiś głupi papierek i … Dlaczego został podpisany w marcu? Otóż Acnologia od załóżmy stycznia, kiedy skończyła się wojna, zbierał popleczników itd., itd., więc potrzebował czasu. Co dalej? Drugi człowiek! – Dareg z uwagą śledził wypowiedzi dziewczyny. – Jest to krwawy morderca, zbrodniarz wojenny, którego należy zabić. Dlaczego? Podejrzewam, że znał jakiś sekret Acnologii i co? Trzeba się go pozbyć. Legenda istnieje, Acnologia sobie świetnie żyje w mafijnym świecie. Nagle zostają powołani Dragon Slayerzy. Acnologia porywa dzieci, eksperymentują na nich. Po co? Nie wiem, ale Acnologia popełnia dwa błędy. Zostawia dokument w nadziei, że nikt go nie znajdzie. Dwa, pozostawia za mało straży przy dzieciach. I teraz pytanie… Po co matka wyszła za Juda? Czemu nie spaliła dokumentu? I te klucze… Po co one dokładnie są? No, ale idźmy dalej w opowieść. Niektórzy ze smoczków biorą sobie dzieci w tym ojciec Natsu. Ogólnie okazuje się, że moja mama miała brata, czyli Igneela. I teraz… żyją sobie w cholernym spokoju przez czternaście lat, cholerny Acnologia nic nie robi przez czternaście lat… Dlaczego? Może jednak coś robi… Może szuka dokumentu po cichu? Może nie znamy wydarzeń z X770 roku? Może coś się wtedy wydarzyło? A może coś jeszcze mu to uniemożliwia, ale nagle w X777 ktoś zaczyna gwałcić dziewczynki i huraa! Ma pełną swobodę działania … Znajduje i z zimną krwią morduje wszystkich Dragon Slayerów. A moją matkę osobiście zabija Jude, a raczej Jellal, który najprawdopodobniej był sługą Acnologii. Koniec. I znowu siedem lat. Ktoś zakłóca spokój, kogoś trzeba sprzątnąć… tylko dlaczego tak po cichu, ale przecież nie znamy podziemnego świata, a co jeśli osoby z którymi rozmawialiśmy to nie ci, którzy żyli siedem, czternaście, czy dwadzieścia jeden lat temu … Nie mam racji kuzynie? – spojrzała na człowieka, który przed nią siedział. Wiedziała, że jeśli przedstawi swoją wersję wydarzeń on złapie się w jej pułapkę, w walkę gry umysłów.
- A skąd możesz wiedzieć, że osoby, z którymi rozmawiałaś nie były tymi za kogo się podają? – była z siebie zadowolona. To pytanie dobitnie świadczyło o tym, że Dareg rozpoczął z nią grę.
- Ludzie się zmieniają na przestrzeni lat. Nawet te gwałty, były prowadzone siedem lat temu przez innych ludzi. Pan Hamataki.- Na dźwięk tego nazwiska kuzyn Lucy od razu zareagował. – On już dawno nie żyje, a osoba, która została podstawiona, to ktoś inny. Dawniej nie wydawało mi się to dziwne, ale teraz? Na dobrą sprawę nie było zdjęcia tego człowieka, tylko sam głos. Internet? Aż tak wtedy nie był popularny i dostępny. Zdjęcia? Jak łatwo można je obrobić, albo dać nowe, które wyglądają jak stare. I jeszcze jedno było dziwne … Dlaczego zmienił zeznania? Dochodzę do jednego prostego wniosku, to od początku było ustawione.
- A co miało zostać ustawione? -  ciągnął dalej Dareg
- Śmierć Jude. To on przejął Acnologię po swoim bracie, a moim ojcu.
- A czemu miałby to robić? – po jego pytaniach nie można było orzec czy próbuje naprowadzić Lucy czy jej przeszkodzić. – Przecież już był wtedy w więzieniu.
- Może i wtedy był, ale mnie tam nie było. Wszystko było ustawione. – Lucy nie dawała za wygraną. Siedziała ze spokojem wymalowanym na twarzy. – Zacznę od początku, bo tak naprawdę wszystko zaczęło się już 21 lat temu, gdy moja matka zaszła w ciążę, Jude przygarną mnie. Zgaduję, że czternaście lat temu zabił on swojego brata i zaczął organizować te spotkania, a siedem lat temu wszystko się zaczęło. Te gwałty…. Pomimo tego, że za wszystkim stał Purehito, on to wiedział … mój ojciec. Zaplanował wtedy by gwałcić Virgo. Ale po co mu to było? Czemu tak wcześnie? Jednak to on zostawił to nagranie, bym mogła je zobaczyć. Zabić mnie w rzeczywistości nie chciał. Gdyby sprawa gwałtów nie wyszła na jaw, gdybym nie dowiedziała się, że ojczulek był na tych orgiach, to bym do niego nie poszła i nie potwierdziła, że wtedy jeszcze żył. Pytanie czy to prawda. Więzienie zmienia, a ja mogłam mieć rozmyte oczy i nie widzieć. On nigdy mnie nie nazwał tak zdrobniale … córeczko. 
- Ciekawa teoria, ale jak by się wydostał z więzienia? Jak go nie poznałaś? Jak planował z więzienia? Jak wyliczył czas? Jak to się wszystko mogło zdarzyć?
- Wiem pytań jest wiele, ale jest jedna rzecz, która mnie niepokoi i jest nią Zeref. To on wtedy płakał.
- Kiedy płakał? – Dareg wyraźnie się zdziwił. Lucy wstała, co go jeszcze bardziej zaskoczyło. – Coś się stało?
- Wiem i nic nie wiem. – Podeszła do okna i spojrzała na miasto. – Powinnam z tym skończyć, ale… mam teorie i boję się ich. Chciałabym poznać prawdę, ale pewien kuzyn mi wciąż to uniemożliwia. Ciekawe dlaczego? – Spojrzała na niego złowieszczym wzrokiem.
- Bo prawda jest bolesna. – Lucy otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. – Już niedługo Lucy się to wszystko skończy. Twoja matka… to ona wszystko zaplanowała, więc pozwól dokończyć jej to, co zaczęła jeszcze żyjąc, a potem pozwól duchom odejść w spokoju do wietrzności.
- Pierwszy raz coś takiego słyszę… - nie wiedziała, co ma o tym sądzić. – Jak długo jeszcze mam czekać?
- Niestety to zbyt szybko może się skończyć… A skąd wiesz, że Acnologia miał wysoki stopień?
- Bo ktoś z niskim nie mógłby rozmawiać z królem. – Odpowiedziała szczerze.
- A skąd Zeref zna sekret Acnologii i czemu go nie wyda? – dalej prowadził tę grę.
- Jest tylko jedna odpowiedź, wszystko poszło na jego konto. On został wrobiony, albo brał w czymś udział.
- Ostatnie i wychodzisz… - opuścił głowę do dołu. – Co byś zrobiła, gdybyś nagle musiała wyjechać z kraju, zmienić całe życie?
- Czy to już nie nastąpiło?
- To był dopiero początek. – Dareg uśmiechnął się szeroko, a następnie odwrócił się spoglądając za okno. Lucy powoli zaczęła się kierować w stronę wyjścia. – Lucy? – zatrzymała się w progu – Czy kochasz mnie? – uśmiechnęła się słodko
- Teraz jesteś dla mnie jak ojciec. – Nie kłamała.

***

            Powiedział sekretarce będąc już przy wyjściu. Gdy znalazł się za drzwiami nagle ujrzał znajomą twarz znajdującą się po drugiej stronie ulicy. Niebieskowłosa dziewczyna, która kiedyś pracowała z Natsu szła spokojnym krokiem, niosąc torbę pełną zakupów.
- LEVY! – zawołał w jej stronę chłopak. Od razu go zauważyła, ponieważ po chwili pomachała ręką w jego kierunku. Natsu przeszedł na drugą stronę do niej. – Co tam u ciebie?
- Praca i praca, teraz to chłopaków mało jak jabłek w soku jabłkowym. – Odpowiedziała z żartem – A jak u ciebie? Co tu robiłeś?
- Ach … sprawa … - Natsu starał się coś wymyślić na poczekaniu. – Wiesz ja …
- Twój ojciec? – to pytanie sprawiło, że chłopak nie wiedział co ma powiedzieć.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał się podejrzliwie.
- Dowiedziałam się od Makarova, kiedy pracowałam jeszcze w waszej trupiarni! – znalazła dobre wytłumaczenie. – Przecież nie mogę mu powiedzieć, że od taty … - starała się zachować pozory mało wiedzącej. – Dlaczego dalej się z tym męczysz?
- Bo chce znać prawdę. – Zaczęli iść w stronę parkingu na, którym stał samochodów Natsu.
- Prawda nie zawsze nas zaspokaja.
- Ale czasami warto ją znać. – Levy wiedziała, że jest to fakt. Sama chciałaby wiedzieć, kto zabił jej rodziców. – Wiesz coś na temat kluczy?
- On jest już tak daleko? – zdziwiła się dziewczyna. Z trudem mogła utrzymać emocje na wodzy. – Ja też jestem kluczem, ale chyba nie takim jak wszyscy myślą… - gdyby w tamtym momencie Natsu był w stanie czytać myśli dziewczyny, mógłby odkryć część prawdy. – Niestety nie. – Odpowiedziała spokojnie. – Ale Natsu po co ci one? Prawda, a to co robisz to dwie odrębne sprawy …
- A skąd o tym możesz wiedzieć?! – nerwy mu puściły. – Możliwe, że właśnie nim dotrę do prawdy!
- Czyli on nie wie … - przeraziła się mocno. – A jeśli będą z tego jakieś ofiary?
- Już jedna jest! Cobra nie żyje! – Natsu nagle przystanął. – Oj do cholery Levy! To pociąga za sobą konsekwencje już od dwudziestu jeden lat!
- Wiem, ale …
- Ty nic nie wiesz! – nagle poczuł uderzenie w policzek.
- TO SAMO POWIEDZIAŁEŚ LUCY?! – jego reakcja świadczyła o tym, że uczynił to - TY DEBILU!!!! – wrzasnęła na całą ulicę. – NIC DZIWNEGO, ŻE TYLKO LISANNA CIĘ CHCE! Jesteś snobistycznym, egoistycznym dupkiem, który potrafi tylko pastwić się nad swoim losem i nie martwić się o innych!!! Wiesz do cholery, jak się teraz Lucy?! Jesteś taki jak Lisanna, nigdy nie myślisz o innych! I co teraz? Nawet Sting i Rogue mają zapłacić za twoją głupotę!? Jesteś debilem! Na moich oczach został zastrzelony mój ojciec. Moja matka utonęła w morzu. Miałam na swoim ubranku część mózgu ojca!!!! I CO?!!! AŻ TAK CI ŹLE! TO IDŹ! PROSZĘ! – pokazała mu ręką, wskazując przypadkowy kierunek. – MYŚLISZ, ŻE TYLKO TY CIERPISZ?! NIE! TO INNI BARDZIEJ CIERPIĄ, A TY JESTES ŻAŁOSNY!!! Tak bardzo, że nawet nie wiesz, że życie Lu-chan jest zagrożone i to tylko przez ciebie. Jeśli niedługo będę badała jej zwłoki to obiecuję … ZABIJĘ CIĘ!!! – ominęła go szerokim łukiem i poszła w swoją stronę, zostawiając Natsu z niepokojącymi go myślami.
- Lucy może zginąć przeze … mnie? – w tym momencie zrozumiał, co zrobił. Poszedł w stronę auta, otworzył je i wszedł do środka. Rzucił się na siedzenie, a następnie utkwił wzrok w jakimś punkcie. – Przeze mnie zginął człowiek … - łza spłynęła mu po policzku. – Ja… byłem głupi … znowu to samo, ja … mam dosyć!!! – uderzył z całej siły w kierownicę.

Czyżby Natsu zrozumiał do czego mogą doprowadzić jego poszukiwania?

Ciąg dalszy nastąpi …


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)




niedziela, 8 czerwca 2014

Lucy położyła zebrane dokumenty na podłodze, oparła się o fotel i utkwiła wzrok w jednym punkcie. Te puste oczy patrzyły wciąż zastanawiając się, jak wielkim potworem był jej ojciec.
- Phi. – Zaśmiała się cicho - Jestem żałosna. Ten świat spada na psy, wszystko okazuje się być takie, jakie nie powinno być. To wszystko, ile Natsu, Gajeel by przeżyli gdyby nie Igneel i Metalicana. Ciekawe ile tak naprawdę dzieci umarło. – Wstała, podeszła do barku i nalała sobie do kieliszka wina. – Czy mam powiedzieć Natsu? – zadała sobie to pytanie, nie potrafiąc szczerze znaleźć na nie odpowiedzi – Chyba nie… - Upadła z powrotem na podłogę – Co mam zrobić?! – krzyknęła, roniąc łzy z oczu – Co ktoś taki jak ja może zrobić?! – chwilę pomyślała – Nic … - to jedyna odpowiedź, jaka w tamtym momencie przyszła jej do głowy.

            Laxus zaczynał zbierać się do domu, gdy nagle usłyszał dziwny dźwięk dobiegający za drzwi od magazynu. Chciał pójść i sprawdzić, jednak nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. – Zawołał, do środka wszedł Natsu z zdeterminowaną twarzą. Laxus zaczął powoli się domyślać o co chodzi, ale nie wierzył, że Natsu podąży taką, a nie inną drogą.  – Po co przyszedłeś? Za kilka minut powinienem wyjść stąd i pójść do baru napić się porządnego drinka.
- To nie zajmie zbyt dużo czasu! – obiecał chłopak.
- Mów. – Laxusowi nie pozostało nic innego, niż usłyszeć, co ma do powiedzenia przyjaciel.
- Chciałbym je wziąć. – Rzekł ściszonym głosem. Informatykowi nie pozostało nic innego, jak dać przeczytać dokumenty, które pozostawił Makarov Dreyar. Był jednak świadomy tego, że nie może dać mu wszystkich. Był już przygotowany na taką ewentualność. Kilka godzin wcześniej przygotował kilka teczek i wymieszał papiery tak, by tylko niektóre mogła przeczytać osoba, która je znajdzie. – Ale zaraz… po tej robocie od razu poszedłem na chwilę na górę do Mirajene zaprosić ją na drinka, nie było mnie dobre parę minut może wtedy … - delikatnie spojrzał na drzwi od magazynu.
- Coś się stało? – zapytał zaniepokojony Natsu
- Nie. – Odpowiedział spokojnie Laxus – Tylko... zaczekaj. – Schylił się po jeden z plików, wyjął go i podał go Natsu. Gdy ten chciał już wyjść, mężczyzna zatrzymał go. – Poczekaj chwilę. – Laxus wstał, podszedł do kryjówek i wyjął z nich wszystkie teczki chowając je pod kurtkę. – Nic nie mów. – Poprosił Natsu. – Możesz wyjść. – Chłopak od razu to zrobił. – Natsu tylko nie rób nic głupiego! – ostrzegł go w myślach. Następnie pogasił wszelkie sprzęty, jeszcze raz rozejrzał się po swojej „komnacie” i wyszedł. Od razu pobiegł na parking, gdzie ona już czekała.
- Spóźniłeś się! – powiedziała zawiedzionym głosem tajemnicza dziewczyna. Jednak podeszła do niego, pocałowała go mocno w usta, a po chwili oboje zaczęli iść w stronę baru.
- Przepraszam, ale ktoś mnie zatrzymał. – Nagle światło latarni odkryło twarz kobiety, która szła z mężczyzną. – Wybaczysz mi Mirajene?
- Oczywiście, przecież wiążąc się z tobą miałam na uwadze spóźnienia, tłumaczenia, dziwne spotkania, tajemnicze maile …
- Ciii. – Przyłożył jej palec do ust. – Jeszcze ktoś usłyszy.
- No i co z tego? Przecież spotykamy się już od paru miesięcy. – Spojrzała na niego niewinnym wzrokiem. Gdy już dotarli do baru, nagle Laxus obrócił kobietą i oboje weszli do restauracji. – Co to ma znaczyć? – zapytała będąc lekko oszołomiona i zdziwiona. 
- Niespodzianka. – Szepnął jej cicho do ucha. Zaprowadził ją do wcześniej zarezerwowanego stolika. Usiedli, złożyli zamówienie i czekali. Mirajene cały czas patrzyła się na Laxusa, który był wyraźnie zdenerwowany.
- Coś się zdało? – martwiła się o niego.
- Tak i to wiele! Uff. – Westchnął ciężko. – Trudno raz się żyje! – krzyknął na całą sale. Nagle wstał, ukląkł przez siedzącą kobietą i wyjął z kieszeni małe pudełeczko. Gdy otworzył je oczom zebranych ukazał się piękny pierścionek z diamentowym kamyczkiem po środku.
- Ty chyba nie … - nie mogła uwierzyć w to co się dzieje.
- Mirajene Strauss czy wyjdziesz za mnie! – zapytał szybko i głośno. Kobieta rozejrzała się po sali, patrząc na zebranych w niej osobach, który z uwagą przyglądali się sytuacji.
- Raz kozie śmierć! TAK! – krzyknęła, na co wszyscy zaczęli bić brawa. – Normalnie scena jak z komedii romantycznej. – Zażartowała, gdy mężczyzna wkładał jej na palec pierścionek. Następnie oboje wstali i złączyli się w długim, romantycznym pocałunku. [od autorki : nie ma Nalu, ale inne paringi się łączą. A kiedy się spotykali ? Jak widać dobrze się ukrywali z tym ;)]
            Natsu siedział w swoim samochodzie czekając aż zakochana parka pójdzie sobie.
- I oni myślą, że nikt nie wie … - powiedział na głos – Pewnie chce jej się oświadczyć. – Uśmiechnął się szeroko, a następnie włączył  silnik i odjechał prosto do swojego mieszkania. Gdy dotarł na miejsce od razu popędził do siebie.  Już był bardzo blisko celu, gdy nagle…
- Auuu!!! – oboje krzyknęli, gdy zderzyli się przed ich przedpokojem. – Przepraszam. – Znowu powiedzieli równocześnie.
- O Lucy. – Dopiero ją zauważył. Jednak gdy spojrzał na jej twarz, coś zwróciło jego uwagę. Wyraźnie była zmęczona i niewyspana. Czuć było od niej także alkohol. – Coś się stało? – zapytał się zmartwiony.
- Cudownie! – odpowiedziała wstając. – Dowiedziałam się tylu ciekawych rzeczy, że chciałabym się urodzić biedną dziewczynką z zapałkami niż być teraz tym kim jestem. A co u ciebie?
- A to co zawsze … praca. – Nie mógł jej nic więcej powiedzieć. – A wiesz, podejrzewam, że Laxus i Mirajene zamierzają się pobrać.
- No nareszcie! – krzyknęła dziewczyna – To było widać na kilometr, że się ze sobą spotykają!
- To czemu nikt nie powiedział o tym na głos? – zapytał się zdziwiony Natsu – Czemu tak nagle…
- Może dlatego, że baliśmy się reakcji Laxusa? – podpowiedziała dziewczyna – Nie wiem, ale cieszę się, że wreszcie poczynili krok na przód… - w tym momencie spojrzała na Natsu – A jak sprawa z twoim ojcem? – bała się zadać to pytanie, ale musiała widzieć.
- Nic… po prostu nic! – odpowiedział groźnie. Lucy wiedziała, że chce on wziąć sprawy w swoje ręce.
- Natsu proszę cię tylko nie rób nic głupiego… - nie mogła mu nic więcej powiedzieć.
- NIE RÓB NIC GŁUPIEGO?! – wrzasnął na nią – Straciłem ojca, ty nic nie wiesz!? Został zamordowany! Przez Acnologię! Ty … - nie zdążył dokończyć, gdyż Lucy uderzyła go pięścią w twarz, tak mocno, że przewrócił się i upadł prosto na ścianę.
- Nic nie wiem? – zapytała z zapłakaną twarzą. – Zabili mi matkę na moich oczach, Jude… nie wiem czy żyje, ktoś próbuje mnie zabić, media czepiają się mnie na każdym kroku i dowiedziałam się od kuzyna, że … - zamilkła. – Jesteś obrzydliwy! Myślisz, że tylko ty cierpisz? A JA?! NIE MOGĘ MIEĆ NORMALNEGO ŻYCIA, NORMALNEJ RODZINY, NORMALNEGO MĘŻA, NORMALNYCH DZIECI, NORMALNEGO DOMU!??!?!?!?!?! Nie mogę? – spojrzała jeszcze raz na niego wzrokiem pełnym bólu, rozczarowania i rozpaczy. – A ja ci chciałam tylko pomóc, bo ja … - zamilkła.- Jesteś najgorszy! – Syknęła jeszcze raz i z trzaskiem drzwi, weszła do swojego mieszkania, by oprzeć się o drzwi i płakać.  
- Może tak będzie lepiej …-pomyślał chłopak wchodząc niechętnie do swojego mieszkania. Zamknął drzwi, lekkim uśmieszkiem przywitał Happy’ego, a następnie udał się do sypialni. Rzucił się na łóżko, spojrzał na swój balkon i od razu coś zwróciło jego uwagę. – Dawno nie byłem u Lucy… - podniósł się i wyjął zapiski Makarova Dreyara ze swojej teczki. – Może jednak trochę za dużo jej powiedziałem. – Zaczynał mieć wyrzuty sumienia, jednak wiedział, że to nie jest ani czas, ani miejsce na sprawy prywatne. – Przepraszam Lucy. – Zaczął czytać dokumenty, jednak od razu zastanowiła go ich treść. Wydawało mu się, że brakuje kilku stron. Rozłożył wszystkie kartki osobno, a następnie zaczął je dokładnie oglądać. – Na pewno brakuje, ale … Musze, więc użyć tego co mam. Z zapisków wynika, że Cobra odsiaduje dożywocie w więzieniu w Magnolii, a Sting i Rogue są prywatnymi detektywami, mający spółkę S&R … - zamilkną na chwile – Oryginalna nazwa, nie powiem … - westchnął ciężko – Swoją siedzibę mają w małym miasteczku niedaleko naszego miasta. No niestety muszę ich odwiedzić…- Wstał i poszedł przygotować się do snu, jednak nagle obrócił się i spojrzał jeszcze raz na balkon. Cały czas się wahał, nie wiedział co ma zrobić. W pewnej chwili po prostu otworzył drzwi i ostrożnymi krokami dostał się na część Lucy. Wiedział, że znajduje się w niebezpiecznej sytuacji, ale chciał wiedzieć, co robi dziewczyna. Gdy delikatnie zajrzał przez odsłonięte okno zauważył Lucy, która leżała na łóżku, wciąż płacząc.
- GŁUPEK! – krzyknęła rzucając poduszką. – Jak on mógł coś takiego powiedzieć!? – Chciał przeprosić, jednak nie potrafił wejść do środka, dlatego odwrócił się na pięcie i po prostu uciekł.

Następnego dnia rano

- Puk, puk! – usłyszała nagle pukanie do drzwi Lucy, która już była po śniadaniu, prawie przygotowana do wyjścia w pewne miejsce. Zdziwiła się, a następnie strach opanował jej ciało.
- A jeśli to Natsu? – pomyślała dziewczyna, będąc świadoma tego, że jednak musi otworzyć. Podeszła do drzwi i uczyniła to, ku jej zdziwieniu osobą, która stała przed nią nie był Natsu. Nawet była to osoba, której Lucy za nic w świecie nie spodziewała się w swoim mieszkaniu.
- Mogę wejść? – zapytał Laxus ubrany w ciepły, zimowy płaszcz. Spojrzał na nią wręcz błagalnym wzrokiem.
- Proszę! – nie mogła odmówić, dlatego wpuściła go i zaprowadziła do salonu. – Coś … coś się stało? – nie wiedziała o co może chodzić mężczyźnie.
- Mam do ciebie dwie sprawy. - Wziął głęboki oddech. – Wczoraj oświadczyłem się Mirajene.
- To gratuluję. – Powiedziała z uśmiechem na twarzy Lucy. Nie wiedziała dalej jednak o co mu chodzi.
- Moja matka, tak jak i twoja … należały do Dragon Slayerów. Wiem, że to może jest niegrzeczne, ale chcę uporządkować wszystkie sprawy związane z … tym. – Nie wiedział jakiego słowa powinien użyć. – Moja matka zanim zaginęła zostawiła mi krótki list z pewnym przedmiotem. Treść jest mało istotna, ale prosiła, bym chronił jej skarb. Jednak boję się, że może on zagrozić mojej rodzinie, a wiem, że pierwotnie twoja matka, była opiekunką tego czegoś. – Wyciągną do niej ręce podając jej kopertę z czymś w środku. – Czy mogę ci oddać ten przedmiot? – zapytał się mężczyzna. Lucy wiedziała dlaczego tak postępuje, więc po prostu przyjęła list.
- Zaopiekuję się tym i obiecuję, że nie będę cię nachodzić, ze sprawą Dragon Slayerów. – Pamiętała co się stało z Jellalem, nie chciała patrzeć drugi raz na śmierć osoby, która ma bliskich.
- A druga sprawa dotyczy Natsu …
- Natsu? – zdziwiła się dziewczyna – Coś się stało?
- Jeszcze nie, ale wiem, że planuje zrobić coś głupiego … coś, co pociągnie za sobą dużo większe konsekwencje, niż dotychczas. – Lucy nie mogła zapomnieć wczorajszej rozmowy. Wiedziała już wtedy, że coś jest nie tak.
- Nie uda mi się. – Odpowiedziała wprost
- Dlaczego?!
- Bo jego się nie da przekonać. – Chciała coś zrobić, ale wiedziała, że jej słowo nic nie zmieni, jest dla Natsu … nikim.
- To dziękuję… – Laxus wstał i od razu skierował się do wyjścia. Lucy odprowadziła go wzrokiem. Pomimo tego, że z własnej woli przyjęła dokument, to się źle z tym czuła. Była świadoma tego, że znowu wzięła całą odpowiedzialność na siebie.  
- Naprawdę wolałabym się nie narodzić… - powiedziała cicho. Otworzyła kopertę, a następnie wyjęła z niej jakiś przedmiot. Gdy go ujrzała nie mogła uwierzyć.- Klucz… - powiedziała cicho. Od razu rzuciła się w kierunku szafy. Wzięła po drodze w szuflady taśmę i od razu przykleiła nią w kącie owy przedmiot. – Mam nadzieję, że nikt tego nie znajdzie…Ale skoro Laxus miał go … to Natsu, Gajeel, Cobra, Sting, Rogue i ja … też powinniśmy go mieć, ale … Oj wszystko jest porąbane! – rzuciła się na łóżko.

            Natsu powoli dojeżdżał do więzienia, w którym miał przesiadywać Cobra. Gdy wszedł do środka, od razu zatrzymali go strażnicy.
- Jestem Natsu Dragneel. – Pokazał odznakę – Chciałbym przesłuchać człowieka o pseudonimie Cobra.
- A jest nakaz?- zapytał niespodziewanie wyższy strażnik.
- Jeszcze nie dotarł?! – Natsu musiał zagrać perfekcyjnie swoją rolę. – Dwa dni temu go wysłałem, gdyż bałem się, że go zgubię, a to się okazało, że poczta to zgubiła?! Naprawdę nie mogę wejść? – zapytał niewinnie. 
- Na pewno pan wysłał? – Natsu był już pewien swego. Nagle zadzwonił telefon, niższy strażnik odebrał do, chwilę porozmawiał, a następnie odłożył słuchawkę. – Nakaz przyjdzie?
- Tak!
- Mam nadzieję, że dotrze niedługo, a wiem, że śledztwa są wyczerpujące, więc pozwolę z nim porozmawiać. – Schował odznakę, a następnie udał się za prowadzącymi go strażnikami. Gdy dotarli na miejsce, kazali mu siąść na krześle i poczekać.  Zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, cały czas mając lekkie wątpliwości w związku z tym, co robi. Jednak wiedział, że teraz już nie ma odwrotu. Do pokoju za szybą weszli strażnicy trzymający mężczyznę w kajdankach. Z użycie niemałej siły posadzili go na krześle i wyszli, pozostawiając Natsu i Cobrę samych.
- Dziwne, żeby zostawiać nas samych? – Natsu ogromnie się zdziwił, jednak był świadomy tego, że nie ma czasu na takie bzdety. – Mam na imię Natsu Dragneel, syn Igneel Dragneela. Mówi ci to coś?
- Nie… - pokręcił głową. Detektyw wiedział, że kłamie.
– No nic, Acnologia morduje osoby związane z Dragon Slayerami, więc … dowidzenia. – Chłopak wstał i skierował się w stronę wyjścia.
- Poczekaj! – zawołał za nim Cobra. – Nie chcę mieć z tym nic wspólnego, dlatego … idź do mojego mieszkania i weź ten przeklęty KLUCZ!
- Nie rozumiem? – Natsu usiadł z powrotem. Nie mógł pojąć tych słów. – Klucz… - to słowo odbijało się echem w jego umyśle.
- Pewnie ty też go gdzieś masz! – przybliżył się do szyby i ściszył głos – Powiem ci wszystko, co wiem, a ty mi dasz spokój! Myślisz, że czemu się w kiciu? Tu przynajmniej jestem bezpieczny.
- Jasne. – Detektyw nie mógł mu tego powiedzieć na głos. – No to powiesz i już mnie nie ma.
- To było dziwne, mój ojciec zaginął po prostu w jeden dzień. – Zaczął swoją opowieść. – Zapewne wszystkich Dragon Slayerów to spotkało.
- Dlaczego wciąż ci Dragon Slayerzy? – Lucy znała prawdę, jednak nie powiedziała jej Natsu.
- Wiem tylko, że zostaliśmy znalezieni przez naszych rodziców w jakimś laboratorium, w którym przeprowadzano eksperymenty na ludziach. Ojciec nie był zbyt rozmowny… Wolał siedzieć przed ekranem i czegoś szukać. Teraz dowiedziałem się prawdy! Cały czas szukał odpowiedzi na pytanie „Dlaczego tam byliśmy? Po co były te eksperymenty?” – zamilkł na chwilę. – By zdobyć je, musiał przypłacić to życiem.
- I co dowiedział się? – Natsu musiał zapytać.
- Powiedział tylko „U Layli będzie to bezpieczne.” – Gdy Natsu usłyszał to imię od razu zrozumiał. – Nie znam jej, ale…
- Ja znam. – Przerwał mu – A, więc Lucy od początku jest w to zamieszana! – pomyślał – Możesz mówić dalej.
- Mówiłem ci coś o kluczu! – wziął głęboki oddech – Klucz jest to przedmiot, który ma otworzyć jakąś skrytkę, ale potrzebne do niej także hasło. Niestety nie znam go. Coś Dragon Slayerzy ukradli i coś Layla schowała. Klucz, który mam, w swoim mieszkaniu … o ile je jeszcze mam.
- Najprawdopodobniej zostało wynajęte przez kogoś. – Domyślał się Natsu.
- No właśnie, ale mam w nim takie tajne miejsce. W sypialni w kącie jest deska, która się rusza, stary motyw. – Zaczął mu wyjaśniać. – Ale … jestem troszkę mądrzejszy. Pod ową podłogą jest stara warstwa ochronna, którą trochę ruszyłem i w środku niej schowałem klucz.
- Podasz mi adres? – Natsu musiał go odnaleźć.
- Magnolia ulica Davidson 3c/15. – Powiedział mu bardzo cicho. Natsu wstał i zapukał do drzwi, by dać znać, że skończyli. Drzwi mu się otworzyły, a po Cobrę przyszła jedna osoba.
- A nie dwie? – zdziwił się Natsu. Jednak wzruszył ramionami i po prostu odszedł. Odwrócił się tylko na chwilę, ku jego zdziwieniu nikogo nie było w korytarzu. Wyszedł z więzienia, a następnie skierował się w stronę auta. – To gdzie teraz? Może pod ten adres. – Włożył kartkę do kieszeni i odpalił samochód.

W okolicach ulicy Davidson

            Natsu wysiadł powoli z samochodu i ruszył w poszukiwaniu owego adresu. Gdy doszedł do starszego bloku, wszedł niego i zaczął szukać numeru. Gdy znalazł go zadzwonił do domofonu. Poczekał kilkanaście sekund i drzwi mu się otworzyły.
- Słucham? – zapytał się jeszcze nie obudzony mężczyzna, na widok którego gały wyskoczyły Natsu z oczu.
- GRAY?! – krzyknął na cały blok.
- Natsu? A ty co tu? – od razu dostał zastrzyk nagłej energii.
- Gray-sama co się stało? – nagle Natsu usłyszał czyjś głos. Wychylił się lekko, by móc zobaczyć niebieskowłosą dziewczynę ubraną w prześcieradło.
- Widzę, że twoje stosunku z Juvią wyglądają na więcej niż kilkudniowe… - zaśmiał się cicho.
- Przyszedłeś nas podziwiać, czy po co? – zapytał cały zarumieniony Gray.
- Ja? – Natsu cały czas się szeroko uśmiechał. – Szczerze, to chcę wam uratować życie, gdyż macie mieszkanie po odsiadującym dożywocie zbrodniarzu, który schował tu cenną dla Acnologii rzecz. Chcesz się jej pozbyć?
- Proszę. – Ustąpił mu drogę i pozwolił mu wejść do środka.
- Gdzie jest sypialnia? – zawołał chłopak szukając jej.
- Ja trochę zmieniłem ustawienia. Pierwotnie była w zachodnim pokoju obok kuchni. – Wyjaśnił mu Gray. Natsu od razu poszedł w tamtym kierunku. Gdy dotarł zaczął powoli się rozglądać. Podszedł do jednego kąta nic i tak szukał aż natrafił na ruszające się drewienko.
- Aż dziw, że nie masz nic porozstawianego po kątach? – zdziwił się Natsu, który wyjął scyzoryk by podnieść deskę.
- Przyzwyczajenie. – Gray pamiętał, gdy będąc dzieckiem chował się w kątach, zasłonięty przez szafki,  by ojciec nie mógł go znaleźć.
- Jest! – krzyknął z zadowolenia Natsu, wyjmując ze środka złoty klucz. Schował go od razu pod kurtkę. – To ja… - spojrzał na Juvię, która na 100% była naga pod prześcieradłem - … nie będę wam już przeszkadzał … róbcie to co robiliście… - niepewnie zaczął uciekać ze straconej pozycji.
- Ty mały!!! – Natsu zacisnął ze złości pięść – Masz stąd natychmiast wyjść!
- Dowidzenia Natsu-san. – Pożegnała się Juvia
- Gray. – odwrócił się na chwilę, już będąc na klatce schodowej. – Lepiej szybko jej się oświadcz. – Powiedział ściszonym głosem.
- Przecież ci mówiłem, że jesteśmy ze sobą parę dni! – wrzasnął na niego przyjaciel.
- Ale widzę, że … - machnął rękoma - … związek kwitnie i rozmnaża się. Haha. – Zaśmiał się pod nosem.
- CISZEJ! – sąsiadka z sąsiedniego mieszkania, trzymając w ręku radio, wyszła i wrzasnęła na mężczyzn. – Wiadomości podają.
- Z ostatniej chwili! – od razu pogłośniła. Natsu zaczął powoli schodzić na dół. – Przed chwilą w jednym z Magnolijskich więzieni doszło do zabójstwa jednego z przebywających tam więźniów. Od anonimowej osoby wiemy, że owy przestępca o pseudonimie Cobra… - Natsu zatrzymał się nie mogąc uwierzyć w słowa dziennikarki. - … został postrzelony w głowę w sali spotkań z gośćmi…
- CHOLERA!!!! – wrzasnął na cały blok Natsu, który po chwili zszedł na dół, zatrzasnął za sobą drzwi i wyszedł, by pojechać w jedno miejsce i znowu … zaryzykować, albo nawet nie zdążyć tego zrobić.



PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)





sobota, 31 maja 2014

            Przy biurku, przy którym panował niewyobrażalny bałagan, siedział Natsu, który co chwilę wzdychał patrząc na dowody i zeznania ze sprawy włamania do rezydencji Heartfilia.
- Co się stało ? – od tyłu, z zaskoczenia podszedł do niego Gray – Dziewczyna cię rzuciła czy co?
- Natsu i dziewczyna ? – zapytała złośliwie Lisanna podchodząc do przyjaciół – On nawet nie dotrzymał słowa!
- Lisanno ! – czuł jak traci cierpliwość – Wybacz, ale ostatnio mamy tyle spraw na głowie, że nie mam czasu się porządnie wyspać, a ty oczekujesz ode mnie, że zabiorę cię na randkę!
- No, przepraszam... – czuła się zakłopotana, więc szybko się odwróciła i poszła w stronę swojego biurka.
- Nie powiem, umiesz rozmawiać z dziewczynami. – Gray poklepał go po ramieniu – Jesteś tak świetnym rozmówcą, że wszystkie od ciebie uciekają.
- A ty co Casanovo ? – powiedział do niego, nawet się nie odwracając.
- Ja… buduję relację z Juvią… - oznajmił niespodziewanie.
- Zaraz! – krzyknął Natsu, wszyscy popatrzyli się na niego ze zdziwieniem. – Oświadczyłeś się jej ? – zapytał cicho zaskoczony detektyw.
- No jeszcze nie, przecież jesteśmy ze sobą dopiero od paru dni, ale … ona naprawdę mnie kocha!
- A ty … - dał sygnał przyjacielowi by dokończył
- No lubię ją … - odpowiedział mu lekko zawstydzony Gray.
- Lubię pizzę z podwójnym serem, a czy ją kochasz? – ciągnął dalej starając się wyłapać wszystko od Fullbastera.
- Chyba tak! – patrzył się na podłogę, próbując uniknąć wzroku Natsu.
- Gdybyśmy teraz wskrzesili Sherlocka Holmesa to by doszedł do takiego samego wniosku drogą dedukcji… Zakochałeś się! – powiedział mu na ucho
- A jak tam sprawa? – szybko zmienił temat rozmowy.
- Nijak ! – opadły mu ręce – Nie ma poszlak, nie ma świadków, oprócz jednej pani, która widziała „ducha”. – Wyjaśnił mu. – Ciekawe jak zareagowała Lucy na tą wieść.
- A co JESZCZE z nią nie rozmawiałeś? – Gray był zszokowany tą informacją – Dlaczego ?
- Tak naprawdę … od … śmierci Makarova praktycznie ze sobą nie rozmawiamy. – Odpowiedział mu Dragneel.
- Separacja, hmmm. – Fullbaster zaczął myśleć.
- Jaka separacja?! - Natsu był wyraźnie oburzony żartem kolegi.
- To chyba tylko ty i Lucy nie wiecie, że jesteście w sobie zakochani. – Zaczął iść z powrotem do pracy. – Lepiej z nią porozmawiaj, szkoda by było, gdybyś ją stracił.
- Już straciłem. – Pomyślał chłopak, a po chwili powrócił do pracy.

W mieszkaniu Lucy

            Dziewczyna siedziała na fotelu, mając w dłoniach kubek gorącej kawy. Wypiła łyk, po czym odstawiła naczynie na stolik. Do ręki wzięła pierwszą stronę, gdzie mogła się znajdować wiadomość.
- Mam nadzieję, że coś odkryję. – Powiedziała do siebie.

Drogi Czytelniku !

Wszystkie informacje, które są tu zawarte, są tajne. Dlatego te dokumenty nie mogą ujrzeć światła dziennego.
Już w zeznaniach świadków napisałem o tym, że chcę Ci przekazać prawdę o wydarzeniach z roku X763. A, więc najpierw musimy się cofnąć do czasów, gdy Acnologia był już tym kim jest teraz, czyli bezlitosnym szefem mafii! Dnia 3 stycznia X763, gdzieś w godzinach porannych …

            Igneel Dragneel właśnie się przeciągał, próbując potem wstać z łóżka. Nagle usłyszał pukanie do drzwi, nałożył niechętnie szlafrok, a następnie otworzył wrota „gościom”.
- Witam! – przywitali się dwaj mężczyźni – Czy mamy zaszczyt rozmawiać z Igneelem Dragneelem, detektywem komisariatu Fairy Tail.
- Tak … - odpowiedział lekko zaskoczony policjant
- Jesteśmy z pewnej placówki… - rzekł jeden z mężczyzn, powoli uchylili płaszcze pokazując odznaki FBI. - … chcielibyśmy z panem porozmawiać, jednak nie w tym miejscu o … - spojrzał na jego ubiór – takich warunkach.
            Detektyw kiwnął głową i szybko wszedł do środka by się przebrać. Gdy dokonał tego, wyszedł wszystko z przybyłymi agentami. Wsiedli do samochodu.
- Przepraszamy za niedogodności. – przeprosił jeden z mężczyzn, po czym założył gościowi przepaskę na oczy – Niestety musimy dbać o bezpieczeństwo naszej placówki.
-  No ok., tylko jak dotrzemy macie mi postawić śniadanie z podwójnym espresso. – Igneel postawił im warunki, na które chętnie przystali. Gdy dotarli zaprowadzili w go w nieznane mu miejsce, by później wprowadzić go do dziwnego pokoju, gdzie czekało już na niego sześć osób w tym …
- Layla! – krzyknął zaskoczony. Dziewczyna podniosła się i spojrzała na Igneela.
- Braciszek! – wszyscy byli zaskoczeni całą sytuacją.
- To wy jesteście rodziną ? – zapytali zaskoczeni agenci.
- Kurcze, czy my na pewno jesteśmy w FBI ? Nic nie szukaliście o nas? – zapytał z drwiną Dragneel.
- Ja i Igneel straciliśmy rodziców, gdy byliśmy dziećmi. Przydzielono nas do innych rodzin zastępczych, jednak jakiś rok temu udało nam się siebie odnaleźć. – Wyjaśniła Layla
- Faktycznie … - zaczął mówić jeden z zebranych – A no tak jeszcze się nie przedstawiłem, gdzie moje maniery. Mam na imię Weisslogia, miło mi poznać. – Uśmiechnął się szeroko. – Ci panowie… - wskazał na agentów FBI - … powiedzieli mi, by nie podawać nazwiska, tylko samo imię do rozpoznania. A i co ja chciałem powiedzieć… - Popatrzył na wszystkich mając lekko podniesioną głowę -  … Że FBI dokładnie nie sprawdziło osób, które zostały wezwane w tajemnicze miejsce…
- Tego bym nie powiedziała. – Przerwała mu kobieta, która siedziała w samym kącie – Mam na imię Shandiau. Obecnie znajdujemy się na obszarze południowego Fiore. Sądząc po trajektorii, po której się poruszaliśmy sądzę, że to jest ten tajemniczy hangar, który jest uznawany przez ludzi za nawiedzony, a w rzeczywistości te dziwne dźwięki to po prostu rozmowy agentów, którzy wychodzą zapalić. – Wszyscy patrzyli na kobietę w osłupieniu.
- Ghi… Głupota. – Rzekł mocno wytatuowany i wykolczykowany mężczyzna.
- Jestem Skiadrum! – nagle podniósł rękę jeden z mężczyzn. – A czy możemy się dowiedzieć, po co nas wyrwaliście z łóżek o tak wczesnej godzinie ?
- Zaraz wszystko wyjaśnimy! – zapewnił jeden z agentów, nagle kiwnął głową do drugiego, by wyszedł. – Jak państwo zapewne słyszeli Acnologia nie robi sobie z wiele z życia ludzkiego. Morduje, gwałci, porywa, kradnie, oszukuje, nielegalnie handluje i wiele innych. Powiedzmy sobie szczerze FBI nie daje rady, dlatego potrzebujemy LUDZI. Każdy z was posiada unikalne zdolności, które mogą nam się przydać podczas walk.
- Ja chciałbym je usłyszeć! – znowu odezwał się Weisslogia.
- Oczywiście. – Zgodził się agent – A, więc zacznijmy. Igneel. – Wskazał na czerwonosłowego mężczyznę. – Umie posługiwać się bronią palną, świetnie włada kataną, jest z policji, dlatego jest dobrą wtyką. Layla, ją znacie, jest najlepszą włamywaczką, świetnie znajduje potrzebne przedmioty, potrafi wczuć się w osobę, która coś ukryła. Weisslogia … jego nie muszę przedstawiać. Pomimo charakteru, na świecie nie ma nikogo, kto mógłby mu dorównać w sztukach walki. Shandiau jak zauważyliście świetne rozpoznanie w terenie, ma genialną pamięć, potrafi zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół  z miejsca zbrodni. Skiadrum jest nazywany drugim Holmesem, dedukcja, rozpoznawanie, znajomość broni, niesamowita spostrzegawczość. Metsuryu, osoba która jako jedynie póki co siedziała cicho. W jego przypadku należy uważać na swoje laptopy, komputery, gdyż nie znajdziecie tak dobrego hakera, którego nawet FBI nie mogło oskarżyć o cokolwiek. Metalicana, broń biała to dla niego pikuś. Wie o niej wszystko, potrafi posługiwać się każdym żelazem jakie znajdzie pod ręką. Pytania?
- Co mamy robić ? – zapytał nagle Igneel.
- Walczyć z Acnologią, jeśli nie wy to kto ? Musicie to zrobić, oczywiście za odpowiednią pensją. – Wszyscy zaczęli na siebie patrzeć.  
- Głu-po-ta! – Metalicana powiedział na głos to, o czym wszyscy myśleli. – Idę do domu!
- Przykro mi, ale jeśli odmówicie zostaniecie aresztowani i oskarżeni o utrudnianie śledztwa. – Agent przeszył wzrokiem wszystkich zebranych – Uwierzcie mi 5 lat więzienia to jest minimum.
- Grozicie nam. – Weisslogia podszedł do agenta – CO WY PIEPRZYCIE?!
- Zgadzam się! – nagle odezwała się Shandiau – Zrobię to.
- Ja też! – zaraz po niej odezwała się Layla.
- No tak kobiety mają większe jaja niż faceci. – Skiadrum wstał z miejsca – Zgadzam się. – A zaraz po nim wszyscy dołączyli …

Drogi Czytelniku.
W taki oto, prawie legalny, sposób dołączyliśmy do Dragon Slayerów. Przez wiele miesięcy nic się takiego nie działo. Myśleliśmy już, że Acnologia nie żyje. Jednak nagle 7 lipca X763 wydarzyła się przerażająca rzecz. Opowiem Ci, to co ja widziałem i to co wszyscy kazali nam utajnić. Nawet FBI. Dlatego idąc do ich siedziby nic nie znajdziesz. Tylko moje wspomnienia mogą pomóc odkryć PRAWDĘ.
Nie będę cię zanudzał, gdyż to nie jest do niczego potrzebne, gdyż najważniejsze jest, że tego dnia…

            Igneel i Metalicana szli przez kolejne korytarze fabryki trzymając bronie w dłoniach. Pokonywali kolejne zakamarki budynku, aż stanęli przed drzwiami. Sprawdzili, czy w środku ktoś jest. Ujrzeli dwóch uzbrojonych mężczyzn.
- Na trzy. – Rozkazał Igneel. Metalicana kiwnął głową na znak zgody.  Palcami Dragneel zaczął odliczać. Kopniakiem weszli do środka. Igneel od razu strzelił w serce jednego ze strażników. Drugi zaczął sięgać po broń, jednak Metalicana wykonał szybki ruch kataną i odciął mu rękę. Tamten chciał krzyknąć, nie zdążył, gdyż po chwili jego głowa upadła na ziemię. Obaj mężczyźni spojrzeli na lekarze. Tamten cały się trząsł, szybko pobiegł do szafki, z której wyjął broń. Wymierzył on w intruzów. Nagle, przyłożył sobie pistolet o głowy i strzelił.
- Tak kończą przestępcy. – Podsumował Metalicana. – Ciekawe co tak badali ? – zdziwiony podszedł do stołu operacyjnego. – Igneel! – krzyknął przerażony odsuwając się od stołu.
- Co tak wrzeszczysz jak jakaś dziewczynka? – podszedł do niego i nagle zrozumiał o co chodzi. – O BOŻE! – zakrył usta. Oboje patrzyli na małego chłopca w wieku 5, 6 lat. Leżał nagi na stole, jego tors był rozcięty od pasa po samego członka. Krew spływała po całej długości Sali Tortur, organy można było ujrzeć gołym okiem, jednak to nie to przerażało najbardziej mężczyzn. – On żyje … Gheee! – Igneel zaczął się dusić, nie potrafił powstrzymać płynących łez.
- Proszę. – Niespodziewanie chłopiec poruszył ustami, kierując głowę lekko w stronę Dragon Slayerów. Nie słyszeli co dokładnie mówi, jednak dla nich było zrozumiałe czego pragnie. Metalicana podszedł do niego, zawiesił miecz nad jego sercem, po czym wbił go w ciało chłopca, który wydając ostatni oddech lekko się  uśmiechnął.
- Bydlaki! – rzekł ostro Igneel. – Możliwe, że jest tutaj więcej takich miejsc!
- Musimy poszukać jakiś poszlak, czy jak tam mówicie w policji. – Zaproponował mu Metalicana.
- Wiem. – Policjant podszedł do komputera, na którym wyświetlały się dane. – „Eksperyment nr. 43. Gdy dziecko leżało na stole operacyjnym było spokojne, jednak gdy tylko zrobiliśmy pierwsze cięcie zaczęło płakać. Najlepszym sposobem na uciszenie go było zakneblowanie, jednak potrzebowaliśmy znać reakcje. Odkryliśmy, że najboleśniejsze są pierwsze cięcia, gdyż z czasem chłopak powoli przyzwyczajał się do bólu. Wyniki były zadowalające, jednak chcemy wiedzieć, co by było, gdyby tylko były dokonywane obrażenia wewnętrzne. Eksperyment numer 56 z klatki numer 16 nadawałby się do tego idealnie. ” – Igneel i Metalicana na chwilę zamilkli – Jak ktoś może zrobić coś tak okropnego?!
- Chodź musimy znaleźć ten pokój w którym trzymają te dzieciaki. – Partner poklepał go po ramieniu.
- A może tam ? – Igneel wskazał na drzwi, które znajdowały się pomiędzy szafkami. Oboje zdecydowali się tam pójść i sprawdzić. Powoli nacisnęli klamkę, drzwi były otwarte. Zajrzeli do środka, sprawdzając czy nie ma w środku straży. Gdy nikogo nie zobaczyli, ze spokojem weszli do środka, z chwilowym spokojem. Gdy już się znaleźli w pokoju, ich oczom ukazał się widok z najstraszniejszego filmu gore*, jaki tylko widzieli. Ciała martwych dzieci były porozrzucane po całym pokoju, wiele z nich nie miało kończyć, ich ciała były zmasakrowane, a twarze wyrażały niewyobrażalny ból i cierpienie, jakie doznały te maluszki.
- Ratunku … - usłyszeli ciche wołanie. Zaczęli się rozglądać. Nagle zobaczyli chłopca z fioletową czuprynką na głowie wychudzonego, wyglądającego jak zombie, a nie jak człowiek.
- Żyje! – Metalicana podbiegł do niego. Gdy go chwycił zrozumiał, że chłopiec jest niesamowicie lekki. – Szukaj innych! – rozkazał przyjacielowi, który od razu zaczął sprawdzać, czy ktoś żyje.
- Tutaj! – powiedział lekko, niosąc w stronę partnera kolejnego chłopca, który miał różowy kolor włosów.
- Dzieklujee. – Słowa chłopca głęboko poruszyły Igneela, chwycił go za wychudzoną dłoń.
- Nie bój się, zabiorę cię do domu. – Obiecał mężczyzna.
- A jak nie mają domu ? – zapytał nagle Metalicana
- To ja go wezmę! – zadeklarował policjant. – Tu jeszcze są dwaj! – Metalicana podszedł i wziął ich.
- Co tu robicie!?- usłyszeli za sobą pytanie w niezrozumiałym języku. Mężczyzna chwycił nóż leżący na stole i podbiegł do jednego z chłopców. Igneel szybko rzucił się, chroniąc go przed ciosem, jednak sam mocno został zraniony, gdyż nóż wbił mu się głęboko w udo, naruszając kość.
- CHOLERA! – zaklął policjant. W tym czasie Metalicana wziął i zastrzelił tajemniczego osobnika.
- Nic ci? – podszedł do niego zmartwiony przyjaciel.
- Noga mi krwawi kurwa, nie może być lepiej!
- Naprawdę z tobą źle zaczynasz majaczyć … - oboje zaśmiali się. – Co zrobimy z dzieciakami ? – Igneel wyjął za pasa telefon.
- Zaraz wyślę wiadomość reszcie. – Wyjaśnił mu.
- A jak ktoś się dowie o ich obecności ? – Igneel na chwilę się zawahał. – A może do centrali ?
- Nie wiem … Spróbuję. – Zadzwonił, po kilku sygnałach odebrała jakaś kobieta.
- Słucham! – powiedziała do słuchawki.
- Tutaj agent Dragneel, numer 4642, hasło : Twoja mama jest trochę szalona … Przyślijcie posiłki do sali numer 16, w której mieści się laboratorium. – Wyjaśnił kobiecie. – A i wezwijcie sporo karetek.
- Zrozumiałam. – Po tych słowach rozłączyła się.
- Mam nadzieję, że przybędą. – Rzekł Metalicana cały czas starając się zatamować krwotok u przyjaciela. – Gorzej jak trzeba będzie ci ją amputować …
- Ty to umiesz pocieszać! – wrzasnął Dragneel, a następnie skręcił się z bólu – Muszę wytrzymać te dzieciaki więcej przeszły.
- Jeszcze jeden… - usłyszeli cichy szept. Odwrócili się w stronę dzieci, jedno z nich różowowłosy chłopiec, starało się im coś powiedzieć. – Jeszcze jeden… - powoli zaczął podnosić drżącą rękę, próbując wskazać jedno pomieszczenie za klatką.
- Cholera! – krzyknął Metalicana. Spojrzał na swojego przyjaciela.  – I co teraz?
- Ty idź i ratuj dzieciaka, jakoś przeżyję! – Igneel podjął decyzję. Redfox wstał i podszedł do wskazanego przez chłopca miejsca. Odsunął z hukiem klatki, a następnie wszedł do lodowatego pomieszczenia. Od razu zauważył dziecko leżące na lodzie, które trzęsło się z zimna. Szybko wziął je w ramiona i zaprowadził do ciepłego pomieszczenia. Położył chłopca na ziemi, a następnie zdjął płaszcz i bluzkę. Położył je na dziecku, a następnie je przytulił.
-  CZY JEST TU KTOŚ?! – usłyszeli wołanie, do środka weszło trzech uzbrojonych agentów FBI. Igneel z trudem wyjął odznakę i pokazał im.
- On też. – powiedział cicho wskazując na Redfox, który starał się ogrzać dziecko.
- Lekarzy, nosze i posiłki. – Rzekł do radia jeden z agentów.
- Dzięki. – Igneel zdobył się na ostatni uśmiech, po czym upadł na ziemię.
            Gdy się obudzi zobaczył, że leży w białym pokoju, chciał się bliżej jemu przyjrzeć, ale nie mógł obrócił głowy.
- Proszę ostrożnie! – usłyszał rozkaz. Poczuł ból w gardle, chwilę zakrztusił się. – Proszę powiedzieć ile palców widzisz. – Lekarz zawiesił nad nim rękę.
- Trzy! – odpowiedział cicho. – Co z dziećmi? – Musiał wiedzieć, chciał wiedzieć.
- Wszystkie przeżyły, już od kilku dni powoli je uczymy jeść, chodzić i  innych rzeczy. – Uspokoił go lekarz.
- Ile spałem? – zapytał Dragneel
- Cały tydzień panie! – powiedział mu lekarz – I jeszcze z tydzień tu poleżysz. A co do nogi … - Igneel bał się znać odpowiedź - … udało nam się uratować, chociaż piękna blizna pozostała. – Dragneel już nie słuchał, gdyż znowu zasnął.

Dwa tygodnie później

- Na pewno ? – zapytała się po raz n-ty Layla
- Chcę już stąd iść! – krzyknął naburmuszony Igneel – A i gdzie jest szefcio ?
- U siebie w gabinecie! – odpowiedziała mu dziewczyna. Mężczyzna wypisał się z prywatnego szpitala FBI, który znajdował się w jednej z ich baz. Gdy tylko wszedł, bez pukania, do pokoju szefa, od razu napotkał się ze zdziwieniem.
- Słucham Igneel ? – zapytał Dragon Slayera
- Chcę przygarnąć tego chłopca! – oświadczył od razu
- Którego ? – szef nic więcej nie pytał, aletego Igneel z lekka był zszokowany
- Tego z różowymi włosami. Natsu. – Odpowiedział szybko.
- Już go nazwałeś ? Natsu … Tak, wprowadzi ciepła do twego życia, ale pamiętaj, że może dać ci wiele burz! – ostrzegł go mężczyzna
- Chcę go! – był pewien swojej decyzji.
- Hahaha – zaśmiał się szef FBI – Tak jak wszyscy … Metalicana, Metsuryu, Weisslogia, Skiadrum i ty. Wszyscy znaleźliście sens by żyć.
- Tak, a co będzie teraz z nami ?
- To co zawsze tylko teraz … - wziął głęboki oddech – Nigdy więcej tu nie przychodźcie! A, więc… - Igneel oddał odznakę i wyszedł bez słowa, jednak na jego twarzy zagościł piękny, promienisty uśmiech.


* Gore – rodzaj dreszczowca, horroru filmowego, charakteryzujący się dużą ilością brutalności, scen z krwią i wnętrznościami oraz (często, choć nie zawsze) ponurym klimatem.Anime tego typu to : Shiki, Gantz, Berserk, Higurashi, Hellsing. 


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)