niedziela, 16 marca 2014

            Levy powoli zaczęła ocierać łzy, czuła się zawstydzona i zażenowana po tym co zrobiła. Bała się spojrzeć Zerefowi w oczy, powoli zaczęła się cofać, jednak zimna ręka mężczyzny chwyciła ją.
- Minęło tyle lat, a ty dalej zachowujesz się jak dziecko! – skarcił ją Zeref, ta odwróciła się i z uśmieszkiem na twarzy rzekła.
- No od kogoś musiałam się tego nauczyć. – po chwili oboje wybuchnę li śmiechem.
- Czasami trzeba odpocząć od trupów i pieniędzy. – Levy uderzyła go w lewy, a po chwili oboje zaczęli się kierować w stronę samochodów.
- A z moją pracą? – nieśmiało zapytała się dziewczyna – No wiesz… niby zostałam przeniesiona do FBI.  – podrapała się lekko po głowie.
- Nie, to akurat było na serio. Będziesz pracowała w FBI. – odpowiedział spokojnym głosem Zeref.
- He?! – krzyknęła zaskoczona – Ale?! Mówiłeś, że to był tylko kawał, że oszukałeś Fairy Tail.
- To prawda, ale faktem jest to, że pracujesz w FBI. – wsiadł do samochodu
- I co mam tam robić? – zapytała przez szybę auta.
- To co zawsze … informować. – odjechał, pozostawiając Levy samą.
- ach … - westchnęła – A myślałam, że wreszcie będę miała urlop. – po tych słowach, sama odjechała. Wiedziała, że jak tylko wróci do swojego mieszkania dostanie dokładne informacje na temat swojego zadania. Bałą się tego, co ją czeka, ale była szczęśliwa, gdyż nie będzie musiała już okłamywać swych przyjaciół.

***

            Wszyscy w komisariacie próbowali zrozumieć sytuację, która chwilę temu się zdarzyła. Mieli doświadczenie i wiedzę, ale nikt nie mógł złożyć realnej opowieści o tym, jak Levy została pracownikiem FBI.
-NIEWAŻNE! – krzyknął na cały komisariat Makarov – Porozmawiam z Levy, jak się nadarzy okazja, a teraz idę szukać jakiegoś nowego patolog.
- LEVY!!!!!!!!!! – jęczeli w niebiosa Jet i Droy – DLACZEGO!???????!?!?!?!
- CISZA! – krzyknął Komisarz Główny. Nagle odwrócił się w stronę okna. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Coś się stało ?  - zapytała się Mirajene, delikatnie dotykając ramię szefa.
- Oj przewidziało mi się. A przygotuj tą żółtą teczkę z napisem „Panienki”, tą najgrubszą. Muszę pójść do tego gówniarza [czytaj : Laxusa] i poprosić go o coś. – zawołał idąc w stronę swojego gabinetu.
- Ej, on naprawdę nazywa tak te teczki ? – dopytał się Natsu
- Najwidoczniej tak.  – odpowiedziała mu Lucy.
- DO PRACY!!! – usłyszeli wrzask za drzwi.
            Makarov wygodnie rozsiadł się na fotelu, zaplótł palce obu rąk i oparł się łokciami o biurko. Westchnął głęboko, następnie popatrzył się w okno, szukając czegoś.
- „Oni już wiedzą” – pomyślał.
- POCZTA! – usłyszał z swojego gabinetu.  Po chwili weszła do niego Mirajene, niosąc w dłoniach przygotowane papiery i małą paczkę.
- Proszę. – powiedziała smutnym głosem i odeszła. Makarov poczekał jeszcze chwilę i gdy dziewczyna tylko wyszła, rozpakował przesyłkę i rozsypał jej zawartość na biurko. Były tam dokumenty, pokryte folia i list. Komisarz Główny chwycił do ręki pismo i zacząć czytać.
Z największymi wyrazami szacunku !

Wiem, że sprawa znalezionego ciała w lesie utknęła w miejscu, a szczególnie po tym, jak wasz patolog został przeniesiony do FBI.
Jako sumienny obywatel, znający swoje patriotyczne obowiązki, zobowiązałem się do oddania dokument, który wcześniej …
Kazałem zabrać. Mam nadzieję, że śledztwo ruszy.
                                  
                                   Pozdrawiam

- „Co jest?”  - Makarov chwycił dokument w ręce i rozerwał otaczającą go folię. Otworzył go i po chwili opuścił. Jego ręce drżały, a oczy były pełne strachu i bólu. Patrzył na leżący dokument i wciąż pojawiające się imię i nazwisko zapisane na pierwszej stronie.- Jak … jak mam mu to powiedzieć? DLACZEGO DO JASNEJ CHOLERY, ZAWSZE MUSZĘ MIEĆ RACJĘ!!!! – krzyknął, po czym uderzył głową w stolik. Złapał się, a po chwili łzy zaczęły mu napływać do oczu. Wstał. Zaczął się rozglądać wokół siebie, po czym popatrzył w stronę okna. Uderzył ręką o blat, chwycił wszystkie dokumenty i wybiegł z gabinetu, krzycząc : - Wszyscy do domów, ale już!!!
- Co się stało ? – pytali się wszyscy, ale nie uzyskując odpowiedzi, zaczęli się pakować.
- Jak myślisz, co się dzieje? – Lucy podeszła do Natsu który siedział zamyślony.
- Nie wiem, ale szefunio musiał coś odkryć. – wyjaśnił dziewczynie. Nagle wstał, jakby coś sobie przypomniał, spojrzał na dziewczynę i po chwili namysłu rzekł – Może pójdziemy na Dragon Drivera?
- A przypadkiem nie zarezerwowałeś biletów na inny dzień ? – zapytała Lucy.
- No tak, ale jak dobrze wiem, to pochodzisz z bogatego rodu i masz znajomości … - niewinnie podrapał się po głowie, a po chwili poczuł, jak Lucy bije go w ramię. – Kurcze, a ja myślałem, że komarów nie ma zimą …
- Ty…- syknęła dziewczyna. Chłopak szybko zrobić zwrot w tył i uciekł. Lucy pobiegła za nim, szybko nakładając płaszcz. Natsu zdążył już wsiąść do samochodu, jednak jego powolne reakcje spowodowały, że zaraz do auta wskoczyła Lucy. – Nie uciekniesz mi tak łatwo! – odpowiedziała rzucając w niego śnieżką.
- Ale zabawne … - powiedział, ze skwaszoną miną. – To co? Jedziemy ?
- JASNE!!! – krzyknęła pełna radości Lucy. – Ciekawe, czy będzie to wierna wersja?
- No nie wiem, zakładamy się? – puścił w jej stronę oczko, dziewczyna złowieszczo się uśmiechnęła.
- Co obstawiasz? – zapytała
- Nie będzie to wierna wersja! – szybko podjął decyzję
- No to ja, że będzie to wierna wersja. – krzyknęła dziewczyna – O co się zakładamy?
- Hmm, jak ja wygram to ty stawiasz obiad, jak nie to ja funduję. Może być ? – spojrzał na nią z ukosa
- Zakład przyjęty!

***

            Makarov pędził do Laxusa, zastanawiając się czy chłopak będzie w stanie pogodzić się z prawdą. Musiał podjąć decyzje, jednak był świadomy tego, że może ona wpłynąć na wielu ludzi, a nawet i więcej. Gdy dotarł pod królestwo wnuka, zatrzymał się. Po chwili zapukał i wszedł.
- Co tam? – już na początku usłyszał narzekania.  Starszy Dreyar zamknął drzwi, po czym podszedł do chłopaka. – Czemu masz taką grobową minę? Ktoś umarł? – Makarov rzucił mu na biurko plik z dokumentami. Laxus zaczął już po nie sięgać, gdy dziadek go powstrzymał.
- Mam do ciebie prośbę … - zaczął mówić – Ale musisz mnie wysłuchać!
- Chyba nie mam wyjścia. – odpowiedział, wygodnie rozsiadając się na fotelu.
- Są tajemnice, które nie powinny wyjść na światło dzienne, ale ukrywanie ich przez lata powoduje, że mogą one przedostać się do ludzi w najgorszym możliwym momencie. Tak było z nimi …
- Z kim ? – dopytał się chłopak
- Laxus, jesteś już dorosły, więc obiecaj mi, że nie przeczytasz ich.  – wziął głęboki oddech, poczekał chwilę i wypowiedział słowa, których tak bardzo się bał. – Zrobisz to po mojej śmierci.
 - Ty chyba nie zamierasz umierać co? Ha ha… - zaśmiał się cicho, ale gdy tylko zobaczył powagę w oczach dziadka, załamał się. Opuścił oczy do dołu, gapiąc się w podłogę – Staruszku jeszcze możesz się doczekać prawnuków, więc nie schodź z tego świata dobrze? Może daj sobie jeszcze z 20 lat?  - Makarov podszedł do niego i oparł swoją rękę o jego ramię.  
- Jestem z ciebie dumny. Obiecaj mi to Laxus, gdyż informacje, które są zawarte w tej teczce dotyczą także ciebie i jej…
- Mamy? – przerwał, podnosząc wzrok na dziadka.
- Tak jej … - zaczął powoli odchodzić. Zatrzymał się tylko na moment, czekając na odpowiedź.
- OBIECAM! – krzyknął Laxus
- Dorosłeś, czyli jednak nie masz jego krwi … na szczęście. – delikatnie się uśmiechną – A, przekaż informację wszystkim, którzy znajdują się na liście. A ten oddzielny dokument dotyczy … - jedynie Laxus zdołał usłyszeć imię i nazwisko osoby, której to dotyczyło – Rozumiesz?
- Tak… - powiedział smutno – Ej dziadek ? Weź jeszcze nie umieraj !
- Postaram się. – odwrócił się, po czym wyszedł mając łzy w oczach.  Laxus spojrzał na teczkę, po czym wrzucił ą do szuflady.
- Ciekawe co zawiera, skoro mój dziadek, może przez nią stracić życie? – zapytał sam siebie. – Wszystko zaczęło się od momentu gdy ona do nas przybyła, czas sprzed 7 lat, który był zatrzymany, znów ruszył, by zebrać kolejne plony śmierci i rozpaczy. Próba, która na nas czeka, będzie trudna, ciekawe, czy wszyscy wrócą z niej cali?  - szybko zaczął przeglądać wszystkie dane, które miał na komputerze. Wszystkie dotyczyły wydarzeń z sprzed 7 lat, jednak co najbardziej martwiło Laxus? Jeden fakt. Wszystkie były powiązane z wydarzeniami sprzed 14 i 21 lat… rok X763, śmierć, wojna, rozpacz i zniszczenie. I powtarzający się ciągły cykl śmierci w tych latach. 7, 7, 7 ,7 …, a wydawało się, że 6 jest liczbą szatana.

***

            Wszyscy biegali, pędzili od jednego do drugiego pokoju załatwiając sprawy, szukając pieczątek, prosząc o podpisy. Jednak jeden pokój zamknięty na trzy spusty, a w nim dwóch mężczyzn i jedna kobieta.
- Mogę wiedzieć, po co mnie wezwałeś? – zapytała nieśmiało Levy – I co tu robi ten kryminalista?! – wrzasnęła wskazując na niebieskowłosego mężczyznę
- Witam ! – zaczął mówić – Jeszcze się nie poznaliśmy. Mam na imię Jellal Fernandes i tak jak ty pracuję dla Zerefa-sama. – wyjaśnił dziewczynie
- Ty papku, to masz naprawdę dziwny gust co do pracowników! – podrapała się po głowie, po czym poszła usiąść na fotel. – To może teraz łaskawie wyjaśnisz mi, dlaczego mnie tu sprowadziłeś?
- Już, spokojnie. – rzekł Zeref – Mam dla was zadania, ale wcześniej się chcę dowiedzieć, czy wykonałeś swoje? – spojrzał na Jellala
- Oczywiście, że tak. Wysłałem dokumenty znalezione przy ciele do Makarova, wraz z listem od ciebie. – odpowiedział mężczyzna.
- Dobrze, a więc teraz wasze zadania. Levy, gdy będziesz pracowała w FBI spotkasz pewnego człowieka, nie bój się z nim rozmawiać, zachowuj się normalnie, gdy do ciebie zagada. On świadomie, bądź nie nam pomoże. – wyjawił zadanie dziewczyny.
- No dobra, ale nie rozumiem, po co ci ja w FBI, skoro masz tam już swoich ludzi. – zapytała się, po czym nastała chwila ciszy.
- Tak, są tam moi ludzie, ale są też tam ludzie Acnologii. – gdy dziewczyna zrozumiała jego słowa, wstała.
- CO!? – krzyknęła – Czego oni tam szukają?
- Tego co my … kluczy. – powiedział krótko, ale te słowa wystarczyły, by zimne powietrze okrążyło cały pokój. Nawet Jellal stał, zmartwiony jego słowami.
- Co się stanie, jeśli je zdobędą? – po chwili odważyła się zapytać.
- Zniszczą wszystko, co stanie im na drodze. Pamiętaj co oni, co my zrobiliśmy… Zdeptaliśmy ambicje Acnologii, jest to chory człowiek, więc wiesz jakie były tego konsekwencje… - Zeref spojrzał z ukosa na dziewczynę. Delikatnie się uśmiechną, po czym założył nogi na stół. – Przez NAS zginęły te dziewczynki, ich rodziny… nawet ona … wszyscy zginęli…
- Pamiętasz? – nagle odezwał się Jellal, opuścił głowę do dołu, starając się unikać wzroku szefa
- Ja wszystko pamiętam, ale nie będę ci tego wypominał. Zabijałeś, bo chciałeś ratować ukochaną i tylko tyle… A ja … ja zabiłem swoją. -  wstał i podszedł do okna.
- Kim ona była? – zapytała się niewinnie Levy
- Niedługo ją poznasz, gdyż to twoje zadanie Jellal … odkopiesz ją, ale nie teraz.
- Dlaczego? – zapytał się zdziwiony mężczyzna
- Bo jeszcze się TO nie wydarzyło. Jeszcze trochę, on tego nie uniknie, jest tego świadomy … Biedny człowiek… - chwycił swój płaszcz i wyszedł.
- O i nas zostawił. – powiedziała po chwili Levy
- To jest właśnie on… - odwrócił się i wyszedł, pozostawiając Levy samą. Dziewczyna poczekałą jeszcze chwilę, po czym podeszła do biurka Zerefa. Spojrzała na zdjęcie, które leżało odwrócone do góry nogami. Gdy zobaczyła, kim jest ta kobieta, z przerażenia krzyknęła.
- Onnn? – zapytała sama siebie, następnie uciekając razem ze zdjęciem. – „Niemożliwe” – powtarzała sobie w myślach. „Czyżby po wydarzeniach, które miały miejsce 21 lat temu? Ale jak? I kiedy?”

***

- Ja… - miała głowę spuszczoną do dołu, szła powoli lekko się zataczając. Nagle delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy, a po chwili krzyknęła – WYGRAŁAMMMMMMM!!!! – ludzie zaczęli się na nią gapić, ale totalnie ich olała i w najlepsze sobie dalej krzyczała.
- Zawstydzasz mnie … - Natsu westchnął głęboko, po czym odsunął się Lucy, udając, że jej nie zna.
- Oj przestań! Teraz stawiasz mi kolację!!! PAMIĘTAJ!!! – zaczęła do niego machać.
- Kurcze, byłem przekonany, że coś zmienią, a tu kicha… - szepnął do ciebie – Szczęście, czy może od kogoś wiedziała ?
- P r z e s t a ń. – przeliterowała słowo, po czym zawiesiła się na nim. – To kiedy obiad?
- achhh. – westchnął Natsu – Może…- Drrr, durr usłyszeli dźwięk telefonu. Lucy wyjęła swój z kieszeni, lecz gdy zobaczyła wyświetlający się numer, nie odebrała.  – Coś się stało ?
- Nie, nic …. – powiedziała smutno – To kiedy jedzonko?
- Możemy teraz gdzieś iść! – odpowiedział jej Natsu. – A gdzie chcesz?
- Do pizzeri!!!! – krzyknęła znowu dziewczyna
- Taka arystokratka do plebejskiej jadłodajni? – zapytał złośliwie chłopak, a odpowiedzią Lucy był kopniak w łydkę
- Tak ! – odpowiedziała biegnąc przed siebie. Odwróciła się i wskazała na niego palcem – A potem zabierzesz mnie do Wesołego Miasteczka!
- Jak dziecko … - skomentował chłopak, po czym ruszył za nią – „Ale czyż nie jestem taki sam ? ” – jego myśli zaprzątały pytania, na które od wielu lat szukał odpowiedzi – „Tyle cierpienia, tyle bólu sprawiło, że obje zamknęliśmy serca. Ciekawe … czy nawzajem odnajdziemy do nich klucze? ”
- SZYBKO!!!! – Natsu uśmiechnął się i pobiegł za nią.  Chłopak szybko zaczął się rozglądać za najbliższym barem z wysoko skażonym żarciem i gdy zobaczył jeden, od razu pociągnął Lucy za płaszcz i zaprowadził ja do niego.
- Może być? – zapytał, gdy byli w środku. Dziewczyna kiwnęła głową, po czym pobiegła zająć miejsce. – „Ciekawe, czemu dzisiaj taka radosna jest? ”
- Coś się stało ? – gdy tylko Natsu dogonił ją, zaniepokojona zapytała
- Eee nic, tylko … tylko jakoś tak wydajesz się być taka radosna… - próbował dobrze dobrać słowa, ale nie potrafił.
- Oczywiście, że jestem! – krzyknęła po raz n-ty (matfiz rozumie! ) – Bo wiesz… - zaczęła tłumaczyć, gdy Natsu usiadł naprzeciw niej – Zawsze oglądałam w domu, jak nastolatki chodzą do kina z chłopakami, potem na pizzę, do Wesołego Miasteczka, na lodowisko … Zawsze chciałam spróbować tak zrobić, ale wiesz jaki był mój ojciec.
- Tak … miałem zaszczyt go poznać … - Lucy delikatnie zaśmiała się. Po chwili podeszła do ich kelnerka.
- Witam, witam. Mam na imię Sherry Blendi, ach ta miłość… - zaczęła mówić
- Wystarczy! – białowłosy mężczyzna przeszył ją wzrokiem i po chwili zamilkła
- Lyon-sama … przepraszam – powiedziała smutno – Czy mogę przyjąć zamówienie?
- Tak, poprosimy … - Natsu spojrzał na mężczyznę stojącego za ladą, po czym wstał i krzyknął – Ty jesteś Lyon Vastia!
- Tak, a co ? – odpowiedział chłodno
- Natsu znasz go ? – zapytała swojego  „przyjaciela ” Lucy
- Natsu … - Lyon zaczął szukać w pamięci tego imienia – Natsu Dragneel ! – krzyknął z przerażenie,
- Ile to już lat minęło, co ? – Natsu zaczął powoli do niego podchodzić.


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)






piątek, 7 marca 2014

- „Wszystko jest tylko małą ulotną chwilą. Myślimy, że możemy być lepszymi, lecz złudna nadzieja, pozostaje taką jaką jest … bez sensu ”
            Mrocznymi ulicami Magnolii, oświetlonymi tylko latarniami, kroczyła postać ubrana w czerń i śmierć. Szum wody zdawał się być tak głośny jak ryk niedźwiedzia, a ona sama wyglądała jak krew dzieciątek niewinnych. Skojarzenia jakie wywoływała ta woda świadczyły o uczuciach, jakie targały osobą, niosącą grozę i mrok.
- „Muszę to zrobić … Bo nikt nie będzie bezpieczny” – myśli jakie zaprzątały jego głowę, były bezlitosne i okrutne, sama świadomość co musi zrobić, była ciężarem, którą z trudem doniesie do końca swych dni.
            Zauważył dwójkę ludzi kryjących się w mrokach doki, powoli zaczął wyjmować za płaszcza Colta 1911, który czekał już od dawna naładowany. Zaczął po cichu zbliżać się do celu, jak bestia do swej ofiary. Delikatnie podniósł ręce na poziom barku, przycisnął palec na spust i już miał strzelać, gdy poczuł czyjąś rękę na swoich plecach.
- Ty … Czy to ty zabiłeś? – za jego plecami stała młoda dziewczyna, nie miał żadnych wątpliwości, kim była ta kobieta. Jednak przez tę chwilę nieuwagi zapomniał gdzie się znajduje. Sekundy, tylko one decydowały o wszystkim, ale i ich było za mało.
- ZABIĆ! – usłyszeli rozkaz, a zaraz po nim serię pocisków lecących w ich stronę.  Mężczyzna tylko uśmiechnął się i stanął przed młodą dziewczyną, osłaniając ją swym ciałem …

            Na komisariacie Fairy Tail, aż wrzało od rozmów i kłótni. Od momentu, gdy wstrzymano sprawę Juda Heartfilii, nie było dnia, by wrzaski zagłuszały telefony, urządzenia Laxusa i skargi Makarova. Każdy policjant i policjantka zachowywali się jak małe dzieci, próbując odkopać skarb, zakopany w ogródku babci.
- I co macie coś? – Makarov, zazwyczaj nieobecny przy sprawach, dziś czekał by dowiedzieć się czegoś o sprawie. Lisanna spojrzała dziwnym wzrokiem na przełożonego i po chwili zastanowienia odparła.
- Jeszcze nic, najlepiej będzie jak pójdzie pan do Levy, ona może już coś ma. – odpowiedziała – „Ta dziwka, zobaczy … jak tylko ta sprawa się skończy, ja z nią skończę! ” – na zewnątrz anioł, a wewnątrz diabeł wcielony. Ludzie nie znali o niej prawdy, nie wiedzieli co się działo z dzieckiem porwanym na dwa lata.  Nikt się nie pytał, nikt się nie zastanawiał … Kim jest tak naprawdę Lisanna Strauss ?
- O BOŻE?! – krzyknął Natsu wchodząc przez próg komisariatu, do głównego pomieszczenia. – Apokalipsa się szykuje czy co ? A może Gray wreszcie zmądrzał, no tak to byłby powód do świętowania …
- Ty… - z zaciśniętą pięścią odpowiedział Gray, gdy usłyszał śmiechy swoich przyjaciół – Jeszcze głośniej bo was nie słyszę!!!
- Oj Gray nie denerwuj się tak, dzieci specjalnej troski czasami potrzebują zaistnieć w tym małym świecie … - odezwała się Lucy, a na co komisariat odpowiedział gromkimi brawami i śmiechem.
- ZAMKNĄĆ SIĘ!!!! – wszyscy przerażonym wzrokiem spojrzeli na Makarova, który wściekły wrócił z powrotem do sali głównej.  – Czy wy nic nie rozumiecie? Mamy tak ważną sprawę, a wam tylko zabawa w głowie ! – policjanci ze spuszczonymi głowami powrócili do swych obowiązków. – Żelazna głowo! – ponownie podniesionym głosem rzekł Komisarz Główny. Wszyscy zaczęli się rozglądać, kto by mógł pasować do tego pseudonimu. Gdy wszyscy uchwycili pasującą twarz, ta zaczęła się rozglądać dookoła ze zdziwieniem, co się dzieje.
- Ja? – zapytał niewinnie mężczyzna
- Tak! Ty do cholery Gajeel, już zabieraj dupę i na dół. Nie chce mi się samemu słuchać Levy! – po czym zaczął iść w kierunku windy. Gajeel spojrzał jeszcze raz na policjantów, jednak wszyscy odwrócili się i ten musiał pobiec do szefa.
- Ej, co się dzieje? – Lucy podeszła do Erzy, już przeglądającej dokumenty, przy swoim biurku.
- Nie do końca wiadomo, ale … - Erza zdjęła okulary, kładąc je na stole. Zaplotła palce u rąk, po czym wzięła głęboki oddech i rzekła – Ktoś, kto zadzwonił na Komisariat w Pietre, powiedział, że to Jude Heartfilia odkopał zwłoki. – Lucy spojrzała na koleżankę przezroczystymi oczami, bez wyrazu i uczucia. – Lucy?
- Wiesz … wcale bym się nie zdziwiła, gdyby żył … - odpowiedziała cicho
- Nie martw się, to raczej nie on, tylko osoba, która dzwoniła. – Erza wyciągnęła z szuflady kasetę z nagraniem i włożyła ją do odtwarzacza – Słuchaj ! – Lucy posłusznie założyła słuchawki i po chwili zrozumiała, co Erza miała na myśli. Po wysłuchaniu z uśmiechem na twarzy oddała sprzęt koleżance.
- Tak, masz rację… - skinęła głową w podziękowaniu, po czym poszła w stronę biurka Natsu, by dowiedzieć się czegoś więcej o sprawie.
- Lucy! – zawołała za nią Erza. Dziewczyna odwróciła się, gdy nagle ujrzała obok siebie czerwonowłosą – Staruszek wie więcej niż ci mówi, ale zastanów się, czy chcesz znać prawdę …- tak szybko, jak się pojawiła, tak samo szybko znikła. Lucy zrozumiała jej słowa, ale nie mogła pojąc skąd Erza wie o jej poszukiwaniach. Nie mając czasu by się zastanawiać ruszyła w stronę Natsu i Graya
- I co macie coś ? – zapytała radośnie
- Nic konkretnego, ale ta sprawa … mam wrażenie… - Natsu zaczął mówić, ale nagle przerwał swoją wypowiedź – Już nic.
- W skrócie, nie mamy nic oprócz zwłok, nagrania rozmowy, miejsca, gzie były zakopane zwłoki i skąd dzwonił ten człowiek … czyli niewiele – podsumował Gray
- Gray-sama Juvia w ciebie wierzy! – podeszła do nich nowo przybyła dziewczyna, która starając się zaklimatyzować na komisariacie, zaczęła zaprzyjaźniać się na początku z Grayam.
- Tak, tak… - odpowiedział obojętnie
- Ej, no co ty? Ona się tu stara, a ty ją tak okrutnie odpychasz! – powiedziała szeptem Lucy
- A co ja ksiądz jakiś, żeby każdego przyjmować do siebie? – zapytał urażony
- Nie, ale widać, że łatwo jest jej nawiązać z tobą kontakt. Pomyśl, mając takiego szefa, jak Jose, dziw, że nie jest psychicznie chora. – wyjaśniła Lucy
- Też prawda. – zgodził się z nią Gray. Dry dry, nagle usłyszeli dźwięk telefonu. Lucy spojrzała na swój i zszokowana tym, kto do niej dzwoni wyszła. Natsu i Gray popatrzyli się na siebie, po czym ze wzruszonymi ramionami wrócili do pracy. – Juvia, jak chcesz możesz przejrzeć dokumenty, własności lasu na przestrzeni lat. – powiedział Gray z lekko zarumienionymi policzkami. Pełna radości dziewczyna, chwyciła teczkę i pognała do swojego biurka.
- Ej, wiesz? – podjechał na krześle do Graya, Natsu – Niby nie jestem specem w tych sprawach, ale mam wrażenie, że jej się podobasz.
- CO?! – krzyknął na cały głos granatowo włosy. Wszyscy popatrzyli się w jego stronę srogim wzrokiem – Co? – zapytał drugi raz, ale ciszej
- I chyba, ty też ją lubisz? – niepewnie wypowiedział swoje spostrzeżenie Natsu
- Jeśli masz czas na takie głupoty, to lepiej bierz się to lepiej bierz się do roboty! – delikatne rumieńce okryły mężczyznę o lodowym sercu, gdy wypowiadał te słowa. Odwrócił się od przyjaciela i powrócił d swoich zajęć.
- „Chyba jednak ją lubi” – pomyślał Natsu
- „Czy ja… ją lubię?” – zapytał sam siebie Gray.

***

- Jestem w pracy! Po co dzwonisz ?! – zapytała się z jadem w ustach Lucy, która stojąc na korytarzu, zaczęła rozmawiać z tajemniczą osobą
- Oj kochanie, proszę nie bądź zła…  - Loki złościli wie odpowiedział złośliwie, po czym dodał – Powinienem się dowiedzieć, co u żonki !
- Zamknij się ! – wrzasnęła dziewczyna – „Po jaką cholerę, ja się zgodziłam na tę propozycję! ”
- Jutro jest spotkanie biznesowe, czyli w skrócie przyjęcie, więc mam nadzieję, że moja żona zaszczyci nas swoją obecnością. Lokiś z kim rozmawiasz? – Lucy usłyszała po drugiej strony głos nie należący do jej „męża”
- Nie! – odpowiedziała stanowczo
- Na pewno ? Jeśli dobrze wiem, rynek nie jest zbyt stabilny i jedna zła transakcja i całą firmę szlak weźmie, a wraz z nią miliony pracowników. Nie chcę być złośliwy… - Lucy czuła ten uśmieszek, jakby był blisko niej - …, ale musisz przyjść dla dobra swojej firmy. Posłuchaj mogę skrócić nasze małżeństwo do … kilku miesięcy, ale ty musisz się w tym czasie postarać, a nie tylko ja!
- Co oni ci zrobili? – zapytała Lucy, ze smutkiem na twarzy. Wspominała zabawy z rudowłosym przyjacielem, który tulił ją gdy płakała, bawił w chowanego, zrywał kwiaty … - Co się z tobą stało?!  - dziewczyna usłyszała tylko ciche westchnienie
- Dorosłem … - odpowiedział spokojnie – Przynajmniej ja. Do zobaczenia, mam nadzieję, że przyjdziesz.
- Loki… - chciała coś powiedzieć, ale chłopak rozłączył się – Co się stało przez te lata? Gdzie jest mój przyjaciel? – szybko włączyła przeglądarkę w telefonie i wyszukała artykuł.

„Rodzina Regulus – Tylko zdrada, czy może więcej …”

Jak wiemy w ostatnich tygodniach doszły nas słuchy o planowanym rozwodzie państwa Regulus. Przyczyny nie są do końca znane, jednak nasz reporter dowiedział się, że pan Regulus jest częstym bywalcem domów publicznych i barów Go-Go.

             Lucy nie mogła dalej czytać, wyłączyła stronę, po czym włączyła kolejną.

„Seks i prostytucja w rodzinie Regulus”

            Wyłączyła stronę, po czym przeglądając tytuły kolejnych artykułów doszła do jednego wniosku.
- Loki … Co ty musiałeś przejść? – wrzuciła komórkę do torebki, po czym wróciła na sali głównej.

***


            Makarovem i Gajeel szli prosto do królestwa Levy, w którym to dziewczyna badała zwłoki. Weszli do środka, gdy nagle usłyszeli dźwięk piły. Spojrzeli na dziewczynę, ta odwróciła się i wymierzyła w ich kierunku włączoną piłkę.
- Nie zabijaj ! – krzyknęli równocześnie mężczyźni
- Nie zamierzam! – odpowiedziała Levy – Co chcecie?
- jejku. – skomentował Gajeel
- Co? – dopytała się dziewczyna
- Nie sądziłem, że takie chucherko może tutaj pracować. Raczej wyobrażałem sobie jakiegoś babo chłopa – Levy włączyła z powrotem piłę, ale po chwili ją wyłączyła, gdy napotkała wzrok swojego szefa.
- Zgaduję, że chcecie poznać wyniki autopsji? – spojrzała na nich delikatnym wzrokiem, oboje kiwnęli głowami. Levy podeszła do blatu, gdzie miała teczkę z dokumentacją.- o dobra, to tak. Wiek zwłok, w sensie, ile leżały w ziemi, nie da się określić. Możemy tylko spekulować.
- A ile im dajesz? – pytanie Makarova zaskoczyło dziewczynę.
- Od 5 do 10 lat. – odpowiedziała szybko. – Są to praktycznie tylko kości. Możemy z nich wyczytać, że był to mężczyzna w średnim wieku. Dziura w czaszce, jasno nam mówi, że zmarł on na skutek postrzału w tył głowy. Okrutna śmierć. Nie możemy wiele powiedzieć. Na pewno na kościach nie ma żadnych szczegółów, oprócz rysy na kości udowej.
- Kości udowej ? – kolejny raz pytanie Makarova zaskoczyło Levy
- Tak, a mogę się dowiedzieć, czemu szef tak bardzo jest tym zainteresowany ? – po minie Makarova, było widać, że nie spodziewał się takiej podejrzliwości u dziewczyny.
- Mam pewne podejrzenia, ale jak na razie nic nie mogę powiedzieć. – odpowiedział mężczyzna
- No dobrze, jak chcesz. Trudno mi powiedzieć więcej, ale jedna rzecz mnie niepokoi. Zazwyczaj w tył głowy strzela się osobie, która ucieka, albo tej, której wymierzana jest kara. Natomiast ta rana sugeruje, że ofiara nie uciekała, ale też nie została ukarana… Może nie została zabita od strzału?
- Póki co nie możemy gdybać, tylko szukać dowodów. – podsumował Gajeel
- Tak… musimy teraz poinformować ludzi … Levy chodź z nami! – zarządził Makarov. Dziewczyna ustosunkowała się do tego, nie odzywając się. Poszla za swoim szefem, do głównej Sali, gdzie Komisarz Główny zaczął wygłaszać swą mowę.  – CISZA! – krzyknął – Mam pewne podejrzenia, co do tej sprawy, ale muszę je poprzeć bardziej konkretnymi dowodami, więc proszę was o jeszcze większe zaangażowanie niż dotychczas. Levy wiele się dowiedziała, więc u niej możecie zasięgać informacji. Dobra robota! – gdy zaczął ją chwalić, Lisanna, która stała w kącie nie wytrzymała, coś w niej pękło.
- CO?! Ta dziwka, która sprzedaje nas ?! – wykrzyknęła na cały komisariat
- O co ci chodzi ? – zapytała się zdziwiona Erza
- A nic… - zaczęła mówić. Levy przeraziła się. Miała się już cofać, gdy nagle palcem wskazała ją Lisanna – Mam dowód, nagranie, gdzie wyraźnie pani patolog sprzedaje informacje obcej osobie.
- Lleevy? Czy to prawda? – Makarov bał się zapytać, bał się znać odpowiedzi.
- Ja… To nie tak ! – krzyknęła – Ja…
- No to może powiesz komu ? – zapytała się złośliwie Lisanna
- Nie mogę…
- Dlaczego wcześniej w takim razie tego nie powiedziałaś? – do rozmowy włączyła się Lucy – Czekałaś na odpowiedni moment by zgarnąć chwałę, ale teraz? Gdy jest ważna sprawa dla samego Głównego Komisarza, ty pozbawiasz go najlepszego patologa w mieście!
- Dla mnie też jest to podejrzane… - odezwał się Gray
- Ja nie znam tej małej, ale… nie sądzę, że z własnej woli by coś takiego by zrobiły – widać było, że Gajeel trzyma stronę dziewczyny. Jednak złość Lisanny zaczęła udzielać się wszystkim i już wiedzieli, że ta sprawa nie pójdzie w zapomnienie. Drrdrrr, Levy usłyszała wibracje na swoim telefonie.
- Ale ona popełniła poważne przestępstwo! – wtrącił się Elfman
- Nikt jeszcze nie usłyszał tego nagranie, więc … - i tak kłótnie rozniosły się po całym komisariacie. Levy skorzystała z okazji i z ukrycia przeczytała SMS, który dostała. „Wiem, jaka jest sytuacja, dlatego odejdź z pracy… Z.”
- „Skąd on wie? Nic z tego nie rozumiem, czy to był jego plan? Wszystko się za szybko dzieje, dlaczego teraz ? ” – pytania zaprzątały coraz bardziej głowę Levy. Fairy Tail stało się dla niej w pewnym momencie domem, którego tak bardzo pragnęła i za którym tak bardzo tęskniła, więc odejście z tego domu, byłoby niczym inny jak ucieczką. Miała cały czas wątpliwości, ale musiała podjąć decyzję, nawet jeśli nie miałaby ona być dla niej odpowiednia.
- Ja! – zaczęła mówić – Ja, chcę … - Dzyń, dzyń… Wszyscy nagle umilkli słysząc dźwięk telefonu. Makarov podszedł i odebrał.
- Słucham? – powiedział. Chwilę nasłuchiwał, co ma do powiedzenia osoba po drugiej stronie, a potem tylko odpowiedział. – Rozumiem. – i odłożył telefon.  – Ej Levy czemu od razu nie powiedziałaś, że rozmawiałaś z agentem FBI? Sam szef do mnie dzwonił! Dostałaś tam pracę!
- F B I ? – dziewczyna dokładnie przeliterowała to słowo – „Co on wyrabia?” – zaczęła się zastanawiać co a odpowiedzieć – A tak przepraszam, że wcześniej nie powiedziałam.
- Gartulujemy! – odpowiedzieli wszyscy, po czym każdy z osobna poszedł podziękować jej za współpracę i pogratulować. Wszyscy byli szczęśliwi z powodu tego wydarzenia, oprócz Lisanny i Levy.
- Dzięki, a teraz pójdę, pewnie ktoś na mnie czeka… - ze spuszczoną głową wybiegła, rzucając swój biały fartuch na ziemię. Założyła na siebie kurtkę i rzuciła się do swojego samochodu. Wyjęła telefon z kieszeni i zadzwoniła do Z. – Co ty do cholery robisz?! – wrzasnęła do słuchawki
- Ratuję ci życie. Gdyby Acnologia się dowiedział, że z nami współpracujesz od razu by cię skrócili o głowę. Pamiętaj jesteś jednym z kluczy.  – mężczyzna spokojnie wyjaśnił dziewczynie sytuację.
- A co z FBI? – zapytała się niepewnie
- Masz załatwione fałszywe papiery, teraz tam będziesz pracować się. Ale wiesz na serio ci z Fairy Tail to idioci, skoro dali się tak łatwo nabrać !
- ZAMNIJ SIĘ! – rozłączyła się, wyrzucając telefon na tylne siedzenie. Włączyła samochód, po czym ruszyła z piskiem opon. Jechała szybko, by dotrzeć, jak najprędzej „do tego miejsca”. Gdy wyjechała zaa miasto, skręciła na wiejską drogę, jadąc prosto nad brzeg morza. Gdy dojechała na skraj lasu.  Zatrzymała się nagle, wysiadła z auta i pobiegła nad zbocze.
- MAMO, TATO … - wrzasnęła w stronę szumiących fal – Przepraszam … - ciche przeprosiny i upadek na kolana. Łzy płynące po kredowych policzkach, usta wykrzywione w wyrazie rozpaczy i bólu. – Mamusiu, tatusiu … - otuliła się własnymi rękoma, wspominając wydarzenia sprzed 14 lat …

14 lat temu …

- Kochanie przestań się wygłupiać, tata prowadzi! – mała dziewczynka bawiła się lalkami, co chwilę rzucając jedną z nich na przód samochodu.
- Dobrze mamusiu! – odpowiedziała radośnie dziewczynka.
- A ty uważaj! Zaraz zacznie się to cholerne zbocze! – skarciła cicho kobieta, swojego męża.
- Nie martw się! Od dziś zaczynamy nowe życie, więc nic … - zaczęli się zbliżać do niebezpiecznego odcinka drogi. Mężczyzna powoli zaczął zwalniać, ostrożniej jadąc - … nic nam tym razem nie przeszkodzi normalnie żyć…- oczy spojrzały na znajdującą się w oddali lufę strzelby skierowanej prosto na niego. Przerażony krzyknął : - CHOWAJCIE SIĘ! – były to jego ostatnie słowa. Pocisk zaczął lecieć prosto na niego. Przebił się przez szybę, trafiając prosto w głowę mężczyzny. Krew rozbryznęła się po całym aucie. Kobieta krzyknęła. Mała dziewczynka zamilkła, jej przezroczyste oczy były tak przerażające, gdy patrzyła, jak samochód spada prosto do morza.
- Mamo … - powiedziała cicho, licząc na ratunek. Nagły plusk wody zagłuszył wszystko. Woda zaczęła się wlecieć przez dziurę w szybie. Matka próbowała rozpaczliwie wydostać dziecko a auta, ale nie potrafiła. Kopała na szybę, by jeszcze bardziej się rozwaliła, ale miała za mało siły. Nagle ujrzała mężczyznę płynącego w kierunku auta.  Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem, licząc na pomoc.  Wszystko się działo w jednej chwili. Kobieta zauważyła, że mężczyzna podaje jej przez otwór pistolet. Uśmiechnęła się delikatnie. Po czym strzeliła obok powstałej wcześniej dziury , kopnęła w punkt i szyba rozwaliła się, wlewając ostro do środka wodę. Mężczyzna wpłynął do środka. Próbował chwycić kobietę, ale ta z uśmiechem na twarzy, podała mu dziecko. Popatrzył na jej nogę i ujrzał, że jest przygnieciona przez fotel. Mężczyzna chwycił dziecko i odpłynął pozostawiając kobietę. Ostatnie spojrzenie na samochód, było wtedy, gdy opadał on coraz niżej na dno. Gdy wypłynął na powierzchnię, szybko podpłynął do brzegu. Wziął kilka głębokich oddechów i przystąpił do reanimacji dziecka. Po kilku próbach usłyszał, że dziecko wypluwa wodę z ust. Odetchnął z ulgą. Jednak gdy tylko zobaczył twarz dziecka, z powrotem ogarnęło go poczucie winy. Podszedł do miejsca, gdzie zostawił swoją marynarkę. Okrył nią dziecko, po czym powiedział jej:
- Mama i tata uratowali cię i teraz dostali nagrodę w niebie. – nie wiedział jak ma inaczej wytłumaczyć całą tą sytuację dziewczynce.
- Mama, tata … - powiedziała smutnie dziewczynka, wypuszczając łzy z oczu.
- Jak masz na imię? – zapytał mężczyzna
- Le… levy – odpowiedziała cicho.
- Dobrze!
- A ty? – zapytała się dziewczynka. Mężczyzna uśmiechnął się, wziął ją na ręce i zaczął iść w nieznanym kierunku.
- Ja, jestem … Zeref. – odpowiedział.
- Mama i tata nie żyją ? – zapytała Levy
- Tak, więc od teraz będę twoim tatą. – delikatne łzy popłynęły po jego policzkach. Spojrzał na dziewczynkę, która zasnęła. Czuł się tak szczęśliwy. – Chociaż raz.. chociaż raz mogłem kogoś uratować. Zeref Dragon, więc ty będziesz od teraz Levy Dragon, ale dla bezpieczeństwa, będziesz Levy McGarden. Jeszcze nie wiesz co cię czeka… - i odeszli …

14 lat później

- Nie martw się … - do płaczącej dziewczyny od tyłu podszedł mężczyzna, delikatnie dotykając jej ramienia.
- Zeref? – niepewnie powiedziała – Co tu robisz? – na początku tylko westchnął, czekając z odpowiedzią.
- Minęło już 14 lat, kochanie… - podszedł na kraniec zbocza patrząc na szumiące morze – Niby piękne, ale zarazem odebrało ci rodziców.
- TO NIE ONO TYLKO ACNOLOGIA! – wrzasnęła podchodząc do niego.
- A, więc chcesz się zemścić?
- Nie! – odpowiedziała stanowczo – o nic nie zmieni, chcę by Acnologia nigdy więcej nikogo nie skrzywdziła.
- Dobrze, tylko musisz mi pomóc. Ok.? – puścił do niej oczko, po czym nagle przytulił.
- Tak, tato … - wtuliła się w niego, wylewając wszystkie łzy na jego koszulę …


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)




piątek, 7 lutego 2014

Do Sali weszła dwójka ludzi, którzy z uśmiechem na twarzy kroczyli w stronę Makarov Dreyara. Lucy, Natsu, Gray i Erza z szeroko otwartymi gębami patrzyli się na nich ze zdziwieniem.
- Czy ja mam tylko takie przywidzenia? – wyszeptał do ucha Lucy, Natsu.
- Muszę cię zaniepokoić, ale ja też ich widzę – odpowiedziała mu.
- Witam mam na imię Juvia Loxar. – przedstawiła się dziewczyna o niebieskich włosach. I cisza. Nagle posępnym wzrokiem popatrzyła się Gajeela, który obrażony nie chciał nic powiedzieć.
- Eee, Mam na imię Gajeel Redfox. – powiedział w końcu, ku uciesze wszystkich zebranych.
-  No to formalności mamy za sobą, a teraz do pracy. A i sprawa Juda Heartfilii, niestety została umorzona. Nie ma dowodów, a władze miasta mają dosyć tej sprawy. – rzucił Komisarz Główny odchodząc do swojego gabinetu.
- Ciekawe, kto i ile zapłacił… -rzekła smutnym głosem Lucy.
- Ty? – do grupki przyjaciół podeszła Lisanna – Oj wiesz, że żartuję.
- Tak, wiem. – odpowiedziała sucho Lucy. Blondynka nie miała zamiaru słuchać dalej złośliwości Lisanny i postanowiła porozmawiać z szefem. Odeszła od dziewczyny, powodując u niej złość. Jednak zbytnio nie przejmowała się tym, gdyż chciała się więcej dowiedzieć, o Juvii i Gajeel.
- Puk, puk – zapukała do drzwi
- Proszę! – usłyszała, po czym weszła do środka. Nie odezwała się słowem. Cicho podeszła do biurka i usiadła na krześle. Popatrzyła się na staruszka, który siedział z lekka zszokowany.
- Dlaczego ?! – zapytała wreszcie. Makarov, odwrócił się, po czym odetchnął z ulgą.
- Zarządzenie wyższego. – odpowiedział spokojnie
- Kłamiesz! – wstała, uderzając rękoma w biurko, tak głośno, że Makarov podskoczył w miejscu
- Lucy, kiedyś może będę mógł ci wyjaśnić, ale póki co nie mogę. – powiedział przerażony.
- Właśnie, później, później i jeszcze raz później! A zadam ci takie pytanie, dlaczego mnie tu zatrudniłeś? He?! – spojrzała na niego posępnym wzrokiem, tak bardzo się przeraził, że wziął chusteczkę i musiał otrzeć czoło z potu.
-Przyjdzie czas na odpowiedzi.
- Jasne! Póki co to otrzymuję same pytania ! Muszę … - nie dokończyła. W całym komisariacie rozległ się dźwięk telefonu, którego nikt nigdy nie lubił słyszeć.
- Znaleziono zwłoki. – wyjaśnił spokojnym głosem Makarov – Coś czuję, że już niedługo dowiesz się wszystkiego. – i wyszedł, zostawiając Lucy samą w gabinecie.
- „Dlaczego tak zawsze jest? ” – zapytała siebie w myślach. Popatrzyła jeszcze raz w stronę biurka, po czym wyszła.



            Czarne smugi ciemności okrywały cały las Magnolijski, który swym pięknem i spokojem przyciągał w dzień turystów i tubylców. Jednak kiedy nastawała noc, cisza ogarniała każdy skrawek, każdą małą szczelinę lasu, dodając mu uroku i tajemniczości. Ludzie bali się tam chodzić, stare przesądy, które przetrwały wieki, wciąż budziły lek i przerażenie. Tym razem było inaczej. Było słychać kroki. Przez leśną ścieżkę kroczył mężczyzna, trzymając w dłoniach łopatę i czarną teczkę, której zawartości można się było tylko domyślać.

31 grudnia X784, godzina 00:35
Witaj !
Dostałeś zadanie by odkopać zwłoki.
Dokładnie o tej godzinie przybądź do lasu Magnolijskiego,
Podejdź pod Pomnik Przyrody – Wielka Huba.
Gdy będziesz obok niej,
Idź !
3 kroki do przodu, skręć w lewo i idź w stronę księżyca,
Zrób 14 kroków
Zatrzymaj się i stwórz gwiazdę(PS. Jak ktoś zrozumie to 100 punktów)
Wykop dół o głębokości ok. 1 metrów.
Znajdziesz zwłoki.
Załóż rękawiczki, zabierz wszystkie dowody,
 ale samego ciała nie ruszaj.
Gdy skończysz oddal się.
Podejdź pod budkę telefoniczną przy starej stacji kolejowej.
Będzie tam komórka,
Zadzwoń na komisariat w Pietre (jedno z miast Fior)
Oni skierują sprawę do Fairy Tail
Czekaj na dalsze instrukcję.
Liczę na ciebie Jellal
Zeref J

PS. Zniszcz tę wiadomość.

            Po przeczytaniu instrukcji, od razu wyjął zapalniczkę z kieszeni, po czym podpalił wiadomość. Czekał, aż spali się do końca. Gdy to się stało ruszył w stronę wyznaczonego miejsca. Zrobił tak, jak mu kazano, znalazł pomnik przykroi, zrobił tyle kroków, ile było potrzebne i ruszył za księżycem.
- „Ciekawe, czy był pewny, że księżyc będzie świecił?” – ironicznie pomyślał mężczyzna, następnie skupiając się na swoim zadaniu. Gdy doszedł na miejsce, zdjął z siebie kurtkę i zawiesił ją na gałęzi. Podciągnął rękawy, ustawił latarkę ,tak by ta świeciła  mu na miejsce jego pracy. Zaczął kopać. Z pozoru wyglądająca na łatwą czynność, okazała się ciężkim zajęciem, które wydawało się nie mieć końca. Jellal sapiąc kopał, aż w pewnym momencie nie natrafił na coś co mogłoby wyglądać na człowieka. Spojrzał, były to już kości obleczone szczątkami ubrań. Mężczyzna odrzucił narzędzie pracy na bok, włożył rękawiczki i zaczął odgarniać ziemię. Po kilkunastu minutach, całkowicie ukazały się zwłoki. Zaczął dokładnie mu się przyglądać. Zauważył, że na środku głowy jest mały otwór. Znał się na tych sprawach i wiedział, że nie była to rana wlotowa.
- „Strzał od tyłu, co za bydle było coś takiego w stanie zrobić?” – pomyślał, po czym się zaśmiał – „Ja” – odpowiedział sam sobie. Po chwili ogarnął się i zaczął przeszukiwać pozostałości kieszeń. Zszokowany zauważył, że nic tam nie było. Zaczął odgarniać ziemię dookoła, aż znalazł dowód, obleczony dookoła jakąś folią.  – „Czy oni zostawili to specjalnie ? ” – zaczął sprawdzać dokument, lecz kiedy natrafił na nazwisko zamurowało go.
- To … niemożliwe. – powiedział na głos. Przerażonym wzrokiem popatrzył na zwłoki. Nie rozumiał, dlaczego akurat je miał odkopać, ale był szczęśliwy, że to zrobił. – Tak, ten człowiek, powinien mieć swoją  sprawiedliwość. – odwrócił się i poszedł po łopatę, następnie kierując się w stronę budki telefonicznej. Idąc przez las rozmyślał nad swoim życiem i nad tym, czy uda mu się przetrwać w mafii. – „Chciałbym po prostu żyć szczęśliwie” – pomyślał, nagle przewrócił się. – Auu – powiedział na głos. Odwrócił się i spojrzał, dziwne ślepia gapiły się na niego. Skierował w ich kierunku latarkę. Odetchnął z ulgą, gdyż ujrzał króliczka. – Haha, jakie zabawne. – zaśmiał się, po czym zaczął się podnosić. Gdy całkowicie wstaną, postanowił ruszyć dalej. Ku jego zdziwieniu ukazała się krawędź lasu i oddali stojąca budka telefoniczna. Przyspieszył kroku, zwalniając dopiero, gdy dotarł do celu. Zaczął się rozglądać, gdy nagle ujrzał wieszak, na książkę telefoniczną. Okazało się, że była na nim zawieszona złożona karteczka.

Hej!
Widzę, że udało ci się.
Masz teraz zadzwonić na komisariat w Pietre.
Oni skierują sprawę do Fairy Tail, ale dopiero z rana.
Teraz zadzwoń i powiedz.
„Znalazłem rozkopane zwłoki w lesie Magnolijskim
Proszę pomóżcie, tu nadal jest ten, kto je rozkopał
Kojarzę go, to Jude Heartfilia, na pewno.
Widziałem go w telewizji.”
Kiedy zapytają kim jesteś, krzyknij.
„On tu idzie”
I się rozłączyć.
Użyj urządzenia, które leży na półce.
Zmieni ono twój głos.
Będzie zabawa …
Powodzenia !
Zeref J

- Mam wrażenie, że jest to dla niego fajna zabawa. – powiedział do siebie Jellal, po czym zaczął wykręcać numer, mając do ust przystawione urządzenie.
- Słucham, Komisariat w Pietre! – odezwał się mężczyzna po drugiej stronie słuchawki
- POMOCY! – krzyknął Jellal, głosem, który rozpoznał od razu - Znalazłem rozkopane zwłoki w lesie Magnolijskim.
Proszę pomóżcie, tu nadal jest ten, kto je rozkopał. Kojarzę go, to Jude Heartfilia, na pewno. Widziałem go w telewizji
- Proszę się uspokoić i podać swoje dane, oraz miejsce  w którym się pan znajduje! – powiedział spokojnie mężczyzna, próbując „uspokoić ” Jellala
- ON TU IDZIE!!! – rzucił słuchawką. Po czym padł na ziemie, śmiejąc się. – Kurcze, bawię się, jak jakieś dziecko ! – powiedział radośnie.  Wstał, popatrzył na urządzenie i na kartkę. Papier wziął do ręki i spalił,  a zmieniać głosu, włożył do kieszeni. Po kilku minutach spostrzegł, że do budki, podjeżdża czarna limuzyna. Staje, boczne okno otwiera się. Jellal spogląda na swojego pracodawcę, który szczerze się uśmiecha.
- Zadanie wykonane! – mówi po chwili Jellal
- Bravo! A teraz wsiadaj! – zarządza Zeref, który cały czas patrząc na Jellala, wymyśla dla niego kolejne zadanie.
- Mam tylko takie pytanie… Skąd wiedziałeś, że jego tam zakopali? – Jellal odważył się zapytać, kiedy wsiadł do auta, które po chwili odjechało.
- Po prostu wiem, mam swoich ludzi, nawet w Acnologii.  – odpowiedział spokojnie. – Niedługo się zacznie, już prawie wszyscy są razem.
- Jeszcze trzech. – poprawił Jellal
- Dwóch nie jest potrzebnych, ale się spotkają. Gorzej z trzecim. Jest to typ samotnika, ale zrobię wszystko by go przyprowadzić do nich, jeśli będzie trzeba. 
- To jakie jest moje kolejne zadanie?
- Na razie nic. Ale nie będziesz czekać długo, ta sprawa zbyt długo siedziała zagrzebana w ziemi. ZEMSZCZĘ SIĘ !!! OBIECUJĘ  … - imię zagłuszyć dźwięk syren policyjnych jadących w stronę miejsca, gdzie zostało zakopane ciało. – Szybcy …


            Była to godzina poranna, kiedy to jeszcze na komisariacie Fairy Tail, nie było życia. Jedynie samotna Mirajene, pilnowała telefonu i porządkowała dokumenty. Nagle rozległ się dźwięk w całym budynku. Dziewczyna spokojnym krokiem podeszła do telefonu i odebrała go.
- Słucham. – na początku cisza.
- Witam! Tu Komisarz Główny Lamia Scale. Wieziemy do was zwłoki! – rozłączyła się. 
- Chyba powinnam zadzwonić do pana Dreyara. – rzekła uśmiechając się delikatnie. Podniosła słuchawkę, wystukała numer. Czekała aż ktoś odbierze, gdy to się stało usłyszała zmęczony i jeszcze zaspany głos Głównego Komisarza Fairy Tail.
-  Słucham ? – powiedział mężczyzna
- Dzień dobry, tu Mirajene. Właśnie dzwoniła pani Komisarz  z Lamia Scale. Twierdzi, że wiozą do nas zwłoki. – na początku nie uzyskała odpowiedzi, ale gdy usłyszała dźwięk spadającego ciała, zrozumiała, że do Makarov dotarły jej słowa.
- ZARAZ BĘDĘ! POINFORMUJ WSZYSTKICH! – krzyknął, rozłączając się.

            Właśnie wstało pierwsze słońce 29 grudnia X784, Lucy Heartfilia powoli wstawała z łóżka, gdy do jej pokoju wpadł, dosłownie, Natsu Dragneel.
- Kiedy śniadanie? – zapytał uśmiechnięty.
- Nawet nie dajesz mi wstać z łóżka! – krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Oj nie marudź! – zaczął biegać po pokoju, pełen radości i szczęścia.
- Czy coś się stało ? – dopytała się Lucy, zaniepokojona zachowaniem chłopaka – Dziwnie się zachowujesz, no raczej dziwniej niż zawsze.
- A tak! Dowiedziałem się, że w kinach będą puszczać remake mojego ulubionego filmu z lat 70 , Dragon Driver – Jeździec z piekieł * . – wyjaśnił dziewczynie, która zamilkła.
- Ż…żartujesz? – zapytała  
- Nie! – odpowiedział szybko
- IDĘ REZEROWAĆ BILETY! – krzyknęła
- Już zarezerwowałem. – pomachał jej przed nosem, paragonem z kina.
- A skąd wiedziałeś, że ja też będę chciała iść? – zaplotła ręce na piersi, czekając na odpowiedź.
- Nie wiedziałem, po prostu siłą bym cię na to wziął. A teraz śniadanie! – i pognał do kuchni. Lucy westchnęła i po chwili poszła za nim. – Kto jest twoim ulubionym bohaterem?
- Hmm, chyba Adalei. – odpowiedziała po zastanowieniu Lucy
- Żartujesz? Dziewczyna zakochana w Marionie, która poświęca wszystko by go uratować ? – popatrzył na nią zszokowany
- Po prostu. Zawsze podziwiałam ją właśnie za to. Była oddać wszystko, dla swojego ukochanego. Ale wiesz co, wierzę, że tak się wszystko nie zakończyło… Oj nie ważne, a twój który ulubiony?
- Chcesz być taka jak ona. Adalei była dziedziczką fortuny, ale była w stanie pokonać przeciwności losu i wyruszyć w podróż z przyjaciółmi. Zakochała się, pomimo tego, że nigdy nikt nie dał jej zrozumieć czym jest miłość. – Lucy patrzyła na niego zszokowana. Nie potrafiła wypowiedzieć nawet słowa. – Wiem, że jestem głupi, ale kiedy trzeba mogę się zdobyć, na parę mądrości. – nie odpowiedziała.- Moim ulubionym jest Melior, który do końca trwał w przekonaniu, że może zmienić świat nie zabijając drugiego człowieka. I jak skończył ?
- Okrutnie…. – podsumowała Lucy
- Mam nadzieje, że przynajmniej ja tak nie skończę. – Lucy postawiła mu przed nosem talerz z kanapkami, które zaczął zajadać.  Oboje dokończyli śniadanie w ciszy.
- Dziękuję – powiedział Natsu, kończąc posiłek.
- Proszę. – Lucy podeszła do zlewu, wstawiając do niego talerze. – Masz rację. Zawsze żyłam tylko marzeniami, a teraz kiedy mam szansę na ich spełnienie, chcę to zrobić! Chcę wyjść za mąż, mieć dobrą pracę, piątkę dzieci, dożyć starości, razem z ukochanym i mieć wiele wnuków ! Czy nawet tego nie mogę mieć ? – Natsu delikatnie się uśmiechnął, podszedł do niej i pogłaskał ją po głowie.
- Jeśli zechcesz twoje marzenia się spełnią. – Lucy zarumieniła się. Zaczęła rozglądać się po kuchni, szukając czegoś, o co mogłaby się zapytać Natsu. Chciała jak najszybciej uniknąć tej stresującej sytuacji.
- Eee, a właśnie, skąd umiesz tak posługiwać się mieczami ? – zapytała, Natsu odsunął się od niej, zmieszany. – Czy coś się stało ?
- Nic, tylko jak ci powiem, możesz zacząć uznawać mnie za potwora… - wyjaśnił jej spokojnie. Lucy pomyślała. Wiedziała, że to co może usłyszeć, nie jest niczym dobrym, ale chciała wiedzieć.  
- Ja… Kiedy byłem mały ojciec… - nagle rozległ się dźwięk telefonu. Lucy miała ochotę go wziąć i wyrzucić go przez okno, ale uspokoiła się i podeszła do niego by odebrać.
- Halo ? – powiedziała
- Lucy musisz szybko przyjechać na komisariat ! – rozpoznała po głosie, że to była Mirajene
- Co się stało ? – zapytała zaskoczona Lucy
- Wszystko się wyjaśni, jak dojedziesz, a i gdybyś mogła spróbuj skontaktować się z Natsu, bo ja nie mogę. – Lucy kątem oka spojrzała na Natsu, który stał blisko niej, słuchając tego, co mówi sekretarka.
- Dobrze zaraz będę i spróbuję skontaktować się z Natsu. – obiecała, po czym odłożyła słuchawkę. – Słyszałeś?!
- Tak… Idę się zbierać. – i wyszedł przez okno, by dojść do swojego mieszkania.
- Ahhh – westchnęła Lucy – Kiedy on się nauczy korzystać z drzwi. – poszła w stronę łazienki, by się zebrać do „pracy”.


* Dragon Driver – Jeździec z piekieł. – film opowiada historię pięciu ludzi : Acaderii, Mariona, Nanatsu, Meliora i Adalei, którzy zostają wezwani do służby jako jeźdźcy smoków. Według legendy raz na 700 pojawiają się ludzie zdolni ujarzmić smoki, ale zarazem wśród nich jest zawsze dwójka ludzi, którzy próbują wykorzystać swój dar, w celu przejęcia kontroli nad światem. Główni bohaterowie, połączeni nicią przeznaczenia, wędrują do piekła by odnaleźć Smocze Bronie, dzięki którym będą mogli pokonać Black Dragon Driver. (Jakby ktoś chciał, może kiedy napiszę one shota, o ich przygodach J)


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)