piątek, 7 marca 2014

- „Wszystko jest tylko małą ulotną chwilą. Myślimy, że możemy być lepszymi, lecz złudna nadzieja, pozostaje taką jaką jest … bez sensu ”
            Mrocznymi ulicami Magnolii, oświetlonymi tylko latarniami, kroczyła postać ubrana w czerń i śmierć. Szum wody zdawał się być tak głośny jak ryk niedźwiedzia, a ona sama wyglądała jak krew dzieciątek niewinnych. Skojarzenia jakie wywoływała ta woda świadczyły o uczuciach, jakie targały osobą, niosącą grozę i mrok.
- „Muszę to zrobić … Bo nikt nie będzie bezpieczny” – myśli jakie zaprzątały jego głowę, były bezlitosne i okrutne, sama świadomość co musi zrobić, była ciężarem, którą z trudem doniesie do końca swych dni.
            Zauważył dwójkę ludzi kryjących się w mrokach doki, powoli zaczął wyjmować za płaszcza Colta 1911, który czekał już od dawna naładowany. Zaczął po cichu zbliżać się do celu, jak bestia do swej ofiary. Delikatnie podniósł ręce na poziom barku, przycisnął palec na spust i już miał strzelać, gdy poczuł czyjąś rękę na swoich plecach.
- Ty … Czy to ty zabiłeś? – za jego plecami stała młoda dziewczyna, nie miał żadnych wątpliwości, kim była ta kobieta. Jednak przez tę chwilę nieuwagi zapomniał gdzie się znajduje. Sekundy, tylko one decydowały o wszystkim, ale i ich było za mało.
- ZABIĆ! – usłyszeli rozkaz, a zaraz po nim serię pocisków lecących w ich stronę.  Mężczyzna tylko uśmiechnął się i stanął przed młodą dziewczyną, osłaniając ją swym ciałem …

            Na komisariacie Fairy Tail, aż wrzało od rozmów i kłótni. Od momentu, gdy wstrzymano sprawę Juda Heartfilii, nie było dnia, by wrzaski zagłuszały telefony, urządzenia Laxusa i skargi Makarova. Każdy policjant i policjantka zachowywali się jak małe dzieci, próbując odkopać skarb, zakopany w ogródku babci.
- I co macie coś? – Makarov, zazwyczaj nieobecny przy sprawach, dziś czekał by dowiedzieć się czegoś o sprawie. Lisanna spojrzała dziwnym wzrokiem na przełożonego i po chwili zastanowienia odparła.
- Jeszcze nic, najlepiej będzie jak pójdzie pan do Levy, ona może już coś ma. – odpowiedziała – „Ta dziwka, zobaczy … jak tylko ta sprawa się skończy, ja z nią skończę! ” – na zewnątrz anioł, a wewnątrz diabeł wcielony. Ludzie nie znali o niej prawdy, nie wiedzieli co się działo z dzieckiem porwanym na dwa lata.  Nikt się nie pytał, nikt się nie zastanawiał … Kim jest tak naprawdę Lisanna Strauss ?
- O BOŻE?! – krzyknął Natsu wchodząc przez próg komisariatu, do głównego pomieszczenia. – Apokalipsa się szykuje czy co ? A może Gray wreszcie zmądrzał, no tak to byłby powód do świętowania …
- Ty… - z zaciśniętą pięścią odpowiedział Gray, gdy usłyszał śmiechy swoich przyjaciół – Jeszcze głośniej bo was nie słyszę!!!
- Oj Gray nie denerwuj się tak, dzieci specjalnej troski czasami potrzebują zaistnieć w tym małym świecie … - odezwała się Lucy, a na co komisariat odpowiedział gromkimi brawami i śmiechem.
- ZAMKNĄĆ SIĘ!!!! – wszyscy przerażonym wzrokiem spojrzeli na Makarova, który wściekły wrócił z powrotem do sali głównej.  – Czy wy nic nie rozumiecie? Mamy tak ważną sprawę, a wam tylko zabawa w głowie ! – policjanci ze spuszczonymi głowami powrócili do swych obowiązków. – Żelazna głowo! – ponownie podniesionym głosem rzekł Komisarz Główny. Wszyscy zaczęli się rozglądać, kto by mógł pasować do tego pseudonimu. Gdy wszyscy uchwycili pasującą twarz, ta zaczęła się rozglądać dookoła ze zdziwieniem, co się dzieje.
- Ja? – zapytał niewinnie mężczyzna
- Tak! Ty do cholery Gajeel, już zabieraj dupę i na dół. Nie chce mi się samemu słuchać Levy! – po czym zaczął iść w kierunku windy. Gajeel spojrzał jeszcze raz na policjantów, jednak wszyscy odwrócili się i ten musiał pobiec do szefa.
- Ej, co się dzieje? – Lucy podeszła do Erzy, już przeglądającej dokumenty, przy swoim biurku.
- Nie do końca wiadomo, ale … - Erza zdjęła okulary, kładąc je na stole. Zaplotła palce u rąk, po czym wzięła głęboki oddech i rzekła – Ktoś, kto zadzwonił na Komisariat w Pietre, powiedział, że to Jude Heartfilia odkopał zwłoki. – Lucy spojrzała na koleżankę przezroczystymi oczami, bez wyrazu i uczucia. – Lucy?
- Wiesz … wcale bym się nie zdziwiła, gdyby żył … - odpowiedziała cicho
- Nie martw się, to raczej nie on, tylko osoba, która dzwoniła. – Erza wyciągnęła z szuflady kasetę z nagraniem i włożyła ją do odtwarzacza – Słuchaj ! – Lucy posłusznie założyła słuchawki i po chwili zrozumiała, co Erza miała na myśli. Po wysłuchaniu z uśmiechem na twarzy oddała sprzęt koleżance.
- Tak, masz rację… - skinęła głową w podziękowaniu, po czym poszła w stronę biurka Natsu, by dowiedzieć się czegoś więcej o sprawie.
- Lucy! – zawołała za nią Erza. Dziewczyna odwróciła się, gdy nagle ujrzała obok siebie czerwonowłosą – Staruszek wie więcej niż ci mówi, ale zastanów się, czy chcesz znać prawdę …- tak szybko, jak się pojawiła, tak samo szybko znikła. Lucy zrozumiała jej słowa, ale nie mogła pojąc skąd Erza wie o jej poszukiwaniach. Nie mając czasu by się zastanawiać ruszyła w stronę Natsu i Graya
- I co macie coś ? – zapytała radośnie
- Nic konkretnego, ale ta sprawa … mam wrażenie… - Natsu zaczął mówić, ale nagle przerwał swoją wypowiedź – Już nic.
- W skrócie, nie mamy nic oprócz zwłok, nagrania rozmowy, miejsca, gzie były zakopane zwłoki i skąd dzwonił ten człowiek … czyli niewiele – podsumował Gray
- Gray-sama Juvia w ciebie wierzy! – podeszła do nich nowo przybyła dziewczyna, która starając się zaklimatyzować na komisariacie, zaczęła zaprzyjaźniać się na początku z Grayam.
- Tak, tak… - odpowiedział obojętnie
- Ej, no co ty? Ona się tu stara, a ty ją tak okrutnie odpychasz! – powiedziała szeptem Lucy
- A co ja ksiądz jakiś, żeby każdego przyjmować do siebie? – zapytał urażony
- Nie, ale widać, że łatwo jest jej nawiązać z tobą kontakt. Pomyśl, mając takiego szefa, jak Jose, dziw, że nie jest psychicznie chora. – wyjaśniła Lucy
- Też prawda. – zgodził się z nią Gray. Dry dry, nagle usłyszeli dźwięk telefonu. Lucy spojrzała na swój i zszokowana tym, kto do niej dzwoni wyszła. Natsu i Gray popatrzyli się na siebie, po czym ze wzruszonymi ramionami wrócili do pracy. – Juvia, jak chcesz możesz przejrzeć dokumenty, własności lasu na przestrzeni lat. – powiedział Gray z lekko zarumienionymi policzkami. Pełna radości dziewczyna, chwyciła teczkę i pognała do swojego biurka.
- Ej, wiesz? – podjechał na krześle do Graya, Natsu – Niby nie jestem specem w tych sprawach, ale mam wrażenie, że jej się podobasz.
- CO?! – krzyknął na cały głos granatowo włosy. Wszyscy popatrzyli się w jego stronę srogim wzrokiem – Co? – zapytał drugi raz, ale ciszej
- I chyba, ty też ją lubisz? – niepewnie wypowiedział swoje spostrzeżenie Natsu
- Jeśli masz czas na takie głupoty, to lepiej bierz się to lepiej bierz się do roboty! – delikatne rumieńce okryły mężczyznę o lodowym sercu, gdy wypowiadał te słowa. Odwrócił się od przyjaciela i powrócił d swoich zajęć.
- „Chyba jednak ją lubi” – pomyślał Natsu
- „Czy ja… ją lubię?” – zapytał sam siebie Gray.

***

- Jestem w pracy! Po co dzwonisz ?! – zapytała się z jadem w ustach Lucy, która stojąc na korytarzu, zaczęła rozmawiać z tajemniczą osobą
- Oj kochanie, proszę nie bądź zła…  - Loki złościli wie odpowiedział złośliwie, po czym dodał – Powinienem się dowiedzieć, co u żonki !
- Zamknij się ! – wrzasnęła dziewczyna – „Po jaką cholerę, ja się zgodziłam na tę propozycję! ”
- Jutro jest spotkanie biznesowe, czyli w skrócie przyjęcie, więc mam nadzieję, że moja żona zaszczyci nas swoją obecnością. Lokiś z kim rozmawiasz? – Lucy usłyszała po drugiej strony głos nie należący do jej „męża”
- Nie! – odpowiedziała stanowczo
- Na pewno ? Jeśli dobrze wiem, rynek nie jest zbyt stabilny i jedna zła transakcja i całą firmę szlak weźmie, a wraz z nią miliony pracowników. Nie chcę być złośliwy… - Lucy czuła ten uśmieszek, jakby był blisko niej - …, ale musisz przyjść dla dobra swojej firmy. Posłuchaj mogę skrócić nasze małżeństwo do … kilku miesięcy, ale ty musisz się w tym czasie postarać, a nie tylko ja!
- Co oni ci zrobili? – zapytała Lucy, ze smutkiem na twarzy. Wspominała zabawy z rudowłosym przyjacielem, który tulił ją gdy płakała, bawił w chowanego, zrywał kwiaty … - Co się z tobą stało?!  - dziewczyna usłyszała tylko ciche westchnienie
- Dorosłem … - odpowiedział spokojnie – Przynajmniej ja. Do zobaczenia, mam nadzieję, że przyjdziesz.
- Loki… - chciała coś powiedzieć, ale chłopak rozłączył się – Co się stało przez te lata? Gdzie jest mój przyjaciel? – szybko włączyła przeglądarkę w telefonie i wyszukała artykuł.

„Rodzina Regulus – Tylko zdrada, czy może więcej …”

Jak wiemy w ostatnich tygodniach doszły nas słuchy o planowanym rozwodzie państwa Regulus. Przyczyny nie są do końca znane, jednak nasz reporter dowiedział się, że pan Regulus jest częstym bywalcem domów publicznych i barów Go-Go.

             Lucy nie mogła dalej czytać, wyłączyła stronę, po czym włączyła kolejną.

„Seks i prostytucja w rodzinie Regulus”

            Wyłączyła stronę, po czym przeglądając tytuły kolejnych artykułów doszła do jednego wniosku.
- Loki … Co ty musiałeś przejść? – wrzuciła komórkę do torebki, po czym wróciła na sali głównej.

***


            Makarovem i Gajeel szli prosto do królestwa Levy, w którym to dziewczyna badała zwłoki. Weszli do środka, gdy nagle usłyszeli dźwięk piły. Spojrzeli na dziewczynę, ta odwróciła się i wymierzyła w ich kierunku włączoną piłkę.
- Nie zabijaj ! – krzyknęli równocześnie mężczyźni
- Nie zamierzam! – odpowiedziała Levy – Co chcecie?
- jejku. – skomentował Gajeel
- Co? – dopytała się dziewczyna
- Nie sądziłem, że takie chucherko może tutaj pracować. Raczej wyobrażałem sobie jakiegoś babo chłopa – Levy włączyła z powrotem piłę, ale po chwili ją wyłączyła, gdy napotkała wzrok swojego szefa.
- Zgaduję, że chcecie poznać wyniki autopsji? – spojrzała na nich delikatnym wzrokiem, oboje kiwnęli głowami. Levy podeszła do blatu, gdzie miała teczkę z dokumentacją.- o dobra, to tak. Wiek zwłok, w sensie, ile leżały w ziemi, nie da się określić. Możemy tylko spekulować.
- A ile im dajesz? – pytanie Makarova zaskoczyło dziewczynę.
- Od 5 do 10 lat. – odpowiedziała szybko. – Są to praktycznie tylko kości. Możemy z nich wyczytać, że był to mężczyzna w średnim wieku. Dziura w czaszce, jasno nam mówi, że zmarł on na skutek postrzału w tył głowy. Okrutna śmierć. Nie możemy wiele powiedzieć. Na pewno na kościach nie ma żadnych szczegółów, oprócz rysy na kości udowej.
- Kości udowej ? – kolejny raz pytanie Makarova zaskoczyło Levy
- Tak, a mogę się dowiedzieć, czemu szef tak bardzo jest tym zainteresowany ? – po minie Makarova, było widać, że nie spodziewał się takiej podejrzliwości u dziewczyny.
- Mam pewne podejrzenia, ale jak na razie nic nie mogę powiedzieć. – odpowiedział mężczyzna
- No dobrze, jak chcesz. Trudno mi powiedzieć więcej, ale jedna rzecz mnie niepokoi. Zazwyczaj w tył głowy strzela się osobie, która ucieka, albo tej, której wymierzana jest kara. Natomiast ta rana sugeruje, że ofiara nie uciekała, ale też nie została ukarana… Może nie została zabita od strzału?
- Póki co nie możemy gdybać, tylko szukać dowodów. – podsumował Gajeel
- Tak… musimy teraz poinformować ludzi … Levy chodź z nami! – zarządził Makarov. Dziewczyna ustosunkowała się do tego, nie odzywając się. Poszla za swoim szefem, do głównej Sali, gdzie Komisarz Główny zaczął wygłaszać swą mowę.  – CISZA! – krzyknął – Mam pewne podejrzenia, co do tej sprawy, ale muszę je poprzeć bardziej konkretnymi dowodami, więc proszę was o jeszcze większe zaangażowanie niż dotychczas. Levy wiele się dowiedziała, więc u niej możecie zasięgać informacji. Dobra robota! – gdy zaczął ją chwalić, Lisanna, która stała w kącie nie wytrzymała, coś w niej pękło.
- CO?! Ta dziwka, która sprzedaje nas ?! – wykrzyknęła na cały komisariat
- O co ci chodzi ? – zapytała się zdziwiona Erza
- A nic… - zaczęła mówić. Levy przeraziła się. Miała się już cofać, gdy nagle palcem wskazała ją Lisanna – Mam dowód, nagranie, gdzie wyraźnie pani patolog sprzedaje informacje obcej osobie.
- Lleevy? Czy to prawda? – Makarov bał się zapytać, bał się znać odpowiedzi.
- Ja… To nie tak ! – krzyknęła – Ja…
- No to może powiesz komu ? – zapytała się złośliwie Lisanna
- Nie mogę…
- Dlaczego wcześniej w takim razie tego nie powiedziałaś? – do rozmowy włączyła się Lucy – Czekałaś na odpowiedni moment by zgarnąć chwałę, ale teraz? Gdy jest ważna sprawa dla samego Głównego Komisarza, ty pozbawiasz go najlepszego patologa w mieście!
- Dla mnie też jest to podejrzane… - odezwał się Gray
- Ja nie znam tej małej, ale… nie sądzę, że z własnej woli by coś takiego by zrobiły – widać było, że Gajeel trzyma stronę dziewczyny. Jednak złość Lisanny zaczęła udzielać się wszystkim i już wiedzieli, że ta sprawa nie pójdzie w zapomnienie. Drrdrrr, Levy usłyszała wibracje na swoim telefonie.
- Ale ona popełniła poważne przestępstwo! – wtrącił się Elfman
- Nikt jeszcze nie usłyszał tego nagranie, więc … - i tak kłótnie rozniosły się po całym komisariacie. Levy skorzystała z okazji i z ukrycia przeczytała SMS, który dostała. „Wiem, jaka jest sytuacja, dlatego odejdź z pracy… Z.”
- „Skąd on wie? Nic z tego nie rozumiem, czy to był jego plan? Wszystko się za szybko dzieje, dlaczego teraz ? ” – pytania zaprzątały coraz bardziej głowę Levy. Fairy Tail stało się dla niej w pewnym momencie domem, którego tak bardzo pragnęła i za którym tak bardzo tęskniła, więc odejście z tego domu, byłoby niczym inny jak ucieczką. Miała cały czas wątpliwości, ale musiała podjąć decyzję, nawet jeśli nie miałaby ona być dla niej odpowiednia.
- Ja! – zaczęła mówić – Ja, chcę … - Dzyń, dzyń… Wszyscy nagle umilkli słysząc dźwięk telefonu. Makarov podszedł i odebrał.
- Słucham? – powiedział. Chwilę nasłuchiwał, co ma do powiedzenia osoba po drugiej stronie, a potem tylko odpowiedział. – Rozumiem. – i odłożył telefon.  – Ej Levy czemu od razu nie powiedziałaś, że rozmawiałaś z agentem FBI? Sam szef do mnie dzwonił! Dostałaś tam pracę!
- F B I ? – dziewczyna dokładnie przeliterowała to słowo – „Co on wyrabia?” – zaczęła się zastanawiać co a odpowiedzieć – A tak przepraszam, że wcześniej nie powiedziałam.
- Gartulujemy! – odpowiedzieli wszyscy, po czym każdy z osobna poszedł podziękować jej za współpracę i pogratulować. Wszyscy byli szczęśliwi z powodu tego wydarzenia, oprócz Lisanny i Levy.
- Dzięki, a teraz pójdę, pewnie ktoś na mnie czeka… - ze spuszczoną głową wybiegła, rzucając swój biały fartuch na ziemię. Założyła na siebie kurtkę i rzuciła się do swojego samochodu. Wyjęła telefon z kieszeni i zadzwoniła do Z. – Co ty do cholery robisz?! – wrzasnęła do słuchawki
- Ratuję ci życie. Gdyby Acnologia się dowiedział, że z nami współpracujesz od razu by cię skrócili o głowę. Pamiętaj jesteś jednym z kluczy.  – mężczyzna spokojnie wyjaśnił dziewczynie sytuację.
- A co z FBI? – zapytała się niepewnie
- Masz załatwione fałszywe papiery, teraz tam będziesz pracować się. Ale wiesz na serio ci z Fairy Tail to idioci, skoro dali się tak łatwo nabrać !
- ZAMNIJ SIĘ! – rozłączyła się, wyrzucając telefon na tylne siedzenie. Włączyła samochód, po czym ruszyła z piskiem opon. Jechała szybko, by dotrzeć, jak najprędzej „do tego miejsca”. Gdy wyjechała zaa miasto, skręciła na wiejską drogę, jadąc prosto nad brzeg morza. Gdy dojechała na skraj lasu.  Zatrzymała się nagle, wysiadła z auta i pobiegła nad zbocze.
- MAMO, TATO … - wrzasnęła w stronę szumiących fal – Przepraszam … - ciche przeprosiny i upadek na kolana. Łzy płynące po kredowych policzkach, usta wykrzywione w wyrazie rozpaczy i bólu. – Mamusiu, tatusiu … - otuliła się własnymi rękoma, wspominając wydarzenia sprzed 14 lat …

14 lat temu …

- Kochanie przestań się wygłupiać, tata prowadzi! – mała dziewczynka bawiła się lalkami, co chwilę rzucając jedną z nich na przód samochodu.
- Dobrze mamusiu! – odpowiedziała radośnie dziewczynka.
- A ty uważaj! Zaraz zacznie się to cholerne zbocze! – skarciła cicho kobieta, swojego męża.
- Nie martw się! Od dziś zaczynamy nowe życie, więc nic … - zaczęli się zbliżać do niebezpiecznego odcinka drogi. Mężczyzna powoli zaczął zwalniać, ostrożniej jadąc - … nic nam tym razem nie przeszkodzi normalnie żyć…- oczy spojrzały na znajdującą się w oddali lufę strzelby skierowanej prosto na niego. Przerażony krzyknął : - CHOWAJCIE SIĘ! – były to jego ostatnie słowa. Pocisk zaczął lecieć prosto na niego. Przebił się przez szybę, trafiając prosto w głowę mężczyzny. Krew rozbryznęła się po całym aucie. Kobieta krzyknęła. Mała dziewczynka zamilkła, jej przezroczyste oczy były tak przerażające, gdy patrzyła, jak samochód spada prosto do morza.
- Mamo … - powiedziała cicho, licząc na ratunek. Nagły plusk wody zagłuszył wszystko. Woda zaczęła się wlecieć przez dziurę w szybie. Matka próbowała rozpaczliwie wydostać dziecko a auta, ale nie potrafiła. Kopała na szybę, by jeszcze bardziej się rozwaliła, ale miała za mało siły. Nagle ujrzała mężczyznę płynącego w kierunku auta.  Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem, licząc na pomoc.  Wszystko się działo w jednej chwili. Kobieta zauważyła, że mężczyzna podaje jej przez otwór pistolet. Uśmiechnęła się delikatnie. Po czym strzeliła obok powstałej wcześniej dziury , kopnęła w punkt i szyba rozwaliła się, wlewając ostro do środka wodę. Mężczyzna wpłynął do środka. Próbował chwycić kobietę, ale ta z uśmiechem na twarzy, podała mu dziecko. Popatrzył na jej nogę i ujrzał, że jest przygnieciona przez fotel. Mężczyzna chwycił dziecko i odpłynął pozostawiając kobietę. Ostatnie spojrzenie na samochód, było wtedy, gdy opadał on coraz niżej na dno. Gdy wypłynął na powierzchnię, szybko podpłynął do brzegu. Wziął kilka głębokich oddechów i przystąpił do reanimacji dziecka. Po kilku próbach usłyszał, że dziecko wypluwa wodę z ust. Odetchnął z ulgą. Jednak gdy tylko zobaczył twarz dziecka, z powrotem ogarnęło go poczucie winy. Podszedł do miejsca, gdzie zostawił swoją marynarkę. Okrył nią dziecko, po czym powiedział jej:
- Mama i tata uratowali cię i teraz dostali nagrodę w niebie. – nie wiedział jak ma inaczej wytłumaczyć całą tą sytuację dziewczynce.
- Mama, tata … - powiedziała smutnie dziewczynka, wypuszczając łzy z oczu.
- Jak masz na imię? – zapytał mężczyzna
- Le… levy – odpowiedziała cicho.
- Dobrze!
- A ty? – zapytała się dziewczynka. Mężczyzna uśmiechnął się, wziął ją na ręce i zaczął iść w nieznanym kierunku.
- Ja, jestem … Zeref. – odpowiedział.
- Mama i tata nie żyją ? – zapytała Levy
- Tak, więc od teraz będę twoim tatą. – delikatne łzy popłynęły po jego policzkach. Spojrzał na dziewczynkę, która zasnęła. Czuł się tak szczęśliwy. – Chociaż raz.. chociaż raz mogłem kogoś uratować. Zeref Dragon, więc ty będziesz od teraz Levy Dragon, ale dla bezpieczeństwa, będziesz Levy McGarden. Jeszcze nie wiesz co cię czeka… - i odeszli …

14 lat później

- Nie martw się … - do płaczącej dziewczyny od tyłu podszedł mężczyzna, delikatnie dotykając jej ramienia.
- Zeref? – niepewnie powiedziała – Co tu robisz? – na początku tylko westchnął, czekając z odpowiedzią.
- Minęło już 14 lat, kochanie… - podszedł na kraniec zbocza patrząc na szumiące morze – Niby piękne, ale zarazem odebrało ci rodziców.
- TO NIE ONO TYLKO ACNOLOGIA! – wrzasnęła podchodząc do niego.
- A, więc chcesz się zemścić?
- Nie! – odpowiedziała stanowczo – o nic nie zmieni, chcę by Acnologia nigdy więcej nikogo nie skrzywdziła.
- Dobrze, tylko musisz mi pomóc. Ok.? – puścił do niej oczko, po czym nagle przytulił.
- Tak, tato … - wtuliła się w niego, wylewając wszystkie łzy na jego koszulę …


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)




piątek, 7 lutego 2014

Do Sali weszła dwójka ludzi, którzy z uśmiechem na twarzy kroczyli w stronę Makarov Dreyara. Lucy, Natsu, Gray i Erza z szeroko otwartymi gębami patrzyli się na nich ze zdziwieniem.
- Czy ja mam tylko takie przywidzenia? – wyszeptał do ucha Lucy, Natsu.
- Muszę cię zaniepokoić, ale ja też ich widzę – odpowiedziała mu.
- Witam mam na imię Juvia Loxar. – przedstawiła się dziewczyna o niebieskich włosach. I cisza. Nagle posępnym wzrokiem popatrzyła się Gajeela, który obrażony nie chciał nic powiedzieć.
- Eee, Mam na imię Gajeel Redfox. – powiedział w końcu, ku uciesze wszystkich zebranych.
-  No to formalności mamy za sobą, a teraz do pracy. A i sprawa Juda Heartfilii, niestety została umorzona. Nie ma dowodów, a władze miasta mają dosyć tej sprawy. – rzucił Komisarz Główny odchodząc do swojego gabinetu.
- Ciekawe, kto i ile zapłacił… -rzekła smutnym głosem Lucy.
- Ty? – do grupki przyjaciół podeszła Lisanna – Oj wiesz, że żartuję.
- Tak, wiem. – odpowiedziała sucho Lucy. Blondynka nie miała zamiaru słuchać dalej złośliwości Lisanny i postanowiła porozmawiać z szefem. Odeszła od dziewczyny, powodując u niej złość. Jednak zbytnio nie przejmowała się tym, gdyż chciała się więcej dowiedzieć, o Juvii i Gajeel.
- Puk, puk – zapukała do drzwi
- Proszę! – usłyszała, po czym weszła do środka. Nie odezwała się słowem. Cicho podeszła do biurka i usiadła na krześle. Popatrzyła się na staruszka, który siedział z lekka zszokowany.
- Dlaczego ?! – zapytała wreszcie. Makarov, odwrócił się, po czym odetchnął z ulgą.
- Zarządzenie wyższego. – odpowiedział spokojnie
- Kłamiesz! – wstała, uderzając rękoma w biurko, tak głośno, że Makarov podskoczył w miejscu
- Lucy, kiedyś może będę mógł ci wyjaśnić, ale póki co nie mogę. – powiedział przerażony.
- Właśnie, później, później i jeszcze raz później! A zadam ci takie pytanie, dlaczego mnie tu zatrudniłeś? He?! – spojrzała na niego posępnym wzrokiem, tak bardzo się przeraził, że wziął chusteczkę i musiał otrzeć czoło z potu.
-Przyjdzie czas na odpowiedzi.
- Jasne! Póki co to otrzymuję same pytania ! Muszę … - nie dokończyła. W całym komisariacie rozległ się dźwięk telefonu, którego nikt nigdy nie lubił słyszeć.
- Znaleziono zwłoki. – wyjaśnił spokojnym głosem Makarov – Coś czuję, że już niedługo dowiesz się wszystkiego. – i wyszedł, zostawiając Lucy samą w gabinecie.
- „Dlaczego tak zawsze jest? ” – zapytała siebie w myślach. Popatrzyła jeszcze raz w stronę biurka, po czym wyszła.



            Czarne smugi ciemności okrywały cały las Magnolijski, który swym pięknem i spokojem przyciągał w dzień turystów i tubylców. Jednak kiedy nastawała noc, cisza ogarniała każdy skrawek, każdą małą szczelinę lasu, dodając mu uroku i tajemniczości. Ludzie bali się tam chodzić, stare przesądy, które przetrwały wieki, wciąż budziły lek i przerażenie. Tym razem było inaczej. Było słychać kroki. Przez leśną ścieżkę kroczył mężczyzna, trzymając w dłoniach łopatę i czarną teczkę, której zawartości można się było tylko domyślać.

31 grudnia X784, godzina 00:35
Witaj !
Dostałeś zadanie by odkopać zwłoki.
Dokładnie o tej godzinie przybądź do lasu Magnolijskiego,
Podejdź pod Pomnik Przyrody – Wielka Huba.
Gdy będziesz obok niej,
Idź !
3 kroki do przodu, skręć w lewo i idź w stronę księżyca,
Zrób 14 kroków
Zatrzymaj się i stwórz gwiazdę(PS. Jak ktoś zrozumie to 100 punktów)
Wykop dół o głębokości ok. 1 metrów.
Znajdziesz zwłoki.
Załóż rękawiczki, zabierz wszystkie dowody,
 ale samego ciała nie ruszaj.
Gdy skończysz oddal się.
Podejdź pod budkę telefoniczną przy starej stacji kolejowej.
Będzie tam komórka,
Zadzwoń na komisariat w Pietre (jedno z miast Fior)
Oni skierują sprawę do Fairy Tail
Czekaj na dalsze instrukcję.
Liczę na ciebie Jellal
Zeref J

PS. Zniszcz tę wiadomość.

            Po przeczytaniu instrukcji, od razu wyjął zapalniczkę z kieszeni, po czym podpalił wiadomość. Czekał, aż spali się do końca. Gdy to się stało ruszył w stronę wyznaczonego miejsca. Zrobił tak, jak mu kazano, znalazł pomnik przykroi, zrobił tyle kroków, ile było potrzebne i ruszył za księżycem.
- „Ciekawe, czy był pewny, że księżyc będzie świecił?” – ironicznie pomyślał mężczyzna, następnie skupiając się na swoim zadaniu. Gdy doszedł na miejsce, zdjął z siebie kurtkę i zawiesił ją na gałęzi. Podciągnął rękawy, ustawił latarkę ,tak by ta świeciła  mu na miejsce jego pracy. Zaczął kopać. Z pozoru wyglądająca na łatwą czynność, okazała się ciężkim zajęciem, które wydawało się nie mieć końca. Jellal sapiąc kopał, aż w pewnym momencie nie natrafił na coś co mogłoby wyglądać na człowieka. Spojrzał, były to już kości obleczone szczątkami ubrań. Mężczyzna odrzucił narzędzie pracy na bok, włożył rękawiczki i zaczął odgarniać ziemię. Po kilkunastu minutach, całkowicie ukazały się zwłoki. Zaczął dokładnie mu się przyglądać. Zauważył, że na środku głowy jest mały otwór. Znał się na tych sprawach i wiedział, że nie była to rana wlotowa.
- „Strzał od tyłu, co za bydle było coś takiego w stanie zrobić?” – pomyślał, po czym się zaśmiał – „Ja” – odpowiedział sam sobie. Po chwili ogarnął się i zaczął przeszukiwać pozostałości kieszeń. Zszokowany zauważył, że nic tam nie było. Zaczął odgarniać ziemię dookoła, aż znalazł dowód, obleczony dookoła jakąś folią.  – „Czy oni zostawili to specjalnie ? ” – zaczął sprawdzać dokument, lecz kiedy natrafił na nazwisko zamurowało go.
- To … niemożliwe. – powiedział na głos. Przerażonym wzrokiem popatrzył na zwłoki. Nie rozumiał, dlaczego akurat je miał odkopać, ale był szczęśliwy, że to zrobił. – Tak, ten człowiek, powinien mieć swoją  sprawiedliwość. – odwrócił się i poszedł po łopatę, następnie kierując się w stronę budki telefonicznej. Idąc przez las rozmyślał nad swoim życiem i nad tym, czy uda mu się przetrwać w mafii. – „Chciałbym po prostu żyć szczęśliwie” – pomyślał, nagle przewrócił się. – Auu – powiedział na głos. Odwrócił się i spojrzał, dziwne ślepia gapiły się na niego. Skierował w ich kierunku latarkę. Odetchnął z ulgą, gdyż ujrzał króliczka. – Haha, jakie zabawne. – zaśmiał się, po czym zaczął się podnosić. Gdy całkowicie wstaną, postanowił ruszyć dalej. Ku jego zdziwieniu ukazała się krawędź lasu i oddali stojąca budka telefoniczna. Przyspieszył kroku, zwalniając dopiero, gdy dotarł do celu. Zaczął się rozglądać, gdy nagle ujrzał wieszak, na książkę telefoniczną. Okazało się, że była na nim zawieszona złożona karteczka.

Hej!
Widzę, że udało ci się.
Masz teraz zadzwonić na komisariat w Pietre.
Oni skierują sprawę do Fairy Tail, ale dopiero z rana.
Teraz zadzwoń i powiedz.
„Znalazłem rozkopane zwłoki w lesie Magnolijskim
Proszę pomóżcie, tu nadal jest ten, kto je rozkopał
Kojarzę go, to Jude Heartfilia, na pewno.
Widziałem go w telewizji.”
Kiedy zapytają kim jesteś, krzyknij.
„On tu idzie”
I się rozłączyć.
Użyj urządzenia, które leży na półce.
Zmieni ono twój głos.
Będzie zabawa …
Powodzenia !
Zeref J

- Mam wrażenie, że jest to dla niego fajna zabawa. – powiedział do siebie Jellal, po czym zaczął wykręcać numer, mając do ust przystawione urządzenie.
- Słucham, Komisariat w Pietre! – odezwał się mężczyzna po drugiej stronie słuchawki
- POMOCY! – krzyknął Jellal, głosem, który rozpoznał od razu - Znalazłem rozkopane zwłoki w lesie Magnolijskim.
Proszę pomóżcie, tu nadal jest ten, kto je rozkopał. Kojarzę go, to Jude Heartfilia, na pewno. Widziałem go w telewizji
- Proszę się uspokoić i podać swoje dane, oraz miejsce  w którym się pan znajduje! – powiedział spokojnie mężczyzna, próbując „uspokoić ” Jellala
- ON TU IDZIE!!! – rzucił słuchawką. Po czym padł na ziemie, śmiejąc się. – Kurcze, bawię się, jak jakieś dziecko ! – powiedział radośnie.  Wstał, popatrzył na urządzenie i na kartkę. Papier wziął do ręki i spalił,  a zmieniać głosu, włożył do kieszeni. Po kilku minutach spostrzegł, że do budki, podjeżdża czarna limuzyna. Staje, boczne okno otwiera się. Jellal spogląda na swojego pracodawcę, który szczerze się uśmiecha.
- Zadanie wykonane! – mówi po chwili Jellal
- Bravo! A teraz wsiadaj! – zarządza Zeref, który cały czas patrząc na Jellala, wymyśla dla niego kolejne zadanie.
- Mam tylko takie pytanie… Skąd wiedziałeś, że jego tam zakopali? – Jellal odważył się zapytać, kiedy wsiadł do auta, które po chwili odjechało.
- Po prostu wiem, mam swoich ludzi, nawet w Acnologii.  – odpowiedział spokojnie. – Niedługo się zacznie, już prawie wszyscy są razem.
- Jeszcze trzech. – poprawił Jellal
- Dwóch nie jest potrzebnych, ale się spotkają. Gorzej z trzecim. Jest to typ samotnika, ale zrobię wszystko by go przyprowadzić do nich, jeśli będzie trzeba. 
- To jakie jest moje kolejne zadanie?
- Na razie nic. Ale nie będziesz czekać długo, ta sprawa zbyt długo siedziała zagrzebana w ziemi. ZEMSZCZĘ SIĘ !!! OBIECUJĘ  … - imię zagłuszyć dźwięk syren policyjnych jadących w stronę miejsca, gdzie zostało zakopane ciało. – Szybcy …


            Była to godzina poranna, kiedy to jeszcze na komisariacie Fairy Tail, nie było życia. Jedynie samotna Mirajene, pilnowała telefonu i porządkowała dokumenty. Nagle rozległ się dźwięk w całym budynku. Dziewczyna spokojnym krokiem podeszła do telefonu i odebrała go.
- Słucham. – na początku cisza.
- Witam! Tu Komisarz Główny Lamia Scale. Wieziemy do was zwłoki! – rozłączyła się. 
- Chyba powinnam zadzwonić do pana Dreyara. – rzekła uśmiechając się delikatnie. Podniosła słuchawkę, wystukała numer. Czekała aż ktoś odbierze, gdy to się stało usłyszała zmęczony i jeszcze zaspany głos Głównego Komisarza Fairy Tail.
-  Słucham ? – powiedział mężczyzna
- Dzień dobry, tu Mirajene. Właśnie dzwoniła pani Komisarz  z Lamia Scale. Twierdzi, że wiozą do nas zwłoki. – na początku nie uzyskała odpowiedzi, ale gdy usłyszała dźwięk spadającego ciała, zrozumiała, że do Makarov dotarły jej słowa.
- ZARAZ BĘDĘ! POINFORMUJ WSZYSTKICH! – krzyknął, rozłączając się.

            Właśnie wstało pierwsze słońce 29 grudnia X784, Lucy Heartfilia powoli wstawała z łóżka, gdy do jej pokoju wpadł, dosłownie, Natsu Dragneel.
- Kiedy śniadanie? – zapytał uśmiechnięty.
- Nawet nie dajesz mi wstać z łóżka! – krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Oj nie marudź! – zaczął biegać po pokoju, pełen radości i szczęścia.
- Czy coś się stało ? – dopytała się Lucy, zaniepokojona zachowaniem chłopaka – Dziwnie się zachowujesz, no raczej dziwniej niż zawsze.
- A tak! Dowiedziałem się, że w kinach będą puszczać remake mojego ulubionego filmu z lat 70 , Dragon Driver – Jeździec z piekieł * . – wyjaśnił dziewczynie, która zamilkła.
- Ż…żartujesz? – zapytała  
- Nie! – odpowiedział szybko
- IDĘ REZEROWAĆ BILETY! – krzyknęła
- Już zarezerwowałem. – pomachał jej przed nosem, paragonem z kina.
- A skąd wiedziałeś, że ja też będę chciała iść? – zaplotła ręce na piersi, czekając na odpowiedź.
- Nie wiedziałem, po prostu siłą bym cię na to wziął. A teraz śniadanie! – i pognał do kuchni. Lucy westchnęła i po chwili poszła za nim. – Kto jest twoim ulubionym bohaterem?
- Hmm, chyba Adalei. – odpowiedziała po zastanowieniu Lucy
- Żartujesz? Dziewczyna zakochana w Marionie, która poświęca wszystko by go uratować ? – popatrzył na nią zszokowany
- Po prostu. Zawsze podziwiałam ją właśnie za to. Była oddać wszystko, dla swojego ukochanego. Ale wiesz co, wierzę, że tak się wszystko nie zakończyło… Oj nie ważne, a twój który ulubiony?
- Chcesz być taka jak ona. Adalei była dziedziczką fortuny, ale była w stanie pokonać przeciwności losu i wyruszyć w podróż z przyjaciółmi. Zakochała się, pomimo tego, że nigdy nikt nie dał jej zrozumieć czym jest miłość. – Lucy patrzyła na niego zszokowana. Nie potrafiła wypowiedzieć nawet słowa. – Wiem, że jestem głupi, ale kiedy trzeba mogę się zdobyć, na parę mądrości. – nie odpowiedziała.- Moim ulubionym jest Melior, który do końca trwał w przekonaniu, że może zmienić świat nie zabijając drugiego człowieka. I jak skończył ?
- Okrutnie…. – podsumowała Lucy
- Mam nadzieje, że przynajmniej ja tak nie skończę. – Lucy postawiła mu przed nosem talerz z kanapkami, które zaczął zajadać.  Oboje dokończyli śniadanie w ciszy.
- Dziękuję – powiedział Natsu, kończąc posiłek.
- Proszę. – Lucy podeszła do zlewu, wstawiając do niego talerze. – Masz rację. Zawsze żyłam tylko marzeniami, a teraz kiedy mam szansę na ich spełnienie, chcę to zrobić! Chcę wyjść za mąż, mieć dobrą pracę, piątkę dzieci, dożyć starości, razem z ukochanym i mieć wiele wnuków ! Czy nawet tego nie mogę mieć ? – Natsu delikatnie się uśmiechnął, podszedł do niej i pogłaskał ją po głowie.
- Jeśli zechcesz twoje marzenia się spełnią. – Lucy zarumieniła się. Zaczęła rozglądać się po kuchni, szukając czegoś, o co mogłaby się zapytać Natsu. Chciała jak najszybciej uniknąć tej stresującej sytuacji.
- Eee, a właśnie, skąd umiesz tak posługiwać się mieczami ? – zapytała, Natsu odsunął się od niej, zmieszany. – Czy coś się stało ?
- Nic, tylko jak ci powiem, możesz zacząć uznawać mnie za potwora… - wyjaśnił jej spokojnie. Lucy pomyślała. Wiedziała, że to co może usłyszeć, nie jest niczym dobrym, ale chciała wiedzieć.  
- Ja… Kiedy byłem mały ojciec… - nagle rozległ się dźwięk telefonu. Lucy miała ochotę go wziąć i wyrzucić go przez okno, ale uspokoiła się i podeszła do niego by odebrać.
- Halo ? – powiedziała
- Lucy musisz szybko przyjechać na komisariat ! – rozpoznała po głosie, że to była Mirajene
- Co się stało ? – zapytała zaskoczona Lucy
- Wszystko się wyjaśni, jak dojedziesz, a i gdybyś mogła spróbuj skontaktować się z Natsu, bo ja nie mogę. – Lucy kątem oka spojrzała na Natsu, który stał blisko niej, słuchając tego, co mówi sekretarka.
- Dobrze zaraz będę i spróbuję skontaktować się z Natsu. – obiecała, po czym odłożyła słuchawkę. – Słyszałeś?!
- Tak… Idę się zbierać. – i wyszedł przez okno, by dojść do swojego mieszkania.
- Ahhh – westchnęła Lucy – Kiedy on się nauczy korzystać z drzwi. – poszła w stronę łazienki, by się zebrać do „pracy”.


* Dragon Driver – Jeździec z piekieł. – film opowiada historię pięciu ludzi : Acaderii, Mariona, Nanatsu, Meliora i Adalei, którzy zostają wezwani do służby jako jeźdźcy smoków. Według legendy raz na 700 pojawiają się ludzie zdolni ujarzmić smoki, ale zarazem wśród nich jest zawsze dwójka ludzi, którzy próbują wykorzystać swój dar, w celu przejęcia kontroli nad światem. Główni bohaterowie, połączeni nicią przeznaczenia, wędrują do piekła by odnaleźć Smocze Bronie, dzięki którym będą mogli pokonać Black Dragon Driver. (Jakby ktoś chciał, może kiedy napiszę one shota, o ich przygodach J)


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)





piątek, 31 stycznia 2014

- I masz rację, to twarda sztuka, a szczególnie przy porwaniach. – w tej chwili Dareg opuścił głowę – Ona tak często była porywana, że teraz one dla niej nic nie znaczą.
- Przepraszam, ale za bardzo nie rozumiem … - powiedział nieśmiało Natsu. Wstydził się zapytać o taką rzecz, gdyż w głębi serca znał odpowiedź. Dareg spojrzał na niego ze zdziwieniem, po czym westchnął.
- Wiem, że rozumiesz, ale ci powiem. Jestem świadom, że chcesz to po prostu usłyszeć. Za jakieś dziesięć minut będziemy na miejscu, za jakieś pół godziny dobrze tu wojsko. Ale obiecaj mi, że Lucy nigdy się nie dowie o naszej rozmowie. – Natsu spojrzał na niego. Wiedział, że te słowa są na poważnie. Nie chciał mieć kłopotów, więc kiwnął głową. Kuzyn od razu się uśmiechnął – Cieszę się, że się dogadujemy. A, więc wszystko idzie zgodnie z moim planem.
- „Ciekawe, jaki jest jego plan?” – pomyślał Natsu, ale od razu się otrząsnął i zaczął się skupiać na słowach Darega.
- Lucy miała ciężkie dzieciństwo. Kiedy żyła jej matka może nie było tak okropnie, ale gdy zmarła wszystko, całe jej życie zamieniło się w jedno, wielkie piekło. Nie miała przyjaciół, nie mogła nigdzie wychodzić, robić to co chce, była pod stałym nadzorem i nigdy nie miała prawa do własnego zdania. Była córką bogatego faceta i tylko tyle. Gdyby Jude nie chciał jej wydać bogato za mąż, gdyby nie była ona potrzebna, to pewnie porywacze by ją zgwałcili i zabili. W ciągu roku zdarzały się trzy porwania, potem liczba zmalała do jednego, ale to i tak wyryło swoje piętno na jej sercu. – Kuzyn wziął głęboki oddech i umilkł. – Ale pomimo jej siły musimy odbić ! – powiedział po chwili pełen determinacji.
- Oczywiście, że tak – zgodził się z nim Natsu. Samochód się nagle zatrzymał. Oboje wyskoczyli z niego. Natsu szybko naładował broń.
- Czekaj! – zatrzymał go Dareg. – Witaj Erzo, Grayu ! – uśmiechnął się do dwójki ludzi.
- Czemu tak długo ? – warknął do niego z pretensjami Gray
- Spokój! – Erza spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- Mam dla was lepsze zabawki, a szczególnie dla ciebie Natsu. – spojrzał na różowowłosego, który patrzył na niego ze zdziwieniem.
- „Niemożliwe” – pomyślał chłopak. Dareg otworzył pokrywę bagażnika, po czym pociągnął za drążek. Oczom policjantów ukazał się „podręczny” skład broni.
- Powinnam cię aresztować! – odezwała się Erza
- Na te wszystkie zabawki mam papierki, więc się tak nie musisz martwić. – odezwał się kuzyn przeglądając skład broni – Dla ciebie Gray, dwufazowa wyrzutnia. Może być pistoletem, a może wystrzeliwać lodowe pociski.
- Skąd wiedziałeś? – zapytał z niedowierzaniem Gray
- Nie rozumiem … - odezwał się Natsu
- Chodzi o to, że każdy z was zanim trafił do Makarov, przeżył ciężką szkołę życia wynosząc z niej nietypowe umiejętności. – wytłumaczył Dareg – A moim zadaniem jest być dobrze poinformowanym. Dlatego Erza, proszę. Dla ciebie miecz dwuręczny, stworzony z lepszej mieszanek metali, nadających mu twardość, lekkość i jakość. Nawet strzały pistoletów nic mu nie zrobią.
- Naprawdę masz dobrych informatorów. – skomentowała Erza, biorąc w ręce podarek
- A teraz został Natsu, chyba wiesz, co ci dam.
- Tak wiem, ale naprawdę się zastanawiam skąd o tym wiesz ! – spojrzał na niego ostrym wzrokiem. Dareg uśmiechnął się, po czym rzucił mu owiniętą paczkę.
- Dwie katany, Ognisty Salamander. Zabójca, którego ostrze przeniknie każde ciało. Specjalizuje się w wypalaniu ran, które zadaje. Znajomy opis ? – złośliwy uśmieszek w stronę Natsu, przekonał go, że kuzyn Lucy, nie jest jakimś tam biznesmenem, tylko kimś więcej, kimś z kim nie warto zadzierać.
- Natsu, to o ciebie chodzi? – dopytał się Gray zadziwiająco spokojnym głosem.
- Kiedy zaginął Igneel, posiadałem już tę umiejętność, jednak zacząłem ją wykorzystywać w zły sposób. – wytłumaczył.
- Płomyki tworzone przy rękojeści, rozprzestrzeniały się po całych mieczach, tworząc wrażenie, jakby sam demon ich pokonywał.  – odezwał się Dareg, ładując swoje pistolety.
- Co z tytanu? – zapytał się złośliwie Natsu
- Nie tylko … - odparł mu kuzyn.

W tym czasie …

            Lucy siedziała dalej przykuta do krzesła. Zrozumiała, że nie zostało jej nic innego jak tylko czekanie. Dlatego siedziała w ciszy rozglądając się po celi. Nagle do niej wszedł Jose Porla, uśmiechając się szyderczo do dziewczyny.
- Załatwione. – powiedział zadowolony
- Co zrobiłeś? – zapytała się ostro
- Sprawiłem, że ktoś inny będzie musiał sprawować urząd Komisarza Głównego Fairy Tail. – złapał się za głową, robiąc przy tym dziwne miny.
- Masz rację … - zaczęła mówić Lucy, Porla popatrzył na nią dumnie – Zgaduję, że innym zostawiłeś brudną robotę i jeszcze źle. Makarov Dreyar żyje i przekazał innym wiadomość gdzie jestem.
- Ty suko …!!!! – już szedł na nią z zamiarem spoliczkowania jej, gdy nagle…
- BUMMMMMMMM!!!!!!! – usłyszeli wszyscy donośny wybuch.
- Co do ?! – wrzasnął przerażony Jose Porla.
- Przybył ratunek – odparła Lucy – No idź i ukaż swoją potęgę o Wielki Klaunie!
- Denerwować to ty umiesz mała… - skomentował po czym wyszedł – Pilnować jej, a ty Juvia, za mną! – rozkazał.

Wracamy do Natsu …

- Czy to aby na pewno bezpieczne ? – zapytał z niedowierzaniem Natsu trzymając w rękach granat.
- Dla nich na pewno nie J - Dareg uśmiechnął się
- Widać, że ma z tego ubaw… - powiedziała cała trójka równocześnie
- To ja rzucam ! – ostrzegł Natsu tak głośno, że miał chyba nadzieje, że policjanci z komisariatu Phantom Lord go usłyszą. Rzucił, wszyscy zasłonili uszy czekając na wybuch. Bummm!!! Rozległ się głośny dźwięk po całej okolicy.
- Wchodzimy ! – rozkazał Dareg. Cała czwórka weszła równocześnie.
- Tutaj są ! – krzyknął jakiś policjant.
- Za wolno! – rzekł chłodno Natsu, kiedy podbiegł, odbił się od ściany i trafił go w tors. – Nie zginiesz.
- Kogoś załatwili szybko. – z bocznego korytarza rozległ się dźwięk.
- Ja idę tutaj, a wy w drugą stronę. Korytarze Phantom Lord podobno tworzą takie linie, że można je nazwać labiryntem. Możliwe jest też są jakieś niższe poziomy. – wszyscy patrzyli oszołomieni na Natsu, który w ciągu jednej chwili stał się poważnym, dorosłym mężczyzną.
            Cała trójka otrząsnęła się i zaczęła biec.
- Nigdy go takiego nie widziałam. – powiedziała Erza
- Ja też nie, ale lepiej, żeby nikt więcej go takim nie widział. – odparł Gray, na co pozostała dwójka przystała.
            Natsu okręcił katanę trzymaną w prawej dłoni, gdy policjanci się zaczęli do niego zbliżać, ruszył. Odbił się od ściany, po czym kopnął pierwszego policjanta. Kolejny zaczął do niego celować, lecz gdy wystrzelił kulę, chłopak przyjął pozę obronną i końcówką miecza zmienił tor biegu pocisku, trafiając policjanta za nim, który zaczął się podnosić. Wszyscy delikatnie się cofnęli. Natsu splunął śliną w kąt, po czym zaczął powoli iść w ich stronę.
- Głupi, przecież to jeden człowiek ! – krzyknął któryś. Wszyscy na raz popatrzyli się na siebie i pobiegli w stronę Natsu. Ten uśmiechnął się. Pierwszego przeciął w brzuchu, uklęknął, by móc trafił kolejnego w nogę. Szybko podniósł się, podskoczył i robiąc sobie podpórkę z rannego policjanta pobiegł w stronę kolejnych. Nagle wyczuł, że obok niego zaraz przeleci klinga, uchylił się. Gdy spojrzał przed siebie, ujrzał Gajeela, podpartego o ścianę.
- Gajeel Redfox, co za spotkanie. – odezwał się Natsu. Odwrócił się, podniósł miecz nogą i rzucił go w stronę Redfoxa.
- Ghihi, zgaduje, że liczysz na uczciwy pojedynek. – zaśmiał się Gajeel. Spojrzał na innych policjantów. – Idźcie do środka pomagać, ja się zajmę tą wróżką z Fairy Tail. – nie czekał, tylko rzucił się na Natsu. Ogromny miecz starł się z katanami Natsu. Chłopak obrócił się, próbując uniknąć kolejnego ciosu. Redfox skoczył, próbując przeciąć przeciwnika z góry. Natsu odskoczył w bok. Szybko wstał, podbiegł do przeciwnika. Jednym miecze sparował cios, a drugą kataną wymierzył ostrze prosto w brzuch. Ostrze zadrgało.
- Ghihi. – zaśmiał się Gajeel – Mam skorupę zrobioną z metalu, więc twoje wykałaczki mogą się przydać jedynie, na dłubanie w zębach.
- Ach, tak … - odpowiedział spokojnie Natsu, szybko schylając się przy Gajeelu. Zmienił położenie miecza, trzymając go teraz w wzdłuż ręki. – Ale nie przylega całkowicie do ciała? – zapytał się, po czym włożył ostrze pod zbroję Gajeela, raniąc go dotkliwie. Wstał przeskoczył nad nim, podpierając się o jego ramię, a drugą kataną wymierzając cios w kark. Przeciwnik upadł. Natsu oderwał kawałek materiału, podszedł o niego od tyłu i zabezpieczą tylną ranę.
- Nie chcę byś zginął. Za dużo śmierci widziałem. – wytłumaczył Natsu, po czym chwycił Gajeela za włosy i ostro zapytał – Gdzie Lucy?
- Ghihi, sądzisz, że ci powiem. – zaśmiał się, a następnie splunął na Natsu. Chłopak wytarł się i zaczął odchodzić.
- Jak chcesz synu Metalicany. – odwrócił się tylko na chwilę, a zaraz potem go już nie było.
- Kto to był, do jasnej cholery ?! – zapytał wściekły

            Erza, Gray i Dareg biegli, ile tylko sił mieli w nogach. W całym komisariacie było pełno policjantów. Żeby przejść przez mały kawałek drogi, musieli pokonywać wielu przeciwników.
- To koniec waszej wycieczki ! Poddajcie się, Juvia was nie ….  – przed nimi stanęła kobieta o niebieskich włosach. Gray patrzył na nią wściekły, ale to nie to było powodem przerwanej wypowiedzi. – Juvia się poddaje. – powiedziała i zaczęła odchodzić.
- Czy to są jakieś brudne sztuczki Phantom Lord ? Oddajcie nam Lucy! – Juvia zatrzymała się, słysząc słowa Graya.
- Ryzykujecie życie dla niej. – jej całe ciało przesiąknęła niewyobrażalna złość. – Juvia nie pozwoli! – krzyknęła rzucając w nich fiolki z jakimiś środkami.
- Uważniej, to Trująca Juvia, nie wiadomo, co wysyła w stronę wroga. –odezwał się Dareg. Nagle zobaczył, że Juvia pada bez powodu.  – Co się stało ?
- He! – powiedział dumnie Gray – Podoba mi się to cacko ! – rzekł wskazując na broń.
- Będziesz mógł ją zatrzymać, ale … - spojrzał na kilku policjantów celujących w nich, skoczył i strzelił, do nich, trafiając każdego w ramię. – musimy iść dalej.
- Kogóż ja tu widzę … - zatrzymali się. Obok nich pojawił się znikąd Jose Porla. Siedział wygodnie na tronie, mając splecione ze sobą palce.
- Czemu stoicie?! – do pomieszczenia wparował Natsu, który nagle zatrzymał się. – Kim jesteś? – wszyscy padli załamani. Jose Porla zezłoszczony, wstał i z zaciśniętą pięścią, zaczął wrzeszczeć:
- JESTEM KOMISARZEM GŁOWNYM PHANTOM LORD!!!! JESTEM JOSE PORLA, NAZYWANY…
- Cyrkowy Klaun Portek? – powiedział niepewnie Natsu
- Co wy się uparliście z tym przezwiskiem ?! – wrzasnął Portek, przepraszam Porla. – A co mi tam i tak zaraz zginiecie!
- Zabawne … - zaczął mówić Gray, ale przerwał mu kuzyn – Co?
- Nie należy go lekceważyć, pamiętajcie on także należy do „dziesięciu świętych”, tak jak wasz komisarz główny. Nie na darmo dostał ten tytuł … - wyjaśnił Dareg


            Lucy siedziała na krześle, przyglądając się policjantowi, który ją pilnował. Cały czas on patrzył nie na nią, a na pustą przestrzeń więzienną.  
- „Teraz mam okazję” – pomyślała dziewczyna, po czym zaczęła luzować więzy – „Kurcze, chyba je dzieci zaplątywały. Z takich to ja potrafiłam uciekać w wieku dziesięciu lat”
            Gdy już więzy całkowicie się poluźniły, Lucy postanowiła wprowadził swój plan w życie.
- Przepraszam !  - krzyknęła do strażnika
- Co tam ?! – odwrócił w jej kierunku wzrok
- Wiem, żę nie mogę wyjść, ale czy mógłbyś mi zdjąć bluzę, albo chociaż rozpiąć, strasznie tu gorąco ! – powiedziała, po czym wygięła szyją, dając policjantowi impuls do działania.
- Oczywiście, że już idę ! – powiedział, łypiąc na nią zboczonym wzrokiem
- „Typ zboczeńca, idealnie…” – pomyślała. Zaczął do niej podchodzić, gdy był wystarczająco blisko, chwycił za zamek bluzy. Przełknął cicho ślinę i zaczął rozpinać bluzkę. Lucy wykorzystała sytuację, szybko rozwiązała więzy i z dwóch stron uderzyła policjanta rękoma w szyję. Ten padł na ziemię nieprzytomny.
- Łatwizna. – powiedziała dumnie. Szybko rozwiązała, więzy u nóg i zaraz pięknymi linami oplotła strażnica. Wychodząc z celi puściła mu oczko. – Dziękuję … - po czym wyskoczyła zadowolona.


            Cała czwórka stała niecierpliwie i czekała na ruch Porly. Ten tylko uśmiechnięty patrzył na nich, po czym wyjął karabin za tronu.
- Ej, to nie fair! – poskarżyli się równocześnie Gray i Natsu
- A co w życiu jest sprawiedliwe? W prawdziwym życiu, nigdy nie idzie po naszej myśli, dlatego należy być przygotowanym na każdy możliwy scenariusz! – wytłumaczył Jose, celując w intruzów. Gdy już miał nacisnąć na spust, padł.
- Co jest?! – zapytała cała czwórka równocześnie. Za ściany zaczęła się wyłaniać jakaś postać. Trzymała ona w ręku pistolet, którym ogłuszyła Komisarza Głównego Phantom Lord. Podeszła do niego i wymierzyła mu cios prosto w krocze, pozbawiając go doszczętnie przytomności.
- Mówiłem, że sobie poradzi. – skomentował kuzyn
- Cześć! – powiedziała uśmiechnięta Lucy – Przyszliście po mnie?
- Tak, ale widzę, że ty jedna wystarczysz, by pokonać całe Phantom Lord! – rzekł Natsu.
- A teraz spadajmy stąd, zaraz przybędzie wojsko, a lepiej, żeby nie aresztowali nas przez przypadek. Ich przełożony już wie, co się tu stało, więc tylko mają zaaresztować tych porywaczy. – wytłumaczył Dareg, gdy wychodzili z komisariatu
- Ale muszę przyznać, że niezłego zamieszania narobiliście ! – krzyknęła radośnie Lucy- A właśnie, skąd macie tą broń ? – wszyscy pokazali palcem na Darega
- Skarżypyty ! – Lucy wskoczyła na niego i pocałowała go w policzek. – Dziękuję! – potem zwróciła się do reszty – I wam też.
- Ok., ale teraz jedźmy do szpitala. Pewnie staruszek chce cię zobaczyć. – Natsu odkładał broń na swoje miejsce, tak jak inni, gdy zauważyli, że w ich stronę jedzie dwadzieścia wozów wojskowych.
- To nie jest lekka przesada? – wszyscy popatrzyli pytająco na kuzyna, który w efektowny sposób wskoczył do auta. Natsu szybko pobiegł do niego, ciągnąc za sobą Lucy. Gray i Erza pobiegli do swoich aut i wszyscy ruszyli z piskiem opon z miejsca zbrodni.
- Ale to zabawne! – podsumował Natsu
- Jakbyśmy byli w jakiejś komedii. – odezwała się Lucy
- Tak, na jakiś czas fajnie powspominać… - po twarzy Darega, było widać, że oddał się krainie wspomnień i chwil które minęły. Gdyby oni wiedzieli, co wspomina kuzyn, powstrzymaliby go.


            To co wydarzyło się po tym wydarzeniu, to tylko zwykłe i codzienne czynności, ale tylko dla niektórych. Lucy siłą zmuszono do pozostania  w szpitalu na obserwację, o dziwo nawet nikt się nie zapytał co się stało. Makarov przez całe dwa tygodnie wypoczywał, oddając komisariat Mirajene, która miała wszystkiego doglądać w czasie jego nieobecności. Komisariat Phantom Lord został zlikwidowany, a członków posadzono za kratki, obecnie czekają na wyroki… Oprócz dwójki ludzi, która po dwóch tygodniach nieobecności Komisarza Głównego Fairy Tail, ma dostać się w szeregi wróżek.
- Mam dla wszystkich ogłoszenie… - zaczął mówić Makarov – Jestem pełen zdrów, więc teraz obiboki, nie pozwolę wam na sen, póki nie rozwiążemy każdej sprawy. A teraz… - odkaszlnął – Jak wiecie jeden z komisariatów został zamknięty, a jego członków aresztowano. Jednak dwójka z nich z powodu zasług, których dokonali podczas pewnej misji, dostała szansę i mają przejść resocjalizację u nas w gildii. Poznajcie ich.
- NIEMOŻLIWE !!!!! – krzyknęli równocześnie Gray, Erza, Natsu i Lucy.

Ciąg dalszy nastąpi


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)