piątek, 30 maja 2014
poniedziałek, 26 maja 2014
niedziela, 25 maja 2014
piątek, 23 maja 2014
Dawno, dawno temu w pewnym malutkim miasteczku żyli sobie szczęśliwie ludzie, lecz gdy zwada nastąpiła, wnet wojna się zrodziła. Krew, niezgoda, śmierć i trwoga, trwała wciąż ta krótka groza. Jedna strona wtedy rzekła „Zabij ludzi w tym budynku, wnet rozproszę się morale i zwycięstwo będzie nasze. ”. Noc nastała, ciemność się zebrała, ludzi biednych i niewinnych, związano i zabrano w miejsce codzienne. Gdy pochodnię pan trzymał, szybko podał, mówiąc „Masz zabijaj”. Przerażony, winą obarczony rzucił wnet pochodnię obok, uciekając od zbrodni brzemienia. Dowódca stanął przed nim, rozkazując „Zabijcie! ”. Rzucili i wnet rozniosły się krzyki, błagania i rozpacz. Wojna się zakończyła, ludzkość prawie wyginęła, a niewinny żołnierz nosił jarzmo zbrodni, której nie dokonał, ale i której nie powstrzymał.
Natsu siedział cierpliwie na krześle, czekając aż Laxus powie mu prawdę. Jednak był świadomy, że musi poczekać, gdyż przyjacielowi z trudem przychodziło powiedzenie prawdy.
- Zwłoki , które odnaleźliśmy … - po raz kolejny zaczął zdanie – Kurwa! – przeklął, zrzucając ze swojego biurka lampkę. – Te zwłoki należą do TWOJEGO OJCA, Igneela Dragneela ! – Laxus wrzasnął na cały gabinet. Natsu siedział niewzruszony.
- Naprawdę ? – rzekł po chwili ciszy.
- Tak – potwierdził Laxus – Ważną wskazówką jest cięcie na kości udowej, takie samo jakie miał twój ojciec. Nie znam szczegółów, ale dziadek napisał mi, że Igneel doznał takiego obrażenia podczas jednej z misji.
- Naprawdę ? – powtórzył jeszcze raz, informatyk spojrzał na jego spokojną twarz. Nie wierzył, że detektyw tylko TAK zareagował na tak wstrząsającą wiadomość.
- Wszystko na to wskazuje.
- Tato … - szepnął cicho Natsu – Wreszcie cię znalazłem… - po jego policzkach powoli zaczęły spływać łzy. – Dzz… dziękuję! – krzyknął, ukrywając swoją twarz w dłoniach. Cały czas płakał, wspominając chwile spędzone z ukochaną mu osobą. – Znalazłem cię! – powiedział jeszcze raz. Laxus włączył komputer i zaczął coś wstukiwać w klawiaturę.
- Niech się wypłacze dzieciak. – Postanowił dać chwilę spokoju, by mógł odreagować taką wiadomość. Po kilku minutach chłopak otarł łzy, rękawem bluzki i wstał z siedzenia.
- Dziękuję za pomoc! – rzekł, lekko się skłaniając.
- Natsu ! – zatrzymał go mężczyzna. Chłopak odwrócił się na chwilę. – Będziesz szukać jego mordercy ?
- Na pewno. – Postanowił. – To był mój ojciec. Nie wiem czy mi się uda, najprawdopodobniej nie, ale … czasami warto po prostu spróbować. – Wyszedł.
- Oby nie zrobił nic głupiego. – Rzekł do siebie Laxus.
Natsu zaczął iść w stronę głównej sali, jednak wolałby po prostu iść do domu i nic nie robić. Powoli otworzył drzwi, prowadzące do tego miejsca, a po chwili wszedł do … pustego pomieszczenia.
- To aż tak łatwo życzenia się spełniają ? – zapytał samego siebie, już miał iść w stronę wyjścia, lecz usłyszał wołanie:
- NATSU!!! – ktoś za nim krzyczał, odwrócił się i zobaczą rozradowaną Lisannę, która, tak jak wszyscy, znajdowała się w dawnym gabinecie Makarov Dreyara. Niechętnie obrócił ciało o 180 stopni i poszedł w stronę tłumu.
- O cześć DZIECIAKU! – usłyszał znajomy głos. Z niedowierzaniem zaczął iść szybkiej i gdy tylko wszedł do środka, ujrzał rozradowaną i znaną mu twarz.
- Gildarts ! – pamiętał przyjaciela, który zastąpił mu ojca, gdy ten zaginął.
- Jaki Gildarts ? – zapytał łapiąc się za podbródek – Masz mnie teraz nazywać Główny Komisarzu!
- To ty jeszcze się nie rozpadłeś ? – zapytał złośliwie Natsu
- Ja ? – popatrzył na niego z niedowierzaniem mężczyzna. – Ja jestem dopiero w kwiecie wieku, ja…
- A gdzie cię wcześniej wywiało ? – przerwał mu chamsko.
- Jak widzę ten dzieciak dalej nie ma za grosz kultury … - głośno westchnął – Zostałem przeniesiony do głównej siedziby policji w Fiore, niestety po śmierci Makarov uznali, że lepiej się sprawdzę tutaj.
- Na pewno dasz sobie radę ? – dopytał się Gray.
- Drugi, z brakiem szacunku do strasznych! – prychnął pod nosem Gildarts.
- A jeszcze niedawno mówił, że jest w kwiecie w wieku… - powiedzieli równocześnie Natsu i Gray. Nagle wszyscy zaczęli się śmiać, oczywiście oprócz poszkodowanego.
- Na razie lepiej trochę poudaję… - pomyślał Natsu – Nikt nie może się dowiedzieć, co tak naprawdę czuję i …co chcę zrobić. – Oblicze, które Natsu wciąż skrywa, próbuje się wydostać.
Przed mieszkaniem Lucy
Dziewczyna wolnym krokiem wracała do „domu”. Po rozmowie z Erzą poczuła się trochę lepiej, jednak wciąż dręczyło ją poczucie winy. Była świadoma tego co zrobiła … Pozbawiła Erzę, ukochanego, a dziecko, ojca.
- Witam, panienko! – zawołał do niej starszy mężczyzna, który był zajmował mieszkanie, o jedno piętro wyżej.
- Dzień dobry! – pozdrowiła go, nagle pojawiła się przed nią kobieta. Obie zderzyły się ze sobą. – Przepraszam ! – rzekła blondynka, jednak gdy tajemnicza kobieta tylko ją zobaczyła, od razu chwyciła swoją torebkę, wstała i uciekła.
- Brak kultury! – krzyknął starszy mężczyzna, podchodząc do Lucy i pomagając jej wstać.
- Dziękuję. – lekko pochyliła głowę, po czym podniosła torebkę i podeszła do skrzynki pocztowej. – Powinny przyjść jakieś rachunki. – Powiedziała do siebie, wyjęła kluczyk do skrytki i otworzyła ją. Ze środka wyjęła trzy listy. Spojrzała na nie. – Jeden to rachunek… - zaczęła wyliczać – Drugi to reklama, a trzeci… prywatny. – Najbardziej ją zainteresował ostatni list, który dostała od nieznanej osoby. Odwróciła go, jednak nie było na nim adresata. – Może tajemniczy wielbiciel ? – zapytała samą siebie, po czym ruszyła w stronę mieszkania. Gdy dotarła do celu, zdjęła kurtkę, zrzuciła buty i rzuciła się na tapczan. Do ręki wzięła tajemniczy list, a następnie do otworzyła. Zamarła. Potrząsnęła głową, po czym jeszcze raz spojrzała na tajemniczą wiadomość. Na samym środku, złożonego listu widniał podpis.
„Layla Heartfilia”
- To musi być jakiś żart ? – rzekła do samej siebie. Wstała i wyjęła z barku szkocką, nalała sobie trochę do szklanki i wypiła. Wzięła kilka głębokich oddechów, po czym zaczęła czytać zawartość listu.
Kochana Lucy!
Jeśli czytasz tę wiadomość, to znaczy, że ja już dłuższego czasu nie żyje, a Acnologia wykonał kolejny ruch. Chcę ci powiedzieć tak wiele rzeczy. Możliwe, że wiele faktów już znasz, gdyż wierzę w dociekliwość mojej małej, a może już dużej, dziewczynki. Jednak te rzeczy, o których wiesz, mogą nie być prawdziwie. Wiesz, jak bardzo ludzkie usta są kłamliwe i jak łatwo jest rozsiać ziarna kłamstwa. W tym liście nie dowiesz się wszystkiego, gdyż mogłoby to być zbyt dużym zagrożeniem dla ciebie i nie mówię tutaj o żadnej mafii, czy innej organizacji. Prawda jaką poznać, będzie bardzo bolesna, jednak musisz być silna!
Na początku muszę ci powiedzieć o twoim ojcu, prawdziwym ojcu. Zapewne już poznałaś prawdę, ale to nie jest tak jak ci się wydaję. Nie mogę więcej ci powiedzieć, gdyż obiecałam, że zrobię to dopiero, gdy wydarzy się coś, o czym nikt nie ma pojęcia. Tak, w drugim ode mnie liście, dowiesz się kim jesteś tak naprawdę moja córeczko. Nie osądzaj, ani mnie, ani twojego ojca zbyt pochopnie. To co może się wydawać, dla ciebie prawdą, w oczach innych może być kłamstwem. Baczaj na słowa, uważaj na fakty i nie słuchaj wszystkiego co mówi ci Dareg. On zawsze był troskliwy o ciebie, więc może ukrywać przed tobą pewne fakty, a to o czym się dowiesz, może mieć zupełnie inny wydźwięk, niż wtedy gdy wiesz o wszystkim.
Zapewnie wiesz już wiele o Acnologii, ale żeby poznać dokładnie tego potwora, trzeba wiedzieć co tak naprawdę zrobił i co my, Dragons Slayerzy, zrobiliśmy. To była zarazem odważna i głupia decyzja. Tak bardzo żałuję, że nie mogę powiedzieć ci tyle ile chcę, ale to co leży w moich kompetencjach, postaram się przekazać. Pewnie sądzisz, że piszę bez sensu, ale … piszę ze łzami w oczach, to tak bardzo boli. Pisać, gdy się wie, że się niedługo zginie.
Musisz znać pewien fakt, coś się wydarzyło 7 lipca X 763 roku. Znajdzie wszystko w dokumentach Igneela Dragneela. Najlepiej żebyś wzięła dwie teczki. Jedna dotyczy samego człowieka i wydarzeń przez niego opisanych, a druga jest relacją świadków. Chociaż wszystkie te osoby nie mają prawa wiedzieć, jakie potworności wydarzyły się tego dnia, Jak dobrze wiesz kończyła się już Wielka Smocza Wojna. Jeszcze wtedy należałam do FBI, gdzie zostałam przydzielona do zespołu Dragon Slayerów, których celem było powstrzymanie Acnologii. Wydarzenia z tego dnia, mogą ci pomóc, ale nie możesz się opierać tylko na nich. Gdyż one rozpoczęły tylko pewien okrutny etap mojego i twojego życia. Tego okrutnego dnia, gdy wszyscy walczyli, mi udało się zakraść do pokoju, który należał do Acnologii. Był on moim celem, jak się domyślasz miałam go zlikwidować, jednak … spóźniłam się. Wtedy …
Layla zaczęła się rozglądać po pokoju, cały czas trzymając w dłoniach broń. Gdy się upewniła, że nikogo nie ma, mogła zacząć poszukiwania informacji. Wszystkie skrytki były pootwierane, co mocno zaskoczyło dziewczynę. Nagle spostrzegła wiszący obraz, tuż nad kominkiem.
- Zapewne tam jest sejf. – pomyślała. Powoli podeszła, sprawdziła czy wokół nie ma żadnych kabli, pułapek itd. Dla bezpieczeństwa powoli zdjęła obraz i położyła na podłodze. Nagle jej oczom ukazała się pusta ściana, zaczęła ją obmacywać, jednak nic nie znalazła. – Cholera! – syknęła cicho. Już miała wychodzić, gdy jej oczom ukazał się spód obrazu. Podniosła go i zaczęła dokładnie przykładać. Rozejrzała się dookoła siebie, czy nikt jej nie obserwuje, wyjęła z kieszeni nóż i delikatnie przejechała nim wokół dzieła. Zdjęła powoli wyciętą część, w środku niczego nie znalazła, jednak gdy obróciła „niepotrzebną część”, jej oczom ukazał się dokument. – No tak, chowaj w miejscu, do którego nikt nie pomyśli by zajrzeć. – Rzekła cicho do siebie. Usłyszała strzały, które były bardzo blisko. Szybko odczepiła papier z tylnej części obrazu, zwinęła go i schowała w dekolt. Wstała, wyjęła broń i ruszyła do ucieczki.
Gdy udało jej się po wielu staraniach dotrzeć do siedziby FBI, ujrzała czekających na nią towarzyszy. Jednak nie w komplecie.
- Gdzie reszta? – zapytała niepewnie.
- Trafili pod strzykawkę tych bestii. – Zaczął mówić Metalicana
- Czyli kogo ? – dopytała się Layla.
- Pielęgniarek ! – odpowiedział jej przyjaciel.
- Musisz mnie tak straszyć?! – dziewczyna podeszła do stołu i usiadła przy nim. – Smok Metalu, Trucizny, Cienia … musze coś wam powiedzieć. – Wyjęła z „tajnej skrytki” dokument, który wzięła z pokoju Acnologii.
- Co to jest ? – zapytał Metalicana.
- Wszyscy siedzą cicho, więc czemu ty paplasz, jak stara panna? – Zapytała zniecierpliwiona dziewczyna – Nie wiem co to jest, ale ktoś się trochę natrudził, by to schować … tylko dlaczego nie wzięli tego podczas ucieczki ? – zaczęła się zastanawiać – Czytam. – Rozwinęła.
Na mocy tego dokumentu, ja król Fiore, po zagończemu wojny oddaję całe państwo pod rządy człowieka znanego jako Acnologia.
Jest to prawdziwy akt, zawarty w dniu 14 marca X763 roku. Podpisy zebrane od członków starszyzny i najważniejszej elity Acnologii poświadczą o prawdziwości dokumentu.
- TO JEST ŚMIESZNE!!! – Metalicana nie wytrzymał, wstał i uderzył stół.
- Spokojnie! – rzekł Smok Cienia. – Czy jest na nim pieczęć królewska ?
- Tak. – Odpowiedziała cicho Layla
- No, ale … ten dokument jest śmieszny. – Stwierdził Smok Metalu. – Jak mamy w coś takiego uwierzyć ?
- Istnieje prawo, że dokument z pieczęcią królewską jest autentyczny i nie można tego podważać. – Rzekł Smok Trucizny
- To go zniszczmy! – zaproponował narwaniec
- Nie możemy! – stwierdziła gorzką prawdę Layla
- Dlaczego królewno ?
- Gdyż złamalibyśmy prawo, ponieważ jeśli to zniszczymy może rozpętać kolejna wojna, ponieważ tak naprawdę nie wiemy, jak tego chciał użyć Acnologia…. Jest masę powodów. – Zapadła chwila ciszy. – On nie może się dostać w niepowołane ręce. Każdy z nas ucieknie, a ja schowam to i wyjdę za Juda Heartfilię.
- CO!? – wrzasnęła trójka mężczyzn
- Przecież on może mieć powiązanie z… - zaczął mówić Metalicana.
- Wiem. – Przerwała mu.- Ale, każdy będzie w niebezpieczeństwie, a ja … I tak zostałabym zmuszona, wiecie, jaki jest mój ojciec i tak to cud, że myśli, że studiuję na uczelni…
- Zniszczmy to …- powiedział jeszcze raz, ale …
- Jeśli król umrze, nie będzie potomka, to człowiek godny tronu będzie mógł zasiąść na nim podając się za Acnologię, ja muszę …
Nie wiem, czy chcesz czytać gorzką prawdę. Tak córeczko poświęciłam się dla sprawy, ale była szczęśliwa, gdyż gdyby to wszystko się nie wydarzyło, ty byś się nie narodziła. Jesteś moim największym skarbem. Jesteś kluczem, któremu uda się odkryć całą prawdę i w końcu pokonać zło istniejące na tym zepsutym świecie.
Mój aniołku jest tak wiele rzeczy, które chciałabym ci przekazać, ale jeszcze nie czas.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałam ci powiedzieć. Każdy z Dragon Slayerów odnalazł, tamtego dnia, powód by żyć…
Moja droga przyjaciółka przekaże ci drugi list, nie mogę zdradzić jej imienia, gdyż mogłoby ją to narazić na zbyt duże niebezpieczeństwo. Kocham cię i dziękuję, że dałaś mi powód by być szczęśliwą …
Mama
- Głupia… - łzy spływały nieustającym strumieniem po policzkach Lucy – A prosząc ją o coś takiego, nie narażasz jej na niebezpieczeństwo ? – wzięła butelkę z alkoholem i wypiła pozostałą resztkę. – GŁUPIA! – krzyknęła. – Dlaczego ? – zapytała siebie. Spojrzała na fotografię stojącą na stoliku. – A ja myślałam, że mam popierniczone życie, a ty ? Z własnej woli dałaś się pieprzyć temu staremu durniowi! – wskazała palcem na zdjęcie, a po chwili upadła na łóżko i zasnęła.
Komisariat Fairy Tail
- Natsu możemy porozmawiać? – zapytał Gildarts, gdy powoli wszyscy zaczęli się rozchodzić.
- Jasne. – Odpowiedział chłopak. Gdy już nikogo nie było w gabinecie, Nowy Główny Komisarz spoważniał – Co się stało ?
- Czy wiesz, dlaczego po dwóch miesiącach od śmierci Makarova dopiero zdecydowali się na taki krok, by mnie tu dać? – Natsu pokręcił głową.
- Wszystko było dobrze, dopóki ataki nie stawały się codziennością. – Zaczął wyjaśniać mężczyzna – Acnologia powróciła, ma jakiś cel, ale go nie znamy. Wszyscy sądzili, że Laxus da sobie radę ze wszystkim, ale się myliliśmy…
- Lepiej mu tego nie mówcie, bo inaczej wam zawirusuje cały system. – Ostrzegł go Natsu.
- On nie zna prawdy. – Wytłumaczył Gildarts – A czy ty ją znasz?
- Nie. – Powiedział wprost – Ale ją poznam! – zdecydował, wybrał niebezpieczną ścieżkę, która drugi raz może go pozbawić człowieczeństwa.
- Natsu, nie zapominaj kim jesteś i kim możesz się stać. – Ostrzegł go mężczyzna – Na pewno zaryzykujesz?
- Acnologia zniszczył mi rodzinę! – powiedział ostro, uderzając dłońmi o biurko – Jedyną jaką miałem i co teraz mam bezczynnie siedzieć ?
- Masz przyszłość! Nie zmienisz przeszłości, ale możesz założyć nową, szczęśliwą rodzinę! – dziwnie popatrzył się na Natsu – A szczególnie z tą blondynką … Lucy …
- A co ci się włączył tryb zboczeńca? – zapytał złośliwie Natsu – Nic mnie z nią nie łączy.
- Ja co innego słyszałem. – Przesunął fotel, by siedzieć blisko niego.
- Nic nas nie łączy! – powtórzył chłopak
- No ile razy ? – zapytał Gildarts olewając słowa Natsu.
- MÓWIŁEM… - nagle ktoś przerwał rozmowę wbiegając do gabinetu. Była to Mirajene, cała roztrzęsiona.
- Włamanie! – powiedziała ciężko oddychając.
- Spokojnie. – Rzekł Gildarts. Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
- Włamanie w dawnej rezydencji Heartfilia! – dokończyła zdanie. Natsu i Gildarts wstali.
- CO?! – krzyknęli równocześnie.
- Coś ukradli ? – dopytał się Natsu
- Podobno nic, ale rezydencja jest w okropnym stanie. – Wzięła kolejny głęboki oddech.
- A dlaczego jesteś taka zasapana? – Gildarts wypił łyk kawy.
- Bo podobno widziano Jude’a Heartfilię!!!

PROSZĘ PRZECZYTAJ!!!
Drogi czytelniku
Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)
środa, 21 maja 2014
wtorek, 20 maja 2014
sobota, 17 maja 2014
piątek, 16 maja 2014
czwartek, 15 maja 2014
Siedział na sofie, z rozłożonymi na całej długości nogami. Co kilka sekund sięgał go pojemnika z chipsami, podjadając je. Siedział już tak od 4 h oglądając raz jakieś anime, a raz przeglądając wiadomości z roku X777, próbując się czegoś dowiedzieć.
- I co Happy ? – zapytał niebieskiego kotka siedzącego obok niego. Pogłaskał go jedną ręką, po czym wrócił do oglądania – Coś mi w tym wszystkim nie pasuje … Może i wszystko łączyło by się w jedną całość, ale za cholerę nie pasują mi te spotkania. – rzekł do samego siebie – Jeśli uczestniczyli w nich rodzice tych dziewczynek, to czemu … hmmm … - podrapał się po głowie – Możliwe, że ten Dareg coś wie, lepiej on może wiedzieć wszystko, ale ciężko mi jest jego o cokolwiek wypytywać, skoro i tak nie dowiem się całej prawdy. Szkoda, że ty mi nie powiesz … Ty jesteś jak Niemy Świadek w powieści Agathy Christie.- popatrzył się na telewizor bacznie słuchając tego, co mówi prezenterka. Jednak nic nie zwróciło jego uwagi … nic szczególnego. – Właśnie … Dlaczego nic więcej nie mówią? – wziął do ręki szklankę z wodą, napił się łyka po czym wyciągnął rękę by ją odstawić. Spojrzał jeszcze raz na ekran, szklanka wyśliznęła mu się z ręki i rozbiła na tysiące kawałeczków, rozprzestrzenionych po całym pokoju. – Co … on … tam robi ? – Natsu zatrzymał nagranie, po czym szybko spojrzał na jego datę. 1 czerwca X777. Załamany zaczął się rozglądać po pokoju. – Wendy, ale … co on wtedy ? Dlatego ? – Cofnął nagranie i jeszcze raz, od początku obejrzał dokładnie nagranie, jeszcze raz i jeszcze. – On tam stoi… - ukryty w cieniu budynku, oparty o ścianę stał Dareg Froze i płakał patrząc na dziewczynkę zabieraną przez ratowników. Nawet nie próbował wytrzeć kryształowych kropelek spływających po jego policzku. Tylko patrzył i nic więcej. –Dlaczego on wtedy tam był ? Przecież to nie on zgwałcił, więc … - wstał – CHOLERA!!! – krzyknął na całe mieszkanie – Teraz to już totalnie się pogubiłem! – opadł na sofę. – Musze coś z tym zrobić … Tylko co ?
Miejsce niedaleko domu Darega
Lucy powoli szła widząc przed sobą człowieka, który zamordował jej matkę, który bezlitośnie wbił jej kulkę w czoło, który pozbawił ją jedynej osoby, którą kochała….
- „Gdzie on idzie?” – pomyślała dziewczyna. Zaczęła się rozglądać, po chwili zastanowienia odkryła miejsce docelowe tego człowieka. – „Idzie w kierunku doków…Nie mam wątpliwości, ale … Po co on tam idzie?” – nagle odwrócił się, dziewczyna szybko schowała się za drzewa. Bała się wychylić, nie była pewna do czego może być zdolny ten morderca. –
„Pamiętam, jak o tym rozmawiałam z moim kuzynem.”
(PS. Jakby ktoś nie wiedział ta rozmowa miała miejsce w Odcinku 9)
- Co takiego wspaniałego zrobiłem, że zasłużyłem na wizytę mojej ukochanej kuzynki? – powiedział kuzyn widząc Lucy, która stała w progu.
- Wiesz o co chodzi ! – krzyknęła uderzając dłońmi o blat biurka.
- Za bardzo angażujesz się w tę sprawę … - powiedział spokojnie mężczyzna poprawiając krawat.
- Do jasnej cholery !!!!!!! Mój ojciec możliwe, że jest członkiem Acnologia, siedzi teraz w więzieniu za zabójstwo Virgo i powinien …- zamilkła
- Ja wiem o czym ty nie wiesz, ale ja za to nie wiem o pewnej sprawie … Myślałem, że nie pamiętasz, ale widzę, że się myliłem – powiedział ze stoickim spokojem Kuzyn
- Ja nie chcę pamiętać …
- Wiem, ale … nie sądzisz, to dobra wymiana informacji. – Lucy popatrzyła na kuzyna. Usiadła na fotelu i zaczęła mówić. Gdy skończyła opowiadać małą część swojego dzieciństwa, rozpłakała się. – Nie wiem co mam robić! – Dareg wstał, podszedł do niej i przytulił ją.
- No już … ciii – pocieszał ją – Layli nikt nie zwróci życia, a ty nie możesz niszczyć swojego.
- Ale ja pragnę zemsty! – krzyknęła.
- Wiem, każdy ma swoją własną małą zemstę w swoim sercu, ale czy to znaczy, że każdy musi ja wykorzystać ? – powiedział jej patrząc prosto w jej oczy – Twoja matka była wspaniałą kobietą, która do końca powierzyła się sprawie, którą uważała za słuszną. Powinnaś być z niej dumna, a ten chłopak ? To było jeszcze dziecko, on sam pewnie nie wiedział co czyni. Posłuchaj skoro ty miałaś wtedy niepełne 14 lat, to on mógł mieć ile ? 15,16 ? To było dziecko, więc …
- JAKIE DZIECKO?! NIE! – sprzeciwiła się – TO BYŁ URODZONY MORDERCA!
- Pamiętaj nikt nie rodzi się mordercą, nikt nie rodzi się gwałcicielem, nikt nie rodzi się do robienia złych czy dobrych rzeczy. – próbował ją przekonać. – To czas sprawia, że z czasem nasze życie wybiera drogę, po której chce kroczyć.
- Ale … ja chcę zemsty!!! – krzyknęła ponownie.
- Jak miał na imię ? – zapytał się po chwili.
- Je… Jellal. – bała się, czuła niepojęty lęk, nie chciała wypowiadać tego imienia, ale musiała.
- Dobrze … postaram się go znaleźć, ale nic nie obiecuję. Możliwe, że już od dawna nie żyje. – obiecał jej. – Tylko mam do ciebie pytanie ?
- Jakie ? – zapytała niechętnie
- Czy gdy będziesz stała przed nim, trzymając w ręku pistolet, to czy pociągniesz za spust ? – nie chciała odpowiedzieć, odwróciła głowę, cały czas płacząc. – Czy będziesz w stanie zabić człowieka ? Przecież ty nie jesteś mordercą…
- Pewnie nie zabiję … ale tylko chyba. – odpowiedziała mu, po czym wstała, otarła oczy rękawem bluzki i wyszła, zatrzaskując drzwi.
Lucy cały czas patrzyła na mordercę swojej matki, nie wiedząc co robić. Nie miała broni, nie miała sił by się z nim zmierzyć, ale chciała wiedzieć. Chciała zabić. Nieprzeniknione pragnienie mordu ogarnęło całą dziewczyną, nigdy nie czuła się tak bestialsko.
- „Mamo … co mam zrobić?” – próbowała w swoim umyśle usłyszeć odpowiedź na to pytanie, jednak nikt nic nie chciał powiedzieć. – „Dlaczego to się wtedy wydarzyło? ” – zapytała siebie ponownie i wtedy wspomnienia powróciły ze zdwojona siłą, ten ból, to cierpienie, ta rozpacz i te oczy…
14 lat temu
Siedziała w limuzynie obok matki, która oglądała świat za szyby, ojciec wciąż przeglądał jakieś dokumenty. Nie wiedziała, gdzie jadą, po prostu kazał jej i Layli wsiąść do samochodu. Dziewczynka miała złe przeczucia, ale nic nie mogła zrobić. Po prostu siedziała i czekała, na to co ma się wydarzyć.
- Jude … - nagle odezwała się Layla. Lucy aż podskoczyła z wrażenia, nie mogąc zrozumieć dlaczego matka odważyła się na taki krok.
- Co chcesz kobieto ?! – zapytał się ostro, dając jasno do zrozumienia, że nie chce by ktoś mu przeszkadzał
- Gdzie jedziemy ? – Lucy chciała przerwać mamie, zrobić wszystko by zamilkła. Tak się bała, że coś się stanie, jednak ojciec spokojnie na nie spojrzał i z uśmiechem na twarzy odpowiedział:
- To niespodzianka moje drogie. – Lucy odetchnęła z ulgą.
- „Czyli to moja wyobraźnia” – wyjaśniła sobie, jednak po chwili jeszcze większe dreszcze przeszły całe jej ciało – „On nigdy tak się do nas nie odzywał.” – popatrzyła się w stronę ojca, po czym szybko odwróciła wzrok. – „Boję się…” – pomyślała. Nagle samochód zatrzymał się przy starej fabryce części samochodowych. – Coś się stało ? – zapytała się na głos, po czym ugryzła się w język.
- No właśnie co się dzieje? - do pytania dołączył Jude. Drzwi się otworzyły, zobaczyli, że obok nich stoi szofer
- Przykro mi, proszę państwa, ale samochód uległ usterce i będę zmuszony pójść zadzwonić po pomoc, lecz w tym miejscu nie ma zasięgu. – wyjaśnił im.
- Nic się nie stało, poczekamy … Laylo, jak widzisz jest tutaj mały lasek, może zechcesz się wybrać ze mną na spacer? – zapytał delikatnie Jude
- Oczywiście. –zgodziła się z uśmiechem na twarzy. – Kochanie proszę zostań w aucie, tata i mama chcę chwilkę dla siebie. Dobrze? – Lucy kiwnęła głową. Po chwili Layla przytuliła córeczkę, szepcząc jej do ucha – Kocham cię. – wyszła z samochodu. Po policzkach dziewczyny spływały łzy.
- Mamo … - powiedziała cicho. Rozejrzała się dookoła, poczekała chwilę, aż szofer zniknął za zakrętem, po czym cichaczem wyszła z limuzyny. Skierowała się w stronę rodziców, starając się jak najciszej dostać do miejsca ich pobytu. Gdy dotarła ujrzała pięciu mężczyzn stojących wokół jej matki, młodego chłopaka i jej ojca głupkowato uśmiechającego się w stronę żony.
- Gdzie on jest ? – zapytał
- Co ? – Layla popatrzyła na niego z goryczą w oczach. Jude dał znak jednemu z mężczyzn, który podszedł do kobiety, rzucił ją na ziemię, rozerwał suknię na plecach, chwycił bicz i zaczął ja bić.
- Coś czuję, że gwałt ci nic mi nie da, skoro ty i tak jesteś największą dziwką na świecie. – podszedł do niej, chwycił za włosy i podniósł głowę. – Ty suko! – zaśmiał się – Wiesz, że po twojej śmierci Lucy będzie tylko na mojej łasce? A, wiesz co to znaczy ? Znajdę jej tak cudownego męża, że będzie przynosiła do domu miliardy kryształów!
- Zostaw moje dziecko! – rzekła przez zęby Layla. Jeden z mężczyzn podszedł z naostrzonym prętem, zatrzymał go nad ręką kobiety.
- Oj zostawię … do czasu. – spojrzał jej prosto w oczy – A teraz jestem ciekaw jak bardzo ją kochasz ? – Lucy siedziała w krzaka przyglądając się sytuacje ze łzami w oczach. Nie mogła nic zrobić, za bardzo się bała. Z trzęsącymi się rękoma mogła tylko czekać na to co ma się wydarzyć.
- Dlaczego ? – zapytała Layla. Jude kiwnął głową, mężczyzna z całą siłą wbił metalowy przedmiot w dłoń kobiety. Ta wygięła się z bólu, jednak mocno zaciskając zęby, zdusiła w sobie krzyk. Upadła, głośno sapiąc. Spojrzała na przebitą, krwawiącą dłoń.
- Pytałaś o coś ? – powiedział z drwiną – Bo dowiedziałem się prawdy, a jej nie mogę tolerować. Będę udawał, będę zabijał, będę kłamał, będę robić wszystko by to znaleźć i by ukryć prawdę, a ty w tym mi nie przeszkodzisz! – zwrócił się w stronę mężczyzn. – Podnieście ją! – wyjęli jej powoli pręt z dłoni i unieśli. Odwrócili ją tyłem do Juda. – Rób swoje … - szepnął na ucho chłopakowi, który stał obok i patrzył na wszystko niewzruszony.
- Tak jest. – odpowiedział.
- Może po tej sprawie pozwolę jej wyjść JELLAL. – rzekł głośniej Jude. Chłopak wyjął za płaszcza czarny Colt 1911, wymierzył prosto w głowę kobiety. - Jakieś ostatnie słowo ? – zapytał Heartfilia. Layla obróciła lekko głową i spojrzała na młodego chłopaka, który w nią celował.
- Wybaczam ci … - powiedziała cicho, tak bardzo, że Lucy nie była w stanie usłyszeć tych słów. Strzelił. Lucy podskoczyła, lekko krzycząc. Szybko zatkała usta, modląc się, by nikt jej nie usłyszał.
- Słyszałem cichy krzyk. – powiedział Jellal
- „Nie, nie, nie, nie…”- powtarzała w myślach Lucy, mając łzy w oczach.
- Wy ją zakopcie! – rozkazał Jude – A ja pójdę sprawdzę.
- Tam! – Lucy to zaskoczyła, wskazał w przeciwnik kierunku, to tego w którym się znajdowała. Gdy jej ojciec oddalił się, zaczęła się czołgać w stronę samochodu. Gdy była wystarczająco daleko, wstała i pobiegła. Gdy wróciła szybko się ogarnęła, otrzepała ubrania, wytarła oczy. Jednak widziała, że jest brudna. Nie wiedziała co ma robić, cały czas płakała. Usłyszała. Zobaczyła, że w jej stronę idzie Jude. Zaczęła się rozglądać. Nagle wpadła na pomysł. Gdy już ją widział, zaczęła skakać na kolejne płytki chodniki, udając, że się bawi. Przy jednym zachwiała się i upadła.
- LUCY! – krzyknął Jude, podbiegając do niej. – Co ci się stało córeczko?
- Gdy siedziałam w samochodzie zaczęłam się nudzić i wyszłam się pobawić, ale się potknęłam. – płakała. Była cała brudna. – Gdzie mama ? – zapytała niepewnie.
- Pokłóciliśmy się… Uciekła. Jest gdzieś w lesie, ale … nie wiem gdzie dokładnie. – wyjaśnił jej, ale wiedziała, że to kłamstwo. Bała się, jednak nie mogła nic zrobić, wsiadła do samochodu i pojechała z ojcem, a gdy odjeżdżała, ujrzała jak spogląda na nią niebieskowłosy chłopak z blizną na oku. Zapamiętałą tą twarz, ale strach i ból sprawiły, że zapomniała kto tak naprawdę zabił jej matkę.
- „Po tylu latach wszystko pamiętam …” – pomyślała Lucy. Zanim się spostrzegła Jellal stał już przed wejściem do doków. Widać było, że się skrada. Lucy lekko wychyliła głowę, widząc, że patrzy on na czerech mężczyzn pijących piwo w kącie. – „Co on tam robi? ” – nagle ujrzała, że wyjmuje on za płaszcz Colta 1911. Przeraziła się, jednak całe było sprzeczne z jej żądaniami, wstała i zaczęła iść w stronę mężczyzny. – Dlaczego ? – powiedziała na głos – Dlaczego zabiłeś mi matkę ? – powtórzyła. Odwrócił się zaskoczony.
- Layla ? –zapytał, zanim się zorientował kogo przed sobą widzi. – Lucy … Ja…
- Kto tu jest?! – krzyknęli mężczyźni. Podeszli oni do dwójki, po czym zaczęli wyjmować pistolety. Lucy dopiero w tym momencie ich poznała.
- To wy … - powiedziała cicho.
- UCIEKAJ!!! – krzyknął Jellal, po czym do nich wymierzył. Strzelił trafił jednego, jednak pozostała trójka zaczęła strzelać do Jellala i Lucy. Jeden pocisk zaczął lecieć w kierunku dziewczyny, przerażona krzyknęła, jednak nic w nią nie trafiło, oprócz krwi, która trysnęła na całe jej ubranie.
- Dl…dla…dlaczego ? – nie rozumiała, Jellal upadł, jednak cały czas mierzył w przeciwników. Jeszcze kilka strzałów i Lucy ujrzała, że cała czwórka leży martwa. Gdy niebezpieczeństwo odeszło rzuciła się na niebieskowłosego, by zobaczyć jego ranę. Rozdarła jego koszulę, lecz gdy zobaczyła, jak blisko serca może być kula, zamarła.
- Przepraszam. – usłyszała nagle. Mężczyzna zakasłał krwią, wymiotując ją prosto na dziewczynę. – Przepraszam … ja nie chciałem zabijać.- płakał, a z jego płaczem zaczęły z nieba spadać krople deszczu. – Przepraszam …
- Już nic nie mów ! Ja pamiętam … Ty mnie uratowałeś, gdyby nie ty …I teraz … Przepraszam, dlatego nie umieraj, nie chce… - jego uścisk lekko się rozluźniał
- Znasz Erzę, więc powiedz jej, że ją kocham i że przepraszam … - jego głowa opadła na bok.
- Że co ?! TERAZ?! – zaczęła się oglądać – Jeśli … Musze uciekać! – zaczęła biec i gdy była wystarczająco daleko zadzwoniła po karetkę i rozłączyła się. – Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam … Przepraszam …
Szła powoli do swojego mieszkania, co chwilę rozglądała się czy nikt jej nie śledzi. Gdy doszła, szybko wbiegła do środka, zaryglowała się, podeszła do biurka i wyjęła z niego broń. Usiadła w kącie i czekała, ale nikt nie przychodzić. Minęła godzina, potem kolejna i dopiero wtedy mogła odetchnąć z ulgą. Wstała i poszła do łazienki umyć się. Gdy weszła pod prysznic, uklękła i płakała.
- Mamo …twój morderca nie żyje … obaj nie żyją. Ale jak ja mam … - nie dokończyła nie była w stanie. Szybko się umyła, przebrała i wskoczyła do łóżka. Skuliła się i myślała – Muszę rozwiązać tę sprawę ! Muszą ochronić to, za co matka oddała życie, ale najpierw muszę pójść do Erzy … Do niej ? On ją kochał ? A jeśli ja … Aaaaaaaaaaa!!!! – krzyknęła, płacząc i płacząc.
Następnego dnia rano
Lucy gdy tylko nastał poranek, zebrała się i pobiegła na komisariat. Gdy się na nim znalazła, od razu zaczęła szukać Erzy, jednak nie mogła jej znaleźć. Gdy ujrzała Gray’a podeszła do niego.
- Gdzie jest Erza? – zapytała się.
- Oj … ona … - zaczął się jąkać. – Jest w szpitalu. – powiedział cicho.
- To przez to omdlenie ? – Lucy zaniepokoiła się
- Prawie … - odpowiedział jej chłopak, po czym uciekł zostawiając jej bez wyjaśnień.
- A co ty tak dzisiaj bez Natsu ? – od tyłu podeszła do niej Mirajene. – Dziwne … czyżby rozwód ?
- A od kiedy jesteśmy razem ? – zapytała zawstydzona dziewczyna.
- A właśnie! – krzyknęła sekretarka – Słyszałaś ? Wczoraj w nocy była strzelanina w dokach, a potem wybuchł pożar i wszystkie dowody poszły w diabli. Biedni Elfman i Lisanna nie mają tam czego szukać oprócz popiołów. – Lucy przeraziła się, lekko odeszła od dziewczyny – Coś się stało? – zapytała opiekuńczo.
- Nic … tylko byłam wczoraj w tamtej okolicy, dobrze, że nie szłam do doków. – okłamała ją – Musze iść. – wybiegła z komisariatu potrącając Natsu, który właśnie przyszedł do pracy.
- Lucy, coś się … ? – nie dokończył, gdyż dziewczyna nawet się nie zatrzymała. – No nic…
- A, więc jednak rozwód! – powiedziała zadowolona Mirajene.
- Co?! – zapytał zdziwiony Natsu
- A właśnie! Laxus chciał cię widzieć, gdyż są jakieś nowe ślady w sprawie tych zwłok znalezionych w lesie. – zanim o coś się zdążyć zapytać, dziewczyna znikła w korytarzu.
- Dzisiaj chyba nikt mnie nie chce słuchać … - powiedział zawiedziony.
W szpitalu
Lucy szła do pokoju, który wskazała jej pielęgniarka z bukietem kwiatów. Niepewnie stawiała kroki, co chwilę zastanawiając się nad tym czy nie lepiej uciec. Jednak zdecydowała się wejść do środka, zapukała i weszła.
- O Lucy! – rzekła zdziwiona dziewczyna, odkładając czytana książkę na bok – Coś się stało? – łzy zaczęły ponownie płynąć po policzkach Lucy. Zamknęła drzwi, podała Erzie kwiaty i bez słowa usiadła na krzesełku.
- Jak się czujesz? – zapytała blondynka
- Oj, jak kobieta w ciąży ! – powiedziała radośnie. Lucy w tej chwili zamarła. Nagle zaczęła się miotać po pokoju. Przystanęła.
. Czy … czy to … Jellala ? – zapytała ledwo chwytając powietrze.
- Tak, ale skąd wiesz? Znasz go ? – Erza była lekko zdezorientowana. Nagle Lucy upadła na kolana przez łóżkiem na którym leżała Scarlet. Przycisnęła czoło do podłogi. – Lucy co ty?
- PRZEPRASZAM! – wrzasnęła – Jellal nie żyje … przeze mnie…
- Że … co ?! – Erza wstała i podeszła do Lucy by ją podnieść. – O czym ty gadasz?!?!!?!?
- Wczoraj ta … strzelanina … on mnie osłonił… i zginął!!! – powiedziała, nie mogąc dobrze wypowiedzieć zdania.
- Ale dlaczego?! – Erza usiadła, miała ochotę krzyczeć, jednak dusiła w sobie uczucia. Martwiła się o dziecko, dlatego chciała zachować spokój.
- Jellal był tym, który zabił moją matkę … On prosił ci przekazać, że … kocha cię … i przeprasza. – Lucy wstała i chciała uciec. Nagle poczuła dłoń Erzy na swoim ramieniu.
- Czy mu wybaczyłaś ? – zapytała Erza. Lucy spojrzała na nią i na jej łzy spadające na białą pościel.
- Tak. – odpowiedziała stanowczo. – Zapomniałam wiele rzeczy, byłam pewna że to wszystko jego wina, ale… już wszystko dokładnie pamiętam… Wszystko.
- Dziękuję … - uśmiechnęła się – Więc mógł odejść w spokoju.
- PRZEPRASZAM!!! Ty i twoje dziecko, ja … - Erza pokręciła głową.
- Będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć swojemu dziecku, że jego ojciec był dobrym człowiekiem … Dziękuję. Mówił mi o niewinnej kobiecie, którą musiał zabić. Nie dawało mu to spokoju, chciał odkupić swoje winy, ale nie pamiętał kim była … Dobrze, że odkupił swoje winy ...
- Erzo … - podeszła do niej i się wtuliła w jej ciało. Obie płakały próbując okryć jak powinny dalej żyć …
W królestwie Laxusa
Cały czas patrzył na jeszcze jeden kawałek papieru, który dostał on swojego dziadka. Podjął decyzję, by powiedzieć o tym wszystkich, znał jej konsekwencje, ale nie mógł pozostawić tą sprawę nierozwiązaną. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę! – powiedział. Do środka wszedł Natsu, trzymając w ręku kasetę.
- Chciałeś mnie widzieć, a i ja też chcę ci coś pokazać! – rzekł szczęśliwy.
- Usiądź! – rozkazał Laxus. Chłopak posłusznie usiadł na krześle. – Mam ważną rzecz do powiedzenia. Otóż zwłoki, które odnaleźliśmy należą do ….
Ciąg dalszy nastąpi …
