czwartek, 15 maja 2014

            Siedział na sofie, z rozłożonymi na całej długości nogami. Co kilka sekund sięgał go pojemnika z chipsami, podjadając je. Siedział już tak od 4 h oglądając raz jakieś anime, a raz przeglądając wiadomości z roku X777, próbując się czegoś dowiedzieć.
- I co Happy ? – zapytał niebieskiego kotka siedzącego obok niego. Pogłaskał go jedną ręką, po czym wrócił do oglądania – Coś mi w tym wszystkim nie pasuje … Może i wszystko łączyło by się w jedną całość, ale za cholerę nie pasują mi te spotkania. – rzekł do samego siebie – Jeśli uczestniczyli w nich rodzice tych dziewczynek, to czemu … hmmm … - podrapał się po głowie – Możliwe, że ten Dareg coś wie, lepiej on może wiedzieć wszystko, ale ciężko mi jest jego o cokolwiek wypytywać, skoro i tak nie dowiem się całej prawdy.  Szkoda, że ty mi nie powiesz … Ty jesteś jak Niemy Świadek w powieści Agathy Christie.- popatrzył się na telewizor bacznie słuchając tego, co mówi prezenterka. Jednak nic nie zwróciło jego uwagi … nic szczególnego.  – Właśnie … Dlaczego nic więcej nie mówią? – wziął do ręki szklankę z wodą, napił się łyka po czym wyciągnął rękę by ją odstawić. Spojrzał jeszcze raz na ekran, szklanka wyśliznęła mu się z ręki i rozbiła na tysiące kawałeczków, rozprzestrzenionych po całym pokoju.  – Co … on … tam robi ? – Natsu zatrzymał nagranie, po czym szybko spojrzał na jego datę. 1 czerwca X777. Załamany zaczął się rozglądać po pokoju. – Wendy, ale … co on wtedy ? Dlatego ? – Cofnął nagranie i jeszcze raz, od początku obejrzał dokładnie nagranie, jeszcze raz i jeszcze. – On tam stoi… - ukryty w cieniu budynku, oparty o ścianę stał Dareg Froze i płakał patrząc na dziewczynkę zabieraną przez ratowników.  Nawet nie próbował wytrzeć kryształowych kropelek spływających po jego policzku. Tylko patrzył i nic więcej. –Dlaczego on wtedy tam był ? Przecież to nie on zgwałcił, więc … - wstał – CHOLERA!!! – krzyknął na całe mieszkanie – Teraz to już totalnie się pogubiłem! – opadł na sofę. – Musze coś z tym zrobić … Tylko co ?

Miejsce niedaleko domu Darega

            Lucy powoli szła widząc przed sobą człowieka, który zamordował jej matkę, który bezlitośnie wbił jej kulkę w czoło, który pozbawił ją jedynej osoby, którą kochała….
- „Gdzie on idzie?” – pomyślała dziewczyna. Zaczęła się rozglądać, po chwili zastanowienia odkryła miejsce docelowe tego człowieka. – „Idzie w kierunku doków…Nie mam wątpliwości, ale … Po co on tam idzie?” – nagle odwrócił się, dziewczyna szybko schowała się za drzewa. Bała się wychylić, nie była pewna do czego może być zdolny ten morderca.  –
„Pamiętam, jak o tym rozmawiałam z moim kuzynem.”

(PS. Jakby ktoś nie wiedział ta rozmowa miała miejsce w Odcinku 9)

- Co takiego wspaniałego zrobiłem, że zasłużyłem na wizytę mojej ukochanej kuzynki? – powiedział kuzyn widząc Lucy, która stała w progu.
- Wiesz o co chodzi ! – krzyknęła uderzając dłońmi o blat biurka.
- Za bardzo angażujesz się w tę sprawę … - powiedział spokojnie mężczyzna poprawiając krawat.
- Do jasnej cholery !!!!!!! Mój ojciec możliwe, że jest członkiem Acnologia, siedzi teraz w więzieniu za zabójstwo Virgo i powinien …- zamilkła
- Ja wiem o czym ty nie wiesz, ale ja za to nie wiem o pewnej sprawie … Myślałem, że nie pamiętasz, ale widzę, że się myliłem – powiedział ze stoickim spokojem Kuzyn
- Ja nie chcę pamiętać …
- Wiem, ale … nie sądzisz, to dobra wymiana informacji. – Lucy popatrzyła na kuzyna. Usiadła na fotelu i zaczęła mówić. Gdy skończyła opowiadać małą część swojego dzieciństwa, rozpłakała się. – Nie wiem co mam robić! – Dareg wstał, podszedł do niej i przytulił ją.
- No już … ciii – pocieszał ją – Layli nikt nie zwróci życia, a ty nie możesz niszczyć swojego.
- Ale ja pragnę zemsty! – krzyknęła.
- Wiem, każdy ma swoją własną małą zemstę w swoim sercu, ale czy to znaczy, że każdy musi ja wykorzystać ? – powiedział jej patrząc prosto w jej oczy – Twoja matka była wspaniałą kobietą, która do końca powierzyła się sprawie, którą uważała za słuszną. Powinnaś być z niej dumna, a ten chłopak ? To było jeszcze dziecko, on sam pewnie nie wiedział co czyni. Posłuchaj skoro ty miałaś wtedy niepełne 14  lat, to on mógł mieć ile ? 15,16  ? To było dziecko, więc …
- JAKIE DZIECKO?! NIE! – sprzeciwiła się – TO BYŁ URODZONY MORDERCA!
- Pamiętaj nikt nie rodzi się mordercą, nikt nie rodzi się gwałcicielem, nikt nie rodzi się do robienia złych czy dobrych rzeczy. – próbował ją przekonać. – To czas sprawia, że z czasem nasze życie wybiera drogę, po której chce kroczyć.
- Ale … ja chcę zemsty!!! – krzyknęła ponownie.
- Jak miał na imię ? – zapytał się po chwili.
- Je… Jellal. – bała się, czuła niepojęty lęk, nie chciała wypowiadać tego imienia, ale musiała. 
- Dobrze … postaram się go znaleźć, ale nic nie obiecuję. Możliwe, że już od dawna nie żyje. – obiecał jej. – Tylko mam do ciebie pytanie ?
- Jakie ? – zapytała niechętnie
- Czy gdy będziesz stała przed nim, trzymając w ręku pistolet, to czy pociągniesz za spust ? – nie chciała odpowiedzieć, odwróciła głowę, cały czas płacząc. – Czy będziesz w stanie zabić człowieka ? Przecież ty nie jesteś mordercą…
- Pewnie nie zabiję … ale tylko chyba. – odpowiedziała mu, po czym wstała, otarła oczy rękawem bluzki i wyszła, zatrzaskując drzwi.

            Lucy cały czas patrzyła na mordercę swojej matki, nie wiedząc co robić. Nie miała broni, nie miała sił by się z nim zmierzyć, ale chciała wiedzieć. Chciała zabić. Nieprzeniknione pragnienie mordu ogarnęło całą dziewczyną, nigdy nie czuła się tak bestialsko.
- „Mamo … co mam zrobić?” – próbowała w swoim umyśle usłyszeć odpowiedź na to pytanie, jednak nikt nic nie chciał powiedzieć. – „Dlaczego to się wtedy wydarzyło? ” – zapytała siebie ponownie i wtedy wspomnienia powróciły ze zdwojona siłą, ten ból, to cierpienie, ta rozpacz i te oczy…

14 lat temu

            Siedziała w limuzynie obok matki, która oglądała świat za szyby, ojciec wciąż przeglądał jakieś dokumenty. Nie wiedziała, gdzie jadą, po prostu kazał jej i Layli wsiąść do samochodu. Dziewczynka miała złe przeczucia, ale nic nie mogła zrobić.  Po prostu siedziała i czekała, na to co ma się wydarzyć.
 - Jude … - nagle odezwała się Layla. Lucy aż podskoczyła z wrażenia, nie mogąc zrozumieć dlaczego matka odważyła się na taki krok.
- Co chcesz kobieto ?! – zapytał się ostro, dając jasno do zrozumienia, że nie chce by ktoś mu przeszkadzał
- Gdzie jedziemy ? – Lucy chciała przerwać mamie, zrobić wszystko by zamilkła. Tak się bała, że coś się stanie, jednak ojciec spokojnie na nie spojrzał i z uśmiechem na twarzy odpowiedział:
- To niespodzianka moje drogie. – Lucy odetchnęła z ulgą.
- „Czyli to moja wyobraźnia” – wyjaśniła sobie, jednak po chwili jeszcze większe dreszcze przeszły całe jej ciało – „On nigdy tak się do nas nie odzywał.” – popatrzyła się w stronę ojca, po czym szybko odwróciła wzrok. – „Boję się…” – pomyślała.  Nagle samochód zatrzymał się przy starej fabryce części samochodowych. – Coś się stało ? – zapytała się na głos, po czym ugryzła się w język.
- No właśnie co się dzieje?  - do pytania dołączył Jude. Drzwi się otworzyły, zobaczyli, że obok nich stoi szofer
- Przykro mi, proszę państwa, ale samochód uległ usterce i będę zmuszony pójść zadzwonić po pomoc, lecz w tym miejscu nie ma zasięgu.  – wyjaśnił im.
- Nic się nie stało, poczekamy … Laylo, jak widzisz jest tutaj mały lasek, może zechcesz się wybrać ze mną na spacer? – zapytał delikatnie Jude
- Oczywiście. –zgodziła się z uśmiechem na twarzy. – Kochanie proszę zostań w aucie, tata i mama chcę chwilkę dla siebie. Dobrze? – Lucy kiwnęła głową. Po chwili Layla przytuliła córeczkę, szepcząc jej do ucha – Kocham cię. – wyszła z samochodu. Po policzkach dziewczyny spływały łzy.
- Mamo … - powiedziała cicho. Rozejrzała się dookoła, poczekała chwilę, aż szofer zniknął za zakrętem, po czym cichaczem wyszła z limuzyny. Skierowała się w stronę rodziców, starając się jak najciszej dostać do miejsca ich pobytu. Gdy dotarła ujrzała pięciu mężczyzn stojących wokół jej matki, młodego chłopaka i jej ojca głupkowato uśmiechającego się w stronę żony.
- Gdzie on jest ? – zapytał
- Co ? – Layla popatrzyła na niego z goryczą w oczach. Jude dał znak jednemu z mężczyzn, który podszedł do kobiety, rzucił ją na ziemię, rozerwał suknię na plecach, chwycił bicz i zaczął ja bić.
- Coś czuję, że gwałt ci nic mi nie da, skoro ty i tak jesteś największą dziwką na świecie. – podszedł do niej, chwycił za włosy i podniósł głowę. – Ty suko! – zaśmiał się – Wiesz, że po twojej śmierci Lucy będzie tylko na mojej łasce? A, wiesz co to znaczy ? Znajdę jej tak cudownego męża, że będzie przynosiła do domu miliardy kryształów!
- Zostaw moje dziecko! – rzekła przez zęby Layla. Jeden z mężczyzn podszedł z naostrzonym prętem, zatrzymał go nad ręką kobiety. 
- Oj zostawię … do czasu. – spojrzał jej prosto w oczy – A teraz jestem ciekaw jak bardzo ją kochasz ? – Lucy siedziała w krzaka przyglądając się sytuacje ze łzami w oczach. Nie mogła nic zrobić, za bardzo się bała. Z trzęsącymi się rękoma mogła tylko czekać na to co ma się wydarzyć.
- Dlaczego ? – zapytała Layla. Jude kiwnął głową, mężczyzna z całą siłą wbił metalowy przedmiot w dłoń kobiety. Ta wygięła się z bólu, jednak mocno zaciskając zęby, zdusiła w sobie krzyk. Upadła, głośno sapiąc. Spojrzała na przebitą, krwawiącą dłoń.
- Pytałaś o coś ? – powiedział z drwiną – Bo dowiedziałem się prawdy, a jej nie mogę tolerować. Będę udawał, będę zabijał, będę kłamał, będę robić wszystko by to znaleźć i by ukryć prawdę, a ty w tym mi nie przeszkodzisz! – zwrócił się w stronę mężczyzn. – Podnieście ją! – wyjęli jej powoli pręt z dłoni i unieśli. Odwrócili ją tyłem do Juda. – Rób swoje … - szepnął na ucho chłopakowi, który stał obok i patrzył na wszystko niewzruszony.
- Tak jest. – odpowiedział.
- Może po tej sprawie pozwolę jej wyjść JELLAL. – rzekł głośniej Jude. Chłopak wyjął za płaszcza czarny Colt 1911, wymierzył prosto w głowę kobiety. - Jakieś ostatnie słowo ? – zapytał Heartfilia. Layla obróciła lekko głową i spojrzała na młodego chłopaka, który w nią celował.
- Wybaczam ci … - powiedziała cicho, tak bardzo, że Lucy nie była w stanie usłyszeć tych słów. Strzelił. Lucy podskoczyła, lekko krzycząc. Szybko zatkała usta, modląc się, by nikt jej nie usłyszał. 
- Słyszałem cichy krzyk. – powiedział Jellal
- „Nie, nie, nie, nie…”- powtarzała w myślach Lucy, mając łzy w oczach.
- Wy ją zakopcie! – rozkazał Jude – A ja pójdę sprawdzę.
- Tam! – Lucy to zaskoczyła, wskazał w przeciwnik kierunku, to tego w którym się znajdowała. Gdy jej ojciec oddalił się, zaczęła się czołgać w stronę samochodu. Gdy była wystarczająco daleko, wstała i pobiegła. Gdy wróciła szybko się ogarnęła, otrzepała ubrania, wytarła oczy.  Jednak widziała, że jest brudna. Nie wiedziała co ma robić, cały czas płakała. Usłyszała. Zobaczyła, że w jej stronę idzie Jude. Zaczęła się rozglądać. Nagle wpadła na pomysł. Gdy już ją widział, zaczęła skakać na kolejne płytki chodniki, udając, że się bawi. Przy jednym zachwiała się i upadła.
- LUCY! – krzyknął Jude, podbiegając do niej. – Co ci się stało córeczko?
- Gdy siedziałam w samochodzie zaczęłam się nudzić i wyszłam się pobawić, ale się potknęłam. – płakała. Była cała brudna. – Gdzie mama ? – zapytała niepewnie.
- Pokłóciliśmy się… Uciekła. Jest gdzieś w lesie, ale … nie wiem gdzie dokładnie. – wyjaśnił jej, ale wiedziała, że to kłamstwo. Bała się, jednak nie mogła nic zrobić, wsiadła do samochodu i pojechała z ojcem, a gdy odjeżdżała, ujrzała jak spogląda na nią niebieskowłosy chłopak z blizną na oku. Zapamiętałą tą twarz, ale strach i ból sprawiły, że zapomniała kto tak naprawdę zabił jej matkę.

- „Po tylu latach wszystko pamiętam …” – pomyślała Lucy. Zanim się spostrzegła Jellal stał już przed wejściem do doków. Widać było, że się skrada. Lucy lekko wychyliła głowę, widząc, że patrzy on na czerech mężczyzn pijących piwo w kącie.  – „Co on tam robi? ” – nagle ujrzała, że wyjmuje on za płaszcz Colta 1911. Przeraziła się, jednak całe było sprzeczne z jej żądaniami, wstała i zaczęła iść w stronę mężczyzny. – Dlaczego ? – powiedziała na głos – Dlaczego zabiłeś mi matkę ? – powtórzyła. Odwrócił się zaskoczony.
- Layla ? –zapytał, zanim się zorientował kogo przed sobą widzi. – Lucy … Ja…
- Kto tu jest?! – krzyknęli mężczyźni. Podeszli oni do dwójki, po czym zaczęli wyjmować pistolety. Lucy dopiero w tym momencie ich poznała.
- To wy … - powiedziała cicho.
- UCIEKAJ!!! – krzyknął Jellal, po czym do nich wymierzył. Strzelił trafił jednego, jednak pozostała trójka zaczęła strzelać do Jellala i Lucy. Jeden pocisk zaczął lecieć w kierunku dziewczyny, przerażona krzyknęła, jednak nic w nią nie trafiło, oprócz krwi, która trysnęła na całe jej ubranie.
- Dl…dla…dlaczego ? – nie rozumiała, Jellal upadł, jednak cały czas mierzył w przeciwników. Jeszcze kilka strzałów i Lucy ujrzała, że cała czwórka leży martwa. Gdy niebezpieczeństwo odeszło rzuciła się na niebieskowłosego, by zobaczyć jego ranę. Rozdarła jego koszulę, lecz gdy zobaczyła, jak blisko serca może być kula, zamarła.
- Przepraszam. – usłyszała nagle. Mężczyzna zakasłał krwią, wymiotując ją prosto na dziewczynę. – Przepraszam … ja nie chciałem zabijać.- płakał, a z jego płaczem zaczęły z nieba spadać krople deszczu. – Przepraszam …
- Już nic nie mów ! Ja pamiętam … Ty mnie uratowałeś, gdyby nie ty …I teraz … Przepraszam, dlatego nie umieraj, nie chce… - jego uścisk lekko się rozluźniał
- Znasz Erzę, więc powiedz jej, że ją kocham i że przepraszam … - jego głowa opadła na bok.  
- Że co ?! TERAZ?! – zaczęła się oglądać – Jeśli … Musze uciekać! – zaczęła biec i gdy była wystarczająco daleko zadzwoniła po karetkę i rozłączyła się. – Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam …
            Szła powoli do swojego mieszkania, co chwilę rozglądała się czy nikt jej nie śledzi. Gdy doszła, szybko wbiegła do środka, zaryglowała się, podeszła do biurka i wyjęła z niego broń. Usiadła w kącie i czekała, ale nikt nie przychodzić. Minęła godzina, potem kolejna i dopiero wtedy mogła odetchnąć z ulgą.  Wstała i poszła do łazienki umyć się. Gdy weszła pod prysznic, uklękła i płakała. 
- Mamo …twój morderca nie żyje … obaj nie żyją. Ale jak ja mam … - nie dokończyła nie była w stanie. Szybko się umyła, przebrała i wskoczyła do łóżka. Skuliła się i myślała – Muszę rozwiązać tę sprawę ! Muszą ochronić to, za co matka oddała życie, ale najpierw muszę pójść do Erzy … Do niej ? On ją kochał ? A jeśli ja … Aaaaaaaaaaa!!!! – krzyknęła, płacząc i płacząc.

Następnego dnia rano

            Lucy gdy tylko nastał poranek, zebrała się i pobiegła na komisariat. Gdy się na nim znalazła, od razu zaczęła szukać Erzy, jednak nie mogła jej znaleźć. Gdy ujrzała Gray’a podeszła do niego.
- Gdzie jest Erza? – zapytała się.
- Oj … ona … - zaczął się jąkać. – Jest w szpitalu. – powiedział cicho.
- To przez to omdlenie ? – Lucy zaniepokoiła się
- Prawie … - odpowiedział jej chłopak, po czym uciekł zostawiając jej bez wyjaśnień.
- A co ty tak dzisiaj bez Natsu ? – od tyłu podeszła do niej Mirajene. – Dziwne … czyżby rozwód ?
- A od kiedy jesteśmy razem ? – zapytała zawstydzona dziewczyna.
- A właśnie! – krzyknęła sekretarka – Słyszałaś ? Wczoraj w nocy była strzelanina w dokach, a potem wybuchł pożar i wszystkie dowody poszły w diabli. Biedni Elfman i Lisanna nie mają tam czego szukać oprócz popiołów.  – Lucy przeraziła się, lekko odeszła od dziewczyny – Coś się stało? – zapytała opiekuńczo.
- Nic … tylko byłam wczoraj w tamtej okolicy, dobrze, że nie szłam do doków. – okłamała ją – Musze iść. – wybiegła z komisariatu potrącając Natsu, który właśnie przyszedł do pracy.
- Lucy, coś się … ? – nie dokończył, gdyż dziewczyna nawet się nie zatrzymała. – No nic…
- A, więc jednak rozwód! – powiedziała zadowolona Mirajene.
- Co?! – zapytał zdziwiony Natsu
- A właśnie! Laxus chciał cię widzieć, gdyż są jakieś nowe ślady w sprawie tych zwłok znalezionych w lesie. – zanim o coś się zdążyć zapytać, dziewczyna znikła w korytarzu.  
- Dzisiaj chyba nikt mnie nie chce słuchać … - powiedział zawiedziony.


W szpitalu

            Lucy szła do pokoju, który wskazała jej pielęgniarka z bukietem kwiatów. Niepewnie stawiała kroki, co chwilę zastanawiając się nad tym czy nie lepiej uciec. Jednak zdecydowała się wejść do środka, zapukała i weszła.
- O Lucy! – rzekła zdziwiona dziewczyna, odkładając czytana książkę na bok – Coś się stało? – łzy zaczęły ponownie płynąć po policzkach Lucy. Zamknęła drzwi, podała Erzie kwiaty i bez słowa usiadła na krzesełku.
- Jak się czujesz? – zapytała blondynka
- Oj, jak kobieta w ciąży ! – powiedziała radośnie. Lucy w tej chwili zamarła. Nagle zaczęła się miotać po pokoju. Przystanęła.
. Czy … czy to … Jellala ? – zapytała ledwo chwytając powietrze.
- Tak, ale skąd wiesz? Znasz go ? – Erza była lekko zdezorientowana. Nagle Lucy upadła na kolana przez łóżkiem na którym leżała Scarlet. Przycisnęła czoło do podłogi. – Lucy co ty?
- PRZEPRASZAM! – wrzasnęła – Jellal nie żyje … przeze mnie…
- Że … co ?! – Erza wstała i podeszła do Lucy by ją podnieść. – O czym ty gadasz?!?!!?!?
- Wczoraj ta … strzelanina … on mnie osłonił… i zginął!!! – powiedziała, nie mogąc dobrze wypowiedzieć zdania.
- Ale dlaczego?! – Erza usiadła, miała ochotę krzyczeć, jednak dusiła w sobie uczucia. Martwiła się o dziecko, dlatego chciała zachować spokój.
- Jellal był tym, który zabił moją matkę … On prosił ci przekazać, że … kocha cię  … i przeprasza. – Lucy wstała i chciała uciec. Nagle poczuła dłoń Erzy na swoim ramieniu.
- Czy mu wybaczyłaś ? – zapytała Erza. Lucy spojrzała na nią i na jej łzy spadające na białą pościel.
- Tak. – odpowiedziała stanowczo. – Zapomniałam wiele rzeczy, byłam pewna że to wszystko jego wina, ale… już wszystko dokładnie pamiętam… Wszystko.
- Dziękuję … - uśmiechnęła się – Więc mógł odejść w spokoju.
- PRZEPRASZAM!!! Ty i twoje dziecko, ja … - Erza pokręciła głową.
- Będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć swojemu dziecku, że jego ojciec był dobrym człowiekiem … Dziękuję. Mówił mi o niewinnej kobiecie, którą musiał zabić. Nie dawało mu to spokoju, chciał odkupić swoje winy, ale nie pamiętał kim była … Dobrze, że odkupił swoje winy ...
- Erzo … - podeszła do niej i się wtuliła w jej ciało. Obie płakały próbując okryć jak powinny dalej żyć …


W królestwie Laxusa

            Cały czas patrzył na jeszcze jeden kawałek papieru, który dostał on swojego dziadka. Podjął decyzję, by powiedzieć o tym wszystkich, znał jej konsekwencje, ale nie mógł pozostawić tą sprawę nierozwiązaną. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę! – powiedział. Do środka wszedł Natsu, trzymając w ręku kasetę.
- Chciałeś mnie widzieć, a i ja też chcę ci coś pokazać! – rzekł szczęśliwy.
- Usiądź! – rozkazał Laxus. Chłopak posłusznie usiadł na krześle. – Mam ważną rzecz do powiedzenia. Otóż zwłoki, które odnaleźliśmy należą do ….
Ciąg dalszy nastąpi …


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)




sobota, 3 maja 2014

Lucy kopniakiem otworzyła drzwi prowadzące do gabinetu Dareg’a Froza, po czym delikatnie się ukłoniła i ustawiła drzwi na pozycji początkowej. Mężczyzna patrzył się na nią wyłupiastymi oczyma, nie potrafiąc wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Lllucy ? – dziewczyna usłyszała głos dobiegający za sofy. Spojrzała w tamtym kierunku lecz nikogo nie zauważyła. Po kilku sekundach, nagle zaczęła się powoli wyłaniać ruda czupryna, idealnie komponująca się z czarną sofą – Myślałem, że to jakiś atak terrorystów… - odetchnął z ulgą. Jednak nie na długo. Dziewczyna podeszła do niego, chwyciła do za marynarkę, po czym zaczęła go ciągnąć w stronę drzwi. – Lucy ? – zapytał niewinnie Loki.
- Gorzej… - powiedziała, nie rozumiejąc jej słowa, niewinnie przewrócił oczami  - To wejście smoka! – po czym wywaliła go za drzwi. – Teraz ty! – wskazała palcem na kuzyna.
- Ja? – zaczął się rozglądać po gabinecie, niewinnym wzrokiem.
- CISZA! – krzyknęła uderzając dłońmi o blat biurka – Ja na początku zadaję pytania, a po upływie kilkunastu sekund mam dostać na nie odpowiedź, jeśli nie … - przemierzyła go wzrokiem – TO PRZYSZYKUJĘ CI TU TAKI ARMAGEDON, ZE KURWA SAM MI DIABEŁ POZAZDROŚCI!!!!!! ZROZUMIANO!!!??!?!? – kiwnął głową – Po pierwsze kim jesteś ?
- Twoim kuzynem- odpowiedział od razu
- Nie o to się pytam, więc CISZA! – wrzasnęła ponownie – Zapytam jeszcze raz. Kim jesteś ? I pytam tu o prawdziwy zawód.
- Lucy … - popatrzył na nią, po czym zrezygnowany rzekł – Mam nadzieję, że ta rozmowa nie wyjdzie poza ściany tego gabinetu ?
- Oczywiście.- obiecała dziewczyna
- Jak dobrze wiesz Levy MacGarden została przeniesiona do FBI. – Lucy kiwnęła głową – Obecnie jestem jej przełożonym, jako agent.
- Że, co?! – dziewczyna otworzyła szeroko usta, po czym usiadła na fotel, próbując posegregować myśli. – Ale …? Czy to ma związek ? Twoja …. Ehh praca, z tym co wydarzyło się 21 lat temu? Z Dragon Slayerami, moją matką, tym dokumentem ?
- Tak, to ma związek. Ale skąd o tym wiesz ? – zapytał Dareg
- Niesamowite … - powiedziała kiwając głową – Wszechwiedzący kuzyn czegoś nie wie … Kurcze czyżby jednak diabeł postawił postawić się mi ?
- Bardzo zabawne … - podsumował kuzyn
- Nieważne. Słyszałeś, że zmar… został zamordowany Makarov Dreyar. – poprawiła się. Kuzyn kiwnął głową – Zostawił jakieś dokumenty swojemu wnukowi Laxusowi, a ten po pogrzebie postanowił powiedzieć nam o nich. Tylko, że do cholery! – uderzyła w biurko – Dostaliśmy więcej pytań niż odpowiedzi, dlatego postanowiłam przyjść do kochanego kuzynka, by się czegoś od niego dowiedzieć, czytaj ! Wydusić z niego informację.
- Szatan! – podsumował Dareg. – Nie odpuścisz? – zapytał
- NIE! – odpowiedziała stanowczo Lucy.
- Dobrze, a więc powiem ci co wiem …, ale przyjdź do mnie, do mieszkania wieczorem, tu ktoś może nas podsłuchiwać…  - powiedział ciszej
- Zgadzam się. – wstała, po czym skierowała się w stronę wyjścia
- A i zadzwoń do swojego mężusia i go przeproś! – krzyknął, gdy ta stała przy drzwiach
- Pieprz się! – odpowiedziała, po czym wyszła. Dareg otworzył szufladę, wyjmując z niej stare zdjęcie.
- Oj Laylo, jak ty wychowałaś to dziecko ? – uśmiechnął się do siebie, po czym schował zdjęcie i wrócił do pracy.

            Lucy pędziła korytarzem siedziby Korporacji Heartfilia, rozmyślając nad wszystkimi sprawami, które ja dotyczyły.
- „On mnie okłamuje” – pomyślała – „Na 100% ! Czemu nagle mu się zachciało mówić? W tym musi być jakiś podstęp.” – wybiegła z budynku, po czym pojechała do swojego mieszkania przygotować gorący, ogromny posiłek.

Okolice ulicy Davidson, godziny wieczorne

            Lekko się zataczając, przytulony do budynków szedł Gray, co chwilę popijając Żubrówkę.
- Kurwa!!!! – krzyknął na całe miasto
- Słucham ? – zaczęła uwodząco do niego podchodzić kobieta, w czerwonym gorsecie odsłaniającym piękne, dorodne piersi. Szła powoli starając się z każdej strony pokazać swoje ciało, swoje „wdzięki”, wszystko za co mogą zapłacić klienci.
- Nawet się nie staraj!  Jestem tak upity, że pieprzyć mogę wszystko co się rusza1 – odpowiedział jej, chwiejnie idąc w jej kierunku. – Ile ?
- 60 kryształów za normalne, a z efektami specjalnymi 100 … Liczę, na drugą ofertę … - podeszła do niego chwytając dłonią, poniżej pasa, nabrzmiały członek.
- Mi to obojętne! Tylko nie próbuj mi robić dzieciaka, a raczej ja nie próbuję ci robić dzieciaka, a raczej … no wiesz co pierdolę! – machnął ręką w jej stronę – Nie chcę mieć dzieciaka jak moja „koleżanka”.
- Gray-sama ? – usłyszał nagle za sobą głos, odwrócił się i zaskoczony popatrzył na niebieskowłosą dziewczynę trzymającą torbę z zakupami w dłoniach.
- Ty też chcesz się ze mną pieprzyć ? – zapytał głośno, przez co Juvii wypadły z dłoni zakupy.
- Przykro mała, ja dzisiaj od niego biorę! – odpowiedziała prostytutka. Juvia podeszła do niej, po czym strzeliła jej Plaskacza prosto w lewy policzek.
- Wynocha! – syknęła przez zęby
- Już … - przerażona odeszła.
- Gray-sama, co się z tobą dzieje? – zapytała zmartwiona dziewczyna
- I co ? Dziwka mi uciekła! – ponownie krzyknął. Po chwili sam poczuł dłoń dziewczyny na swoim policzku, zachwiał się, a następnie upadł na ziemię. – Auuuuuu!!!! To bolało. – sięgnął po alkohol, by napić się, jednak dziewczyna wyrwała z jego dłoni butelkę i rozwaliła o chodnik. – Coś ty zrobiła!?
- Odprowadzę Gray-asama do domu! – obiecała
- Naprawdę ? – zapytał słodkim, niewinnym głosem.
- Tak! – potwierdziła dziewczyna, podniosła go, a następnie chwyciła w pasie i zaczęła prowadzić. – Gdzie Gray-sama mieszka?
- Tam … ! – wskazał palcem. Dziewczyna westchnęła, jednak odważnie poprowadziła go prosto do mieszkania. Gdy po wielu próbach udało jej się zaprowadzić mężczyznę do środka, wyłupiastymi oczami zaczęła patrzeć na syf i brud panujący w … chlewie.
- Chyba jednak Juvia dzisiaj nie odpocznie. – powiedziała do siebie, po czym zaprowadziła ledwie przytomnego Graya do sypialni i położyła go na łóżko. Następnie weszła do salony, rozejrzała się dookoła i poszła do kuchni po miotłę.

W okolicach mieszkania Darega Froze’a (czytaj pałacu)

            Lucy stanęła jak wryta przed mieszkaniem swojego kuzyna, dopiero po chwili rozmyślań postanowiła zadzwonić. Nie musiała długo czekać, gdyż kuzyn szybko po nią wyszedł i wpuścił ją do środka.
- Zawsze się zastanawiałam, skąd bierzesz to wojsko, a tu się okazuje, że ty ich w domu przetrzymujesz… - podsumowała rozglądając się po ogromnym mieszkaniu.
- Wystarczy „cześć”. – powiedział Dareg – I wiesz dziwię się tobie, skoro do niedawna sama mieszkałaś w ogromnym domu…
- Ale już się odzwyczaiłam, a … i jakoś … nieważne. –usiadła wygodnie na sofie. Po chwili dosiadł się do niej kuzyn. – Słucham! – powiedziała wprost.
- Jestem agentem FBI już od … hoho 14 lat, praktycznie rzecz biorąc zostałem nim, właśnie przez to co zdarzyło się 14 lat temu … - „wyjaśnił jej”
- A można dokładniej? Co się wydarzyło? O co chodzi z tymi siódemkami? He?
- Wszystko po kolei Lucy. Teraz nie jesteś jeszcze gotowa by poznać całą prawdę, ale dzisiaj wiele się dowiesz… Boję się tylko, że za dużo. – odparł zmartwiony
- Musze poznać prawdę! – odpowiedziała zdecydowana
- Rozumiem. 21 lat temu była Smocza Wojna, 14 lat temu Wojna Zerefa z Acnologią, 7 lat temu tajemnicze zniknięcie siódemki Dragon Slayerów, a obecnie wiesz co się dzieje. Chociaż to już prawie kolejny rok minął od tamtych wydarzeń ? Zabawne…
- Można dokładniej  ? – zapytała ponownie
- A co tak naprawdę chcesz wiedzieć? – popatrzył na nią.
- Czym się zajmujesz?
- Jestem agentem, który kontroluje wszystkie działania Acnologii, ostatnim było zabójstwo twojego ojca. – Dareg spojrzał na trzęsące się ręce dziewczyny – Sprawdzam wszystko, ale niestety ostatnie ich działania są niejasne, a najgorsze jest to, że nikt nie wie kto jest tak naprawdę prawdziwą Acnologią.
- Jak to ? – zapytała zaciekawiona dziewczyna
- W roku X763, kiedy skończyła się Wielka Smocza Wojna, myśleliśmy, że skończyło się wszystko. Jednak w jakiś sposób dokument, który próbował zdobyć Acnologia trafił w ręce Layli. Ukryliśmy go i zaczęliśmy szukać człowieka, rządzącego organizacją, by się go pozbyć. Udało się nam to po kilkunastu latach, jednak co to nam dało, skoro okazało się, że on nie żyje. – podniósł rękę na wysokość jej twarzy – I od razu uprzedzę twoje pytanie, wszystko wskazuje na to, że on nie żyje, ale Acnologia wciąż działa, więc kto ?
- A ktoś z jego bliskich, o ile takich miał ? Wiedział o tym ? – niepewnie zadała pytanie
- Niestety gdyby ktoś z bliskich o tym, by wiedział, to byś już dawno nie żyła. – odpowiedział jej wprost kuzyn. Wstała. Zaczęła chodzić po pokoju, starając się zrozumieć, jego słowa.
- Kim … kim ja jestem ? – po jej policzkach zaczęły spływać łzy
- Nie Jude nie był Acnologią! – podszedł do niej, chwytając za ramiona i próbując uspokoić.
- Na pewno?
- Na 100% - zapewnił ją.
- A Zeref ? Co z nim ? – popatrzyła na niego błagalnym wzrokiem by jej wyjaśnił i tę kwestię
- Najprawdopodobniej to legenda … Tak sądziłem do pewnego momentu. – podszedł do barku, nalewając sobie i Lucy brandy. – Wiemy, że istnieje, ale kim on jest ? Kto wie ? Mówią, że podczas wojny zamordował wiele ludzi, przez co miał stanąć przed sądem wojennym, ale … uciekł. Prawda, czy fałsz ? Ty to ocenisz.
- A ty kim jesteś ? – popatrzyła na niego delikatnym wzrokiem
- Ja ? – zapytał lekko zdziwiony – Jestem jak noc,  jestem ciemnością i mrokiem. Jestem potworem … - ostatnie słowa wypowiedział szeptem, ale i tak Lucy mogła usłyszeć grozę i przerażenie w jego słowach.
- A ja ? – przełknęła głośno ślinę – Kim jest mój ojciec ?
- Lucy … - Dareg odwrócił się, po czym zapatrzył się obraz wiszący w salonie.
- ODPOWIEDZ!!! – krzyknęła
- Jeśli ci powiem, twoje życie, nie będzie takie samo, jak kiedyś … Nie będzie! – powtórzył
- Już dawno nie jest! A wolę się od ciebie dowiedzieć, niż tak jak wtedy od Levy, że nie jestem córką JUDA!!!!!!!!!!!!! – wrzasnęła upadając na kolana
- Ale dlaczego wtedy przeprowadziła badania ? – zapytał siebie – Chcesz wiedzieć ? – spojrzał na nią. Płakała. A jej łzy spadały na podłogę, podbijając się od niej.
- Chce! – odpowiedziała pewnie

Mieszkanie Gray’a

- Auuuuu!!! – gdy wstał, poczuł silny ból głowy, po czym zrezygnowany z powrotem, położył się na łóżko. Zaczął powoli oddychać, a następnie podjął kolejną próbę. Nagle do pokoju weszła dziewczyna, na początku jej nie poznał, dlatego powiedział tylko – Pewnie ci zapłaciłem, więc możesz już iść.
- Nigdy mi nic za nic nie płaciłeś Gray-sama. – odpowiedziała tajemnicza dziewczyna.
- Gray-sama ? – powiedział do siebie. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał kim jest ta „kobieta”
- JUVIA?! – krzyknął, po czym złapał się za głowę, czując okropny ból.
- Proszę. – podała mu aspirynę i szklankę wody do popicia
- Dziękuję. – odpowiedział niewinnie – Pooo … Powiesz komuś? – zdecydował się po chwili zapytać.
- Nie. –odpowiedziała stanowczo – ale musi Gray-sama obiecać Juvii, że więcej nie będzie się spotykał z tymi kobietami!
- Ha ha ha. – zaśmiał się delikatnie – Przykro, ale mam w genach pieprzenie, więc nic tego nie zm…. – nie zdążył dokończyć, gdyz dziewczyna wymierzyła mu cios prosto w twarz, tym razem pięścią. – Aauuu!!! – krzyknął z bólu – Co to miało być?
- ZAMKNIJ SIĘ! – krzyknęła
- Juuuvia? – Gray nie wiedział co ma powiedzieć, po raz pierwszy zdarzyło mu się usłyszeć tak ostre słowa dziewczyny, skierowane w jego stronę        
- Jeśli uważasz, ze jeśli to sprawa genów, to czy Juvia nie powinna być przestępcą?!?! – złapała go za ramiona i potrząsnęła nim – Czy Juvia nie powinna być PEDOFILEM?
- Co?! – krzyknął mocno zaskoczony Gray. Juvia odskoczyła od niego.
- A nic … - próbowała coś wymyślić, ale nie potrafiła.
- Juvia czy ty ? – chłopak powoli wstał, podchodząc do niej – Przepraszam.
- Juvia była molestowana przez swojego ojca. I co to czyni z niej przestępcę ?! – popatrzyła na niego ostrym wzrokiem
- „A, więc to dlatego mówi do siebie po imieniu… ” – pomyślał Gray – Nie, nie czyni to z ciebie przestępczyni.
- A ty ?! – przemierzyła go ponownie wzrokiem
-  Ach .. – westchnął po czym usiadł – Moi rodzice byli bogaci, piekni, wysportowani … nic nam nie brakowało. Moja matka była naprawdę piękną kobietą, ale co z tego ? Ojczulek zawsze przyprowadzał je do domu, a matka co ? Nic tylko patrzyła, nawet czasami jej proponował … „Dołącz się, będziesz mogła się ze mną pieprzyć. Te panienki są całkiem niezłe… ”. Pomyśl szła, czy nie ? Oczywiście, że szła, bo gdyby wywalił ją z domu, nic by nie dostała. Miał za dobrych prawników, a ona za słabą wolę. Ale to  było nic. Wtedy może jeszcze tego wszystkiego nie rozumiałem. Myślałem, że to „przyjaciółki tatusia” i tak mi mama tłumaczyła. Ale nagle … Pewnej nocy przyszedł do mnie tata, mama i przyjaciółka. Ojciec powiedział „A teraz jemu zrób dobrze, chłopak się musi uczyć …”. Matka na to patrzyła, ojciec  na to patrzył, a ja nic nie robiłem. Po prostu byłem jak pusta skorupa… I tak się działo przez cały rok, a potem zginęli  i wiesz co ? Nie płakałem ! Płakałem jak straciłem Ur, jak odszedł Lyon, a nie jak chowali moim rodziców …  A teraz widzisz … nadal się uczę, nadal pozostał ślad. I ja … robię to co robię.
- Rozumiem… - powiedziała dziewczyna
- „Rozumiem … powiedziała. Ciekawe ? ” – pomyślał mężczyzna – „Od ilu lat chciałem to usłyszeć? To jedno słowo”
- Ale już koniec! Masz przestać? I nawet tym bardziej, skoro miałeś takie dzieciństwo, by nie powtórzyć błędu swoich rodziców! Gray-sama ? – cały czas na nią patrzył lekko zdziwiony.
- A, więc mam przestać powtarzać błędy rodziców ? – zapytał jej
- TAK! A ja w tym Gray-samie pomogę ! – obiecała
- A co będziesz za mną łaziła? – zapytał żartobliwie
- 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu! – powiedziała, na co Gray spadł z łóżka
- Co?! – dopytał się niedowierzając
- Kocham cię! – odpowiedziała. Gray nic odpowiedział, gdyż zatkało go. Juvia tylko delikatnie się uśmiechała – „Kocham Gray-samę od kiedy go poznałam, kocham go ! ”


Droga przy ulicy Magnistros

            Jedni płaczą ze szczęścia, drudzy z żalu i bólu, jakie pozostawiają im słowa. Przez mroki ulicy szła dziewczyna lekko zataczając się, płacząc i co chwilę upadając na ziemię.
- Byłam pewna, że chcę znać prawdę! – cały czas sobie to powtarzała – Jaka ja byłam głupia. Czasami prawda jest bardziej bolesna od kłamstwa…

- Jeszcze raz zapytam, jesteś pewna!?– zapytał ponownie Dareg
- Tak! -  odpowiedziała stanowczo.
- Jesteś córką Magnusa Heartfilii ! – rzekł jej szybko
- Cooo? – nie rozumiała, ani nie chciała rozumieć tych słów. - Czyli Jude był moim wujkiem? A pokrewieństwo? – nie potrafiła
- I Jude i  Magnus zostali adoptowani przez Aferiusa Heartfilię. – wyjaśnił jej – Ale to nie to chciałaś wiedzieć…
- Skoro nie Jude to …. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!  -krzyknęła łapiąc się za głowę
- Magnus był Acnologią, on zgwałcił twoją matkę, ty … - popatrzył na nią i zamilkł. Wstała, chwyciła płaszcz i wybiegła z mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi. Biegła, biegła i biegła, płacząc, płacząc i płacząc.

- Byłam pewna, że chcę wiedzieć, a więc jestem dzieckiem z gwałtu, a może coś więcej ?  Wybiegłam, więc się nie dowiem … ale mama mnie kochała ? Prawda ? Prawda? Prawda? – rozglądała się dookoła, próbując usłyszeć odpowiedź. – Mamo ? – zapytała ponownie.  – Ale dlaczego w takim razie zginęłaś ? A to oni się tak wpierniczyli ! Prawda? To oni ? – zaczęła się rozglądać, gdy nagle GO ujrzała. Ukryła się za budynkiem. – Chyba to mój szczęśliwy dzień! Zabiję go! – powiedziała do siebie patrząc na NIEGO – To on zabił mi mamę … - Jellal szedł powoli, w stronę starej fabryki.



PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)




niedziela, 13 kwietnia 2014

Lucy powoli zaczęła się podnosić, było oszołomiona i zdezorientowana tym co przed chwilą się wydarzyło. Ból promieniował od karku po sam czubek głowy, był tak nie do zniesienia, że dziewczyna nie mogła otworzyć oczu. Dopiero po wielu próbach, udało się jej tego dokonać. Oparła się ręką o podłogę i podniosła. Rozejrzała się po gabinecie, był on pełen kawałków szkła i … krwi. Jej źrenice rozszerzyły się, szybko pobiega za biurko. Zobaczyła za nim martwe oczy człowieka, który leżał w morzu krwi z wyrwą w klatce piersiowej.
- Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!! – krzyknęła Lucy, łapiąc się za głowę. – POMOCYYYY!!!!!!!!!!!!!!!!!! – Rzuciła się na starszego człowieka, zdjęła z siebie płaszcz i szybko próbowała zatamować krwotok. – POMOCY!!!! – krzyknęła ponownie.- Proszę nie umieraj !  Nagle drzwi otworzyły się i zaraz do środka weszła Mirajene.
- Co się … ? – nie dokończyła, rzuciła się do telefonu i szybko zadzwoniła po pogotowie. – Aaaaa!!! – uklękła bok Lucyna ciałem Makarov Dreyara i płakała… i płakała … Pogotowie przyjechało jedynie oświadczyć zgon, który nastąpił w dzień podobny do tego z X777 roku.

Dwa  miesiące później …

            Łzy, strach, rozpacz i osamotnienie. Całe tłumy stały w rzędzie, patrząc na ludzi niosących dębową trumnę, przyodzianą we flagę Królestwa Fiore. Nikt nie był w stanie podnieść wzroku, wszyscy żegnali człowieka z opuszczoną głową. Z oczu płynęły łzy, które zaczęły się powoli mieszać z opadającymi kropelkami deszczu.
- To moja wina … - powtarzała co chwilę Lucy.
- Przestań! – syknął Natsu. – To nie twoja … twoja … wina… A…aa…. – nie wytrzymał, rzucił się na dziewczynę, wtulając się w nią. Lucy oplotła się wokół jego szyi, po czym razem z nim płakała i cierpiała.
            Gdy trumna z ciałem minęła ludzi, wszyscy podeszli do grobu, patrząc na uśmiechniętego staruszka na postanowionym na grobie zdjęciu. Laxus wyszedł przed nich, podszedł na piedestał, otarł łzy, wziął głęboki oddech i rzekł …
- Był dla nas niczym ojciec! – krzyknął na całe gardło – Gdy zostaliśmy porzuceni, od przyjął nas do siebie dając coś czego większość ludzi nie może doświadczyć … rodzinę. Kochał nas i my go kochaliśmy. Zginął ! Ale tak jak zawsze marzył, w sposób efektowny i godny zapamiętania. Dla nas, dla swoich dzieci, był gotów powiedzieć prawdę nawet za cenę własnego życia …
- „To przeze mnie…” – pomyślała Lucy – „Gdybym tak nie dopytywała się o prawdę może wtedy … może…” – poczuła jak Natsu coraz mocniej ją przytula, czuła jego ciepło, którego tak bardzo w tamtym momencie potrzebowała.
- Wspaniały żołnierz, policjant, a przede wszystkich kochający ojciec, zawsze uśmiechnięty, zawsze szczęśliwy, dumny ojciec, który widząc swe dorastające dzieci, cieszył się ich szczęściem … - opuścił delikatnie głowę, nie hamując już nawet kropli łzy … - DZIĘKUJEMY!!! DZIĘKUJEMY!!! I JESZCZE RAZ DZIĘKUJEMY TATO !!!! – Laxus zszedł, po czym podszedł do trumny, dotknął jej ręką i odszedł, nie czekając na pochowanie ciała.
            Nikt więcej nie był w stanie podejść i rzec słowo pożegnania. Płacz i smutek ogarną całą okolicę. Wszyscy patrzyli ze łzami w oczach, jak ciało niknie w wnęce grobowej. Lucy i Natsu podeszli, położyli kwiaty i odeszli. Erza blada i osłabiona minęła ich, jednak gdy tylko zobaczyła zdjęcia Makarova, opadła.
- Erza! – krzyknął Gray, łapiąc dziewczynę. Wziął ją na ręce i zaczął nieść do samochodu.
- Lucy jedźmy już … Proszę. – Lucy nie była wstanie spojrzeć na Natsu, więc tylko kiwnęła głową. Weszli do samochodu i odjechali, gdy dotarli pod mieszkania, zaczęli iść w tym samym kierunku, w ciszy. Rozeszli się. Lucy poszła do swojej sypialni, rzucając się na łóżko.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!! – krzyknęła, próbując zagłuszyć krzyk poduszką. – Przepraszam …  Przepraszam …  Przepraszam …  Przepraszam …  Przepraszam …  Przepraszam …  Przepraszam …  Przepraszam …  - powtarzała bez przerwy. – Gdyby nie ja… może by przeżył, to wszystko moja wina !
            Natsu usiadł w kącie, wyjął z szuflady wino i zaczął pić prosto w butelki.
- Gdy byłem sam, gdy mój zaginął kto do mnie przyszedł ? – mówił sam do siebie. – Gdy zszedłem na złą ścieżkę, kto podał mi rękę, no kto ? I TY MASZ CZELNOŚĆ UMIERAĆ!??!?!?! – rzucił w połowie pełną butelką o ścianę. Roztrzaskała się, pozostawiając na białym tle, różowy ślad i porozrzucane kawałki szkła…. – Dlaczego …?

7 lat temu …

            Do więzienia wszedł niskiego wzrostu staruszek. Wszyscy strażnicy przepuszczali go, uchylając lekko głowy. Mężczyzna szedł przed siebie, aż zatrzymał się przed celą nr 10. Staruszek uśmiechnął się delikatnie do 18-letniego chłopaka siedzącego na ławeczce.
- Co chcesz?! – syknął chłopak
- Jesteś Nastu Dragneel. – odrzekł ze spokojem  mężczyzna – Prawda ?
- Wystarczy, że spojrzysz w akta. – odpowiedział z prychnięciem chłopak.
- I to mnie właśnie martwi. Syn Igneela, nie powinien być taki. -  Natsu słysząc to imię podszedł do krat.
- Skąd znasz mojego ojca? – zapytał, mając opuszczoną głowę.
- Wpuście mnie! – rozkazał mężczyzna strażnikom.
- Ale Komisarzu Dreyar! – sprzeciwił się jeden z nich. Jednak widząc zdecydowanie w oczach przełożonego odpuścił i otworzył. Makarov wszedł do środka i usiadł na ławeczce.
- Twój ojciec był wspaniałym policjantem, który poświęcił się dla walki z niesprawiedliwością. Chronił obywateli ryzykując swe życie i zdrowie, nie oczekując nic w zamian. – Natsu podszedł i usiadł obok staruszka. – Wspaniały człowiek, nieprawdaż ?
- Tak … - odpowiedział spokojnie Natsu.
- Nie rozumiem tylko, czemu tak wspaniałe dziecko zeszło na tak złą drogę ? – spojrzał na Natsu, który milknął. – Chłopcze chciałeś znaleźć swojego ojca? Zapewne tak. Nawet żona mojego syna przez to ucierpiała, a wiedz, że była mi bliska. – Natsu spojrzał na niego ze zdziwieniem – Pewnie chcesz zapytać, czy szukam zemsty? Odpowiem nie, gdyż wiem, że i ona i ja będziemy szczęśliwsi, jeśli będziemy spełniać ich ostatnie wole ! Pamiętasz jaka była ostatnia wola Igneela?
-  Kochaj bliskich, szukaj prawdy, daj wyraz sprawiedliwości. To moje i twoje motto, nasza życiowa droga. – Natsu odwrócił się – To tylko tyle dla mnie, ale dla ciebie mam zadanie. Chroń córkę gwiazd, bo jej matki nie zdołałem ochronić … Obiecaj.
- Daję ci szansę . – wyciągnął w jego kierunku dłoń. – Czy przyjmiesz ją ?
- Ja … - ciało Natsu zaczęło drżeć.
- Hmm? – Makarov siedział lekko zmieszany
- Przepraszam tato … - łzy spływały po policzkach chłopaka, a ciało drżało z rozpaczy i bólu – I dziękuję … - zwrócił się w kierunku Makarova – Dziadku !

- I DLACZEGO UMARŁEŚ!??!?!?!?!?!? Dziadku … - chwycił Happy’ego i mocno go do siebie przytulił.

W tym samym czasie…

- Co się dzieje?! – wrzasnął na całe auto Gray.
- Nie wiem, ale … - nagły ból przeszedł po całym jej ciele – Muszę pojechać do szpitala.
- Pewnie to ze stresu, przez te cholerne dwa miesiące żadnych pozytywnych emocji, więc teraz masz tego efekty! – nawrzeszczał na dziewczynę.
- Pewnie masz rację, ale na zaś pojadę. – powiedziała ze spokojem Erza
- Zabawne … - rzekł nagle Gray – Nigdy się bym nie spodziewał, że Erza może kiedyś dbać o zdrowie…
- Dziadek pewnie by nie chciał żebym się męczyła… - rozsiadła się wygodnie w fotelu.
- Erza … ? – zapytał niepewnie Gray
- Hmm?
- To na pewno nic poważnego ?
- Na pewno. – jednak jej słowa nie do końca przekonały przyjaciela …

W królestwie Laxusa


            Człowiek z blizna w kształcie pioruna siedział na swoim ukochanym krześle, popijając swoją ukochaną kawę. Co chwilę spoglądał na teczkę z dokumentami, którą przed śmiercią przekazał mu dziadek. 
- I to wszystko przez tę parę informacji ? Żałosne … - otworzył szufladę i wrzucił do niej  papiery – Pewnie teraz powinienem wszystko powiedzieć Natsu, Lucy i Gajeelowi. – głęboko westchnął – I musiałeś przez nie ginąć, staruszku ? – Puk, puk. Usłyszał nagle pukanie do drzwi. – Proszę ! – odpowiedział głośno. Po chwili do pokoju weszła Lisanna trzymająca w rękach czarną różę.
- Moje kondolencje. – lekko schyliła głowę, po czym podała mężczyźnie róże.
- Dziękuję, ale bez przesady. Staruszek żył, tak jak chciał i sam wybrał moment swej śmierci.- wyjaśnił jej Laxus
- Czy to w związku z DOKUMENTAMI ? – zapytała dziewczyna. Laxus ze spokojem na twarzy spojrzał jej prosto w oczy.
- „Skąd ona o tym wie ?” – zadał sobie pytanie w myślach – „Dziadek nie miał na tej liście, więc lepiej będzie, jak nic nie powiem.” – zdecydował – Jeśli są jakieś dokumenty, które spowodowały jego śmierć, to je odnajdę. Gdybym już je miał, to bym zrobił wszystko by wsadzić osobę odpowiedzialną za ten bajzel !
- A jeśli powiem, że wiem, że jesteś w posiadaniu dokumentów dotyczących spraw sprzed 21 i 14 lat. –dziewczyna uśmiechnęła się słodko
- Może miałem być w ich posiadaniu, ale jak zauważyłaś mój staruszek prowadził rozmowę z Lucy i najprawdopodobniej ona wie więcej niż ja. – odpowiedział stanowczo Laxus – „Co się dzieje?”
- To nic, myślałam, że coś wiesz. – dziewczyna wyszła.
- Chyba muszę ją bacznie obserwować.  – uśmiechnął się złowieszczo, po czym chwycił dokumenty i zaczął je jeszcze raz czytać, tym razem jeszcze dokładniej. Po kilku godzinach czytanie, wstał, chwycił za telefon i wysłał SMS-y trzem osobom. – A, więc o to chodziło!
„Za pół godziny u mnie, jak nie dupy z nóg powyrywam”

W szpitalu

- ŻE, CO!? – krzyknęli na cały szpital równocześnie Erza i Gray.
- Tak, jak powiedziałem. – lekarz starał się uspokoić dwójkę ludzi.
- Ale to niemożliwe… - Erza chwyciła się za głowę, po czym usiadła na krześle.
- Erza, czy to prawda ? – zapytał się jeszcze Gray.
- Tak jestem w ciąży … - odpowiedziała spokojnie. Popatrzyła na swe dłonie, po czym dotknęła nimi brzucha – I co ja teraz zrobię ? – zapytała sama siebie.
- Ale z kim ?! – krzyknął chłopak.
- Z Jellalem … - szepnęła cicho.
- Że … o cholera.- Gray opadł na krzesło, po czym rozłożył się na nim. – Co zamierzasz zrobić ?
- Nie wiem … Po prostu nie wiem. – łzy zaczęły spływać po jej czerwonych policzkach.

W królestwie Laxusa


             Po przybyciu gości Laxus dokładnie sprawdził czy nikt ich nie podsłuchuje. Oszołomiona trójka siedziała i czekała zniecierpliwiona na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia od Laxusa.
- Natsu, Gajeel i Lucy … - nagle zaczął. – Nie znam do końca całej prawdy, ale tyle co wiem, to chciałbym wam przekazać.  A, więc wszystko zaczęło się …
- Chwila ! – przerwał mu Natsu – Nie rozumiem do końca o co chodzi i dlaczego siedzi tu ten patafian ?!
- KOGO NAZYWASZ PATAFIANEM, TY BUCIE JEDEN! – krzyknął Gajeel
- ZAMKNĄŁ MORDY! – wrzasnęła Lucy, po czym oboje grzecznie siedli na krzesła. – Proszę kontynuuj !
- Kurcze zgubiłem wątek ! – Laxus chwycił dokumenty i pomachał nimi przed oczami gości. – Te papierki przekazał mi staruszek przed swoją śmiercią i kazał mi wam przekazać wszystko co jest w nich zawarte! Praktycznie wszystkie zapiski dotyczą wydarzeń sprzed 21 lat, ale cześć z nich nawet nie jest dla nas istotna. Jednak … istnieje kilka wydarzeń, które są naszym zbawieniem i naszym przekleństwem.
- „Zaraz czy to samo nie usłyszałam od pana Dreyara ?” – pomyślała Lucy
- Wielka Akcja , czy ten termin wam coś mówi ? – zapytał nagle Laxus
- Nie! – odpowiedział Gajeel, po czym wszyscy się z nim zgodzili.
- Mi też to nic nie mówi. I w tym problem, ale to wydarzenie było jednym najbardziej znaczących momentów dla Fiore. Tego dnia Acnologia wprowadził swój plan. W jakiś, nieznany ani mi, ani staruszkowi, sposób zdobył dokument Exis Treate, który jest papierkiem, dzięki któremu Acnologia mógł wejść w posiadanie całego Fiore.
- Że, co ?! – krzyknął Natsu
- Ale jaki to ma związek z nami ? – odezwała się Lucy
- Żaden … - odpowiedział wprost – Ale podczas wojny został utworzony zespół FBI, Dragon Slayerzy, w skrócie Dragonsi ! Należeli do nich Layla, Igneel, moja matka, Metalicana i trójka nieznanych osób …
- Sting, Cobra i Rogue… - powiedziała cicho Lucy.
- Co? – dopytał się jej Laxus
- Te imiona wypowiedział przed śmiercią dziadek. – wyjaśniła mu.
- Możliwe, że ich rodzice, byli w to wszystko zamieszani, ale teraz muszę wam wszystko wyjaśnić… - włożył dokumenty do sejfu i zamknął go na 7 cyfrowy szyfr. – Gdy Acnologia zdobył ten dokument, nasi rodzice zaczęli prowadzić wojnę z tym człowiekiem. Nikt nie wie, jak ona przebiegała, ani jak dokument trafił w ręce Layli, ale ona zdobywając go, zamknęła go w nieznanym miejscu, a 12 złotych kluczy, które mogą otworzyć to miejsce, rozesłała po całym świecie, do nieznanych osób.
- Ale zaraz! – przerwała mu Lucy – Moja matka ? Ale skąd wiadomo, że dokument istnieje ? Ze nie został zniszczony?
- Na tym dokumencie, nie tylko był akt własności Fiore, ale także, jak to określił autor tej teczki „najważniejsza tajemnica świata”. Nie wiem czym ona jest, ale twoja matka nie mogła zniszczyć tego cholernego papierka.
- Ale ślub z Judem ? To znaczy … - zakryła twarz dłońmi.
- Tak, był po to by ukryć jej prawdziwą tożsamość. – odpowiedział za nią Laxus.
- A nasi rodzice? – zapytał niepewnie Gajeel
- Kiedy matka Lucy zdobyła dokument, wasi rodzice rozeszli się w cztery strony świata. Jednak pech chciał, że moja matka i ojciec Natsu się spotkali. – spojrzał na fotografię swojej rodziny – Czyli to dlatego, tak rzadko bywała w domu. Urodziłem się 27 lat temu, miałem 6 lat i ja głupi myślałem, że matka spotyka się z jakimiś obcymi mężczyznami.
- Mając 6 lat, tak myślałeś ? – dogadał mu Natsu.
- Znacie prawię prawdę, a teraz to co z nią zrobicie zależy tylko od was! – powiedział im stanowczo Laxus
- A Zeref ? – zapytała nagle Lucy – A co z Zerefem? Nie było o  nim mowy !
- Bo nie było ? Możliwe, że on był jednak niewinny. – wyjaśnił jej Laxus
- Muszę iść… - powiedziała nagle
- Gdzie ?! – zawołał za nią Natsu, gdy wybiegła z „Królestwa Laxus”
- Do kuzyna! – odkrzyknęła mu, po czym pobiegła w stronę samochodu.
- Dlaczego do niego ? – zapytali równocześnie zdziwieni Gajeel i Laxus
- Dareg Froze, jej kuzyn może znać całą prawdę, ale nie chce nam jej zdradzić ! – wyjaśnił im Natsu
- Natsu … -zaczął mówić Laxus – A jeśli jej kuzyn jest Acnologią? – Natsu spojrzał na niego zszokowany. Chwilę się zastanowił nad tymi słowami, jednak gdy przypomniał sobie rozmowy z kuzynem Lucy zrozumiał jedną rzecz.
- Nie  … on nie może być Acnologią ! – Natsu wybiegł – Ale jest kimś bliskim tej sprawie, może to … no jasne!  Już wiem. – i już go nie było.
- Mógł nam powiedzieć. – oburzył się Gajeel
- Dziwne. – powiedział z uśmiechem na twarzy Laxus – Mam wrażenie, że trochę dorósł.
- He?
- Gdybyś go znał wcześniej, to byś powiedział, że zmądrzał! – Gajeel wyszedł, jednak na chwilę odwrócił się i powiedział.

- Raczej nie. – i poszedł.


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku


Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)



sobota, 5 kwietnia 2014

piątek, 28 marca 2014

Lucy patrzyła na scenę w barze ze zdziwieniem, nie wiedziała, czy ma coś po wiedzieć, o coś zapytać, jednak tak jak inni była ciekawa o co chodzi w tej sprawie.
- Natsu … ? – zapytała ponownie – Znasz go?
- Tak! – odpowiedział radośnie – To osoba,  która nam zafunduje pizzę, a nawet dwie! Co nie? – zapytał, patrząc przerażającym wzrokiem na Lyona
- Lyon-sama co się stało ? – widać było zmartwienie w oczach dziewczyny, o różowych włosach.
- Dajcie im za darmo, co tylko zechcą ! – gdy skończył krzyczeć, odwrócił się i poszedł w stronę kuchni. Dziewczyna westchnęła i poszła przyjąć zamówienie, gdy odeszła od stolik, Lucy pochyliła się i ciszo szepnęła
- Powiesz wreszcie, kto to był, czy mam zgadywać? – po jej minie, Natsu zrozumiał, że tak łatwo nie odpuści.
- Nie teraz, jak będziemy wracać… - popatrzył się chwilę na „przyjaciółkę”, czekał na jej odpowiedzieć. Po kilku sekundach westchnęła i wróciła na swoje miejsce.
- Jakiś ty tajemniczy . – wzięła do reki kubek i napiła się pepsi (nic nie reklamuję ;) )
- A ja niby znam twoje wszystkie sekrety. – powiedział cicho, wzdychając.
- Ty chyba nie znasz wartości swojego życie. – wokół niej zaczęła się zbierać czarna aura. Natsu delikatnie się odsunął, jednak zaraz napotkał przeszkodę (czytaj: ścianę), przez co nie mógł dalej uciekać.  – Nic ci? – zapytała się dziewczyna. Widać było „troskę” w jej zachowaniu, której Natsu nie mógł dostrzec.
- Proszę! – do stolika podszedł kelner z dwiema ogromnymi pizzami, położył je przed klientami i dał do reki Natsu rachunek w etui. Gdy otworzył je, zaraz ujrzał karteczkę z liścikiem „Zamorduję, jeśli jeszcze raz tu przyjdziesz?! ”
- „Przyjazny” – pomyślał chłopak
- Ciekawe, po co rachunek, skoro mieliśmy mieć wszystko za darmo? – głośno zaczęła rozmyślać Lucy
- „Ta jej cholerna dedukcja! ” – Natsu przeklął w myślach. – To smacznego! – uśmiechnął się szeroko w kierunku Lucy
- A potem do Wesołego Miasteczka? – dopytała się niewinnie dziewczyna.
- Tak, tak … - odpowiedział Natsu, pomimo swojego zażenowania i załamania. Lucy uśmiechnęła się, po czym wzięła się za zjadanie pizzy. Natsu patrzył na nią przez chwilę, a potem się zaśmiał.
- Coś się stało? – niezorientowana dziewczyna zaczęła się rozglądać, czy się przypadkiem nie zabrudziła.
- Nie nic, ale tak dziwnie jest patrzeć na arystokratkę jedzącą pizzę ! – zaśmiał się po raz kolejny
- A co ja nie człowiek ? – zapytała się złośliwie
- Nie twierdzę, że nie jesteś, ale … - wziął i zaczął jeść swoją część – Nie ważne.
- Jak mówiłam strasznie tajemniczy dziś jesteś! Szybko jedz, bo zaraz będziesz M U S I A Ł – przeliterowała wyraz – wszystko dokładnie wytłumaczyć.
- A jeśli odmówię ? – zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, zobaczył, że na głowie dziewczyny syczą węże. Zaczął go oblewać pot.
- A chcesz znać konsekwencje odmowy panie Dragneel ??? – Natsu z przerażenia przewrócił się i upadł na ziemie razem z krzesłem. – Jedz ładnie, a nie się wygłupiasz. – wstał otrzepując się z kurzu. Nawet nie próbował patrzeć na dziewczynę, gdyż bał się jej.
- Muszę złożyć skargę! – krzyknął do kelnerki – Macie brudną podłogę i niestabilne krzesła.
- To jedz, a nie się wygłupiasz! – skarciła go Lucy, kelnerka w tym czasie uciekła. Zaczęli jeść w ciszy i zanim się zorientowali skończyły im się porcje.  – To idziemy ? – zapytała się ze słodkimi oczami Lucy. Natsu cały czas na nią nie mogąc wciąż uwierzyć, że to ta sama dziewczyna. Westchnął, a następnie wstał.
- Idziesz? – zapytał dziewczynę, będąc blisko kasy.
- TAK!!! – krzyknęła pełna radości.
- To cześć Lyon-kun! – rzucił ostatnie pożegnanie tajemniczemu osobnikowi, któremu nie spodobało się, gdyż zaraz zbił szklankę.
- Zabiję go kiedyś ?! – syknął do siebie, składając sobie obietnicę.
- Lyon-sama kto to był? – podeszła do niego różowowłosa przyjaciółka.
- Dawny znajomy, a bardziej … - na chwilę zamilkł – WRÓG! – krzyknął z zaciśniętą pięścią. Po chwili poczuł na swojej głowie lekkie uderzenie.
- Pamiętaj o zadaniu! – dziewczyna skarciła go, po czym on głęboko westchnął i poszedł do roboty.
- Dobrze … później go zabiję. – i wyszedł.

            Natsu i Lucy szli wzdłuż ulicy, szukając drogi do Wesołego Miasteczka. Na twarzy Lucy było wymalowane podekscytowanie i szczęście.
- A teraz wyjaśnienia! – Lucy stanęła przed Natsu, uniemożliwiając mu ucieczkę.
- Eee, no ten … - zaczął się jąkać. – Chyba na Placu Centralnym jest coś rozstawione!
- NIE ZMIENIAJ TEMATU!!! – ryknęła – Co, gdzie? – nagle zaczęła się rozglądać. Natsu zatrzymał ją i pokazał palcem na poruszającą się diabelskie koło. Drrrrdrrr. Natsu usłyszał dźwięk dzwonka, lecz nie Lucy. Spojrzał na swój telefon, na którym wyświetlił się nieznany mu numer.
- Słucham ? – powiedział, gdy tylko odebrał telefon.
- Witam!  - usłyszał radosny głos po drugiej stornie
- Kto mówi? – zapytał lekko zdziwiony Natsu
- Już znaleźliście Wesołe Miasteczko? – chłopak już w tej chwili wiedział dokładnie kto zdzwoni.
- Czyżbym rozmawiał z drogim kuzynkiem?
- Nie inaczej! – na chwile zamilkł, by po chwili odpowiedzieć z potrójną siłą rażenia – I CO MIAŁEM FAJNY POMYSŁ!?
- Tak, tak …, ale szczerze, to ja cię nie rozumiem. – nagle wpadł na pewien pomysł – Zachowujesz się jak Lucy…
- Fakt, ale wiedz, że dziś jest dla mnie szczęśliwy dzień! – wytłumaczył Natsu
- Jaki? – Natsu był bardzo ciekawy odpowiedzi mężczyzny
- Urodziny Layla’y. – odpowiedział  spokojnie mężczyzna.
- Kogo ? – Natsu nie mógł sobie przypomnieć osoby o takim imieniu.
- Matki Lucy. – to były tylko dwa słowa.
-  A właśnie, gdzie ona teraz jest ? Jakoś Lucy mi nigdy nie mówiła, albo jej nie słuchałem … - Natsu podrapał się po głowie
- Nikt nie wie, gdzie jest … - jego ton głosu obniżył się.
- Jak to ? – spojrzał na Lucy, która czekała na niego już pod wejściem do Wesołego Miasteczka.
- 7 lat temu zaginęła w tajemniczych okolicznościach, nigdy nie odnaleziono jej ciała. – wyjaśnił Dareg – Brzmi znajomo ?
- Tak. – Natsu od razu zrozumiał do czego zmierza mężczyzna – Muszę kończyć Lucy się niecierpliwi.
- A Natsu ! – chłopak zaczekał by usłyszeć ostatnie słowa kuzyna Lucy – Zaopiekuj się nią… Będzie tylko ciężej i ciężej …
            Natsu gdy tylko się rozłączył pobiegł w stronę Lucy. Ta uśmiechnięta stała w kolejce, po bilety.
- Jeszcze nie kupiłaś ? – Natsu podszedł do niej i pogłaskał ją po głowie.
- A co ja jakiś piesek, by mnie tak głaskać!? – oburzona krzyczała jak najgłośniej potrafiła.
- Może … - odpowiedział zamyślony Natsu.
- Pozostawię cię z przekonaniu, że jesteś zabawny. – po tych słowach podeszła do kasy i kupiła dwa bilety. Chwyciła Natsu za rękę i zaczęła go ciągnąc na ogromną karuzelę.  – Do środka!
- Dobrze. – Natsu zgodził się z nią, nie mając zbytnio dużego wyboru. Gdy tylko wsiedli do środka, poczekali chwilę i zaraz ruszyła. – Zadowolona ? – zapytał po chwili Natsu
- Bardzo … - odpowiedziała cicho. Jej delikatny i spokojny wzrok wędrował po małych mrówkach zwanymi ludźmi.  Natsu wstał, chwycił dłońmi twarz Lucy i delikatnie pocałował ją w ustach, po czym wrócił na swoje miejsce. Dziewczyna na początku nie rozumiała co się stało. Siedziała, patrząc na Natsu i dopiero po kilkunastu sekundach krzyknęła.
- Coo… co to miało być?!?!?! – wstał, wskazując na niego palcem.
- Nie wiesz? – zapytał niewinnie – Pocałunek.
- Ale dlaczego?! – zanim zdołała uzyskać odpowiedź, Natsu wstał i pocałował ją po raz drugi. – TY MAŁPO, TY ZBOCZEŃCU, TY POPAPRAŃSKU, TY NIEWYŻYTY ZWIERZU …
- I co tak krzyczysz?! – zatkał sobie rękoma uszy – Przecież już się całowaliśmy…
- Ale wtedy były inne okoliczności! – wytłumaczyła się.
- No tak, pierwsze musieliśmy zaspokoić niewyżytych psychopatów, a za drugim byłem po szkodzie… I co z tego? – nagle zatrzymali się. – Koniec? – zapytał zdziwiony.
- JESZCZE RAZ! – krzyknęła Lucy, poczekali chwilę i ruszyli znowu. – Ale, ale …
- Sama mówiłaś, że masz takie zwyczajne marzenia … - Lucy usiadła, cała czerwona, starała się unikać wzroku chłopaka, ale nie potrafiła.  – Lyon jest tajnym agentem, bada sprawy związane z narkotykami. Poznaliśmy się jakieś dwa lata, kiedy go aresztowałem myśląc, że to jeden z dilerów. Jednak dzięki mnie udało się złapać sprawcę, tego prawdziwego, więc ma on teraz dług wobec mnie. – Lucy jeszcze chwilę patrzyła na Natsu w osłupieniu.
- Dlaczego mi to mówisz? – zapytała
- Dlaczego? – powtórzył pytanie, wzruszając ramionami. – Po prostu ci obiecałem.
- Dziękuję. – jej słodki uśmiech trafił prosto do serca Natsu, gdyż chłopak po krótkiej chwili zarumienił się. Jego tętno zwiększyło się, a on sam czuł jak wali mu serce.
- „Co do cholery?” -  nie mógł zrozumieć, tego co się z nim dzieje. – „Chyba jej nie …” – spojrzał jeszcze raz na nią, na jej szczęśliwą twarz, patrzącą na świat przez małe okienko. – „… kocham.” – nie rozumiał jak, kiedy, dlaczego, gdzie itd. Nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań.  – Lucy … - zaczął mówić. Dziewczyna starała się na niego patrzeć, ale katem oka spoglądała na niego.
 - Tak ? – odpowiedziała po chwili.
- Lucy, ja ciebie … - nie dokończył, nagle zatrzymali się. Lucy korzystając z okazji wyskoczyła z pomieszczenia. Natsu wściekł się i uderzył o drzwi, po czym pognał za Lucy.  – To gdzie chcesz teraz iść? – zapytał ją, gdy tylko ją dogonił.
- Jestem jakaś zmęczona, chciałabym pójść już… do domu… - wypowiadając ostatnie słowa, nie do końca wiedziała, czy dobrze robi mówiąc je.  Natsu tylko kiwnął głową.
- „Rozumiem! Jest to ładna kobieta, może dlatego? ” – nagle pomyślał – „Może umówię się z Lisanną. Pewnie samotność strzeliła mi do głowy.” [notatka od autorki : TY GŁUPI NATSU!!!]


***

- „Kiedy po mnie przyjdą?” – to pytanie cały czas zaprzątało głową Makarov Dreyara. Czekał … Bał się tego co ma nastąpić, ale na wszystko się przygotował. Prawie. Był przygotowany, ale czy chciał jej. Odpowiedź brzmiała : NIE. Wstał, zaczął chodzić po pokoju. Spojrzał na telefon. Potem siadł i znowu wstał. Popatrzył jeszcze raz na telefon. – „Dzieci nie muszą płacić za błędy starych. To moja wina, a oni mają prawo, by znać prawdę… tylko czy mi wybaczą?” – podszedł do telefonu i zadzwonił. Gdy nikt nie odebrał, postanowił nagrać wiadomość – Lucy czy możesz przyjść na chwilę na komisariat. Proszę oddzwoń, jak tylko odsłuchasz wiadomość. „Oby jak najszybciej”.

***


            Oboje zaczęli wchodzić do budynku, w którym oboje mieszkali. Natsu wydawał się Lucy wciąż nieobecny, dlatego co chwilę, próbowała go obudzić, jednak nieskutecznie.
- Natsu co się dzieje? – zapytała, gdy tylko weszli do windy.
- „To tylko zauroczenie, dlaczego więc tak mi bije serce” [od autorki : Bo się zakochałeś! Ale idiota, nie sadzicie ? ] – pomyślał chłopak, spoglądając na Lucy. – Nic … - odpowiedział obojętnie po chwili.
- „Jasne” – Lucy wiedziała, że kłamie – Jeśli, coś cię martwi, możesz się ze mną z tym podzielić. – powiedziała szczerze. Natsu popatrzył na nią. Nagle chwycił ją za ręce i przycisnął do windy. Lucy z przerażeniem popatrzyła na niego. – Co ty … ?! – nie dał jej dokończyć. Wbił łapczywie swoje usta w jej. Chwytał jej usta gwałtownie, nie dając jej nawet sekundy, by móc się wyzwolić. Na początku próbowała się wyrwać, jednak po chwili zaczęła dawać za wygraną i oddawać pocałunki. – „Co ja robię …? ” – zapytała samą siebie, ale nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Natsu był zszokowany zachowaniem dziewczyny,  ale zbytnio się tym nie przejmował i zanurzał w nią swoje usta.
- CO TY ROBISZ!? – gdy winda stanęła, usłyszeli krzyk. Natsu oderwał się od dziewczyny i po chwili poczuł pięść na policzku. – Co robisz mojej żonie ? – Natsu zaczął powoli wstawać. Na początku nie rozumiał swój wypowiedzianych przez tajemniczego mężczyznę.
- Loki? – zapytała ze zdziwieniem Lucy – Co ty tu robisz?!
- Żona ? – zapytał zszokowany Natsu
- Tak, moja żona! – Loki chwycił Lucy za talię, przyciągając do siebie.
- Spierdalaj! – krzyknęła dziewczyna, odpychając go od siebie. – Natsu, ja …- ale już nikogo nie było. Spojrzała na rozbawionego Lokiego.
- Widzę, że twój książę z bajki dał nogę. – cały czas rechotał się pod nosem. Lucy spojrzała na niego z ukosa, po czym wymierzyła mu piękny, prawy sierpowy prosto w nos. Poleciał prosto do windy. Nacisnęła numerek i ręcznie zamknęła drzwi. Od razu po tej czynności poleciała na „przyjacielem”.
- „Czy zna pewno jest on dla mnie tylko przyjacielem? ” – zapytała samą siebie. Podbiegła pod drzwi Natsu, cały czas dzwoniła i pukała, ale nikt nie otwierał. – SZLAK! Nie zachowuj się jak zraniona księżniczka – Dziewczyna rzuciła się do swojego mieszkania, po czym pobiegła do sypialni. Szybkim ruchem ręki otworzyła balkon, następnie próbowała wejść na sąsiedni, należący do Natsu. Zauważyła, że chłopak siedzi na swoim łóżku. Powoli zaczęła wchodzić na jego balkon, jednak …
- Aaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!! – krzyknęła, gdy pośliznęła się na zaśnieżonym kafelku. Natsu słysząc krzyk wyskoczył na dwór, przerażony rzucił się na Lucy, chwytając jej rękę i przyciągając do siebie. Po minucie siłowania się z prawami grawitacji, udało mu się, przyciągnąć dziewczynę do siebie. Oboje padli na podłogę zmęczeni i zasapani.
- TY IDIOTKO, CO TY DO CHOLERY ROBISZ??!?!?!?!? –wrzasnął na nią, jednak gdy zobaczył łzy spływające po jej policzku zamilkł. Delikatnie otarł jej łzy i przytulił do siebie. – No już nie rycz … - wstał, biorąc ją w swoje ramiona. Zaniósł ją do swojej sypialni, kładąc na łóżko.  – Lucy ? – chwycił jej twarz swoimi dłońmi, jednak po chwili dziewczyna odepchnęła go – Co, do …? – nie dała mu dokończyć.
- Baka !!!!!!! BAKA, BAKA, BAKA, BAKA, BAKA, BAKA …. – cały czas powtarzała. Natsu patrzył się na nią ze zdziwieniem.
- Że, co ? – zapytał, gdy tylko się otrząsnął.
- BAKA, BAKA, BAKA!!! To twoja wina. Uciekasz jak jakiś Kopciuszek, a potem nie chcesz mnie wpuścić jak jakaś Roszpunka ! A nie ona wreszcie spuściła swe włosy, ty zadufana księżniczko ! BAKA!!! – zamilkła
- Już ? – zapytał, podchodząc do niej. Kiwnęła głową. – Przepraszam. – powiedział cicho.
- Wystraszyłam się… - powiedziała słodko, smarkając na chusteczkę.
- Wiem. – chłopak podszedł i pogłaskał ją po głowie. – A na serio jesteś żoną tego rudzielca ?
- Wiedziałam, że zapytasz! – odpowiedziała z błyskiem w oczach – Niby tak, ale to wszystko zostało zaaranżowane przez mojego ojca. I TY NAPRAWDĘ MYSLAŁEŚ, ŻE JESTEM MĘŻATKĄ!!!!
- No wiesz, byłem z lekka zaskoczony. – rzekł z lekka przygaszony – My się tu całujemy, a sekundę później twój mężunio cię broni.
- Całujemy ? – zapytała zaskoczona dziewczyna  - BAKA! BAKA! BAKA!
- I znowu się zaczęło … - powiedział obojętnym głosem – ZAMKNIJ SIĘ WRWESZCIE!
- CO?!- odwrzasnęła mu – Czemu tak mnie ciągle całujesz, co?!
- A no bo … - nie wiedział, co ma dalej powiedzieć.
- Bawisz się mną ? Prawda … - słowa Lucy dotarły do Natsu. Chciał im zaprzeczyć, jednak nagle poczuł jak dziewczyna go policzkuje. – Wszyscy!!! Wszyscy chcą mnie tylko wykorzystać! BAKA! Ja myślałam, że jesteś inny … - wybiegła z pokoju w płaczu. Natsu jednak pozostał w środku i czekał na odpowiedź.
- CHOLERA! – przeklął – Czy naprawdę chcę ją wykorzystać? – oparł się o łóżko i spojrzał na miecz wiszący na drzwiami – Może i  lepiej, że tak myśli… będzie bezpieczniejsza.

***

- Dlaczego?! – wrzasnęła do samej siebie – Dlaczego tak to boli ? – chwyciła swoją torebkę i rzuciła nią o ścianę. Wszystkie przedmioty porozrzucały się po całym pokoju. Nagle spojrzała na telefon, który pokazywał jej nieodebraną wiadomość. Wysłuchała jej i od razu pobiegła do samochodu. – „Dlaczego mam przeczucie, że coś się dzisiaj stanie?” – jechała jak szalona i gdy tylko dotarła na miejsce, pobiegła do gabinetu Makarova Dreyara.
- Coś się stało ? – zapytała od razu, gdy weszła bez pukania.
- Lucy, a więc jednak przyszłaś ? – rzekł zdziwiony Komisarz Główny.
- Czy coś chciał mi pan powiedzieć? – nie czekała, chciała znać odpowiedzi.
- Tak, chciałem … Ty, Natsu, Gajeel, Sting, Rogue, Laxus i Cobra … musicie znać prawdę. – gdy zaczął mówić, na Lucy wstąpiły wątpliwości.
- Kim są ci ludzie? – zapytała niepewnie.
- Oni nikim … ale ich rodzice, są twoim przekleństwem i zbawieniem. – wyjaśnił Makarov
- A, więc moja matka też ma coś z tym wspólnego ? – starała się jak tylko mogła
- Nie … ona jest kluczem do wszystkiego. – Lucy uderzyła o biurko, nie potrafiąc wytrzymać.
- CO TY CHRZANISZ?! NIE MOŻESZ POWIEDZIEĆ MI JAŚNIEJ!!! – usiadła, ledwo dławiąc łzy.
- Lucy, jeśli mnie wysłuchasz, wszystko zrozumiesz. – mężczyzna próbował ją uspokoić.
- Dlaczego teraz, dlaczego nie wcześniej.
- Dopiero teraz odnaleziono jego ciało. Oni …
- KIM SĄ ONI?!
- Oni… - zaczął mówić … TRZASK!!!. Odłamki szkła rozleciały się po całym pokoju, Lucy kucnęła, oplatając rękoma głowę. Gdy hałas ucichł, powoli zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu. To co zobaczyła, dodało jej kolejnych przerażających wspomnień.

Ciąg dalszy nastąpi …




PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)