Czytajcie i oceniajcie, bo tak pisałam w sierpniu ubiegłego roku, gdy założyłam pierwszy blog Nalu :)
środa, 30 kwietnia 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
A pomyślałam, że tak je wstawię. Możecie przeczytać jak chcecie, jak nie to trudno. po prostu je chciałam wstawić :)
środa, 23 kwietnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
niedziela, 13 kwietnia 2014
Lucy powoli zaczęła się podnosić, było oszołomiona i zdezorientowana tym co przed chwilą się wydarzyło. Ból promieniował od karku po sam czubek głowy, był tak nie do zniesienia, że dziewczyna nie mogła otworzyć oczu. Dopiero po wielu próbach, udało się jej tego dokonać. Oparła się ręką o podłogę i podniosła. Rozejrzała się po gabinecie, był on pełen kawałków szkła i … krwi. Jej źrenice rozszerzyły się, szybko pobiega za biurko. Zobaczyła za nim martwe oczy człowieka, który leżał w morzu krwi z wyrwą w klatce piersiowej.
- Aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!! – krzyknęła Lucy, łapiąc się za głowę. – POMOCYYYY!!!!!!!!!!!!!!!!!! – Rzuciła się na starszego człowieka, zdjęła z siebie płaszcz i szybko próbowała zatamować krwotok. – POMOCY!!!! – krzyknęła ponownie.- Proszę nie umieraj ! Nagle drzwi otworzyły się i zaraz do środka weszła Mirajene.
- Co się … ? – nie dokończyła, rzuciła się do telefonu i szybko zadzwoniła po pogotowie. – Aaaaa!!! – uklękła bok Lucyna ciałem Makarov Dreyara i płakała… i płakała … Pogotowie przyjechało jedynie oświadczyć zgon, który nastąpił w dzień podobny do tego z X777 roku.
Dwa miesiące później …
Łzy, strach, rozpacz i osamotnienie. Całe tłumy stały w rzędzie, patrząc na ludzi niosących dębową trumnę, przyodzianą we flagę Królestwa Fiore. Nikt nie był w stanie podnieść wzroku, wszyscy żegnali człowieka z opuszczoną głową. Z oczu płynęły łzy, które zaczęły się powoli mieszać z opadającymi kropelkami deszczu.
- To moja wina … - powtarzała co chwilę Lucy.
- Przestań! – syknął Natsu. – To nie twoja … twoja … wina… A…aa…. – nie wytrzymał, rzucił się na dziewczynę, wtulając się w nią. Lucy oplotła się wokół jego szyi, po czym razem z nim płakała i cierpiała.
Gdy trumna z ciałem minęła ludzi, wszyscy podeszli do grobu, patrząc na uśmiechniętego staruszka na postanowionym na grobie zdjęciu. Laxus wyszedł przed nich, podszedł na piedestał, otarł łzy, wziął głęboki oddech i rzekł …
- Był dla nas niczym ojciec! – krzyknął na całe gardło – Gdy zostaliśmy porzuceni, od przyjął nas do siebie dając coś czego większość ludzi nie może doświadczyć … rodzinę. Kochał nas i my go kochaliśmy. Zginął ! Ale tak jak zawsze marzył, w sposób efektowny i godny zapamiętania. Dla nas, dla swoich dzieci, był gotów powiedzieć prawdę nawet za cenę własnego życia …
- „To przeze mnie…” – pomyślała Lucy – „Gdybym tak nie dopytywała się o prawdę może wtedy … może…” – poczuła jak Natsu coraz mocniej ją przytula, czuła jego ciepło, którego tak bardzo w tamtym momencie potrzebowała.
- Wspaniały żołnierz, policjant, a przede wszystkich kochający ojciec, zawsze uśmiechnięty, zawsze szczęśliwy, dumny ojciec, który widząc swe dorastające dzieci, cieszył się ich szczęściem … - opuścił delikatnie głowę, nie hamując już nawet kropli łzy … - DZIĘKUJEMY!!! DZIĘKUJEMY!!! I JESZCZE RAZ DZIĘKUJEMY TATO !!!! – Laxus zszedł, po czym podszedł do trumny, dotknął jej ręką i odszedł, nie czekając na pochowanie ciała.
Nikt więcej nie był w stanie podejść i rzec słowo pożegnania. Płacz i smutek ogarną całą okolicę. Wszyscy patrzyli ze łzami w oczach, jak ciało niknie w wnęce grobowej. Lucy i Natsu podeszli, położyli kwiaty i odeszli. Erza blada i osłabiona minęła ich, jednak gdy tylko zobaczyła zdjęcia Makarova, opadła.
- Erza! – krzyknął Gray, łapiąc dziewczynę. Wziął ją na ręce i zaczął nieść do samochodu.
- Lucy jedźmy już … Proszę. – Lucy nie była wstanie spojrzeć na Natsu, więc tylko kiwnęła głową. Weszli do samochodu i odjechali, gdy dotarli pod mieszkania, zaczęli iść w tym samym kierunku, w ciszy. Rozeszli się. Lucy poszła do swojej sypialni, rzucając się na łóżko.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!! – krzyknęła, próbując zagłuszyć krzyk poduszką. – Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … - powtarzała bez przerwy. – Gdyby nie ja… może by przeżył, to wszystko moja wina !
Natsu usiadł w kącie, wyjął z szuflady wino i zaczął pić prosto w butelki.
- Gdy byłem sam, gdy mój zaginął kto do mnie przyszedł ? – mówił sam do siebie. – Gdy zszedłem na złą ścieżkę, kto podał mi rękę, no kto ? I TY MASZ CZELNOŚĆ UMIERAĆ!??!?!?! – rzucił w połowie pełną butelką o ścianę. Roztrzaskała się, pozostawiając na białym tle, różowy ślad i porozrzucane kawałki szkła…. – Dlaczego …?
7 lat temu …
Do więzienia wszedł niskiego wzrostu staruszek. Wszyscy strażnicy przepuszczali go, uchylając lekko głowy. Mężczyzna szedł przed siebie, aż zatrzymał się przed celą nr 10. Staruszek uśmiechnął się delikatnie do 18-letniego chłopaka siedzącego na ławeczce.
- Co chcesz?! – syknął chłopak
- Jesteś Nastu Dragneel. – odrzekł ze spokojem mężczyzna – Prawda ?
- Wystarczy, że spojrzysz w akta. – odpowiedział z prychnięciem chłopak.
- I to mnie właśnie martwi. Syn Igneela, nie powinien być taki. - Natsu słysząc to imię podszedł do krat.
- Skąd znasz mojego ojca? – zapytał, mając opuszczoną głowę.
- Wpuście mnie! – rozkazał mężczyzna strażnikom.
- Ale Komisarzu Dreyar! – sprzeciwił się jeden z nich. Jednak widząc zdecydowanie w oczach przełożonego odpuścił i otworzył. Makarov wszedł do środka i usiadł na ławeczce.
- Twój ojciec był wspaniałym policjantem, który poświęcił się dla walki z niesprawiedliwością. Chronił obywateli ryzykując swe życie i zdrowie, nie oczekując nic w zamian. – Natsu podszedł i usiadł obok staruszka. – Wspaniały człowiek, nieprawdaż ?
- Tak … - odpowiedział spokojnie Natsu.
- Nie rozumiem tylko, czemu tak wspaniałe dziecko zeszło na tak złą drogę ? – spojrzał na Natsu, który milknął. – Chłopcze chciałeś znaleźć swojego ojca? Zapewne tak. Nawet żona mojego syna przez to ucierpiała, a wiedz, że była mi bliska. – Natsu spojrzał na niego ze zdziwieniem – Pewnie chcesz zapytać, czy szukam zemsty? Odpowiem nie, gdyż wiem, że i ona i ja będziemy szczęśliwsi, jeśli będziemy spełniać ich ostatnie wole ! Pamiętasz jaka była ostatnia wola Igneela?
- Kochaj bliskich, szukaj prawdy, daj wyraz sprawiedliwości. To moje i twoje motto, nasza życiowa droga. – Natsu odwrócił się – To tylko tyle dla mnie, ale dla ciebie mam zadanie. Chroń córkę gwiazd, bo jej matki nie zdołałem ochronić … Obiecaj.
- Daję ci szansę . – wyciągnął w jego kierunku dłoń. – Czy przyjmiesz ją ?
- Ja … - ciało Natsu zaczęło drżeć.
- Hmm? – Makarov siedział lekko zmieszany
- Przepraszam tato … - łzy spływały po policzkach chłopaka, a ciało drżało z rozpaczy i bólu – I dziękuję … - zwrócił się w kierunku Makarova – Dziadku !
- I DLACZEGO UMARŁEŚ!??!?!?!?!?!? Dziadku … - chwycił Happy’ego i mocno go do siebie przytulił.
W tym samym czasie…
- Co się dzieje?! – wrzasnął na całe auto Gray.
- Nie wiem, ale … - nagły ból przeszedł po całym jej ciele – Muszę pojechać do szpitala.
- Pewnie to ze stresu, przez te cholerne dwa miesiące żadnych pozytywnych emocji, więc teraz masz tego efekty! – nawrzeszczał na dziewczynę.
- Pewnie masz rację, ale na zaś pojadę. – powiedziała ze spokojem Erza
- Zabawne … - rzekł nagle Gray – Nigdy się bym nie spodziewał, że Erza może kiedyś dbać o zdrowie…
- Dziadek pewnie by nie chciał żebym się męczyła… - rozsiadła się wygodnie w fotelu.
- Erza … ? – zapytał niepewnie Gray
- Hmm?
- To na pewno nic poważnego ?
- Na pewno. – jednak jej słowa nie do końca przekonały przyjaciela …
W królestwie Laxusa
Człowiek z blizna w kształcie pioruna siedział na swoim ukochanym krześle, popijając swoją ukochaną kawę. Co chwilę spoglądał na teczkę z dokumentami, którą przed śmiercią przekazał mu dziadek.
- I to wszystko przez tę parę informacji ? Żałosne … - otworzył szufladę i wrzucił do niej papiery – Pewnie teraz powinienem wszystko powiedzieć Natsu, Lucy i Gajeelowi. – głęboko westchnął – I musiałeś przez nie ginąć, staruszku ? – Puk, puk. Usłyszał nagle pukanie do drzwi. – Proszę ! – odpowiedział głośno. Po chwili do pokoju weszła Lisanna trzymająca w rękach czarną różę.
- Moje kondolencje. – lekko schyliła głowę, po czym podała mężczyźnie róże.
- Dziękuję, ale bez przesady. Staruszek żył, tak jak chciał i sam wybrał moment swej śmierci.- wyjaśnił jej Laxus
- Czy to w związku z DOKUMENTAMI ? – zapytała dziewczyna. Laxus ze spokojem na twarzy spojrzał jej prosto w oczy.
- „Skąd ona o tym wie ?” – zadał sobie pytanie w myślach – „Dziadek nie miał na tej liście, więc lepiej będzie, jak nic nie powiem.” – zdecydował – Jeśli są jakieś dokumenty, które spowodowały jego śmierć, to je odnajdę. Gdybym już je miał, to bym zrobił wszystko by wsadzić osobę odpowiedzialną za ten bajzel !
- A jeśli powiem, że wiem, że jesteś w posiadaniu dokumentów dotyczących spraw sprzed 21 i 14 lat. –dziewczyna uśmiechnęła się słodko
- Może miałem być w ich posiadaniu, ale jak zauważyłaś mój staruszek prowadził rozmowę z Lucy i najprawdopodobniej ona wie więcej niż ja. – odpowiedział stanowczo Laxus – „Co się dzieje?”
- To nic, myślałam, że coś wiesz. – dziewczyna wyszła.
- Chyba muszę ją bacznie obserwować. – uśmiechnął się złowieszczo, po czym chwycił dokumenty i zaczął je jeszcze raz czytać, tym razem jeszcze dokładniej. Po kilku godzinach czytanie, wstał, chwycił za telefon i wysłał SMS-y trzem osobom. – A, więc o to chodziło!
„Za pół godziny u mnie, jak nie dupy z nóg powyrywam”
W szpitalu
- ŻE, CO!? – krzyknęli na cały szpital równocześnie Erza i Gray.
- Tak, jak powiedziałem. – lekarz starał się uspokoić dwójkę ludzi.
- Ale to niemożliwe… - Erza chwyciła się za głowę, po czym usiadła na krześle.
- Erza, czy to prawda ? – zapytał się jeszcze Gray.
- Tak jestem w ciąży … - odpowiedziała spokojnie. Popatrzyła na swe dłonie, po czym dotknęła nimi brzucha – I co ja teraz zrobię ? – zapytała sama siebie.
- Ale z kim ?! – krzyknął chłopak.
- Z Jellalem … - szepnęła cicho.
- Że … o cholera.- Gray opadł na krzesło, po czym rozłożył się na nim. – Co zamierzasz zrobić ?
- Nie wiem … Po prostu nie wiem. – łzy zaczęły spływać po jej czerwonych policzkach.
W królestwie Laxusa
Po przybyciu gości Laxus dokładnie sprawdził czy nikt ich nie podsłuchuje. Oszołomiona trójka siedziała i czekała zniecierpliwiona na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia od Laxusa.
- Natsu, Gajeel i Lucy … - nagle zaczął. – Nie znam do końca całej prawdy, ale tyle co wiem, to chciałbym wam przekazać. A, więc wszystko zaczęło się …
- Chwila ! – przerwał mu Natsu – Nie rozumiem do końca o co chodzi i dlaczego siedzi tu ten patafian ?!
- KOGO NAZYWASZ PATAFIANEM, TY BUCIE JEDEN! – krzyknął Gajeel
- ZAMKNĄŁ MORDY! – wrzasnęła Lucy, po czym oboje grzecznie siedli na krzesła. – Proszę kontynuuj !
- Kurcze zgubiłem wątek ! – Laxus chwycił dokumenty i pomachał nimi przed oczami gości. – Te papierki przekazał mi staruszek przed swoją śmiercią i kazał mi wam przekazać wszystko co jest w nich zawarte! Praktycznie wszystkie zapiski dotyczą wydarzeń sprzed 21 lat, ale cześć z nich nawet nie jest dla nas istotna. Jednak … istnieje kilka wydarzeń, które są naszym zbawieniem i naszym przekleństwem.
- „Zaraz czy to samo nie usłyszałam od pana Dreyara ?” – pomyślała Lucy
- Wielka Akcja , czy ten termin wam coś mówi ? – zapytał nagle Laxus
- Nie! – odpowiedział Gajeel, po czym wszyscy się z nim zgodzili.
- Mi też to nic nie mówi. I w tym problem, ale to wydarzenie było jednym najbardziej znaczących momentów dla Fiore. Tego dnia Acnologia wprowadził swój plan. W jakiś, nieznany ani mi, ani staruszkowi, sposób zdobył dokument Exis Treate, który jest papierkiem, dzięki któremu Acnologia mógł wejść w posiadanie całego Fiore.
- Że, co ?! – krzyknął Natsu
- Ale jaki to ma związek z nami ? – odezwała się Lucy
- Żaden … - odpowiedział wprost – Ale podczas wojny został utworzony zespół FBI, Dragon Slayerzy, w skrócie Dragonsi ! Należeli do nich Layla, Igneel, moja matka, Metalicana i trójka nieznanych osób …
- Sting, Cobra i Rogue… - powiedziała cicho Lucy.
- Co? – dopytał się jej Laxus
- Te imiona wypowiedział przed śmiercią dziadek. – wyjaśniła mu.
- Możliwe, że ich rodzice, byli w to wszystko zamieszani, ale teraz muszę wam wszystko wyjaśnić… - włożył dokumenty do sejfu i zamknął go na 7 cyfrowy szyfr. – Gdy Acnologia zdobył ten dokument, nasi rodzice zaczęli prowadzić wojnę z tym człowiekiem. Nikt nie wie, jak ona przebiegała, ani jak dokument trafił w ręce Layli, ale ona zdobywając go, zamknęła go w nieznanym miejscu, a 12 złotych kluczy, które mogą otworzyć to miejsce, rozesłała po całym świecie, do nieznanych osób.
- Ale zaraz! – przerwała mu Lucy – Moja matka ? Ale skąd wiadomo, że dokument istnieje ? Ze nie został zniszczony?
- Na tym dokumencie, nie tylko był akt własności Fiore, ale także, jak to określił autor tej teczki „najważniejsza tajemnica świata”. Nie wiem czym ona jest, ale twoja matka nie mogła zniszczyć tego cholernego papierka.
- Ale ślub z Judem ? To znaczy … - zakryła twarz dłońmi.
- Tak, był po to by ukryć jej prawdziwą tożsamość. – odpowiedział za nią Laxus.
- A nasi rodzice? – zapytał niepewnie Gajeel
- Kiedy matka Lucy zdobyła dokument, wasi rodzice rozeszli się w cztery strony świata. Jednak pech chciał, że moja matka i ojciec Natsu się spotkali. – spojrzał na fotografię swojej rodziny – Czyli to dlatego, tak rzadko bywała w domu. Urodziłem się 27 lat temu, miałem 6 lat i ja głupi myślałem, że matka spotyka się z jakimiś obcymi mężczyznami.
- Mając 6 lat, tak myślałeś ? – dogadał mu Natsu.
- Znacie prawię prawdę, a teraz to co z nią zrobicie zależy tylko od was! – powiedział im stanowczo Laxus
- A Zeref ? – zapytała nagle Lucy – A co z Zerefem? Nie było o nim mowy !
- Bo nie było ? Możliwe, że on był jednak niewinny. – wyjaśnił jej Laxus
- Muszę iść… - powiedziała nagle
- Gdzie ?! – zawołał za nią Natsu, gdy wybiegła z „Królestwa Laxus”
- Do kuzyna! – odkrzyknęła mu, po czym pobiegła w stronę samochodu.
- Dlaczego do niego ? – zapytali równocześnie zdziwieni Gajeel i Laxus
- Dareg Froze, jej kuzyn może znać całą prawdę, ale nie chce nam jej zdradzić ! – wyjaśnił im Natsu
- Natsu … -zaczął mówić Laxus – A jeśli jej kuzyn jest Acnologią? – Natsu spojrzał na niego zszokowany. Chwilę się zastanowił nad tymi słowami, jednak gdy przypomniał sobie rozmowy z kuzynem Lucy zrozumiał jedną rzecz.
- Nie … on nie może być Acnologią ! – Natsu wybiegł – Ale jest kimś bliskim tej sprawie, może to … no jasne! Już wiem. – i już go nie było.
- Mógł nam powiedzieć. – oburzył się Gajeel
- Dziwne. – powiedział z uśmiechem na twarzy Laxus – Mam wrażenie, że trochę dorósł.
- He?
- Gdybyś go znał wcześniej, to byś powiedział, że zmądrzał! – Gajeel wyszedł, jednak na chwilę odwrócił się i powiedział.
- Raczej nie. – i poszedł.

PROSZĘ PRZECZYTAJ!!!
Drogi czytelniku
Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)
sobota, 5 kwietnia 2014
piątek, 28 marca 2014
Lucy patrzyła na scenę w barze ze zdziwieniem, nie wiedziała, czy ma coś po wiedzieć, o coś zapytać, jednak tak jak inni była ciekawa o co chodzi w tej sprawie.
- Natsu … ? – zapytała ponownie – Znasz go?
- Tak! – odpowiedział radośnie – To osoba, która nam zafunduje pizzę, a nawet dwie! Co nie? – zapytał, patrząc przerażającym wzrokiem na Lyona
- Lyon-sama co się stało ? – widać było zmartwienie w oczach dziewczyny, o różowych włosach.
- Dajcie im za darmo, co tylko zechcą ! – gdy skończył krzyczeć, odwrócił się i poszedł w stronę kuchni. Dziewczyna westchnęła i poszła przyjąć zamówienie, gdy odeszła od stolik, Lucy pochyliła się i ciszo szepnęła
- Powiesz wreszcie, kto to był, czy mam zgadywać? – po jej minie, Natsu zrozumiał, że tak łatwo nie odpuści.
- Nie teraz, jak będziemy wracać… - popatrzył się chwilę na „przyjaciółkę”, czekał na jej odpowiedzieć. Po kilku sekundach westchnęła i wróciła na swoje miejsce.
- Jakiś ty tajemniczy . – wzięła do reki kubek i napiła się pepsi (nic nie reklamuję ;) )
- A ja niby znam twoje wszystkie sekrety. – powiedział cicho, wzdychając.
- Ty chyba nie znasz wartości swojego życie. – wokół niej zaczęła się zbierać czarna aura. Natsu delikatnie się odsunął, jednak zaraz napotkał przeszkodę (czytaj: ścianę), przez co nie mógł dalej uciekać. – Nic ci? – zapytała się dziewczyna. Widać było „troskę” w jej zachowaniu, której Natsu nie mógł dostrzec.
- Proszę! – do stolika podszedł kelner z dwiema ogromnymi pizzami, położył je przed klientami i dał do reki Natsu rachunek w etui. Gdy otworzył je, zaraz ujrzał karteczkę z liścikiem „Zamorduję, jeśli jeszcze raz tu przyjdziesz?! ”
- „Przyjazny” – pomyślał chłopak
- Ciekawe, po co rachunek, skoro mieliśmy mieć wszystko za darmo? – głośno zaczęła rozmyślać Lucy
- „Ta jej cholerna dedukcja! ” – Natsu przeklął w myślach. – To smacznego! – uśmiechnął się szeroko w kierunku Lucy
- A potem do Wesołego Miasteczka? – dopytała się niewinnie dziewczyna.
- Tak, tak … - odpowiedział Natsu, pomimo swojego zażenowania i załamania. Lucy uśmiechnęła się, po czym wzięła się za zjadanie pizzy. Natsu patrzył na nią przez chwilę, a potem się zaśmiał.
- Coś się stało? – niezorientowana dziewczyna zaczęła się rozglądać, czy się przypadkiem nie zabrudziła.
- Nie nic, ale tak dziwnie jest patrzeć na arystokratkę jedzącą pizzę ! – zaśmiał się po raz kolejny
- A co ja nie człowiek ? – zapytała się złośliwie
- Nie twierdzę, że nie jesteś, ale … - wziął i zaczął jeść swoją część – Nie ważne.
- Jak mówiłam strasznie tajemniczy dziś jesteś! Szybko jedz, bo zaraz będziesz M U S I A Ł – przeliterowała wyraz – wszystko dokładnie wytłumaczyć.
- A jeśli odmówię ? – zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, zobaczył, że na głowie dziewczyny syczą węże. Zaczął go oblewać pot.
- A chcesz znać konsekwencje odmowy panie Dragneel ??? – Natsu z przerażenia przewrócił się i upadł na ziemie razem z krzesłem. – Jedz ładnie, a nie się wygłupiasz. – wstał otrzepując się z kurzu. Nawet nie próbował patrzeć na dziewczynę, gdyż bał się jej.
- Muszę złożyć skargę! – krzyknął do kelnerki – Macie brudną podłogę i niestabilne krzesła.
- To jedz, a nie się wygłupiasz! – skarciła go Lucy, kelnerka w tym czasie uciekła. Zaczęli jeść w ciszy i zanim się zorientowali skończyły im się porcje. – To idziemy ? – zapytała się ze słodkimi oczami Lucy. Natsu cały czas na nią nie mogąc wciąż uwierzyć, że to ta sama dziewczyna. Westchnął, a następnie wstał.
- Idziesz? – zapytał dziewczynę, będąc blisko kasy.
- TAK!!! – krzyknęła pełna radości.
- To cześć Lyon-kun! – rzucił ostatnie pożegnanie tajemniczemu osobnikowi, któremu nie spodobało się, gdyż zaraz zbił szklankę.
- Zabiję go kiedyś ?! – syknął do siebie, składając sobie obietnicę.
- Lyon-sama kto to był? – podeszła do niego różowowłosa przyjaciółka.
- Dawny znajomy, a bardziej … - na chwilę zamilkł – WRÓG! – krzyknął z zaciśniętą pięścią. Po chwili poczuł na swojej głowie lekkie uderzenie.
- Pamiętaj o zadaniu! – dziewczyna skarciła go, po czym on głęboko westchnął i poszedł do roboty.
- Dobrze … później go zabiję. – i wyszedł.
Natsu i Lucy szli wzdłuż ulicy, szukając drogi do Wesołego Miasteczka. Na twarzy Lucy było wymalowane podekscytowanie i szczęście.
- A teraz wyjaśnienia! – Lucy stanęła przed Natsu, uniemożliwiając mu ucieczkę.
- Eee, no ten … - zaczął się jąkać. – Chyba na Placu Centralnym jest coś rozstawione!
- NIE ZMIENIAJ TEMATU!!! – ryknęła – Co, gdzie? – nagle zaczęła się rozglądać. Natsu zatrzymał ją i pokazał palcem na poruszającą się diabelskie koło. Drrrrdrrr. Natsu usłyszał dźwięk dzwonka, lecz nie Lucy. Spojrzał na swój telefon, na którym wyświetlił się nieznany mu numer.
- Słucham ? – powiedział, gdy tylko odebrał telefon.
- Witam! - usłyszał radosny głos po drugiej stornie
- Kto mówi? – zapytał lekko zdziwiony Natsu
- Już znaleźliście Wesołe Miasteczko? – chłopak już w tej chwili wiedział dokładnie kto zdzwoni.
- Czyżbym rozmawiał z drogim kuzynkiem?
- Nie inaczej! – na chwile zamilkł, by po chwili odpowiedzieć z potrójną siłą rażenia – I CO MIAŁEM FAJNY POMYSŁ!?
- Tak, tak …, ale szczerze, to ja cię nie rozumiem. – nagle wpadł na pewien pomysł – Zachowujesz się jak Lucy…
- Fakt, ale wiedz, że dziś jest dla mnie szczęśliwy dzień! – wytłumaczył Natsu
- Jaki? – Natsu był bardzo ciekawy odpowiedzi mężczyzny
- Urodziny Layla’y. – odpowiedział spokojnie mężczyzna.
- Kogo ? – Natsu nie mógł sobie przypomnieć osoby o takim imieniu.
- Matki Lucy. – to były tylko dwa słowa.
- A właśnie, gdzie ona teraz jest ? Jakoś Lucy mi nigdy nie mówiła, albo jej nie słuchałem … - Natsu podrapał się po głowie
- Nikt nie wie, gdzie jest … - jego ton głosu obniżył się.
- Jak to ? – spojrzał na Lucy, która czekała na niego już pod wejściem do Wesołego Miasteczka.
- 7 lat temu zaginęła w tajemniczych okolicznościach, nigdy nie odnaleziono jej ciała. – wyjaśnił Dareg – Brzmi znajomo ?
- Tak. – Natsu od razu zrozumiał do czego zmierza mężczyzna – Muszę kończyć Lucy się niecierpliwi.
- A Natsu ! – chłopak zaczekał by usłyszeć ostatnie słowa kuzyna Lucy – Zaopiekuj się nią… Będzie tylko ciężej i ciężej …
Natsu gdy tylko się rozłączył pobiegł w stronę Lucy. Ta uśmiechnięta stała w kolejce, po bilety.
- Jeszcze nie kupiłaś ? – Natsu podszedł do niej i pogłaskał ją po głowie.
- A co ja jakiś piesek, by mnie tak głaskać!? – oburzona krzyczała jak najgłośniej potrafiła.
- Może … - odpowiedział zamyślony Natsu.
- Pozostawię cię z przekonaniu, że jesteś zabawny. – po tych słowach podeszła do kasy i kupiła dwa bilety. Chwyciła Natsu za rękę i zaczęła go ciągnąc na ogromną karuzelę. – Do środka!
- Dobrze. – Natsu zgodził się z nią, nie mając zbytnio dużego wyboru. Gdy tylko wsiedli do środka, poczekali chwilę i zaraz ruszyła. – Zadowolona ? – zapytał po chwili Natsu
- Bardzo … - odpowiedziała cicho. Jej delikatny i spokojny wzrok wędrował po małych mrówkach zwanymi ludźmi. Natsu wstał, chwycił dłońmi twarz Lucy i delikatnie pocałował ją w ustach, po czym wrócił na swoje miejsce. Dziewczyna na początku nie rozumiała co się stało. Siedziała, patrząc na Natsu i dopiero po kilkunastu sekundach krzyknęła.
- Coo… co to miało być?!?!?! – wstał, wskazując na niego palcem.
- Nie wiesz? – zapytał niewinnie – Pocałunek.
- Ale dlaczego?! – zanim zdołała uzyskać odpowiedź, Natsu wstał i pocałował ją po raz drugi. – TY MAŁPO, TY ZBOCZEŃCU, TY POPAPRAŃSKU, TY NIEWYŻYTY ZWIERZU …
- I co tak krzyczysz?! – zatkał sobie rękoma uszy – Przecież już się całowaliśmy…
- Ale wtedy były inne okoliczności! – wytłumaczyła się.
- No tak, pierwsze musieliśmy zaspokoić niewyżytych psychopatów, a za drugim byłem po szkodzie… I co z tego? – nagle zatrzymali się. – Koniec? – zapytał zdziwiony.
- JESZCZE RAZ! – krzyknęła Lucy, poczekali chwilę i ruszyli znowu. – Ale, ale …
- Sama mówiłaś, że masz takie zwyczajne marzenia … - Lucy usiadła, cała czerwona, starała się unikać wzroku chłopaka, ale nie potrafiła. – Lyon jest tajnym agentem, bada sprawy związane z narkotykami. Poznaliśmy się jakieś dwa lata, kiedy go aresztowałem myśląc, że to jeden z dilerów. Jednak dzięki mnie udało się złapać sprawcę, tego prawdziwego, więc ma on teraz dług wobec mnie. – Lucy jeszcze chwilę patrzyła na Natsu w osłupieniu.
- Dlaczego mi to mówisz? – zapytała
- Dlaczego? – powtórzył pytanie, wzruszając ramionami. – Po prostu ci obiecałem.
- Dziękuję. – jej słodki uśmiech trafił prosto do serca Natsu, gdyż chłopak po krótkiej chwili zarumienił się. Jego tętno zwiększyło się, a on sam czuł jak wali mu serce.
- „Co do cholery?” - nie mógł zrozumieć, tego co się z nim dzieje. – „Chyba jej nie …” – spojrzał jeszcze raz na nią, na jej szczęśliwą twarz, patrzącą na świat przez małe okienko. – „… kocham.” – nie rozumiał jak, kiedy, dlaczego, gdzie itd. Nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań. – Lucy … - zaczął mówić. Dziewczyna starała się na niego patrzeć, ale katem oka spoglądała na niego.
- Tak ? – odpowiedziała po chwili.
- Lucy, ja ciebie … - nie dokończył, nagle zatrzymali się. Lucy korzystając z okazji wyskoczyła z pomieszczenia. Natsu wściekł się i uderzył o drzwi, po czym pognał za Lucy. – To gdzie chcesz teraz iść? – zapytał ją, gdy tylko ją dogonił.
- Jestem jakaś zmęczona, chciałabym pójść już… do domu… - wypowiadając ostatnie słowa, nie do końca wiedziała, czy dobrze robi mówiąc je. Natsu tylko kiwnął głową.
- „Rozumiem! Jest to ładna kobieta, może dlatego? ” – nagle pomyślał – „Może umówię się z Lisanną. Pewnie samotność strzeliła mi do głowy.” [notatka od autorki : TY GŁUPI NATSU!!!]
***
- „Kiedy po mnie przyjdą?” – to pytanie cały czas zaprzątało głową Makarov Dreyara. Czekał … Bał się tego co ma nastąpić, ale na wszystko się przygotował. Prawie. Był przygotowany, ale czy chciał jej. Odpowiedź brzmiała : NIE. Wstał, zaczął chodzić po pokoju. Spojrzał na telefon. Potem siadł i znowu wstał. Popatrzył jeszcze raz na telefon. – „Dzieci nie muszą płacić za błędy starych. To moja wina, a oni mają prawo, by znać prawdę… tylko czy mi wybaczą?” – podszedł do telefonu i zadzwonił. Gdy nikt nie odebrał, postanowił nagrać wiadomość – Lucy czy możesz przyjść na chwilę na komisariat. Proszę oddzwoń, jak tylko odsłuchasz wiadomość. „Oby jak najszybciej”.
***
Oboje zaczęli wchodzić do budynku, w którym oboje mieszkali. Natsu wydawał się Lucy wciąż nieobecny, dlatego co chwilę, próbowała go obudzić, jednak nieskutecznie.
- Natsu co się dzieje? – zapytała, gdy tylko weszli do windy.
- „To tylko zauroczenie, dlaczego więc tak mi bije serce” [od autorki : Bo się zakochałeś! Ale idiota, nie sadzicie ? ] – pomyślał chłopak, spoglądając na Lucy. – Nic … - odpowiedział obojętnie po chwili.
- „Jasne” – Lucy wiedziała, że kłamie – Jeśli, coś cię martwi, możesz się ze mną z tym podzielić. – powiedziała szczerze. Natsu popatrzył na nią. Nagle chwycił ją za ręce i przycisnął do windy. Lucy z przerażeniem popatrzyła na niego. – Co ty … ?! – nie dał jej dokończyć. Wbił łapczywie swoje usta w jej. Chwytał jej usta gwałtownie, nie dając jej nawet sekundy, by móc się wyzwolić. Na początku próbowała się wyrwać, jednak po chwili zaczęła dawać za wygraną i oddawać pocałunki. – „Co ja robię …? ” – zapytała samą siebie, ale nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Natsu był zszokowany zachowaniem dziewczyny, ale zbytnio się tym nie przejmował i zanurzał w nią swoje usta.
- CO TY ROBISZ!? – gdy winda stanęła, usłyszeli krzyk. Natsu oderwał się od dziewczyny i po chwili poczuł pięść na policzku. – Co robisz mojej żonie ? – Natsu zaczął powoli wstawać. Na początku nie rozumiał swój wypowiedzianych przez tajemniczego mężczyznę.
- Loki? – zapytała ze zdziwieniem Lucy – Co ty tu robisz?!
- Żona ? – zapytał zszokowany Natsu
- Tak, moja żona! – Loki chwycił Lucy za talię, przyciągając do siebie.
- Spierdalaj! – krzyknęła dziewczyna, odpychając go od siebie. – Natsu, ja …- ale już nikogo nie było. Spojrzała na rozbawionego Lokiego.
- Widzę, że twój książę z bajki dał nogę. – cały czas rechotał się pod nosem. Lucy spojrzała na niego z ukosa, po czym wymierzyła mu piękny, prawy sierpowy prosto w nos. Poleciał prosto do windy. Nacisnęła numerek i ręcznie zamknęła drzwi. Od razu po tej czynności poleciała na „przyjacielem”.
- „Czy zna pewno jest on dla mnie tylko przyjacielem? ” – zapytała samą siebie. Podbiegła pod drzwi Natsu, cały czas dzwoniła i pukała, ale nikt nie otwierał. – SZLAK! Nie zachowuj się jak zraniona księżniczka – Dziewczyna rzuciła się do swojego mieszkania, po czym pobiegła do sypialni. Szybkim ruchem ręki otworzyła balkon, następnie próbowała wejść na sąsiedni, należący do Natsu. Zauważyła, że chłopak siedzi na swoim łóżku. Powoli zaczęła wchodzić na jego balkon, jednak …
- Aaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!! – krzyknęła, gdy pośliznęła się na zaśnieżonym kafelku. Natsu słysząc krzyk wyskoczył na dwór, przerażony rzucił się na Lucy, chwytając jej rękę i przyciągając do siebie. Po minucie siłowania się z prawami grawitacji, udało mu się, przyciągnąć dziewczynę do siebie. Oboje padli na podłogę zmęczeni i zasapani.
- TY IDIOTKO, CO TY DO CHOLERY ROBISZ??!?!?!?!? –wrzasnął na nią, jednak gdy zobaczył łzy spływające po jej policzku zamilkł. Delikatnie otarł jej łzy i przytulił do siebie. – No już nie rycz … - wstał, biorąc ją w swoje ramiona. Zaniósł ją do swojej sypialni, kładąc na łóżko. – Lucy ? – chwycił jej twarz swoimi dłońmi, jednak po chwili dziewczyna odepchnęła go – Co, do …? – nie dała mu dokończyć.
- Baka !!!!!!! BAKA, BAKA, BAKA, BAKA, BAKA, BAKA …. – cały czas powtarzała. Natsu patrzył się na nią ze zdziwieniem.
- Że, co ? – zapytał, gdy tylko się otrząsnął.
- BAKA, BAKA, BAKA!!! To twoja wina. Uciekasz jak jakiś Kopciuszek, a potem nie chcesz mnie wpuścić jak jakaś Roszpunka ! A nie ona wreszcie spuściła swe włosy, ty zadufana księżniczko ! BAKA!!! – zamilkła
- Już ? – zapytał, podchodząc do niej. Kiwnęła głową. – Przepraszam. – powiedział cicho.
- Wystraszyłam się… - powiedziała słodko, smarkając na chusteczkę.
- Wiem. – chłopak podszedł i pogłaskał ją po głowie. – A na serio jesteś żoną tego rudzielca ?
- Wiedziałam, że zapytasz! – odpowiedziała z błyskiem w oczach – Niby tak, ale to wszystko zostało zaaranżowane przez mojego ojca. I TY NAPRAWDĘ MYSLAŁEŚ, ŻE JESTEM MĘŻATKĄ!!!!
- No wiesz, byłem z lekka zaskoczony. – rzekł z lekka przygaszony – My się tu całujemy, a sekundę później twój mężunio cię broni.
- Całujemy ? – zapytała zaskoczona dziewczyna - BAKA! BAKA! BAKA!
- I znowu się zaczęło … - powiedział obojętnym głosem – ZAMKNIJ SIĘ WRWESZCIE!
- CO?!- odwrzasnęła mu – Czemu tak mnie ciągle całujesz, co?!
- A no bo … - nie wiedział, co ma dalej powiedzieć.
- Bawisz się mną ? Prawda … - słowa Lucy dotarły do Natsu. Chciał im zaprzeczyć, jednak nagle poczuł jak dziewczyna go policzkuje. – Wszyscy!!! Wszyscy chcą mnie tylko wykorzystać! BAKA! Ja myślałam, że jesteś inny … - wybiegła z pokoju w płaczu. Natsu jednak pozostał w środku i czekał na odpowiedź.
- CHOLERA! – przeklął – Czy naprawdę chcę ją wykorzystać? – oparł się o łóżko i spojrzał na miecz wiszący na drzwiami – Może i lepiej, że tak myśli… będzie bezpieczniejsza.
***
- Dlaczego?! – wrzasnęła do samej siebie – Dlaczego tak to boli ? – chwyciła swoją torebkę i rzuciła nią o ścianę. Wszystkie przedmioty porozrzucały się po całym pokoju. Nagle spojrzała na telefon, który pokazywał jej nieodebraną wiadomość. Wysłuchała jej i od razu pobiegła do samochodu. – „Dlaczego mam przeczucie, że coś się dzisiaj stanie?” – jechała jak szalona i gdy tylko dotarła na miejsce, pobiegła do gabinetu Makarova Dreyara.
- Coś się stało ? – zapytała od razu, gdy weszła bez pukania.
- Lucy, a więc jednak przyszłaś ? – rzekł zdziwiony Komisarz Główny.
- Czy coś chciał mi pan powiedzieć? – nie czekała, chciała znać odpowiedzi.
- Tak, chciałem … Ty, Natsu, Gajeel, Sting, Rogue, Laxus i Cobra … musicie znać prawdę. – gdy zaczął mówić, na Lucy wstąpiły wątpliwości.
- Kim są ci ludzie? – zapytała niepewnie.
- Oni nikim … ale ich rodzice, są twoim przekleństwem i zbawieniem. – wyjaśnił Makarov
- A, więc moja matka też ma coś z tym wspólnego ? – starała się jak tylko mogła
- Nie … ona jest kluczem do wszystkiego. – Lucy uderzyła o biurko, nie potrafiąc wytrzymać.
- CO TY CHRZANISZ?! NIE MOŻESZ POWIEDZIEĆ MI JAŚNIEJ!!! – usiadła, ledwo dławiąc łzy.
- Lucy, jeśli mnie wysłuchasz, wszystko zrozumiesz. – mężczyzna próbował ją uspokoić.
- Dlaczego teraz, dlaczego nie wcześniej.
- Dopiero teraz odnaleziono jego ciało. Oni …
- KIM SĄ ONI?!
- Oni… - zaczął mówić … TRZASK!!!. Odłamki szkła rozleciały się po całym pokoju, Lucy kucnęła, oplatając rękoma głowę. Gdy hałas ucichł, powoli zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu. To co zobaczyła, dodało jej kolejnych przerażających wspomnień.
Ciąg dalszy nastąpi …
poniedziałek, 24 marca 2014
niedziela, 16 marca 2014
Levy powoli zaczęła ocierać łzy, czuła się zawstydzona i zażenowana po tym co zrobiła. Bała się spojrzeć Zerefowi w oczy, powoli zaczęła się cofać, jednak zimna ręka mężczyzny chwyciła ją.
- Minęło tyle lat, a ty dalej zachowujesz się jak dziecko! – skarcił ją Zeref, ta odwróciła się i z uśmieszkiem na twarzy rzekła.
- No od kogoś musiałam się tego nauczyć. – po chwili oboje wybuchnę li śmiechem.
- Czasami trzeba odpocząć od trupów i pieniędzy. – Levy uderzyła go w lewy, a po chwili oboje zaczęli się kierować w stronę samochodów.
- A z moją pracą? – nieśmiało zapytała się dziewczyna – No wiesz… niby zostałam przeniesiona do FBI. – podrapała się lekko po głowie.
- Nie, to akurat było na serio. Będziesz pracowała w FBI. – odpowiedział spokojnym głosem Zeref.
- He?! – krzyknęła zaskoczona – Ale?! Mówiłeś, że to był tylko kawał, że oszukałeś Fairy Tail.
- To prawda, ale faktem jest to, że pracujesz w FBI. – wsiadł do samochodu
- I co mam tam robić? – zapytała przez szybę auta.
- To co zawsze … informować. – odjechał, pozostawiając Levy samą.
- ach … - westchnęła – A myślałam, że wreszcie będę miała urlop. – po tych słowach, sama odjechała. Wiedziała, że jak tylko wróci do swojego mieszkania dostanie dokładne informacje na temat swojego zadania. Bałą się tego, co ją czeka, ale była szczęśliwa, gdyż nie będzie musiała już okłamywać swych przyjaciół.
***
Wszyscy w komisariacie próbowali zrozumieć sytuację, która chwilę temu się zdarzyła. Mieli doświadczenie i wiedzę, ale nikt nie mógł złożyć realnej opowieści o tym, jak Levy została pracownikiem FBI.
-NIEWAŻNE! – krzyknął na cały komisariat Makarov – Porozmawiam z Levy, jak się nadarzy okazja, a teraz idę szukać jakiegoś nowego patolog.
- LEVY!!!!!!!!!! – jęczeli w niebiosa Jet i Droy – DLACZEGO!???????!?!?!?!
- CISZA! – krzyknął Komisarz Główny. Nagle odwrócił się w stronę okna. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Coś się stało ? - zapytała się Mirajene, delikatnie dotykając ramię szefa.
- Oj przewidziało mi się. A przygotuj tą żółtą teczkę z napisem „Panienki”, tą najgrubszą. Muszę pójść do tego gówniarza [czytaj : Laxusa] i poprosić go o coś. – zawołał idąc w stronę swojego gabinetu.
- Ej, on naprawdę nazywa tak te teczki ? – dopytał się Natsu
- Najwidoczniej tak. – odpowiedziała mu Lucy.
- DO PRACY!!! – usłyszeli wrzask za drzwi.
Makarov wygodnie rozsiadł się na fotelu, zaplótł palce obu rąk i oparł się łokciami o biurko. Westchnął głęboko, następnie popatrzył się w okno, szukając czegoś.
- „Oni już wiedzą” – pomyślał.
- POCZTA! – usłyszał z swojego gabinetu. Po chwili weszła do niego Mirajene, niosąc w dłoniach przygotowane papiery i małą paczkę.
- Proszę. – powiedziała smutnym głosem i odeszła. Makarov poczekał jeszcze chwilę i gdy dziewczyna tylko wyszła, rozpakował przesyłkę i rozsypał jej zawartość na biurko. Były tam dokumenty, pokryte folia i list. Komisarz Główny chwycił do ręki pismo i zacząć czytać.
Z największymi wyrazami szacunku !
Wiem, że sprawa znalezionego ciała w lesie utknęła w miejscu, a szczególnie po tym, jak wasz patolog został przeniesiony do FBI.
Jako sumienny obywatel, znający swoje patriotyczne obowiązki, zobowiązałem się do oddania dokument, który wcześniej …
Kazałem zabrać. Mam nadzieję, że śledztwo ruszy.
Pozdrawiam
- „Co jest?” - Makarov chwycił dokument w ręce i rozerwał otaczającą go folię. Otworzył go i po chwili opuścił. Jego ręce drżały, a oczy były pełne strachu i bólu. Patrzył na leżący dokument i wciąż pojawiające się imię i nazwisko zapisane na pierwszej stronie.- Jak … jak mam mu to powiedzieć? DLACZEGO DO JASNEJ CHOLERY, ZAWSZE MUSZĘ MIEĆ RACJĘ!!!! – krzyknął, po czym uderzył głową w stolik. Złapał się, a po chwili łzy zaczęły mu napływać do oczu. Wstał. Zaczął się rozglądać wokół siebie, po czym popatrzył w stronę okna. Uderzył ręką o blat, chwycił wszystkie dokumenty i wybiegł z gabinetu, krzycząc : - Wszyscy do domów, ale już!!!
- Co się stało ? – pytali się wszyscy, ale nie uzyskując odpowiedzi, zaczęli się pakować.
- Jak myślisz, co się dzieje? – Lucy podeszła do Natsu który siedział zamyślony.
- Nie wiem, ale szefunio musiał coś odkryć. – wyjaśnił dziewczynie. Nagle wstał, jakby coś sobie przypomniał, spojrzał na dziewczynę i po chwili namysłu rzekł – Może pójdziemy na Dragon Drivera?
- A przypadkiem nie zarezerwowałeś biletów na inny dzień ? – zapytała Lucy.
- No tak, ale jak dobrze wiem, to pochodzisz z bogatego rodu i masz znajomości … - niewinnie podrapał się po głowie, a po chwili poczuł, jak Lucy bije go w ramię. – Kurcze, a ja myślałem, że komarów nie ma zimą …
- Ty…- syknęła dziewczyna. Chłopak szybko zrobić zwrot w tył i uciekł. Lucy pobiegła za nim, szybko nakładając płaszcz. Natsu zdążył już wsiąść do samochodu, jednak jego powolne reakcje spowodowały, że zaraz do auta wskoczyła Lucy. – Nie uciekniesz mi tak łatwo! – odpowiedziała rzucając w niego śnieżką.
- Ale zabawne … - powiedział, ze skwaszoną miną. – To co? Jedziemy ?
- JASNE!!! – krzyknęła pełna radości Lucy. – Ciekawe, czy będzie to wierna wersja?
- No nie wiem, zakładamy się? – puścił w jej stronę oczko, dziewczyna złowieszczo się uśmiechnęła.
- Co obstawiasz? – zapytała
- Nie będzie to wierna wersja! – szybko podjął decyzję
- No to ja, że będzie to wierna wersja. – krzyknęła dziewczyna – O co się zakładamy?
- Hmm, jak ja wygram to ty stawiasz obiad, jak nie to ja funduję. Może być ? – spojrzał na nią z ukosa
- Zakład przyjęty!
***
Makarov pędził do Laxusa, zastanawiając się czy chłopak będzie w stanie pogodzić się z prawdą. Musiał podjąć decyzje, jednak był świadomy tego, że może ona wpłynąć na wielu ludzi, a nawet i więcej. Gdy dotarł pod królestwo wnuka, zatrzymał się. Po chwili zapukał i wszedł.
- Co tam? – już na początku usłyszał narzekania. Starszy Dreyar zamknął drzwi, po czym podszedł do chłopaka. – Czemu masz taką grobową minę? Ktoś umarł? – Makarov rzucił mu na biurko plik z dokumentami. Laxus zaczął już po nie sięgać, gdy dziadek go powstrzymał.
- Mam do ciebie prośbę … - zaczął mówić – Ale musisz mnie wysłuchać!
- Chyba nie mam wyjścia. – odpowiedział, wygodnie rozsiadając się na fotelu.
- Są tajemnice, które nie powinny wyjść na światło dzienne, ale ukrywanie ich przez lata powoduje, że mogą one przedostać się do ludzi w najgorszym możliwym momencie. Tak było z nimi …
- Z kim ? – dopytał się chłopak
- Laxus, jesteś już dorosły, więc obiecaj mi, że nie przeczytasz ich. – wziął głęboki oddech, poczekał chwilę i wypowiedział słowa, których tak bardzo się bał. – Zrobisz to po mojej śmierci.
- Ty chyba nie zamierasz umierać co? Ha ha… - zaśmiał się cicho, ale gdy tylko zobaczył powagę w oczach dziadka, załamał się. Opuścił oczy do dołu, gapiąc się w podłogę – Staruszku jeszcze możesz się doczekać prawnuków, więc nie schodź z tego świata dobrze? Może daj sobie jeszcze z 20 lat? - Makarov podszedł do niego i oparł swoją rękę o jego ramię.
- Jestem z ciebie dumny. Obiecaj mi to Laxus, gdyż informacje, które są zawarte w tej teczce dotyczą także ciebie i jej…
- Mamy? – przerwał, podnosząc wzrok na dziadka.
- Tak jej … - zaczął powoli odchodzić. Zatrzymał się tylko na moment, czekając na odpowiedź.
- OBIECAM! – krzyknął Laxus
- Dorosłeś, czyli jednak nie masz jego krwi … na szczęście. – delikatnie się uśmiechną – A, przekaż informację wszystkim, którzy znajdują się na liście. A ten oddzielny dokument dotyczy … - jedynie Laxus zdołał usłyszeć imię i nazwisko osoby, której to dotyczyło – Rozumiesz?
- Tak… - powiedział smutno – Ej dziadek ? Weź jeszcze nie umieraj !
- Postaram się. – odwrócił się, po czym wyszedł mając łzy w oczach. Laxus spojrzał na teczkę, po czym wrzucił ą do szuflady.
- Ciekawe co zawiera, skoro mój dziadek, może przez nią stracić życie? – zapytał sam siebie. – Wszystko zaczęło się od momentu gdy ona do nas przybyła, czas sprzed 7 lat, który był zatrzymany, znów ruszył, by zebrać kolejne plony śmierci i rozpaczy. Próba, która na nas czeka, będzie trudna, ciekawe, czy wszyscy wrócą z niej cali? - szybko zaczął przeglądać wszystkie dane, które miał na komputerze. Wszystkie dotyczyły wydarzeń z sprzed 7 lat, jednak co najbardziej martwiło Laxus? Jeden fakt. Wszystkie były powiązane z wydarzeniami sprzed 14 i 21 lat… rok X763, śmierć, wojna, rozpacz i zniszczenie. I powtarzający się ciągły cykl śmierci w tych latach. 7, 7, 7 ,7 …, a wydawało się, że 6 jest liczbą szatana.
***
Wszyscy biegali, pędzili od jednego do drugiego pokoju załatwiając sprawy, szukając pieczątek, prosząc o podpisy. Jednak jeden pokój zamknięty na trzy spusty, a w nim dwóch mężczyzn i jedna kobieta.
- Mogę wiedzieć, po co mnie wezwałeś? – zapytała nieśmiało Levy – I co tu robi ten kryminalista?! – wrzasnęła wskazując na niebieskowłosego mężczyznę
- Witam ! – zaczął mówić – Jeszcze się nie poznaliśmy. Mam na imię Jellal Fernandes i tak jak ty pracuję dla Zerefa-sama. – wyjaśnił dziewczynie
- Ty papku, to masz naprawdę dziwny gust co do pracowników! – podrapała się po głowie, po czym poszła usiąść na fotel. – To może teraz łaskawie wyjaśnisz mi, dlaczego mnie tu sprowadziłeś?
- Już, spokojnie. – rzekł Zeref – Mam dla was zadania, ale wcześniej się chcę dowiedzieć, czy wykonałeś swoje? – spojrzał na Jellala
- Oczywiście, że tak. Wysłałem dokumenty znalezione przy ciele do Makarova, wraz z listem od ciebie. – odpowiedział mężczyzna.
- Dobrze, a więc teraz wasze zadania. Levy, gdy będziesz pracowała w FBI spotkasz pewnego człowieka, nie bój się z nim rozmawiać, zachowuj się normalnie, gdy do ciebie zagada. On świadomie, bądź nie nam pomoże. – wyjawił zadanie dziewczyny.
- No dobra, ale nie rozumiem, po co ci ja w FBI, skoro masz tam już swoich ludzi. – zapytała się, po czym nastała chwila ciszy.
- Tak, są tam moi ludzie, ale są też tam ludzie Acnologii. – gdy dziewczyna zrozumiała jego słowa, wstała.
- CO!? – krzyknęła – Czego oni tam szukają?
- Tego co my … kluczy. – powiedział krótko, ale te słowa wystarczyły, by zimne powietrze okrążyło cały pokój. Nawet Jellal stał, zmartwiony jego słowami.
- Co się stanie, jeśli je zdobędą? – po chwili odważyła się zapytać.
- Zniszczą wszystko, co stanie im na drodze. Pamiętaj co oni, co my zrobiliśmy… Zdeptaliśmy ambicje Acnologii, jest to chory człowiek, więc wiesz jakie były tego konsekwencje… - Zeref spojrzał z ukosa na dziewczynę. Delikatnie się uśmiechną, po czym założył nogi na stół. – Przez NAS zginęły te dziewczynki, ich rodziny… nawet ona … wszyscy zginęli…
- Pamiętasz? – nagle odezwał się Jellal, opuścił głowę do dołu, starając się unikać wzroku szefa
- Ja wszystko pamiętam, ale nie będę ci tego wypominał. Zabijałeś, bo chciałeś ratować ukochaną i tylko tyle… A ja … ja zabiłem swoją. - wstał i podszedł do okna.
- Kim ona była? – zapytała się niewinnie Levy
- Niedługo ją poznasz, gdyż to twoje zadanie Jellal … odkopiesz ją, ale nie teraz.
- Dlaczego? – zapytał się zdziwiony mężczyzna
- Bo jeszcze się TO nie wydarzyło. Jeszcze trochę, on tego nie uniknie, jest tego świadomy … Biedny człowiek… - chwycił swój płaszcz i wyszedł.
- O i nas zostawił. – powiedziała po chwili Levy
- To jest właśnie on… - odwrócił się i wyszedł, pozostawiając Levy samą. Dziewczyna poczekałą jeszcze chwilę, po czym podeszła do biurka Zerefa. Spojrzała na zdjęcie, które leżało odwrócone do góry nogami. Gdy zobaczyła, kim jest ta kobieta, z przerażenia krzyknęła.
- Onnn? – zapytała sama siebie, następnie uciekając razem ze zdjęciem. – „Niemożliwe” – powtarzała sobie w myślach. „Czyżby po wydarzeniach, które miały miejsce 21 lat temu? Ale jak? I kiedy?”
***
- Ja… - miała głowę spuszczoną do dołu, szła powoli lekko się zataczając. Nagle delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy, a po chwili krzyknęła – WYGRAŁAMMMMMMM!!!! – ludzie zaczęli się na nią gapić, ale totalnie ich olała i w najlepsze sobie dalej krzyczała.
- Zawstydzasz mnie … - Natsu westchnął głęboko, po czym odsunął się Lucy, udając, że jej nie zna.
- Oj przestań! Teraz stawiasz mi kolację!!! PAMIĘTAJ!!! – zaczęła do niego machać.
- Kurcze, byłem przekonany, że coś zmienią, a tu kicha… - szepnął do ciebie – Szczęście, czy może od kogoś wiedziała ?
- P r z e s t a ń. – przeliterowała słowo, po czym zawiesiła się na nim. – To kiedy obiad?
- achhh. – westchnął Natsu – Może…- Drrr, durr usłyszeli dźwięk telefonu. Lucy wyjęła swój z kieszeni, lecz gdy zobaczyła wyświetlający się numer, nie odebrała. – Coś się stało ?
- Nie, nic …. – powiedziała smutno – To kiedy jedzonko?
- Możemy teraz gdzieś iść! – odpowiedział jej Natsu. – A gdzie chcesz?
- Do pizzeri!!!! – krzyknęła znowu dziewczyna
- Taka arystokratka do plebejskiej jadłodajni? – zapytał złośliwie chłopak, a odpowiedzią Lucy był kopniak w łydkę
- Tak ! – odpowiedziała biegnąc przed siebie. Odwróciła się i wskazała na niego palcem – A potem zabierzesz mnie do Wesołego Miasteczka!
- Jak dziecko … - skomentował chłopak, po czym ruszył za nią – „Ale czyż nie jestem taki sam ? ” – jego myśli zaprzątały pytania, na które od wielu lat szukał odpowiedzi – „Tyle cierpienia, tyle bólu sprawiło, że obje zamknęliśmy serca. Ciekawe … czy nawzajem odnajdziemy do nich klucze? ”
- SZYBKO!!!! – Natsu uśmiechnął się i pobiegł za nią. Chłopak szybko zaczął się rozglądać za najbliższym barem z wysoko skażonym żarciem i gdy zobaczył jeden, od razu pociągnął Lucy za płaszcz i zaprowadził ja do niego.
- Może być? – zapytał, gdy byli w środku. Dziewczyna kiwnęła głową, po czym pobiegła zająć miejsce. – „Ciekawe, czemu dzisiaj taka radosna jest? ”
- Coś się stało ? – gdy tylko Natsu dogonił ją, zaniepokojona zapytała
- Eee nic, tylko … tylko jakoś tak wydajesz się być taka radosna… - próbował dobrze dobrać słowa, ale nie potrafił.
- Oczywiście, że jestem! – krzyknęła po raz n-ty (matfiz rozumie! ) – Bo wiesz… - zaczęła tłumaczyć, gdy Natsu usiadł naprzeciw niej – Zawsze oglądałam w domu, jak nastolatki chodzą do kina z chłopakami, potem na pizzę, do Wesołego Miasteczka, na lodowisko … Zawsze chciałam spróbować tak zrobić, ale wiesz jaki był mój ojciec.
- Tak … miałem zaszczyt go poznać … - Lucy delikatnie zaśmiała się. Po chwili podeszła do ich kelnerka.
- Witam, witam. Mam na imię Sherry Blendi, ach ta miłość… - zaczęła mówić
- Wystarczy! – białowłosy mężczyzna przeszył ją wzrokiem i po chwili zamilkła
- Lyon-sama … przepraszam – powiedziała smutno – Czy mogę przyjąć zamówienie?
- Tak, poprosimy … - Natsu spojrzał na mężczyznę stojącego za ladą, po czym wstał i krzyknął – Ty jesteś Lyon Vastia!
- Tak, a co ? – odpowiedział chłodno
- Natsu znasz go ? – zapytała swojego „przyjaciela ” Lucy
- Natsu … - Lyon zaczął szukać w pamięci tego imienia – Natsu Dragneel ! – krzyknął z przerażenie,
- Ile to już lat minęło, co ? – Natsu zaczął powoli do niego podchodzić.

PROSZĘ PRZECZYTAJ!!!
Drogi czytelniku
Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)